I to też jest po niemiecku: Boney M
Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

I to też jest po niemiecku: Boney M

Dziś pierwszy odcinek zapowiadanego wcześniej cyklu I to też jest po niemiecku. W cyklu będę przedstawiał zespoły pochodzące z Niemiec, ale z Niemcami nie kojarzone. Najklasyczniejszym z takich zespołów jest Boney M.

Boney M. był jednym z najpopularniejszych zespołów muzyki disco lat 70-tych. Tworzyła go czwórka ciemnoskórych wykonawców... Zaraz, stop, przecież to jakieś głupoty. Zespół Boney M. tworzył tak naprawdę tylko jeden człowiek, stuprocentowy Niemiec - Frank Farian.

Frank Farian

Frank Farian Źródło: Wikipedia Autor: Natraj

Frank Farian zaczynał od piosenek w typie szlagieru, a w 1974 roku napisał piosenkę bardziej dyskotekową pod tytułem Baby Do You Wanna Bump. Ponieważ nie chciał psuć własnego  nazwiska (motywacja trochę podobna do motywacji Thomasa Andersa, który nie pozwolił na umieszczenie swojego zdjęcia na okładce pierwszego singla Modern Talking. On uważał że odnosi takie sukcesy w szlagierach, że nie może sobie psuć image), wymyślił sobie nazwę Boney M. Nazwa pochodziła od głównego bohatera australijskiego serialu kryminalnego Boney (zdrobnienie od Bonaparte), puszczanego mniej więcej wtedy na ZDF. Serial podobno nigdy nie został powtórzony w niemieckiej telewizji. Singiel Boney M. sprzedawał się słabo - 500 sztuk na tydzień - więc Frank postanowił bardziej się lansować. Ale ponieważ wszystko robił sam (pisał muzykę, teksty, grał, śpiewał, aranżował, produkował itd.) to potrzebował zmontować jakąś grupę do występów na żywo. Więc przez agencję artystyczną znalazł parę pasujących osób. Część z nich wkrótce odeszła więc znalazł inne, i dopiero po jakimś roku skład zespołu się ustalił. Należeli do niego: Bobby Farrell, Maizie Williams, Marcia Barrett i Liz Mitchell. Wszyscy oni pochodzili z Karaibów i w młodym wieku przyjechali do Europy. Ale śpiewali słabo, tylko Liz Mitchell i Marcia Barrett nadawały się jako tako do śpiewania w studio i tylko one brały udział w nagraniu pierwszej płyty Boney M. - Take The Heat Off Me. Głos męski śpiewał sam Frank Farian.

W końcu maja 1976 wydany został pierwszy singiel z tej płyty - Daddy Cool. Podobno Farian wymyślił tę piosenkę siedząc przy biurku i przy rozmyślaniach stukając ołówkiem o swoje zęby w otwartych ustach. Tak mu się to brzmienie i wystukana melodia spodobały, że zrobił z tego piosenkę. Singiel sprzedawał się słabo, więc Farian postarał się wkręcić zespół do telewizyjnego programu Musikladen. W tych czasach programów telewizyjnych z aktualną muzyką rozrywkową było mało, więc nie było to proste. Ale się udało, Frank do ostatniej chwili samodzielnie szył zespołowi stroje i przygotowywał choreografię. Od tego występu rozpoczęła się prawdziwa kariera Boney M.

O tego czasu Frank Farian nie musiał już robić wszystkiego własnoręcznie, ale Boney M. do końca pozostał jego autorską kreacją. Członkowie zespołu byli tylko twarzami (żeby nie powiedzieć ciałami), do tego stopnia że na przykład zmarły niedawno Bobby Farrell, w polskiej Wikipedii opisywany jako "wokalista grupy" przez cały czas miał zakaz śpiewania zarówno w studio jak i w trakcie występów. Głos męski śpiewany przez Franka Fariana leciał na koncertach z taśmy, Bobby Farell tylko ruszał ustami.

Pamiętam powszechne hejterzenie zespołu w tamtych czasach, ale patrząc z perspektywy to  było to pierwszorzędne disco z tekstami często odbiegającymi in plus od typowych dla muzyki dyskotekowej. Było w nich na przykład o Rasputinie, "Ma" Baker, Belfaście albo fragmenty psalmów.

