Jak to sie robi w Niemczech: PIT
Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to sie robi w Niemczech: PIT

Ponieważ w Niemczech termin złożenia zeznania podatkowego (przynajmniej dla zwykłego etatowca) mija 31 maja, to jest to dobry pretekst do napisania teraz notki o podatkach od wynagrodzeń. Ale znowu zastrzeżenie: niemiecki system podatkowy jest baaardzo skomplikowany (spotkałem się z opinią że najbardziej skomplikowany na świecie), więc proszę nie oczekiwać od tej notki kompletności i bezbłędności. Chodzi mi raczej o przedstawienie ogólnych zasad i idei.

Zacznijmy od dużej różnicy w stosunku do Polski: W Niemczech każdy podatnik należy do jednej z sześciu klas podatkowych (Lohnsteuerklasse) - w pewnym zakresie odpowiada ona polskiej koncepcji wspólnego rozliczania się małżonków. Tyle że jest to o wiele bardziej skomplikowane. I tak:

  • Klasę I mają osoby samotne
  • Klasę II mają osoby samotnie wychowujące dzieci
  • Klasę III mają osoby żonate/zamężne, których partner(-ka) nie pracuje albo zarabia bardzo mało i ma klasę V
  • Klasa IV jest dla obojga małżonków zarabiających podobnie.
  • Klasa V to brak zarobków lub bardzo niewielkie zarobki, przy partnerze/partnerce z klasą III.
  • Klasa VI jest dla drugiego i następnych stosunków pracy obowiązujących jednocześnie - bo wtedy nie liczy się wtedy sumy wolnej od opodatkowania, wykorzystanej już w pierwszym.

Od klasy podatkowej zależą różne kwoty wolne od opodatkowania.

No dobrze, ale na co płacimy, żeby z naszego brutto zostało netto?

  • Składkę na emeryturę. O tym już było.
  • Składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Też już było.
  • Składkę na ubezpieczenie bezrobotnych (Arbeitslosenversicherung). Stawka wynosi 3% od przychodu brutto do 67.200 euro rocznie, płacone solidarnie przez pracodawcę i pracobiorcę, z tego finansowane są wszelkie świadczenia dla bezrobotnych. Zasadniczo nie jest to ubezpieczenie sensu stricto, tylko rodzaj podatku.
  • Składkę na ubezpieczenie opiekuńcze (? - nie wiem jak to będzie po polsku, po niemiecku Pflegeversicherung). Jest to 1,95% od przychodu brutto do 45.900 euro rocznie, płacone solidarnie przez pracodawcę i pracobiorcę. Bezdzietni pracobiorcy którzy ukończyli 23 rok życia płacą dodatkowo 0,25%. Z tego finansowana jest opieka nad ludźmi upośledzonymi, co się przecież każdemu może zdarzyć. A im dłuższe życie tym większe prawdopodobieństwo.

Teraz przystępujemy do podatkowania. Najpierw odliczamy kwoty wolne od podatku, jest to 8004 euro na osobę rocznie + 1000 euro ryczałtem na zatrudnionego (chyba że udokumentuje że ma więcej wydatków związanych z pracą, wtedy więcej) i 7008 euro rocznie na każde dziecko.

Możemy jeszcze odliczyć sporo różnych rzeczy, na przykład składki członkowskie na partię, związek zawodowy albo stowarzyszenie zawodowe; datki na organizacje dobroczynne albo kościoły (tylko za poświadczeniem, stąd gdy kościoły zbierają na tacę na cel dobroczynny to większe datki wrzuca się w specjalnych kopertach na których trzeba napisać nazwisko i adres, poświadczenie przychodzi pocztą).

Ciekawsze jest odliczenie na dojazdy do pracy. Suma odliczenia nie jest zależna od środka komunikacji a tylko od odległości z domu do pracy. Można nawet chodzić na piechotę. Trzeba podać oba adresy, odległość i ilość dni w których się w pracy było. Stawka za kilometr odległości (liczy w jedną stronę, nie tam i z powrotem) to 30 centów. No i to wychodzą spore pieniądze do odliczenia, jak się ma daleko do pracy.

Ogólnie z kosztów związanych z pracą daleko od domu można odliczyć sporo. Częste tutaj jest pracowanie jako Wochenendheimfahrer - znaczy w tygodniu pracuje się gdzieś daleko a na weekend jedzie do domu. Wiąże się to z wynajmowaniem mieszkania i te koszty też można odliczać.

Jest też możliwość odliczania sobie kosztów pokoju do pracy we własnym mieszkaniu, ale tu Finanzamt jest bardzo krytyczny. Jest powiedziane że pokój ten ma być "centralnym punktem działalności zawodowej" i to trzeba dobrze udowodnić, bo jak nie to mogą być z odliczaniem problemy.

Jak już poodliczaliśmy, to liczymy podatek. I to jest dopiero skomplikowane, bo skala między progami nie jest liniowa. I leci to tak:

  • do 8.004 euro podatku się nie płaci.
  • między 8.005 a 13.469 euro płaci się stawkę liniowo rosnącą od 14% (przy dolnej granicy) do 24% (przy górnej granicy).
  • między 13.470 a 52.881 euro płaci się stawkę liniowo rosnącą (ale wolniej) od 24% do 42%

dalej między progami jest już liniowo.

  • od 52.882 do 250.770 - 42%
  • powyżej 250.731 - 45%

Najwyższą stawkę płaci 1,74 miliona podatników, czyli wcale niemało. A progresja nie jest jakaś zabójcza, bogacze spokojnie znieśliby więcej.

Ale to jeszcze nie koniec. Bierzemy teraz naliczoną sumę podatku, wyliczamy od niej 5,5% i pobieramy od podatnika dodatkowo jako Solidaritätszuschlag (dodatek solidarnościowy). Podatek ten pojawił się w 1991 roku i przeznaczony był na finansowanie zjednoczenia Niemiec. Dziwnym trafem środki z tego podatku przeznaczono też na zapłacenie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, taka solidarność z USA czy jak? Ile NRD-owskiego sprzętu przy tym napsuli... (Zdjęcie: Wikipedia)

Ciężarówka IFA zniszczona w pierwszej wojnie w zatoce perskiej

Ciężarówka IFA zniszczona w pierwszej wojnie w zatoce perskiej Źródło: Wikipedia

No i został jeszcze jeden składnik - podatek kościelny, oczywiście tylko dla podatników którzy zadeklarowali wyznanie. Tu, tak jak przy Solidaritätszuschlagu, bierzemy sumę naliczonego podatku, liczymy 8-9% (zależnie od landu), ewentualnie ograniczamy sumę od góry (też zależnie od landu) i pobieramy to od podatnika dodatkowo.

Wcześniej każdy pracujący otrzymywał co roku z urzędu meldunkowego kartę podatkową (Lohnsteuerkarte) z wpisaną klasa podatkową, mnożnikiem zwolnienia podatkowego na dzieci i wyznaniem (ze względu na podatek kościelny) i musiał tę kartę dostarczyć pracodawcy. Po zakończeniu roku dostawał tę kartę z powrotem z wpisanymi danymi o zarobkach, wpłaconych zaliczkach na podatki i ubezpieczenia itd. Kartę tę trzeba było dołączyć do zeznania podatkowego. Od pewnego czasu papierowe karty zlikwidowano i teraz istnieją tylko w formie elektronicznej. Rozliczenia na koniec roku też przychodzą jako wydruki z komputera z numerem identyfikacyjnym, który trzeba wpisać do zeznania podatkowego i wysyłanie tego papieru nie jest już potrzebne.

Niemiecka karta podatkowa, 2009

Niemiecka karta podatkowa, 2009

Przejdźmy teraz do zeznania podatkowego. Nie jestem na bieżąco z systemem polskim, ale zajrzałem do formularza w znalezionego w sieci i widzę że nic się nie zmieniło - w Polsce całe wykonanie obliczenia jest zrzucone na podatnika, a urzędnik zajmuje się tylko szukaniem gdzie jest źle i czy da się przywalić jakąś karę. W Niemczech jest inaczej - do zeznania wpisujemy tylko dane wyjściowe a całe obliczenie robi Urząd Skarbowy - od tego przecież jest i po to ma swoje komputery. W Polsce jak urzędnik jakiegoś odliczenia nie uzna to trzeba latać do urzędu, poprawiać zeznanie w mnóstwie miejsc (bo całe obliczenie przestaje się zgadzać) - tutaj jak mi raz czegoś nie uznali to urzędnik zadzwonił mnie o tym poinformować i zapytał czy będę składał odwołanie, bo jak nie to zaraz skończy i mi decyzję wyśle, a jak tak to żebym napisał i wysłał odpowiednie pismo a on się do tego czasu wstrzyma z dalszym obrabianiem mojego zeznania.

Dodatkowo w Niemczech jest zasada, że jeżeli w jakimkolwiek fragmencie zeznania coś może zostać uwzględnione na różne sposoby, to zawsze przyjmuje się ten najkorzystniejszy dla podatnika.

Logo Elsterformular

Logo Elsterformular Źródło: Wikipedia

Przejdźmy teraz do kwestii technicznych. Oczywiście można udać się do urzędu, wziąć druki, wypełnić je ręcznie i wysłać pocztą, ale jest też lepszy sposób. Ministerstwo Finansów udostępnia już od kilkunastu lat za darmo w sieci program do robienia zeznania podatkowego. Nazywa się on Elsterformular (Elster to sroka, ktoś miał trochę poczucia humoru) i jest całkiem fajny. Zawiera wszystkie formularze, wraz z objaśnieniami i potrafi w pewnym zakresie sprawdzić sensowność i kompletność wpisanych danych. Potrafi też z grubsza i niewiążąco policzyć ile będzie zwrotu/dopłaty i przetransmitować zeznanie przez sieć do urzędu. Standardowo trzeba posłać jeszcze pocztą skrócony wydruk na papierze i ewentualnie oryginały załączników, a jeżeli ma się podpis elektroniczny to tylko te załączniki. Program jest dostępny również na MacOS i Linuxa, ale niekoniecznie na wszystkie rodzaje podatków. Developerzy mogą skorzystać z modułu klienta transmisyjnego, stąd programy komercyjne również potrafią transmitować zeznania do urzędu. W 2011 już co czwarty podatnik składał zeznanie na drodze elektronicznej.

W handlu co roku pojawia się mnóstwo komercyjnych programów do robienia zeznania podatkowego, w cenach od pięciu do kilkudziesięciu euro. Na początku ze dwa razy coś takiego w kategorii 10-15 euro kupiłem, ale nie oferowały one jakoś znacząco więcej niż ten darmowy Elster, więc myślę że nie warto. No może wyjaśnienia były napisane mniej fachowym językiem, ale jak ktoś nie rozumie tych urzędowych opisów to wątpię żeby zrobił rozliczenie dobrze przy uproszczonych. A te droższe programy w cenie ponad 50 euro to już się w ogóle nie opłacają, przynajmniej dla jednego zeznania - doradcy podatkowi liczą sobie za zrobienie zeznania jakieś 80 euro (dane niekoniecznie aktualne).

System podatkowy w Niemczech jest może i bardzo skomplikowany, ale jakoś o wiele przyjaźniejszy dla podatnika niż w Polsce. Co oczywiście nie oznacza tolerancji dla kombinacji i oszustw podatkowych - wywalenie drzwi u podejrzanego o oszukiwanie żeby skontrolować dokumenty nie jest niczym niezwykłym (jednemu mojemu znajomemu Portugalczykowi mającemu firmę tak weszli, teściowa z Polski była w domu ale się bała otworzyć bo nie umiała po niemiecku). Ale oni szukają faktycznych przestępstw - zaniżania podatków, zatrudniania na czarno albo na śmieciówki (czyli zaniżania składek na ubezpieczenia społeczne) - a przy tym znają przepisy, natomiast z działalności w Polsce pamiętam kontrole skupiające się na szukaniu brakujących kodów pocztowych odbiorcy faktury (no karygodne uszczuplenie przychodów Państwa o 0 złotych 00 groszy, rozstrzelać!). Inna kontrola uważała, że koszty wizyty u klienta można wliczyć w koszty uzyskania przychodu tylko jeżeli wizyta bezpośrednio zakończyła się sprzedażą (bo jak nie ma przychodu to nie ma kosztów jego uzyskania - facepalm stopą). I pamiętam też kontrolę co nam przywaliła absolutnie niesłuszną wysoką karę, bezprawność jej potwierdził po paru latach sąd, Skarb Państwa zwrócił z odsetkami, ale to była już musztarda po obiedzie (Bye, bye, Bolanda). Ale pani urzędniczka swoją premię za wykrycie nieprawidłowości dostała a po wyroku nie musiała jej zwrócić. Może przez ostatnie paręnaście lat coś się zmieniło, ale nie sadzę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


18 komentarzy do “Jak to sie robi w Niemczech: PIT”

  1. janekr pisze:

    w Polsce całe wykonanie obliczenia jest zrzucone na podatnika, a urzędnik zajmuje się tylko szukaniem gdzie jest źle i czy da się przywalić jakąś karę.”
    Można składać PIT przez internet. Wtedy ściąga się program z Ministerstwa Finansów, przepisuje dane źródłowe z PITów, a obliczenia już się robią same.
    Nie wiem, czy przedsiębiorcy też tak mogą…

    Wprawdzie program ma irytujące luki, ale i tak do przodu.

  2. Zdaje się, że od 2007 koszty dojazdu do pracy można odliczyć tylko jeśli przekroczą jakąś tam sumę. Pamiętam, że w 2006 się zmieściłem a w 2007 już nie.

    No i jeszcze taka dość istotna informacja – zeznania podatkowego można nie składać jeśli jesteśmy OK z tym co nam urząd pobrał ryczałtem, nie chcemy nic odliczać itp. Ale urząd może poprosić, żebyśmy złożyli i wtedy jest to obowiązkowe.

  3. cmos cmos pisze:

    @miasto-masa-maszyna & Entfernungspauschale

    To się tak często zmienia, że już przestałem zapamiętywać. Ale było też że dopiero za to co powyżej 20 km się należało.

  4. igorwaw pisze:

    @janekr

    Przedsiębiorcy też mogą, przynajmniej PIT roczny. Deklaracje VAT chyba tylko papierowe. Nie wiem, już nie prowadzę działalności.

    Kontrole podatkowe: to się chyba powoli cywilizuje. Ja miałem kilka razy kontrolę, czasem wychodziły jakieś drobne błędy i właśnie tak je traktowano: zwykła pomyłka, proszę tu podpisać korektę, żadnych sankcji. A nasłuchałem się sporo historii horrorowych, ale wszystkie z lat 90.

  5. cmos cmos pisze:

    @janekr
    Można składać PIT przez internet. Wtedy ściąga się program z Ministerstwa Finansów, przepisuje dane źródłowe z PITów, a obliczenia już się robią same.

    No ale to nadal jest pomieszanie z poplątaniem – zadaniem podatnika jest zeznać, a Urzędu Skarbowego policzyć. Co z tego że za podatnika policzy program, skoro jeżeli urzędnik coś zakwestionuje to podatnik będzie musiał pójść do urzędu poprawić, zamiast w tym czasie pracować i podwyższać dochód narodowy brutto (hehehe, pamiętam z lat 80-tych zachodnioniemiecka piosenkę z dokładnie takim refrenem :-). W Niemczech rozumieją skąd się biorą pieniądze w budżecie, w Polsce ciągle jeszcze nie do końca.

    @igorwaw
    A nasłuchałem się sporo historii horrorowych, ale wszystkie z lat 90.

    #kombatanckieopowieści No właśnie na początku przychodzili na kontrole ludzie nie mający najbledszego pojęcia o księgowości i wlepiający kary za najprostsze do znalezienia uchybienia formalne (typu ten kod pocztowy) albo według tego jak sobie mały Kazio wyobraża księgowość. Ale czego chcieć, skoro nawet w ministerstwie nie mieli pojęcia – w pierwszej wersji ustawy o VAT zdefiniowano błędny sposób obliczeń, dopiero po pół roku to poprawiono.
    Ale potem zrobiło sie nawet gorzej, bo kontrolerzy zaczęli świadomie wymyślać przewinienia – dostawali premię od wykrytych nieprawidłowości, a nikt nie pomyślał żeby kazać im zwracać premie z odsetkami jeżeli wyszło że przewinienia nie było.

    Może i to się trochę cywilizuje, ale znajomi już w wieku XXI donosili o kontrolach uniemożliwiających przez dwa tygodnie jakokolwiek pracę, a spowodowanych tylko tym, że raz wyszedł drobny zwrot VAT-u. Na razie dziękuję, nie mam ochoty wracać.

  6. cmos cmos pisze:

    @oszust1
    Nic dziwnego, ale zamieszanie kompetentnych i rzeczowych informacji o swoim nowym kraju z takimi pierdołami nie robi najlepszego wrażenia.

    Może to i już nieaktualne, ale to są wszystko przypadki z własnego doświadczenia (i to tylko te co bardziej builwersujące, mógłbym tak jeszcze długo), a nie żadne „jedna pani drugiej pani”.
    Poza tym jeden mój kolega, też po studiach w NRD, spędził 10 lat po zjednoczeniu w RFN, potem wrócił do Polski i przez kilka lat prowadził polski oddział firmy niemieckiej, już w tym stuleciu. I z jego relacji wynikało że takich przegięć jak za moich czasów faktycznie już nie ma, ale tak super to też nie jest.

    Sorry jeśli dotknąłem, przeczytałem wszystkie Twoje notki i widzę to pierwszy raz, więc nie mam oporów przed skomentowaniem.

    Ależ proszę bardzo, nie ma problemu.

  7. oszust1 pisze:

    W Niemczech często sensowniejsze jest, po osiągnięciu określonych dochodów, wysupłanie paru stówek na Steuerberatera, bo on z tego gąszczu przepisów wyszarpie dla podatnika więcej niż sam kosztuje. Polski system podatkowy PIT uważam za zdecydowanie bardziej przejrzysty i łatwiejszy do ogarnięcia przez średnio biegłego w arytmetyce. Internetową deklarację wypełnia się w kwadrans, a korekta prostych omyłek odbywa się telefonicznie, ogólnie mam wrażenie, że się ucywilizowało.

    Czytając ostatni akapit notki utwierdziłem się w przekonaniu, że długoletni emigranci mają umiarkowane pojęcie o tym, jak codzienne życie w Polsce się zmieniło. Nic dziwnego, ale zamieszanie kompetentnych i rzeczowych informacji o swoim nowym kraju z takimi pierdołami nie robi najlepszego wrażenia. Sorry jeśli dotknąłem, przeczytałem wszystkie Twoje notki i widzę to pierwszy raz, więc nie mam oporów przed skomentowaniem.

  8. brytnej pisze:

    Piszesz „podatek kościelny, oczywiście tylko dla podatników którzy zadeklarowali wyznanie.” Formalnie masz rację, ale tak naprawdę to nie do końca prawda. Również za bezwyznaniowych małżonek/małżonków osób należący do jednej z konfesji pobierany jest ryczałtowy podatek, jeśli ta osoba bezwyznaniowa lepiej zarabia od przynależącej do konfesji. Żeby nie było, że bezwyznaniowcy muszą płacić na związki wyznaniowe, pobiera się ten podatek formalnie od małżonka przynależącego do konfesji – nawet jeśli zarabia on „nic, zero po przecinku”. Jest to tzw. podatek od pogaństwa.

  9. cmos cmos pisze:

    @brytnej

    Jak bym miał napisać o wszystkich szczegółach, to serwer bazodanowy Bloxa mógłby tego nie wytrzymać – podobno połowa literatury z prawa podatkowego na świecie jest z Niemiec.

  10. zoon.pl pisze:

    @igorwaw „Przedsiębiorcy też mogą, przynajmniej PIT roczny. Deklaracje VAT chyba tylko papierowe” – VAT7 można wysyłać internetem o ile ma się podpis kwalifikowany.

  11. login99195 pisze:

    @cmos
    ElsterFormular

    Też zawsze doceniam to poczucie humoru, ale w notce jakby umyka, że elster to też skrót od elektronisch eSteuererklärung.

    pamiętam z lat 80-tych zachodnioniemiecka piosenkę z dokładnie takim refrenem

    To był Geier Sturzflug. W latach 90 dzieliłem kuchnię z jednym muzykiem tej grupy. Wtedy był on dla mnie przykładem ekstremalnej niemieckiej lewicy – takiej już na granicy do RAF.

    @janekr
    Nie wiem, czy przedsiębiorcy też tak mogą…

    W Niemczech od jakiegoś czasu przedsiębiorcy muszą (obojętnie, czy VAT czy PIT czy CIT) drogą elektroniczną. Papierowe zeznanie podatkowe jest tylko dla osób prywatnych.

  12. cmos cmos pisze:

    @login99195
    Też zawsze doceniam to poczucie humoru, ale w notce jakby umyka, że elster to też skrót od elektronisch eSteuererklärung.

    Skracać można różnie i od różnych nazw, a oni mieli wcześniej srokę w logo programu. Znaczy nie przypadek, tylko zamiar.

  13. cmos cmos pisze:

    @login99195
    Wtedy był on dla mnie przykładem ekstremalnej niemieckiej lewicy – takiej już na granicy do RAF.

    Znam parę ich tekstów i zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.

  14. greenfrog pisze:

    Pflegeversicherung- moim zdaniem to połączenie polskiej składki rentowej i wypadkowej, i tak mniej naliczają w Rei(ch)-u niż w PRL – bis. BTW ponawiam podziękowania dla Autora rzeczowych info :D

  15. brytnej pisze:

    @greenfrog: Nie, z Pflegeversicherung finansowane są np. pielęgniarki opiekujące się ludźmi niedołężnymi, a także opieka w domach opieki tj. (Alten-)Pflegeheim. Natomiast ubezpieczenie „rentowe” nie jest rozdzielone od „emerytalnego”, jedno i drugie jest pokrywane przez Rentenversicherung. Z tym, że wcześniejsza „Erwerbsminderungsrente” (to raczej faktycznie renta, a nie emerytura) z uwagi na niemożność pracy jest zazwyczaj bardzo niska, stąd powszechne są prywatne ubezpieczenia, czasem kombinowane z ubezpieczeniami na życie lub ubezpieczeniami od niemożności wykonywania zawodu.

  16. cmos cmos pisze:

    @miasto-masa-maszyna
    Entszuldiguję.”

    Ależ nie ma sprawy, denerwuje mnie tylko zadawanie pod notką pytania, na które odpowiedź w notce była i to wcale nie ukryta.
    Zresztą tak w ogóle, to chyba była reklama. Od pewnego czasu taka moda – jak w notce pada zwrot „przykładać wagę” to przyłazi reklamoid i tak od czapy pisze coś o wagach z linkiem do strony komercyjnej. Miałem już takich z wycieczką, z chlebem (i to przeciwrakowym) i jeszcze paru. Chyba zaraz sieknę ten komentarz i nasze na niego odpowiedzi, nie weź tego do siebie.

  17. A siekaj. No big deal.

    BTW u mnie na blogspocie przyłażą tylko anglojęzyczne boty. I złażą się na te notki którym dałem tytuł w kulawym lengłydżu.

  18. aurinko pisze:

    @cmos
    Jak zwykle rzeczowy wpis.
    Tylko to „spowrotem” mnie męczy :)

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów