W 1988 stało się to tak popularne, że ambasady nie wyrabiały, przed ambasadą Norwegii ustawiono specjalnie metalowe barierki, żeby kanalizować kolejkę.
A z dzisiejszego punktu widzenia? Ostatnio przeglądałem swoje stare papiery, w tym paszport z tamtego okresu, z którego byłem dumny — w urzędzie musieli wkleić mi dodatkową rozwijaną harmonijkę, bo nie mieściły się w nim wizy i stempelki. Kolega kiedyś powiedział „Ale zajeżdżony paszport!…”, teraz wydał mi się niczym takim. Pamiętam mnóstwo energii zmarnowanej na urzędy i ambasady. Na podróże, kombinowane bilety kolejowe w strefie wschodniej, autostop w zachodniej… niczego nie żałuję, ale to było trochę tak, jak powiedział kiedyś Kisielewski: „Socjalizm to jest system, w którym ludzie dzielnie walczą z problemami nieznanymi w innych systemach” (Cytat luźny, jeżeli ktoś ma ochotę, może podać dokładny; mnie chodziło o sens wypowiedzi).
]]>Czyli wyraźnie regionalne. Albo naraził się ktoś z bliższej lub dalszej rodziny. Bo pół mojej rodziny i bardzo wielu znajomych jeździło wtedy na wycieczki na Zachód i jakoś problemów nie mieli. Pamiętam też wyjeżdżających na stałe, na przykład jeden kolega z klasy równoległej wyjechał w 1983 z rodzicami na stałe do USA, wcześniej pożyczając od swoich kolegów (na szczęście nie byłem z nim tak blisko żeby ode mnie coś pożyczył) różne cenne rzeczy i spieniężając je. Też nie mieli problemu z uzyskaniem paszportu.
]]>To musiałeś jakoś podpaść, albo coś regionalnego. Bo ja pamiętam dzikie tłumy w Urzędzie Paszportowym i kolejki stojące nierzadko całą noc. Po odbiór też. Przynajmniej w Szczecinie.
]]>