Z obserwacji Ci powiem, że rozmowa po polsku 2-3 godziny w tygodniu absolutnie nie wystarczyłaby do utrzymania dwujęzyczności. To było małżeństwo mieszane (matka Niemka), w takiej sytuacji utrzymanie polskiego to więcej niż full time job. Poznawszy w bezpośredniej dyskusji tego pana mam wątpliwości czy był skłonny do przyłożenia się takiej roboty nawet jak miał możliwość. Zwalanie winy na cały świat dookoła raczej nie idzie w parze ze skłonnością do wysiłku i poświęceń.
]]>W jego wersji to on był super mąż i ojciec, a faszystowski sąd tak z nienawiści rasowej zabronił mu rozmawiać z dzieckiem po polsku żeby je wynarodowić.
Tak naprawdę, to sąd ze względu na różne zaszłości z jego strony (rękoczyny itp.) zarządził, że widzenia z dzieckiem mają się odbywać pod nadzorem pracownika Jugendamtu, a rozmowa po niemiecku została nakazana żeby ten pracownik rozumiał o czym mówią. Wiesz, nastawianie przeciw matce i takie tam. Nie jest tak łatwo o tym wyguglać, bo Kraszewski zalał sieć swoją wersją wydarzeń, ale była o tym dyskusja chyba u WO i gdzieś tam padł link do uzasadnienia wyroku, teraz nie mam czasu szukać.
]]>Oczywiście że tak.
]]>Wiem, zauważyłem wczoraj po statystykach, nawet zdążyłem już podlinkować na końcu notki.
]]>