metro 2033 hra venta de materiales para construccion mochilas de viaje walmart puma penezenka
]]>„ale trzech ludzi nie da się tak łatwo poddać presji, bo sobie daja wzajemne wsparcie.”
„Dokładnie tak kapitan formułował swój plan.”
No to jeszcze zwróć uwagę na wsparcie załogi dla dowódcy zawarte w słowach „Dasz Arek radę„. Chcesz powiedzieć, że oni go wspierają w zamiarze przelecenia nad lotniskiem? Czy że wspierają go w zamiarze nie poddania się naciskom? Dla nich jest oczywiste że będzie lądowanie, nie trzeba w ogóle tego słowa mówić. Oni czują taki nacisk, że bez słowa godzą się na złamanie zasad, procedur i uprawnień. I ja ich rozumiem. Ty – nie.
]]>„odpowiadasz personalnym atakiem ad hominem.”
To nie był atak personalny, tylko pytanie o osobiste doświadczenie. Twoje argumenty dowodzą, że nie rozumiesz sytuacji pracy zespołowej, nie rozumiesz istnienia nacisku dopóki nie został on sformułowany wprost, nie rozumiesz sytuacji poddanego naciskowi jedynego żywiciela rodziny, nie masz doświadczenia w stosowaniu procedur, nie rozumiesz idei „d***chronu” (mam na myśli to, że nie powiedział „będę lądował„, żeby nie było tego na taśmie) itd. To nie jest zarzut osobisty, to jest wskazanie Twojego braku wiedzy i osobistego doświadczenia w istotnych tutaj tematach.
]]>Spróbuj tak na zimno rozebrać Twoje argumenty z pierwszego posta gramatycznie. Nie da się merytorycznie dyskutować ze zdaniami których nie da się zrozumieć. Za tym razem udało Ci się sformułować je lepiej, teraz dopiero jest jakaś podstawa do dyskusji.
A więc od nowa:
„1. Jest hipoteza o presji Kaczyńskiego na pilota, żeby lądował we mgle. Zwracam uwagę, że ta hipoteza jest publicznie formułowana w odniesieniu do jednego pilota, tak jakby w kabinie był tylko jeden samotny zahukany młody facet, którego zakrzyczał Prezydent Zwierzchnik Sił Zbrojnych.”
Zaraz, chyba bierzesz to zbyt dosłownie. Wiadomo że nacisk jest na całą załogę, ale coś takiego skupia się zawsze na dowódcy czy kierowniku. Jak przychodzi CEO naciskać żeby w projekcie zrobić to czy tamto to nie rozmawia z pierwszym lepszym koderem tyko z kierownikiem projektu. A jak coś nie wyjdzie to wylatuje kierownik projektu a nie koder. Więc koder nie ma dużego stresu i nacisku, prawdziwy stres ma ten kierownik. I wsparcie całego zespołu koderów a nawet i architekta systemu nic mu nie da – bo to on ponosi całkowitą odpowiedzialność i konsekwencje.
Chciałbym przy tym przypomnieć, że Prezydent był akurat najwyższym szefem dowódcy załogi, władnym wywalić go z roboty z pominięciem wszelkich zasad, procedur i w sposób praktycznie wykluczający odwołanie. I dowódca widział już tego szefa w akcji, jego kolega o mało co nie poszedł na bruk dlatego że zachował się zgodnie z procedurami. A jak ma się rodzinę z dwójką dzieci na utrzymaniu to człowiek różne, niekoniecznie dobre rzeczy zrobi, byle CEO był zadowolony.
„2. Dokładnie tak kapitan formułował swój plan. Jeżeli w rzeczywistości wykonywał manewr lądowania, to znaczyłoby, że w ostatniej chwili zarzucił swój wielokrotnie opisywany plan. Moim zdaniem on robił dokładnie to co zaplanował, czyli przelot.”
W tym rozumowaniu jest błąd. Zakładasz, że pilot powiedział dokładnie to, co zaplanował. Nie widzę podstaw do przyjęcia takiego założenia. Ja za znacznie prawdopodobniejsze uważam, że powiedział że zrobi to, co zgodnie z procedurami było mu wolno zrobić (mniej więcej, bo to też co najmniej dyskusyjne, ale oni i tak aż tak bardzo wagi do procedur nie przykładali), a wykonywał swój niewypowiedziany plan lądowania i zasłużenia się u swojego CEO.
Zauważ, że powiedzenie z góry „będę lądował” zarejestrowane na taśmie byłoby podstawą do dyscyplinarnego ukarania go za przekroczenie uprawnień czy złamanie procedur, niezależnie od wyniku tego manewru. Powiedzenie „zobaczymy” umożliwia wykręcenie się tekstem typu „akurat była przerwa we mgle, więc szybko wylądowałem, dostanę jakąś nagrodę za dzielność?„.
„Coś się zdarzyło w tym czasie. To mogła być usterka.”
I po krytycznej usterce drugi pilot tuż nad ziemią spokojnie mówi „odchodzimy„? Lubię fantastykę, ale to się kupy nie trzyma.
„3. Samolot nad bliższą radiolatarnią powinien przelecieć na wysokości 70 metrów. Przeleciał na wysokości 20 metrów. Piloci są profesjonalistami i nie popełniliby takiego błędu.”
Wiesz co, prawdziwego profesjonalistę poznaje się po tym, że trzyma się procedur. Prawdziwymi profesjonalistami byli na przykład ci piloci co lądowali na rzece Hudson, mimo maksymalnie krytycznej sytuacji wykonali oni ile się dało z procedury wodowania, dokładnie tak jak ona była napisana. Jak ktoś odchodzi od procedury, to otwiera sobie drogę do robienia dowolnie głupich błędów. W takiej sytuacji nie ma czasu na wymyślanie które z punktów są teraz ważne, a które możemy sobie pominąć. Wiesz, teraz robię projekt u klienta, oni tu nie trzymają się zasad i procedur robienia takich rzeczy i całość zmierza ku katastrofie przez bardzo głupie błędy których by nie było, gdyby robić to wszystko porządnie. A przecież wszyscy tu to profesjonaliści i wiedzą że tak się nie powinno robić.
Dalej w następnym komentarzu.
]]>Pierwszy argument zbywasz sprowadzeniem do absurdu.
Drugi zbywasz „nieprecyzyjnością” mojej wypowiedzi.
Na trzeci odpowiadasz personalnym atakiem ad hominem.
A więc od nowa:
1. Jest hipoteza o presji Kaczyńskiego na pilota, żeby lądował we mgle. Zwracam uwagę, że ta hipoteza jest publicznie formułowana w odniesieniu do jednego pilota, tak jakby w kabinie był tylko jeden samotny zahukany młody facet, którego zakrzyczał Prezydent Zwierzchnik Sił Zbrojnych.
Otóż w kabinie było trzech dorosłych ludzi. Dwóch pilotów i jeden nawigator. Ja rozumiem, że dałoby się jednego człowieka poddać presji, ale trzech ludzi nie da się tak łatwo poddać presji, bo sobie daja wzajemne wsparcie. To są profesjonaliści, którzy znają się na swoje pracy. Skoro bawisz się w socjologa amatora, to powinieneś to uwzględnić.
2. Wg. stenogramów pilot kilkanaście minut wcześniej w kilku różnych postaciach przekazywał informację o tym, że nie da się wylądować. On wiedział, że nie da się wylądować. Jedyne co obiecywał organizatorom lotu (Arabski?) to że wykona przelot nad lotniskiem i odleci na lotnisko zapasowe.
Dokładnie tak kapitan formułował swój plan. Jeżeli w rzeczywistości wykonywał manewr lądowania, to znaczyłoby, że w ostatniej chwili zarzucił swój wielokrotnie opisywany plan. Moim zdaniem on robił dokładnie to co zaplanował, czyli przelot.
Coś się zdarzyło w tym czasie. To mogła być usterka.
3. Samolot nad bliższą radiolatarnią powinien przelecieć na wysokości 70 metrów. Przeleciał na wysokości 20 metrów. Piloci są profesjonalistami i nie popełniliby takiego błędu. Może jeden, ale nie dwóch pilotów. Radiolatarnia pomaga pilotom zorientować się w przestrzeni, i dopiero ona sygnalizuje bliskość lotniska i sygnał do obniżania.
Gdyby faktycznie pilot wykonywał ślepe lądowanie po omacku we mgle, to przeszedł by nad dalszą na wysokości ok. 70 metrów, a następnie obniżał się dalej. W efekcie rozbiłby sie w pobliżu samego pasa startowego.
Rozumiesz? Samolot rozbił sie za daleko od lotniska, żeby uznać to za wynik ryzykownego manewru lądowania.
]]>Po pierwsze, można dwóch pilotów skłonić do samobójstwa.
Po drugie, pilot złamie wcześniejszy plan o odejściu (przelecimy, powisimy 30 min i na drugie lotnisko).
Po trzecie, pilot musiałby lądować przed bliższą radiolatarnią nad którą powinien przejść na wysokości 70 m. Zapomniał o niej? Dwóch pilotów zapomniało o niej?
Jedyny nacisk jaki mógł odnieść skutek, to że przelecą nad lotniskiem bez lądowania. I akurat tyle zamierzali.
]]>