Życie w NRD było łatwiejsze niż w Polsce, ale RFN na wyciągnięcie ręki sprawiało, że było trudniejsze do wytrzymania. Wielu ludzi decydowało się na próbę zmiany swojego miejsca zamieszkania. Nielegalną. I niebezpieczną.
W NRD posunęli się w pilnowaniu swoich ludzi do tego, że zainstalowali piekielne urządzenia zwane Selbstschussanlage (samopał)
W zasadzie była to odmiana miny lądowej, pociągnięcie linki wyzwalającej powodowało odpalenie materiału wybuchowego wyrzucającego kierunkowo odłamki na odległość do 120 metrów. Urządzenia te zlikwidowano w 1983 pod naciskiem RFN (za marchewkę robił nisko oprocentowany duży kredyt). Ucieczka zrobiła się trochę (ale tylko trochę) mniej niebezpieczna. Żołnierze nadal mieli rozkaz strzelania do uciekinierów i robili to (a co mieli zrobić, warunki na granicy od strony NRD były prawie wojenne).
Wielu ludzi zginęło w trakcie ucieczki, innym się udało - ale zazwyczaj tym bardziej pomysłowym. Uciekano własnoręcznie zbudowanymi samolotami albo balonami, opancerzonymi ciężarówkami, zjeżdżano po lince na drugą stronę muru (to w Berlinie), robiono podkopy, ukrywano ludzi w samochodach itp.
Niektórzy mieli więcej możliwości - wtedy, jak na przykład znany trener Jörg Berger, w trakcie pobytu w Jugosławii wchodzili do ambasady RFN i tam dostawali fałszywe paszporty, na które potem wyjeżdżali, albo robili inne kombinacje. Bardzo częste było również że NRD-owcy wyjeżdżający na Zachód legalnie (służbowo czy na wycieczkę) po prostu nie wracali.
Ale istniała też legalna droga wyjazdu - należało po prostu złożyć Ausreiseantrag (podanie o wyjazd), czyli zgłosić się jako "ausreisewillig" (chętny do wyjazdu). Ale znowu: To się tak łatwo mówi. W praktyce było to coś dla lubiących rosyjską ruletkę. Bo możliwości były dwie:
- Uzyskiwało się zgodę na wyjazd - wiązało się to jednak z utratą całego majątku.
- Nie uzyskiwało się zgody na wyjazd. I trzeba było się liczyć z utratą dotychczasowej pracy i koniecznością wzięcia czegoś bardzo nisko płatnego, no i w praktyce z utratą dużej części majątku. Plus jeszcze inne szykany.
Nie muszę chyba dodawać, że pierwszy wariant był rzadki. No w zasadzie był jeszcze trzeci - trwanie w zawieszeniu, długotrwałe oczekiwanie na rozpatrzenie wniosku. Ale status już się za człowiekiem ciągnął i szykany już zaczynały. Od razu odbierano takiemu dowód osobisty i wystawiano tylko zaświadczenie. Policja przy kontroli dokumentów często traktowała ludzi legitymujących się takim zaświadczeniem jakby wcale nie mieli dokumentów i potrafiła wsadzić takiego delikwenta na 24. Szykanowano często też bliższą lub dalszą rodzinę chętnych na wyjazd.
Ciekawe jest, że najwięcej podań o wyjazd było z okolic Drezna - czyli tam gdzie nie było zachodniej telewizji. Oglądanie ARD i ZDF zdecydowanie pomagało w pozbyciu się złudzeń o kapitalistycznym raju.
Teraz z (pozornie) innej beczki. Po powrocie z RFN, tak gdzieś w początku 1988, zauważyłem na antenie przejeżdżającego samochodu zawiązany kawałek białej wstążki. O, ślub, pomyślałem. Ale wkrótce zauważyłem takie wstążeczki jeszcze parę razy i to już było za dużo jak na śluby. Zwróciłem więc uwagę na nie i okazało się, że już tak gdzieś co dziesiąty samochód jeździł ze wstążeczką na antenie a potem robiło się ich coraz więcej. Jak się dowiedziałem, wstążeczkę wiązali sobie właśnie ci, którzy byli ausreisewillig. Skala tego zjawiska była olbrzymia, tym ludziom (jak pisałem w poprzednim odcinku) nagle naprawdę zrobiło się wszystko jedno i woleli rosyjską ruletkę od swojej NRD-owskiej egzystencji. Dzięki temu, że się tym chwalili można było zobaczyć ile ich jest. Te samochody to były najczęściej Wartburgi, czyli ludzie nimi jeżdżący należeli do lepiej sytuowanych, wykształconych i z wyższymi aspiracjami. I oni masowo stawiali wszystko na jedną kartę. Nie było szans - to się musiało wkrótce zawalić. Niektórzy polscy "kombatanci" chwalą się swoją niesamowitą odwagą, bo nosili w klapie opornik. Cóż to jest w porównaniu z tą wstążeczką - zdarzało się, że ludzie za odmowę jej zdjęcia naprawdę lądowali na wiele miesięcy w więzieniu a ich samochód był rekwirowany. Tylko za to. W 1988.
