Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Na wystawie widziane: De Lorean DMC-12

Ostatnio w sieci co i raz spotykam się z zachwytami jaki ten De Lorean byl wspaniały, a zwłaszcza jaki to świetny pomysł to jego nadwozie z niemalowanej, matowanej blachy nierdzewnej. Podejrzewam jednak, że zachwycający się nigdy nie widzieli De Loreana z bliska, a jeżeli widzieli to zachwyt im się na wzrok rzucił.

Akurat De Lorean jest dość popularny wśród zbieraczy i na tutejszych wystawach się je widuje, bywa że więcej niż jednego naraz. Za pierwszym razem też mi się emocje na mózg rzuciły, ale potem się przyzwyczaiłem i zacząłem się im uważnie przyglądać.

De Lorean DMC 12, 1981-1982

De Lorean DMC 12, 1981-1982

No i muszę powiedzieć, gdyby ktokolwiek z pomysłodawców i projektantów tego pojazdu wszedł chociaż raz w życiu do kuchni i coś w niej własnoręcznie zrobił, to by wiedział dlaczego niemalowana, matowana blacha nierdzewna to beznadziejny pomysł na nadwozie. A użyto dokładnie tego stopu, którego używa się w gastronomii i produkcji żywności. No chyba że domowe sprzęty kuchenne z takiej blachy nie były w tych czasach modne, wtedy zwracam honor kucharski. Mimo to nic nie usprawiedliwia nie wzięcia kawałka takiej blachy do ręki i nie przyjrzenia się krytycznie jej właściwościom.

Czytelnikom którzy jeszcze nie zajarzyli proponuję udanie się teraz do kuchni (albo gdzie tam macie coś z takiej blachy) i macnięcie własnoręcznie. I jak ta blacha wygląda po dotknięciu? Podoba Wam się? A teraz proszę wziąć szmatkę i spróbować poprawić wygląd tego miejsca. I jak idzie? Można sobie pomóc środkiem do czyszczenia stali nierdzewnej, proszę spróbować samemu. Probieren geht über studieren, jak mówią Niemcy - i już możecie czuć się mądrzejsi od paru konstruktorów.

De Lorean DMC 12, 1981-1982

De Lorean DMC 12, 1981-1982

Ale te odciski palców to jeszcze pół biedy - wyglądają paskudnie ale jakoś dają się zmyć. Gorzej jest z ryskami - każdą widać bardzo wyraźnie. A próba przeszlifowania albo przepolerowania takiej ryski może się skończyć koniecznością zrobienia tego samego z całym nadwoziem - bo zmatowienie będzie inne niż pierwotne i będzie to widać z daleka.

De Lorean DMC 12, 1981-1982

De Lorean DMC 12, 1981-1982

Jeszcze gorzej jak się o coś samochodem zawadzi - takiej blachy nie da się po prostu wyklepać bez śladu, a szpachlowanie nie wchodzi w rachubę. No przecież to katastrofa - od razu trzeba wymieniać całe kawałki nadwozia. Dziękuję za takie coś, nie kupiłbym takiego rozwiązania nawet będąc multimilionerem.

De Lorean DMC 12, 1981-1982

De Lorean DMC 12, 1981-1982

No i jeszcze zauważmy, że blacha nierdzewna jest odpowiedzią na problem korodujących nadwozi - a problem ten dotyczy raczej ludzi jeżdżących starymi rzęchami albo jakimś nędznym badziewiem. Pomysł ten raczej nie trafia w grupę docelową De Loreana.

De Lorean DMC 12, 1981-1982

De Lorean DMC 12, 1981-1982

De Lorean miał być samochodem szpanerskim, ale trudno się szpanuje wypalcowaną blachą nierdzewną. Zresztą podobnie źle wyglądają modne teraz błyszczące, czarne obudowy komputerów albo drukarek, nie bez przyczyny dołączane są do nich szmatki do wycierania odcisków palców. Przypomina mi to spotkanego na parkingu przy autostradzie szpanera harleyowca, który natychmiast po zatrzymaniu się brał do ręki szmatkę i starannie ścierał rozbite muchy z chromów. To żaden szpan, to pośmiewisko. A tak samo trzeba by robić żeby szpanować De Loreanem. Wysiadamy i od razu szmata do ręki.

Więc uważam, że ten samochód, nawet gdyby nie miał tych wszystkich swoich niedoróbek i problemów technicznych, to by się nie sprzedał dobrze. Przez tę blachę właśnie.

Podobne donosy

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


3 komentarzy do “Na wystawie widziane: De Lorean DMC-12”

  1. divak2 pisze:

    Nie wiedziałem, że jest z niemalowanej nierdzewki. Ale (niedawno przechodziłem ciężki okres związany z zakupem używanego auta w Polsce) nie spojrzałbym na niego z innych powodów: po prostu na szczaw mi sportowe auto, które wygląda jak rozpłaszczony Poldolot, do którego nie załaduję rodziny razem z psem i kotem. Nie mówiąc już o tym, że osiągi ma na poziomie focusa ze słabym silnikiem.

  2. cmos cmos pisze:

    Nie wiedziałem, że jest z niemalowanej nierdzewki.

    Tak naprawdę to on jest z laminatu tylko obłożonego nierdzewką z zewnątrz.

    sportowe auto, które wygląda jak rozpłaszczony Poldolot

    Taki akurat był styl epoki, trudno robić z tego zarzut konstruktorom.

    do którego nie załaduję rodziny razem z psem i kotem. Nie mówiąc już o tym, że osiągi ma na poziomie focusa ze słabym silnikiem.

    Ja to w ogóle nie kupiłbym sobie sportowego samochodu, niezależnie od jego osiągów. W tym tutaj jedyny ciekawy na pierwszy rzut oka pomysł to była właśnie ta nierdzewka, ale po bliższym przyjrzeniu sie wyszło że jednak to do niczego.

  3. divak2 pisze:

    Właśnie o to chodzi, że to jest sportowe auto, a więc mało użyteczne i nieekonomiczne, w dodatku o niezbyt sportowych osiągach, które zresztą i tak w Polsce nie bardzo gdzie jest wykorzystać.
    A nierdzewka ma jeszcze jeden feler. W Polsce (nie wiem jak w Niemczech) drogi się mooocno soli. I taka goła nierdzewka pokryłaby się nie tyle rdzą, co szaro-białymi trudnymi do umycia nalotami, czymś w rodzaju patyny na miedzianym dachu. Jak to mniej-więcej wygląda, można obejrzeć w porcie. Na jachtach/statkach jest sporo detali z nierdzewki, które błyszczące nie są tylko…właśnie szare.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów