(thats I call anal-retentive talkin
)
Wiadomo, to jest zawsze dylemat kompromisu, czy mieć 5 typów urządzenia dopasowanych i zoptymalizowanych, czy nieco gorzej dopasowany i nieoptymalny, ale 1 typ; od młotka po samolot. Na wojnie itp. i w Moście też, często okazywało się, że unifikacja rulez. Zresztą, sam to odruchowo uprawiam w szrotwagenach, jak miałem 4 fordy, to miały silniki i skrzynie z jednej rodziny, choć były to płaskie segmentu E i duży SUV, zresztą, teraz tak mam dwa pontiaki, niby płaszczak i van, ale jakby co, to silnik i skrzynia siadają od jednego do drugiego…
]]>Źródła mówią, że co 3 minuty.
A lepiej nic nie mów o wizualizacji, za jakiś tydzień rusza nowy pas we Frankfurcie, ścieżka podejścia będzie znacznie bliżej miejsca gdzie mieszkam niż dotąd. Ciekawe jak głośno będzie.
]]>Jak poczytałem przy przygotowywaniu notki to im wyszło, że najlepszą strategią jest stosowanie jednego typu zamiast mieszanki nawet z użyciem większych samolotów. Bo takie same to leciały z tą samą prędkością, rozładowywane były tak samo i tak samo szybko, obsługa techniczna też była zestandaryzowana, mniej rodzajów części zamiennych było potrzeba, załogi bez problemu przechodziły na inny egzemplarz itd., itd. Czyli taśma. W sumie dla inżyniera nic niespodziewanego, ale dobre jako sprawdzony argument w dyskusji.
]]>A chyba największym samolotem Mostu był Globemaster jedynka – 20 ton (a może łodzie latające były większe?). Podobno kiedy pierwszy raz wylądował z 20 tonami mąki, zamiast 7 dakot, rozładowujący ludzie płakali ze wzruszenia. Ale było Globemasterów mało, i wycofano je szybko. No ale: on 18 September, Air Force Day, the crew flew six round trips into Berlin hauling a total of 250,000 pounds of coal setting a new Airlift Task Force utilization record by flying 20 hours during the 24 hour effort.
]]>