Szczyt popularności zespołu przypadł na rok 1978, kiedy to sprzedano w sumie kilka milionów jego płyt. W tym samym roku zespół został przyjęty przez królową angielską i jako pierwszy zespół z Zachodu odbył trasę koncertową po ZSRR. Zgody na to udzielił osobiście Leonid Breżniew. W 1979 roku zespół wystąpił na festiwalu w Sopocie. Mimo zakazu zaśpiewał również piosenkę o Rasputinie. Telewizja w nadanej następnego dnia transmisji piosenkę wycięła. Utwór miał godzić w sojusz z ZSRR. Nie bardzo rozumiem co miał chutliwy doradca cara do sojuszu Polski z ZSRR, ale piosenka była zakazana i już.

Gdzieś w połowie lat 80-tych Frank Farian stracił zainteresowanie Boney M. i zajmował się głównie działalnością producencką. Ze znanych nazw i nazwisk produkował na przykład Eruption (One Way Ticket to też jego produkcja), Gilla'ę (kto pamięta jeszcze to imię? Ale ten kawałek pewnie tak) czy Meat Loafa. Potem w latach 90-tych miał znowu 100% własny projekt zrealizowany podobnie jak Boney M. - czyli najpierw nagrania a dopiero potem zespół nie umiejący śpiewać. Ta nazwa też jest bardzo znana - chodzi o Milli Vanilli. Ale czasy się już zmieniły - to, co w przypadku Boney M. nie było żadnym problemem, załatwiło Milli Vanilli na dobre. Wykonawcom odebrano przyznaną im wcześniej nagrodę Grammy dla najlepszego nowego wykonawcy roku 1990, zespół odszedł w niesławie.

Dziś istnieje kilka zespołów śpiewających piosenki Boney M., w zasadzie każdy z wykonawców z zespołu miał co najmniej jedną taką grupę, prawnicy zarobili sporo na ciągłych sporach o prawa do tych piosenek.

Więc pamiętajmy: Boney M. też jest po niemiecku.

 

EDIT: WO właśnie rozwinął temat w gazecie za pieniądze - TUTAJ.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Muzyka

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


8 komentarzy do “I to też jest po niemiecku: Boney M”

  1. cmos cmos pisze:

    @gammon_no.82
    Czy będzie coś o tym pamiętnym zespole?

    Pewnie też, ale na razie mam kilka bardziej zaskakujących propozycji. I chwilowo jestem w niedoczasie, zobaczymy kiedy uda mi się znowu coś napisać.

  2. Bardzo dobry pomysł na kolejne tematyczne odcinki! :-)
    Ja tylko dodam, że byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że „Gotta go home” to przeróbka piosenki niemieckiej grupy: http://www.youtube.com/watch?v=EcXiMQ0J2So

  3. gunner pisze:

    Komentowanie postów sprzed lat jest dziwaczne. Tym nie mniej na Twój blog trafiłem własnie teraz w toku przygotowań do nagrania płyty pod roboczym tytułem „Lubię Niemców” Gwoli przedstawienia idei i siebie zajawka – https://www.youtube.com/watch?v=eAqlesaOGtM
    A teraz ad rem – czy możesz polecić jakieś aktualne niemieckie hity, warte umieszczenia na tej płycie? Mieszkam w Warszawie, a Immer lacht usłyszałem przypadkiem na Majorce. Numer który na YT obejrzano już ponad 100 mln razy jest w Polsce zupełnie nieznany, co tylko utwierdza, mnie w poczuciu misji http://nrdblog.cmosnet.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wpml_smile.gif Pozdrawiam

    • cmos cmos pisze:

      Komentowanie postów sprzed lat jest dziwaczne.

      Nie, dlaczego?

      czy możesz polecić jakieś aktualne niemieckie hity, warte umieszczenia na tej płycie?

      Niestety nie jestem na bieżąco z aktualnymi hitami, a niemal jedyny w miarę aktualny zespół niemiecki którego teraz słucham to Blind Guardian, co prawdopodobnie nie leży w Twoim profilu.
      Ale Blind Guardian świetny jest, klasa dla siebie, im nowszy tym lepszy. Tyle że ja generalnie słucham głównie różnych okolic progresji, w tym również progressive metal, a na popowej płycie to raczej nie przejdzie.

      płyty pod roboczym tytułem „Lubię Niemców”

      Ale tytuł mogę zaproponować: „Ukryta opcja niemiecka„.

    • cmos cmos pisze:

      Po zastanowieniu:
      Jeżeli dobrze rozumiem, to chcesz zrobić popową płytę z polskimi wersjami piosenek niemieckich. Ja nie za bardzo słucham popu (nie mówiąc o szlagierach), nawet w radiu jedyna stacja z muzyką jaką słucham jest rockowa. Paru wykonawców jacy są puszczani w „zwykłym”, popowym radiu mogę polecić (niekoniecznie najaktualniejszych), ale u nich wszystkich bardzo istotne są teksty, bez naprawdę dobrego przetłumaczenia tekstów piosenki będą najwyżej średnie do słabych. Jeżeli chociaż trochę słuchasz muzyki niemieckiej, to pewnie ich znasz, ale na wszelki wypadek podam:

      • Herbert Grönemeyer – ale on cokolwiek przysmęca, gdyby nie teksty, to wiele z jego piosenek słabo nadawałoby się do słuchania. Zresztą fachowcy twierdzą że on wcale śpiewać nie umie, ale dzięki tekstom wszyscy mimo to go słuchają. Tłumaczenie tekstów na polski byłoby bardzo trudne, trzeba by prawdziwego poety.
      • 1 und 1 – to niezły pop, ale bez rozumienia tekstów naprawdę dużo straci. Tu tłumaczenie uważam za możliwe.
      • Die Ärzte – to coś jak polski Big Cyc, tylko muzycznie znacznie lepszy. Ale znowu bez ich społeczno-satyrycznych tekstów będzie dużo słabsze.
      • gunner pisze:

        No toś mi ładnie popem przywalił http://nrdblog.cmosnet.eu/wp-content/plugins/wp-monalisa/icons/wpml_bye.gif Warsaw Gun nie gra popu ale rocka (a niektórzy gadają że to post-punk, albo indie).Teraz repertuar nad którym już pracujemy :
        1. Dschinghis Khan – Dschinghis Khan
        2. Immer lacht – Kerstinn Ott
        3. 99 luftbalons – Nena
        4. Radio brennt – Die Arzte
        5. Vienna calling- Falco
        6. Das Model – Krafwerk
        7. Rasputin- Boney m
        8. Pankow – Pankow
        9. Das is der moment – Toten Hosen
        10. Oda do radości
        11. Die gedanken sind frei
        12. Big in Japan – Sandra/Alphawville
        Aranże rockowe – mocnymi gitarami.
        A co do jakości tłumaczeń to wobec faktu, że mówię po niemiecku znacznie gorzej od Ijona Tichego, bardzo chętnie poddałbym je Twojej ocenie, bo boję się że mogę gubić smaczki. A na zakończenie taka wariacja na temat z Tuwima. https://www.youtube.com/watch?v=BJZDzMz6nEs
        Ten w cylindrze serdecznie Cię pozdrawia.

        • cmos cmos pisze:

          No toś mi ładnie popem przywalił

          Zapytałeś o aktualne hity i podlinkowałeś piosenkę zdecydowanie popową, stąd moje mylne wrażenie. Nawiasem mówiąc akurat tego jedynego z listy w życiu nie słyszałem, a wykonawcę musiałem sprawdzić w sieci (i wyszło że widziałem plakat tej pani w centrum handlowym Nova Eventis, gdzie zawsze jadam jadąc do i z Polski, ale dokładnie nic mi nie mówił, myślałem że to ktoś bardzo lokalny).

          A jak ma być rockowe, to zamiast Neny poleciłbym mniej osłuchaną (a moim zdaniem nawet lepszą) Anette Humpe z zespołem Ideal. I to nie „Blaue Augen” puszczane w radiu do znudzenia, tylko „Eiszeit” albo „Berlin”. Miałem o tym notkę: http://nrdblog.cmosnet.eu/2011/01/neue-deutsche-welle-anette-humpe/

          Co do tłumaczeń, to chętnie spojrzę, może będę mógł coś pomóc. Jakby co, to pisz na nrd@cmosnet.de

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów