Jak dotąd tak sobie, w tym tygodniu muszę siedzieć w Norymberdze z dala od domu.
Pozdrawiam również.
]]>Tak czy siak… Z tymi LEDami to już widzę że dobry sposób na recesję. Osobiście jak jestem na operze, nie rozumiem co śpiewają, ale tam liczą się emocje.
Mam nadzieję że Nowy Rok, Tobie idzie pomyślnie? Mi coraz bardziej… Rozkręcam się. Ba wróciłem na blogsferę;)
Pozdrawiam.
]]>Prawda, ale moi rodzice chodzą regularnie i mnóstwo ich znajomych też (jakbym miał bilety po 6 euro to też bym chodził regularnie). No i przy operze, w której słucha się w Nabożnym Skupieniu jak wokalistka bierze najgórniejsze C po włosku to pewnie miałbyś rację. Ale to jest operetka, taki starszy pop, żeby wracając do domu zanucić sobie co lepsze kawałki. I moi rodzice nie chcą nucić „Meine Liebe, deine Liebe, die sind beide gleich…” tylko „Moja miłość, Twoja miłość, nasze ABC…„. Wokalisty męczącego niemiecki nie chcieliby słuchać ani Polacy męczący się z tekstem z wyświetlacza, ani Niemcy męczący się słuchając kaleczenia języka.
]]>Na polskich śpiewaków śpiewających w Polsce po niemiecku to pewnie nie przyszliby ani Polacy ani Niemcy ![]()