Tam była informacja, że P. nie należał do partii
No ale zajrzałem do niemieckiej Wiki i tam twierdzą, że wstąpił do NSDAP w 1937, jest przy tym odwołanie do źródła. Zresztą w Twoim następnym komentarzu jest o tym, że nie podpisał legitymacji.
No chyba że chodzi o to, że nie był w partii w momencie jak dostawał zlecenie na VW.
Może być tak, że Wilhelm Opel nie był w sumie nikim szczególnym, tyle że pieniądze miał, a Porsche już wtedy był legendą i na Hitlerze robiło to wrażenie. Ale muszę dokładnie poszukać jak było naprawdę.
http://nypost.com/2012/01/08/hitler-to-hippies/
“Porsche was perhaps the only man in Germany not to call Hitler the Fuhrer but rather ‘Herr Hitler’ and get away with it,” Hiott writes of their unique relationship, adding that Porsche never wore a uniform and was never forced to sign his Nazi Party card, though he was urged to do so.
]]>1929
I ni stąd, ni zowąd wszyscyśmy się za Amerykanów zostali. Kurde mol, oni nas po prostu kupili. Bo starego Adama Opla już nie było, a młodzi panowie Oplowie nas więcej nie chcieli. Ale nasi ludzie z taśmą produkcyjną dawno już byli otrzaskani. Wszyscy na akord grupowy robili. A mnie samemu przedtem płacili jeszcze od każdej sztuki zrobionej do Zielonej Żabki… Tak się to dwumiejscowe auto nazywało, bo jak całe polakierowane na zielono pokazało się w sprzedaży, to chłopaki na ulicy wołały: „Zielona Żabka!” Kurde flak, gdzieś tam w dwudziestym czwartym seryjna produkcja ruszyła. Ja tak zwane ekscentry hamulcowe wytłaczałem. Na przednią oś trzeba je było zakładać. Ale jak w dwudziestym dziewiątym wszyscyśmy się za Amerykanów zostali, to już tylko akord grupowy był, przy Zielonej Żabce też, bo rach ciach z taśmy teraz schodziła. Ale nie, już nie z całą ferajną, bo ludzi pozwalniali, krótko przed Bożym Narodzeniem, kiepska sprawa. W „Opel–Prolet”, niby naszej zakładowej gazetce, pisało, że Amerykanie tak jak u siebie wprowadzają u nas tak zwany system fordowski: co roku ludzi na bruk wyrzucać i potem takich bez kwalifikacji za psi grosz brać. Coś takiego przy taśmie produkcyjnej się odbywa i przy grupowym akordzie. Ale Zielona Żabka to już była klasa. Szła jak woda. Kurde frans, różni z branży wygadywali: to ściągnięty od żabojadów citroen, tylko tamten żółty był, mówili. Żabojady do sądu się skarżyły, odszkodowania chciały za straty, ale nic nie dostały. A Zielona Żabka w całych Niemczech wielkie wzięcie miała. No, bo była tania, nawet dla zwykłych śmiertelników, nie tylko dla tak zwanych wyższych sfer czy gości z szoferem. Nie, ja to nie. Z czwórką dzieci i domkiem, co nie był spłacony? Ale mój brat, co to był za komiwojażera od nici i innej pasmanterii i jeździć musiał w każdą pogodę, z motoru przesiadł się do naszego dwumiejscowego auta. Miało dwanaście koni! To pana dziwi, no nie? Tylko pięć litrów spalało i wyciągało sześćdziesiątkę. Na początku kosztowało jeszcze cztery sześćset, ale brat dostał je za dwa siedemset, bo ceny wszędzie spadały i bezrobocie coraz gorsze było. Nie, brat ze swoją walizką próbek jeszcze długo jeździł Zieloną Żabką. Ciągle w drodze, kurde balans, aż po Konstancję. I z Elsbeth, co wtedy za jego narzeczoną była, krótkie wypady do Heilbronn albo Karlsruhe. Dobrze mu się w ciężkich czasach działo. Bo w rok po tym, jak u nas cała ferajna za Amerykanów się została, musiałem iść na bezrobocie, jak w Rüsselsheim i gdzie indziej musiało bardzo wielu.