Żegnaj NRD (1): Początek
Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Żegnaj NRD (1): Początek

Każdy inteligentny blogokomentator może sobie wyguglać skąd pochodzę i gdzie studiowałem. A ponieważ było tak, jak było ogłaszam się samozwańczym ekspertem od NRD i rozpoczynam cykl wykładów na temat wyższości NRD nad resztą świata lub odwrotnie. 40 lat NRD - 40 lat socjalistycznego cyrku to najlepsza charakterystyka tego dziwnego tworu. Hasło podobno autentyczne (trudno mi potwierdzić wiarygodność naocznego świadka, ale ma on tytuł profesora), tyle że lat było wtedy 20.

No dobra, jestem ze Szczecina, NRD dla mnie od zawsze było tuż za miedzą. Najpierw mimo wszystko daleko - nie dało się tam pojechać, ale później zrobiło się całkiem blisko - do wyjazdu wystarczał dowód osobisty + książeczka walutowa. Nie pamiętam już, czy rodzice kupowali marki NRD na czarnym rynku, czy wystarczało to, co można było wymienić na książeczkę walutową, ale kraj za miedzą stał otworem.

NRD widziane oczyma Polaka przyjeżdżającego na zakupy do Schwedt albo Berlina było całkiem fajne. Nowe bloki w miastach były o wiele ładniejsze od szarych, smutnych bloków w Polsce.

Bloki w Erfurcie

Post NRD-owskie bloki w Erfurcie

Była autostrada aż do Berlina i dalej, nie taki ogryzek jak pod Szczecinem. Co prawda też dziurawa, ale zawsze. Ale najfajniejsze były sklepy. W takim w sumie nie za dużym mieście jak Schwedt (jakieś 50.000) dom towarowy był taki, że w Szczecinie do dziś takiego nie ma.

Dom towarowy w Schwedt

Dom towarowy w Schwedt (NRD) Żródło: http://schnitzler-aachen.de

Wejście z kurtyną powietrzną, schody ruchome... W tamtych czasach to było coś. A co dopiero mówić o domu towarowym na Alexie w Berlinie.

Dom towarowy na Alexanderplatz w Berlinie

Dom towarowy na Alexanderplatz w Berlinie za czasów NRD. Żródło: Bundesarchiv Bild 183-K0212-0301-001

A w tych domach towarowych...

  • Ładne, kolorowe artykuły gospodarstwa domowego, zwłaszcza te z tworzyw sztucznych, jakże inne od przaśnych, szaroburych dostępnych w Polsce.
  • Piękne,  praktyczne wyroby z cienkiego szkła jenajskiego, takich w Polsce nie było.
  • Bardzo przyzwoite i niedrogie narzędzia (niektóre kupione w tamtych latach mam i używam do dziś).
  • Buty, buty, buty, dla bogatszych nawet licencyjny Salamander. Ponieważ Polacy masowo je wykupywali, celnicy NRD-owscy nie pozwalali na ich wywóz. Więc jechało się w jakichś zużytych, które się w drodze powrotnej wyrzucało. W lesie koło drogi tworzyły się całe wysypiska starych, polskich butów.
  • Ubrania i buty dla dzieci, styl ich może nie był najpiękniejszy, ale za to były dotowane przez państwo, więc za pół darmo. I w wyborze.
  • Artykuły papiernicze i szkolne - jak i plastiki - kolorowe i fajne, nie szare i smutne.
  • Żywność generalnie nie była rewelacyjna, ale czekoladę, rodzynki i migdały zawsze można było sobie przywieźć.
  • No i najfajniejsze: Zabawki. Kolejki elektryczne firmy PIKO. Plastikowe modele do sklejania. Klocki różnego rodzaju, Samochodziki. I jeszcze, jeszcze, jeszcze...

A po zakupach trzeba było tylko postarać się, żeby NRD-owski celnik nic nie zabrał i już można było się cieszyć, jak się u nas w domu mówiło, łupami.

I tak fajnie było aż do roku bodajże 1980, kiedy to w Polsce wybuchła epidemia pryszczycy. Co? Nikt takiej epidemii nie pamięta? A, prawda, w Polsce nazywało się to inaczej, strajki, czy jakoś tak, ale w NRD upierali się że to pryszczyca i już. I dla ochrony NRD-owskiego bydła granicę zamknięto.

To dopiero początek cyklu. W następnych odcinkach: agenci Stasi, członkowie SED, donosiciele, przeszukania, dzielna Armia Radziecka i piwo. Stay tuned.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


1 komentarz do “Żegnaj NRD (1): Początek”

  1. fourmg pisze:

    Pierwszy raz w NRD byłem jesienią 1973 roku,był to w ogóle mój pierwszy wyjazd poza Polskę,ale nic dziwnego,miałem wtedy dopiero 7 lat.Był to wyjazd już tylko na dowód osobisty,ja oczywiście byłem wpisany do dowodów rodziców,(kiedyś było to możliwe).Prawdopodobnie byliśmy wtedy we Frankfurcie/Oder i Eisenhuttenstadt.Z tego wyjazdu pamiętam Trabanta w sklepie za szybą,musiało być to duże przeżycie,jeśli to zapamiętałem.Z zabawek pamiętam taki zestaw ,”mały konduktor”,bardzo ładnie wykonany,był tam lizak,jakieś na pewno inne akcesoria i bloczki biletów do wyrywania.
    Później z wyjazdami nie było łatwo,do wyjazdu do RFN trzeba było mieć:
    zaproszenie,
    zezwolenie z WKU(armia)
    paszport z wkładką przekroczenia granicy,
    wizę,
    książeczkę walutową,(dawali 100,-Marek DDR na tranzyt,jeśli jechałem pociągiem,marki sprzedawałem przed wyjazdem i kupowałem zachodnie),
    międzynarodowe prawo jazdy,
    zieloną kartę ubezpieczenia pojazdu
    i na końcu na granicy wypełniało się DDR’owską wizę tranzytową(tak mi się mocno wydaje),nie piszę już o bilecie kolejowym,bo jest to już dokładnie opisane.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów