Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Umowy śmieciowe i wyzysk pracowników

Niemcy są krajem socjalnej gospodarki rynkowej z silnymi związkami zawodowymi i mocnym prawem pracy, co oczywiście nie znaczy że wyzysk pracowników tu nie istnieje. O związkach zawodowych (szczególnie w kontekście dyskusji u WO na temat związku zawodowego programistów) przewiduję osobną notkę, dziś w charakterze wstępu do niej o wyzysku.

Podobnie jak w Polsce, istnieje oczywiście w Niemczech tendencja żeby zastępować etaty umowami/zleceniami albo o dzieło. Nie jest to jednak dla pracodawcy proste. Ustawodawca walczy z tym zjawiskiem (zwanym Scheinselbstständigkeit - pozorna samodzielność). Wygląda to tak, że pracownik z taką umową może zwrócić się z tym do sądu i jeżeli faktycznie wygląda to na umowę śmieciową to sąd nakaże zmienić ją na etat. Oczywiście to jest słaby mechanizm - kto zaryzykuje późniejsze zwolnienie albo szykany - ale jest też inny. Zauważmy, że osoba prowadząca działalność gospodarczą nie ma obowiązku odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne. W związku z tym ustawodawca traktuje pozorną samodzielność jako pracę na czarno, i jako taką law enforcement ściga ją również bez wniosku ze strony pracobiorcy. No i to już jest porządny bat. Jeżeli coś takiego się wykryje, to nie tylko będą dla pracodawcy kary, ale też będzie on musiał zapłacić zaległe składki na emeryturę i to obie jej części (znaczy i pracodawcy i pracobiorcy), do 30 lat wstecz. Bat jest chwilami nawet zbyt porządny - bywa że prawdziwy freelancer musi się bronić przed przymuszaniem go do etatu, bo ktoś się dopatrzył że on przez dłuższy czas robił projekt tylko dla jednego klienta siedząc u niego w biurze i to wygląda jak Scheinselbstständigkeit. Skala problemu jest trudna do oszacowania, ale nie jest porażająca - dotyczy to prawdopodobnie paruset tysięcy osób.

To wszystko nie znaczy jednak, że w Niemczech umowy śmieciowe nie sa problemem - są, ale nie w tak prymitywnym wydaniu. Umowy śmieciowe robi się w Niemczech inaczej. Służą do tego firmy od pracy tymczasowej (Zeitarbeitunternehmen).

Zjawisko Zeitarbeit nie jest jednorodne i nie można potępiać go w czambuł. Dla mnie na przykład zatrudnienie w firmie tego typu jest korzystne - jest to forma pośrednia między etatem a freelancingiem. Z jednej strony mam prawdziwy etat - z ubezpieczeniami, urlopem itd., z drugiej strony nie jestem związany z jednym miejscem pracy, a jeżeli chcę (lub muszę, bo na przykład projekt się skończył)  robić coś innego to szukaniem zajmuje się firma w której mam ten etat. Firma bierze też na siebie jakby chwilowo nic dla mnie do roboty nie było. Tak samo nie muszę się martwić całą biurokracją. Firma bierze oczywiście za to swoją dolę - ale to też jej zmartwienie ile wynegocjuje z klientem, ja mam zagwarantowaną sumę i już. Do tego gdy na przykład u klienta próbują zarządzić pracę w sobotę, to ja po prostu oznajmiam że mają porozmawiać o tym z moim szefem z mojej firmy i mam to gdzieś, bo sprawa upada natychmiast i bez żadnego rozmawiania.

Ale na niższych stanowiskach nie wygląda to już tak różowo. Ludzie miewają umowy, że dostają płacę tylko gdy pracują (a pracują tylko chwilami), muszą robić raz tu, raz tam (i nie mogą odmówić), dostają najczęściej mniej niż etatowi na tym samym stanowisku (bo klient ma na przykład zakładowy układ taryfowy, a pracownicy z zewnątrz mu nie podlegają), itd. itd. Strajkowanie i protestowanie jest dla takich pracowników bardzo utrudnione - bo firma gdzie faktycznie pracują zasadniczo nie jest stroną w konflikcie. Powszechne jest, zwłaszcza w szpitalach i domach starców, przemieszczanie personelu z firmy macierzystej do specjalnie założonej agencji pracy tymczasowej. Za marchewkę robi wówczas lekka podwyżka stawki godzinowej, ale inne warunki robią się wyraźnie gorsze.

Skala takich rozwiązań nie jest znowu aż taka olbrzymia, dotyczy to około miliona ludzi, z czego spora część to jednak fachowcy którym ten tryb odpowiada, a gdyby nie odpowiadał to bez większego problemu by pracodawcę zmienili.

Znacznie większym problemem niż umowy śmieciowe i Zeitarbeit jest w Niemczech forma zatrudnienia zwana potocznie 400-Euro-Job albo 400-Euro-Basis. Polega to na tym, że można zatrudnić pracownika płacąc mu do 400 Euro brutto miesięcznie. Pracobiorca nie płaci od tego podatku, składek na ubezpieczenia społeczne i tylko niewielki ryczałt na ubezpieczenie zdrowotne (ale tylko jeżeli ma jeden taki job, przy dwóch i więcej równolegle składki i podatki trzeba płacić). Pracodawca płaci trochę różnych składek, opłat i podatków, ale i tak wychodzi mu to znacznie taniej niż zatrudnianie na etacie. Kiedyś istniało w tym trybie ograniczenie do 15 godzin pracy tygodniowo, ale teraz tego już nie ma.

Pomyślane to było jako możliwość dorobienia sobie, bez zbędnej biurokracji i opłat. I rzeczywiście, dla studenta roznoszącego reklamy żeby sobie dorobić do stypendium to byłoby OK. Ale pracodawcy nie są w ciemię bici i wolą zatrudnić parę osób na ten 400-Euro-Job niż jednego etatowca. Trudno na przykład znaleźć inną ofertę pracy w sklepie niż na te 400 euro. I na takie umowy pracuje w tej chwili coś koło 7,5 miliona ludzi, to po prostu tragedia.

Ogloszenie o pracy na 400-Euro-Job

Ogloszenie o pracy na 400-Euro-Job

Ale można być dymanym jeszcze bardziej. Jest też coś takiego jak 1-Euro-Job. To euro to stawka za godzinę. Formalnie rzecz biorąc to nie jest płaca, tylko ryczałtowy zwrot kosztów, na przykład dojazdu do pracy. Czyli w zasadzie jest to praca za darmo, i to w wymiarze 20-30 godzin tygodniowo. Rzecz może nie jest masowa, bo dotyczy tylko bezrobotnych którzy w ten sposób mają zdobyć doświadczenie, mieć coś w CV i w ten sposób zdobyć normalna pracę. Kieruje do tego urząd pracy, są sytuacje że nie da się odmówić bez utraty zasiłku. W praktyce oczywiście pracodawca dyma takich pracowników na maksa, a przy ich pomocy również wszystkich innych, nawet tych na normalnych etatach.

Można też pracować całkiem za darmo - jest sporo ofert dotyczących wolontariatu. Ale tu od razu wiadomo, że nie da się oprzeć modelu biznesowego na pracy wolontariuszy - są to raczej oferty różnych stowarzyszeń szukających w ten sposób współpracowników. Inna kategorią są domy starców proponujące obcokrajowcom uczącym się dopiero niemieckiego rozmowy z pensjonariuszami, albo studentom prowadzenie ze staruszkami jakichś zajęć. Natomiast instytucje kulturalne szukają w ten sposób hobbystów do pomocy.

No i oczywiście można też być dymanym w różny sposób na etacie. Ale tutaj pracownicy mają więcej możliwości obrony. O tym napiszę wkrótce w osobnej notce.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


6 komentarzy do “Jak to się robi w Niemczech: Umowy śmieciowe i wyzysk pracowników”

  1. Wygląda to tak, że pracownik z taką umową może zwrócić się z tym do sądu i jeżeli faktycznie wygląda to na umowę śmieciową to sąd nakaże zmienić ją na etat.

    Tak można nawet i w Polsce. W praktyce nie słyszałem, żeby ktoś się na to zdobył.

  2. cmos cmos pisze:

    @santa-maradona
    Tak można nawet i w Polsce. W praktyce nie słyszałem, żeby ktoś się na to zdobył.

    To proszę przeczytać następne zdanie. A potem następne. I jeszcze jedno. A najlepiej całą notkę.

  3. cmos cmos pisze:

    @pentaprism
    Jest tak w rzeczywistości, czy też ktoś coś pomieszał?

    Ustawowo jest tylko ograniczenie na to 400 EUR na miesiąc, a pozostałe szczegóły zależą od indywidualnej umowy. Tak jak piszesz też może być.

  4. pentaprism pisze:

    @400-Euro-Job

    Gdzieś w sieci (jakieś polonijne forum) przeczytałem, że przy umowach typu 400-Euro-Basis, kwota 400 euro oznacza maksymalną pensję jaką możemy dostać po przepracowaniu iluśtam godzin. Jeżeli pracy w danym miesiącu będzie mniej, to nasze zarobki będą mniejsze.
    Jest tak w rzeczywistości, czy też ktoś coś pomieszał?

  5. oszust1 pisze:

    @Zeitarbeit

    Zdarza się, że w większych korporacjach przy sąsiednich biurkach siedzą osoby zatrudnione w korpo i będące od lat na Zeitarbeit. Mogą nawet robić to samo. Czasami różnice są bardzo subtelne, takie drobiazgi składają się jednak na całokształt. Mnie to nie przeszkadza, ale daje się to zauważyć. Przykłady własne, jakby co, YMMV.
    Pracownik ma prawo do tańszego obiadu w kantynie (dopłata dla Fremdfirmenmitarbeiter to albo ok. 1, albo jakieś 50% więcej za każde danie od tego, co płacą swoi), różnych imprez korporacyjnych, pooglądania Betriebsversammlung itp. Niepracownik czasem nie może korzystać z parkingu dla pracowników, więc ma codziennie dalej do przejścia z parkingu dla firm zewnętrznych. Niepracownik nie może przyjmować gości, nie może podpisać protokołu odbioru i gania za upoważnionym pracownikiem, na mailach ma disclaimer, że on jest „zewnętrzny” itd.

    Bywa, że te wszystkie drobiazgi są rekompensowane wyższym wynagrodzeniem, a już na pewno tym, o czym też pisałeś, że własny szef jest daleko i planowe zamknięcie komputera o 16:30 nie jest z reguły niczym zagrożone. Takoż weekendy i inne wolne dni.

  6. cmos cmos pisze:

    @oszust1
    Zdarza się, że w większych korporacjach przy sąsiednich biurkach siedzą osoby zatrudnione w korpo i będące od lat na Zeitarbeit. Mogą nawet robić to samo.

    Daleko nie szukając to u mnie tak jest.

    Pracownik ma prawo do tańszego obiadu w kantynie

    W miejscach gdzie bywałem nie było różnicy.

    Bywa, że te wszystkie drobiazgi są rekompensowane wyższym wynagrodzeniem

    Dla mnie wkurzające było, że etatowi dostali w końcu roku Gewinnbeteiligung, a externi oczywiście nie.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów