Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Żegnaj NRD (12): Coś w NRD jednak robili dobrze i nie była to broń

Natknąłem się kiedyś w zachodnioniemieckiej telewizji na wypowiedź jakiegoś fachowca od gospodarki, który twierdził że NRD miała dwa produkty na światowym poziomie:

  • Mini-ciężarówkę Multicar. To była bardzo udana koncepcja, a 70% produkcji modelu M25 szło na eksport. Pojazd ten był spotykany również w Polsce.
Multicar M25

Multicar M25 Żródło: Wikipedia, Autor Mattes

  • Rotkäppchen-Sekt (Wino musujące "Czerwony kapturek"). Nazwa nawiązywała do czerwonej folii aluminiowej w górnej części butelki.
Wino musujące Rotkäppchen

Wino musujące Rotkäppchen

Coś w tym jest - obie firmy przetrwały zjednoczenie i po prywatyzacji nieźle radzą sobie na rynku do dziś. A to raczej wyjątek. Większość dawnych marek NRD-owskich jeżeli jeszcze istnieje, to należy już do wielkich koncernów albo została wykupiona za bezcen przez podupadłe mniejsze firmy i występuje co najwyżej w ilościach śladowych. Większość firm NRD-owskich po prostu zbankrutowała i/lub została sprzedana firmom zachodnim po symbolicznej marce.

Ale oprócz tej pierwszej ligi produktów na poziomie światowym istniało całkiem sporo produktów drugoligowych, ale o jakości akceptowalnej na Zachodzie. A poziom "akceptowalne na Zachodzie" odpowiadał w bloku socjalistycznym poziomowi "super-ekstra".

W katalogach zachodnich firm wysyłkowych, takich jak Quelle, Neckermann czy Otto można było zobaczyć wiele NRD-owskich produktów, zwłaszcza sprzętu gospodarstwa domowego. Pod marką AKA-Electric produkowano odkurzacze, roboty kuchenne, suszarki do włosów, żelazka itp. większość z nich w całkiem przyzwoitej jakości i niezłym designie. W Polsce wtedy pokutowały jeszcze przedpotopowe, słabiutkie Zelmerowskie odkurzacze w kształcie leżącej na ziemi rury, co prawda już nie w kształcie rakiety (jak Alfa K-2), tylko w obudowie prawie skrzynkowej, ale o konstrukcji prawie nie zmienionej od wczesnych lat 60-tych. NRD-owski odkurzacz miał w porównaniu z nimi siłę ssania trąby powietrznej i wygląd miss krajów socjalistycznych. Polskie żelazka miały wtedy jeszcze uchwyty z czarnego, obleśnego bakelitu a polskie suszarki do włosów ciężkie silniki indukcyjne. Chyba wszystkie NRD-owskie elektryczne urządzenia AGD były lepsze niż polskie, stąd pociągi jadące do kraju były zawsze pełne tego sprzętu. A czego celnicy nie zabrali lądowało w Polsce.

Suszarka do włosów Diana, NRD, ok. 1985

Suszarka do włosów Diana, NRD, ok. 1985 Autorka: AgataNal

Absolutnie kultowym urządzeniem był Party-Grill. Prościutkie ale bardzo przydatne urządzenie. Ile to rożnych potraw można było przy jego pomocy sporządzić. Tosty, grillowaną kiełbasę, kotlety, szaszłyki...

Party Grill, NRD, ok. 1985

Party Grill, NRD, ok. 1985 Autorka: AgataNal

Nie tylko urządzenia elektryczne robili niezłe. Mieli też fajne garnki emaliowane w ładnych kolorach, sokowniki, sztućce (ja swoich używam od tych 20 lat, regularne zmywanie w zmywarce trochę zaszkodziło nożom ale poza tym są nadal super), różne pomoce kuchenne i fajne plastiki.

Plastikowa konewka z NRD, ok. 1980

Plastikowa konewka z NRD, ok. 1980

Plastikami nawiązujemy do jednego z przedmiotów dumy NRD - przemysłu chemicznego. Naczelne jego hasło brzmiało: Chemie schafft Reichtum, Nahrung, Schönheit - Chemia tworzy bogactwo, żywność, piękno. Chemia z tym bogactwem i pięknem to jeszcze jakoś brzmi, ale z żywnością nie za bardzo. Plastiki rzeczywiście były piękne, kolorowe, całkiem niezły design, ale były też ciemne strony tej branży. Można było je zaobserwować  jadąc pociągiem do kraju - przed Halle pociąg przejeżdżał przez sam środek wielkiego kombinatu chemicznego Leunawerke. Przez kilkanaście kilometrów można było przyjrzeć się księżycowemu krajobrazowi przemysłowemu i nawdychać szkodliwych oparów. Fabryka chemiczna składa się z mnóstwa rurociągów, na każdym z nich średnio co kilkanaście metrów jest jakiś zawór, a tam naprawdę trudno było dopatrzeć się jakiegoś zaworu z którego nie wydobywał się obłoczek (albo i spory obłok) pary, daj Boże żeby tylko wodnej. Zmysł węchu twierdził jednak niezbicie, że to nie sama para wodna. Po zjednoczeniu cały ten olbrzymi zakład został sprzedany Francuzom chyba za symboliczną jedną markę - w każdym razie była to nie wyjaśniona do końca afera. Z drugiej strony Francuzi musieli zbudować zakład praktycznie od nowa usuwając jednocześnie wszystkie skażenia terenu - a jak donosili naoczni świadkowie, na terenie zakładu gdzieniegdzie rtęć stała w kałużach. Dosłownie.

Niektóre produkty NRD-owskiego przemysłu chemicznego były całkiem udane. Na przykład seria proszków do prania sprzedawana pod marką Spee. Marka ta po zjednoczeniu została wykupiona przez koncern Henkel i jest obecna na rynku do dziś. Inne NRD-owskie proszki do prania były o wiele gorsze, widywałem w nich parocentymetrowe bryłki nie zmielonych składników. Pod koniec NRD pojawiły się w sprzedaży nawet kolorowe i pachnące płyny do płukania tkanin, jednak ich stabilność pozostawiała wiele do życzenia.

Chemia gospodarcza z NRD

Chemia gospodarcza z NRD

NRD-owskie kosmetyki nie były rewelacyjne, Pollena robiła lepsze. Wyjątkiem były oczywiście licencyjne kosmetyki z NRD, na przykład dezodoranty BAC.

Podobny "podział klasowy" istniał w branży tekstylnej i obuwniczej. Normalne wyroby były raczej siermiężne, miały w przestarzałą stylistykę i zrobione były z materiałów z dużym udziałem tworzyw sztucznych. Za to były tanie. Ale istniała również sieć sklepów "Exquisit", odpowiadających z grubsza naszej "Modzie Polskiej", ale jeszcze lepszych. Tam standard był już prawie zachodni, dobre materiały, aktualny styl, super obsługa, przy produktach licencyjnych jak buty "Salamander" te same modele co w RFN. Panie szalały szczególnie za sprzedawaną tam bielizną damską, nie znający niemieckiego polscy robotnicy budowlani kupujący w sklepach Exquisit biustonosze dla swoich żon i/lub kochanek byli wśród polskich studentów stałym tematem żartów i mniej lub bardziej autentycznych opowieści. Pod koniec NRD w sklepach Exquisit pojawiały się nawet produkty zachodnie, na przykład moda z kultowego serialu Miami Vice, pokazywanego oczywiście tylko w zachodniej telewizji. Zachodnia jakość miała swoją cenę. O ile buty w normalnym sklepie kosztowały rzędu kilkudziesięciu marek to licencyjny Salamander nie schodził poniżej stu a i dwieście nie było rzadkością (przypominam: stypendium 360M, średnia płaca 800). Ja po tym, jak kupione przeze mnie w normalnym sklepie i za normalną cenę buty okazały się być nie do chodzenia (po krótkim czasie nogi bolały mnie aż do kolan), kupowałem już tylko Salamandry. Skąd miałem na to pieniądze? Jeszcze o tym napiszę.

W NRD robili też całkiem niezłe narzędzia. Kolorowe, plastikowe uchwyty, niezła jakość - niektórych narzędzi kupionych jeszcze w latach 70-tych używam do dziś. Fajne były też plastikowe skrzynki na narzędzia, śrubki itp. Znowu polskie elektronarzędzia były lepsze. Bo licencyjne.

Sprzęt grający made in GDR nie był specjalnie dobry. Unitra robiła lepszy, między innymi dlatego że w dużym stopniu licencyjny. Telewizor Jowisz z kineskopem na licencji RCA był jakościowo lepszy od NRD-owskich, polskie radiomagnetofony na licencji Grundiga też. Również wiele krajowych konstrukcji przewyższało ich odpowiedniki z NRD, na przykład amplituner Radmor, magnetofony szpulowe serii Aria (chętnie kupowane w NRD, mimo że też badziew), mini wieże Unitry czy głośniki i zestawy głośnikowe Tonsilu. Wiele modeli krajowego sprzętu było robione na eksport na Zachód, NRD-owskiego nie.

Wieża RFT S3000 HiFi, NRD, ok.. 1985

Wieża RFT S3000 HiFi, NRD, ok.. 1985

NRD-owcy opracowali też elektroniczne mechanizmy do zegarków i budzików, wiem że teraz są takie chińskie po groszu za tuzin, ale wtedy jeszcze nie było. Robili na nich szeroki asortyment budzików oraz zegarów naściennych i stojących, wiele modeli było naprawdę ładnych.

