Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Operetka na pograniczu

Dawno nic nie pisałem - dużo roboty, byłem chory, a potem w kraju. Z kraju przywiozłem slajdy ze studiów i sporo materiałów - będą nowe odcinki o NRD. Oprócz tego w kraju byłem z żoną w Operetce.

Operetka nazywa się właściwie Opera na zamku, a kiedyś Teatr muzyczny, ale od kiedy pamiętam (a pamiętam jeszcze jej pierwszą siedzibę w kasynie wojskowym na Potulickiej) wszyscy mówią na nią Operetka.

Grali Krainę uśmiechu Lehára. Nie byłoby o czym wspominać - w końcu nie prowadzę bloga popkulturze początku XX wieku - gdyby nie coś, czego nigdy wcześniej w teatrze nie widziałem. Otóż nad sceną wisiał tam wielki, taki szeroki jak i scena, LED-owy, zielony wyświetlacz na dwie linie po 56 znaków. Na wyświetlaczu leciał tekst sztuki po niemiecku (czyli w tym przypadku w języku oryginału). Tekst niemiecki w wielu miejscach jakoś tak lepiej pasował do muzyki. Zauważyłem kilka literówek, ale ogólnie to świetnie. No ale po co to wszystko? Przecież mało kto z bywalców opery w Polsce zna niemiecki na tyle, żeby śledzić tekst oryginalny.

Kiedy szliśmy w stronę opery, minęliśmy trzy duże autobusy z których wysiadali ludzie kierujący się następnie w ta sama stronę, co i my. Byli to Niemcy z pobliskich miejscowości. Dla nich to najbliższa opera, a nawet jeśli nie, to koszt wycieczki do opery w Szczecinie jest raczej niższy niż cena samego biletu do opery w Berlinie. Co prawda w Szczecinie mówią i śpiewają w egzotycznym języku, ale jeżeli są napisy, tak jak w kinie... Szacun za pomysł.

 

Podobne donosy

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


6 komentarzy do “Operetka na pograniczu”

  1. Dziwne. Z reguły robi się odwrotnie – śpiewa w języku oryginalnym a napisy lecą w tłumaczeniu na lokalny.

  2. cmos pisze:

    @mmm

    Na polskich śpiewaków śpiewających w Polsce po niemiecku to pewnie nie przyszliby ani Polacy ani Niemcy 🙂

  3. Zdaje Ci się, bo do opery nie chodzisz 😛

  4. cmos pisze:

    @miasto-masa-maszyna
    Zdaje Ci się, bo do opery nie chodzisz

    Prawda, ale moi rodzice chodzą regularnie i mnóstwo ich znajomych też (jakbym miał bilety po 6 euro to też bym chodził regularnie). No i przy operze, w której słucha się w Nabożnym Skupieniu jak wokalistka bierze najgórniejsze C po włosku to pewnie miałbyś rację. Ale to jest operetka, taki starszy pop, żeby wracając do domu zanucić sobie co lepsze kawałki. I moi rodzice nie chcą nucić „Meine Liebe, deine Liebe, die sind beide gleich…” tylko „Moja miłość, Twoja miłość, nasze ABC…„. Wokalisty męczącego niemiecki nie chcieliby słuchać ani Polacy męczący się z tekstem z wyświetlacza, ani Niemcy męczący się słuchając kaleczenia języka.

  5. vi.the.q pisze:

    Ja byłem przed Wigilią, na mistrzu i Małgorzacie… Miło wspominam ten spektakl. Miło spędzony czas z dziewczyną, tyle że zerwaliśmy później, w sumie to ona… Wiec chyba spektakl był cienki.

    Tak czy siak… Z tymi LEDami to już widzę że dobry sposób na recesję. Osobiście jak jestem na operze, nie rozumiem co śpiewają, ale tam liczą się emocje.

    Mam nadzieję że Nowy Rok, Tobie idzie pomyślnie? Mi coraz bardziej… Rozkręcam się. Ba wróciłem na blogsferę;)

    Pozdrawiam.

  6. cmos pisze:

    @vi.the.q
    Mam nadzieję że Nowy Rok, Tobie idzie pomyślnie?

    Jak dotąd tak sobie, w tym tygodniu muszę siedzieć w Norymberdze z dala od domu.

    Pozdrawiam również.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów