Co do autek tylko na prąd to przyznam że idea ta interesuje mnie od dawna z nieco innych przyczyn niż ekologia.
Autka spalinowe są bowiem faktycznie optimum jeśli chodzi o kompromis masa/moc i aby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na użycie silników spalinowych w lotnictwie – lub jeśli chcemy coś mniej ‚korporacyjnego’ – amatorskich motocyklach.
Są jednak inne aspekty które sprawiają że straciłem mnóstwo czasu na obliczeniach i projektowaniu ![]()
Pierwszy – wygoda. Pojazd który ładuje się sam, bez stacji benzynowych etc. etc.
Drugi – bezawaryjność. brak części mechanicznych, płynów, etc.
Ekologia/ekonomia niestety wypada najgorzej. Zaczyna się od baterii. Albo są cięzkie i nietrwałe (ołow, nikiel), albo drogie, produkowane tylko w krajach b. wysoko rozwinietych i również niezbyt wspaniałe.
Niemniej jednak spędziłem sporo czasu na obliczeniach podobnych do twoich i dopusciłem więcej kompromisów.
Na dzień dobry pożegnałem się z marzeniem iż to może być w ogóle ‚samochód’. bardziej coś w rodzaju melexa.
Wąskie koła, sprawne bezszczotkowe silniki z elektroniką umożliwiającą zarządzanie ciepłem, plastikowe szyby,
praktycznie brak bagażnika, dwuosobowe… no i prędkość max. około 60km/h.
btw. ważnym punktem tutaj to kwestia opłat typu OC. niestety aby to sie w ogóle opłacało i dało zarejestrowac z OC około 120pln/rok (vs ponad 500) jest wymóg nie przekraczania prędkości max 45km/h. to bardzo boli.
Niestety jest to punkt który eliminuje moim zdaniem z rynku wszystkie ‚ekologiczne’ pojazdy – nie tylko elektryczne ale też wyżyłowane diesle czy doładowane benzyniaki – jak również ideę ‚małego auta tylko do miasta’ – OC niestety płacimy za _każdy_ posiadany pojazd.
Auto więc musi więc zarobić na swoje OC – nie może tylko stać w garażu. Pomysł więc że małym ‚ekologicznym’ autem będziemy jeździć po mieście a ‚prawdziwym’ będziemy pokonywać dłuższe trasy i autostrady jest już na starcie totalnym ekonomicznym niewypałem.
Jednak nie poddawajmy się. załóżmy że elektronicznie ograniczymy ten pojazd do 45km/h i że faktycznie to nam wystarczy na miasto (w rzeczywistości jeśli żyjemy w tak zakorkowanym mieście to najbardziej opłaca się… wyprowadzić ![]()
Do celu więc. do obliczeń wychodziłem z założenia iż uda się użyć wysokosprawnych ogniw i że mamy dostępne 1000W/m2 przez około 3 godziny dziennie .
na autku klasy melexa da sie wywalczyć około 3 m2 zakładając że wychodzimy nieco poza obrys pojazdu, co przy sprawności ogniw 20% (wiem że to teoria
daje nam około 900Wh, czyli około 2700Wh dziennie.
Już ta liczba wygląda dość marnie aby skutecznie zniechęcić
Ale zakładająć iż słońca jednak będzie ciut więcej codzień aby przezwyciężyć marną sprawność ładowania baterii (zwłaszcza w niskich temperaturach…) i że w upalne dni gdy sprawność ogniw słonecznych w godzinach szczytu jest mniejsza jest też więcej godzin słonecznych, daje nam to jednak te 3kWh energii.
Tuningowany melex przejedzie na tym około godziny z ‚optymalną’ prędkością (z silnikiem 3KW i około 70% sprawności daje radę rozpędzić się do 60km/h) co przy prędkości 45km/h daje nikłą nadzieję na około 45km dziennie.
Niby mission complete na niedaleki dojazd do pracy czy pojazd na miasto (tak na prawdę lepiej wychodzi przy takim zasięgu zwykły rower – zwłaszcza dla zdrowia), ale 3KWh to niestety kupa energii do zmagazynowania.
nawet jeśli założymy używanie nowoczesnych wysokonapięciowych sterowników, potrzeba banku baterii na około 300V 10Ah, lub – bardziej realinie jeśli chodzi o względy bezpieczeństwa i wytrzymałośc elektroniki – 150V 20Ah.
jedno ogniwo lifepo 10Ah 3.6V to koszt około 20eur.
jakby nie liczyc potrzeba 83-84 ogniw – to już koszt 1680 eur.
Trwałość tych ogniw to około 2000 cykli. realnie około 500. czyli ledwie dwa lata.
Tak więc nawet w tak mikro skali ekologia i wygoda po prostu się nie opłaca.
I co najgorsze w tych obliczeniach niestety to nie problem samych ogniw czy ładowania z gniazdka, ale fakt że żeby auto w ogóle pojechało to trzeba mieć tych akumulatorów conajmniej połowę.
przypomnijmy jednocześnie –
Używane auto klasy VW polo czy jakiegos fiata uno można dostać za okolo 200-300eur – i na pewno pojeździ dłużej niż 2 lata
podsumowując – żeby na prąd się w ogole dało trzeba rozwiązać problem baterii.
Ad ogniw – doczepenie niewielkiej przyczepki bądź skonstruowanie jakichś rozkładanych wynalazków szybko zwiększa powierzchnię – więc tak na prawdę to nie jest showstopper aut elektrycznych. Są dostępne rozwijane ogniwa – wiem że w polsce takie coś by szybko ukradziono, ale sama teoria tego że parkujemy, rozwijamy ‚dywan’ ogniw i autko się ładuje jest ok. Zwławszcza że ogniwa nie muszą być częścia auta – mogą sie przydać do zasilania kampingu, biwaku, działki nawet gdy auto już dawno zardzewieje.
Problem niestety to cena i żywotność baterii – auto musiałoby być skonstruowane tak aby było tak lekkie i energooszczędne aby praktycznie jechać od razu zasilane z ogniw słonecznych aby to miało nawet nie tyle sens aby być do przodu ekonomicznie, ale żeby nie być kolosalnie do tyłu vs. zwykłego LPG które w końcu aż tak nieekologiczne nie jest.
Dodam tutaj że jakieś wynalazki typu szeregowa hybryda to raczej bezsens bo nadal problemem są baterie . Być może napęd spalinowy na przód a elektryczny – z odzyskiem – na tył – ale nie szereg – bo to wymaga znów kosztownego banku baterii.
Pozdrawiam i przepraszam za długość wywodu ![]()
Czemu poza GM nikt nie korzysta ze sprawdzonej konstrukcji hybrydy szeregowej?
Trudno mi wchodzić w szczegóły bez ujawniania informacji zastrzeżonych, ale spodziewaj się wkrótce wysypu elektrycznych i hybrydowych modeli firm niemieckich.
Ale i tak będą z tego same straty dla producentów.
Nie, no pewnie że trzeba robić, ale to się kłóci z „tanimi ogniwami w techologii malowania” – wtedy zaczynają wychodzić układy scalone grubowarstwowe na metrach kwadrat i to nie płaskiego.
A problemy pożarowe ruszam nie bez przyczyny – z tych entuzjastów to praktycznie nikt się nie zastanawia bardziej całościowo. W Niemczech najpierw zaczęli instalować fotowoltaikę na dachach domków jednorodzinnych, a potem okazało sie że straż pożarna nie chce takich domów gasić, bo sie boi porażenia prądem. Teraz już wiedzą że to dla nich niegroźne (bo strumień wody po kilku metrach traci ciągłość), ale o takich rzeczach trzeba myśleć zawczasu, a nie potem.
]]>BTW cyferki i życie kontra ekololo-ideololo, to w praktyce obecnie równie nieciekawie i bessęsu wychodzi pure elektryk na bateriach kontra mały diesel albo mały LPG – a jego piewcy równie odporni i trudni do zatłuczenia baterią trakcyjną, jak ten twój delikwent.
]]>Żebyś się nie zdziwiła. Mam zdjęcia, skrobnę notkę.
]]>Najśmieszniejsze, że takie wyliczenia (ile trzeba baterii słonecznych do zasilania żelazka, samochodu etc.) czytałem w jakiejś książce popularno-technicznej jeszcze w liceum.
]]>