Mhm, jeśli się nie „podkręcało” bimetali, to owszem, zabezpieczały ![]()
@sety z PL
BTW mam wrażenie, że Revell przelokował sporo form do PL i bywa sporo „normalnych” setów made in Poland.
@pisma modelarskie
Jeszcze – tej różnicy w zideologizowaniu pism demoludów (i prawie-bezideowości „Modelarza”) wcale się nie czuło, dopóki się nie miało w ręku paru z różnych krajów; pamiętam jak szczękę zbierałem przy „Modelist konstruktorze”; niektóre plany czy plansze mieli fajne (najwyżej prosiły się wkładki większe niż A4) ale wstępniaki, ideolo itp wylewało się jak pomyje z kubła z co drugiej strony. No i mieli niezrozumiałą manierę kolosalnego retuszowania zdjęć, które stawały się zupełnie nieczytelne i mało użyteczne.
@składnica harcerska
Uwaga kombatancka – jedyny raz kiedy byłem bliski zadeptania w kolejce we wczesnych ’80 to nie był mięsny czy spożywczak czy elektronika czy księgarnia nawet, ale Składnica Harcerska jak rzucili PIKO, balsę i silniczki rakietowe. A ja przypadkiem w ten cyklon trafiłem (i tak forsy nie miałem na te cudeńka).
]]>Naprawdę ktokolwiek robił i sprzedawał modele na trzech szynach?
Owszem, w książce Młody konstruktor autor proponował takie rozwiązanie:
http://blabler.pl/s/uTmJ
http://blabler.pl/s/uTmL
ale nie za bardzo wierzę, że go naśladowano.
]]>ustalmy, że moje powroty do modelarstwa nie mają na celu budowy wymarzonego modelu,
OK, OK, tylko taka figura retoryczna.
krzemy wymieniałbym co chwilę.
Ja nie pożałowałem (akurat miałem pod ręką mocne, chociaż pozakatalogowe) i pewnie by wytrzymały. A zasilacz miał zabezpieczenie na bimetalu, może niezbyt szybkie, ale skuteczne.
@plany i książki
No i sety plastikowe z Polski w każdym sklepie modelarskim jaki w Europie odwiedziłem były. Mimo że to w sumie dość egzotyczne modele w rodzaju 7TP, TKS z wariantami, dioramy z Kampanii Wrześniowej itp.
]]>Ustalmy, że moje powroty do modelarstwa nie mają na celu budowy wymarzonego modelu, tylko jakiegokolwiek. Wymarzony model, hm, to byłaby jakiaś pływająca makieta RC w 1/100. Albo jeszcze bardziej SF, duży latający RC, jakiś F15 czy F14.
@piko i zasilacze
Ja zostawiłem selenowy prostownik – był nie do za… krzemy wymieniałbym co chwilę. Znaczy, nie przy kolejkach oczywiście, ale przy elektrochemii nieco się dymił ten zasilacz.
Zaczepy były dwu systemów – chyba ori NRD był ten z prostokątnym strzemiączkiem i trójkątnym „hakiem”, i to nie działało zbyt dobrze a czasem wcale. Ten nowszy system, chyba nadal używany, z „oczkami” i owalnym strzemiączkiem z „pinem” w „oczko”, był całkiem spoko.
@plany modelarskie
Polska w ogóle była i trochę nadal jest zagłębiem planów i publikacji modelarskich itp. Dzisiaj dokupowałem w sklepiku w centrum Glasgow drobiazgi i oplułem się nieco, bo za kasą stała książka na okładce której są rzeczy, które właśnie dłubię. Na co sprzedawca „wytknął” mi, że to tłumaczenie z PL (podsłuchał jak z żoną rozmawiałem, czy coś).
]]>Dodam jeszcze, że na początku lat 60. transformator do zasilania kolejek Piko był bardzo ciężki i duży, a w celu zabezpieczenia przed młodymi majsterkowiczami jednak śruba była nietypowa: w łbie śruby były wywiercone dwa otwory.
Tak samo było w tym FZ-1 w latach 70-tych, też się trochę namęczyłem. Ale coś ciekawego było – prostownik był selenowy, zastąpiłem go diodami krzemowymi, zaraz na wyjściu zrobiło się parę volt więcej.
Złącza wagoników były teoretycznie samozatrzaskowe, w praktyce niestety lubiły się na zakrętach same rozpinać.
Rzeczywiście był z tym problem, ale jakie były fajne śrubokręciki z magnesem do rozpinania ręcznego.
]]>Później widziałem kolejką zachodnią, gdzie obie szyny były jednym biegunem, a drugi był pobierany ślizgaczem z podkładów.
To był wariant systemu trzyszynowego, ale żeby trzeciej szyny nie było tak widać.
]]>