Statystykę podań o wyjazd można zobaczyć TUTAJ. W 1987 liczba osób które złożyły podanie przekroczyła 100.000 (uwaga: chodzi o sumę wszystkich ludzi ze statusem ausreisewillig, nie o ilość podań złożonych w tym roku). Przypominam, że NRD liczyło mniej niż 17 milionów mieszkańców.
Bywały też różne dziwne sytuacje. Chyba był 1988, w środkach masowego przekazu NRD i RFN toczyła się bitwa propagandowa o jakiegoś NRD-owca który był, nie pamiętam tak dokładnie, ale chyba służbowo w Berlinie Zachodnim. Tam [złapano go na kradzieży | wrobiono go w kradzież] w sklepie, zawieziono na policję, gdzie [poprosił o | wystawiono mu wbrew jego woli] na fałszywe nazwisko paszport RFN, którego nie podpisał a potem go wypuścili. Wtedy tylko podejrzewałem, ale dzisiaj wiem więcej i było to prawdopodobnie tak: Facet był w Berlinie Zachodnim i chciał sobie załatwić paszport na ucieczkę. Ukradł więc coś w sklepie i dał się złapać (żeby zgubić ewentualny ogon i mieć alibi na NRD), na policji poprosił o paszport i go dostał. No ale paszport został znaleziony (albo sam spietrał i zgłosił całe wydarzenie) i się wytłumaczył. Po tym jak zobaczyłem relację z trochę podobnej akcji przeprowadzonej przez Jörga Bergera (w odcinku Willi's VIPs) to w ogóle nie mam wątpliwości jak było.
Ducha roku 1988 dobrze oddają dowcipy:
Co będzie jak wieża telewizyjna w Berlinie się przewróci?
Będzie można jeździć windą do Berlina zachodniego.
albo:
Honecker wraca z podróży zagranicznej (wtedy dużo jeździł za granicę, kraj mu się sypał a w różnych krajach zachodnich przyjmowali go z honorami), wylądował jego samolot - a tu nikt go nie wita. No dobrze - myśli sobie - pewnie oglądają mnie w telewizji. Dalej jedzie samochodem - a tu na ulicach pusto. Zdziwienie coraz większe. Samochód jedzie koło muru. W murze wielka dziura, a koło niej napis "Erich, jesteś ostatni, jak będziesz wychodził, zgaś światło".
Tak właściwie była jeszcze jeszcze inna droga wyjazdu. Przez Polskę. Na przykład aspirant A. ożenił się z dziewczyną z NRD, wyjechali razem do Polski, dziewczyna zmieniła obywatelstwo i już - mogła pojechać do RFN. Tylko formalności trwały tak długo, że w międzyczasie NRD padło i tylko siedząc na miejscu byłoby szybciej. No ale wszystkiego nie da się przewidzieć.
EDIT: Ponieważ poskanowałem zdjęcia, to mogę coś dołączyć: Mur od strony wschodniej (z dość daleka, bo wiele bliżej się podejść nie dało, a tak długim obiektywem udało się złapać Siegessäule w tle), rok 1988.
To samo miejsce, tylko od drugiej strony i jakiś rok później (lato 1989).
W następnym odcinku: Tłumaczenia.







@triominos
Witam również.
„była jeszcze jedna droga. Zostać sprzedanym do RFN.”
No ale na to trzeba było mocno zasłużyć i skala tej sprzedaży nie była duża. Więcej ludzi sprzedawali na przykład Rumuni (patrz odcinek 26).
Witam,
była jeszcze jedna droga. Zostać sprzedanym do RFN. Ale trudno było to sobie zaplanować, niemniej handel ludźmi stanowił źródło dodatkowych dewiz, a co ważniejsze – pozbywano się skutecznie opozycji.