Budziki z NRD, po lewej i prawej elektroniczne ok. 1985

Budziki z NRD, po lewej i prawej elektroniczne ok. 1985

Jeszcze dwie branże były przedmiotem szczególnej dumy NRD: Mikroelektronika oraz mechanika precyzyjna a w szczególności sprzęt fotograficzny. Obu tym tematom poświęcę osobne notki. Być może powstanie też specjalna notka o zabawkach. Mniej dumne były osiągnięcia NRD w branży motoryzacyjnej, ale notka o tym też będzie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


11 komentarzy do “Żegnaj NRD (12): Coś w NRD jednak robili dobrze i nie była to broń”

  1. Multicar – rewelacyjne wstrzelenie się w potężną niszę na demoludowym rynku, zdominowanym przez producentów ciężkich, topornych Kamazów, Jelczy czy innych Tatr.

    Rotkäppchen – przez długi czas obstawiałem, że trzymają się na rynku tylko siłą ostalgii. Pamiętam, że jakieś 2 lata temu próbowali wprowadzić pod swoją marką także wina niemusujące, zwykłe białe i czerwone. Jak będę następnym razem w Kauflandzie to spróbuję przyuważyć, czy to się na rynku utrzymało.

    Partygrill – używałem tego przez cały okres moich studiów i jeszcze po nich. Poszedł do zsypu dopiero 5 lat temu.

  2. cmos cmos pisze:

    Multicar – rewelacyjne wstrzelenie się w potężną niszę na demoludowym rynku

    Ale przecież nie tylko na demoludowym rynku. W tej klasie były dostępne tylko kompletnie przestarzałe trójkołowce w rodzaju Piaggio i nic więcej. Multicar był chętnie kupowany również na Zachodzie.

  3. Na Zachodzie były pickupowe wersje VW ogórka, tudzież japońskich miniciężarówek, chociaż te drugie pewnie nie aż tak popularne. No i Multicar na pewno był konkurencyjny cenowo :-)

  4. cmos cmos pisze:

    Pickupowy ogórek był za duży do jeżdżenia po chodnikach, jak Mullticar. I nigdy nie widziałem sprzętu do odśnieżania zamontowanego na dostawczaku.

  5. lehoo pisze:

    Takiego party-grilla mam do dziś i bardzo chwalę. Takoż NRD-owski Kafee-Automat :-)

  6. araya pisze:

    Ja z AKA-Electric mam na chodzie taki grill (tylko nie taki czysty i błyszczący), a do tego ręczny toster z grzałkami jedynie po środku i klapkami na pieczywo (trzeba otwierać każdą klapkę i ręcznie obracać kromkę) i jeszcze prawdziwy 2-płytowy grill, w którym wychodzą ekstra tosty z pieczarkami i serem. Pozdrowienia. Super blog i super wspomnienia.

  7. cmos cmos pisze:

    @araya
    trzeba otwierać każdą klapkę i ręcznie obracać kromkę

    Wiem o który toster chodzi. Ale tam jest taki mechanizm, żeby kromka się sama obracała. Jak otworzyć klapkę niezbyt szybko, to kromka powinna zsunąć się pionowo i dzięki klinom na dole zjechać na tę klapkę. Teraz klapkę zamykamy i kromka jest obrócona bez pomocy rąk.
    Wiem, nie działa na 100%.

  8. cmos cmos pisze:

    @ztrewq
    Nie mogę uwierzyć, że nie wspomniałeś nic o aparatach fotograficznych

    Przecież na końcu piszę, że będzie o tym notka. Potem się okazało, że wyszły mi nawet dwie.

  9. ztrewq pisze:

    Nie mogę uwierzyć, że nie wspomniałeś nic o aparatach fotograficznych (np. Practica!) i znakomitych obiektywach Carla Zeissa. Obiektywy CZ z gwintem M42 wyprodukowane w NRD do dzisiaj są używane i cenione.

  10. fourmg pisze:

    Były jeszcze zegarki naręczne marki Ruhla dostępne też w Polsce,ale chyba krótko,chorowałem na takiego,ale w końcu nie udało mi się kupić.Godziny były pokazywane w formie cyfrowej na obrotowej tarczce,analogicznie jak w innych zegarkach datownik.To było już coś pomiędzy zegarkiem tarczowym,a zegarkiem z wyświetlaczem elektronicznym.

  11. piotrek880129 pisze:

    Mieli też inny hit eksportowy wagony piętrowe starsza wersja 4 wagonowy zespól trafiła do prawie wszystkich demoludów w tym na PKP 1989 pojedynczych członów kiedyś bardzo popularna znana pod oznaczeniem Bipa lub Bhp. W 1988 roku zamówiono 160 wagonów Bdhpumn (obecnie Bmnopux)też piętrowych ale wagony mogły być podłączane pojedynczo. Poza tym mieli dobre wagony sypialne które w dużej części używane są do dziś.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów