Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Żegnaj NRD Extra: Ulbricht i Honecker czyli krótka historia gospodarcza NRD

Notkę tę chciałem opublikować na rocznicę zbudowania muru, ale utknąłem w kluczowym momencie i notka się mocno przeleżała. Ale niedawno film o kombinacie Robotron podrzucił mi ten najistotniejszy szczegół i dzięki temu mogę ją skończyć. A nawet rozszerzyć we wcześniej nie przewidywanym kierunku. Notka będzie ilustrowana najbardziej pasującymi zdjęciami jakie znalazłem na moim dysku - zdjęciami NRD-owskich znaczków pocztowych z głównym bohaterem notki - Walterem Ulbrichtem.

Oficjalna propaganda NRD w latach 80-tych twierdziła, że Ulbricht to był ten zły od zamknięcia granicy i budowy muru, a gospodarczy dobrobyt kraj zawdzięcza dobremu Honeckerowi. Przyjrzyjmy się może sprawie dokładniej. O Honeckerze sporo już pisałem, ale o Ulbrichcie nie było dotąd właściwie nic. Zacznijmy może od jego biografii. Nie radzę przy tym wierzyć za bardzo polskiej Wikipedii - z zamieszczonej w niej notki wychodzi, że był to tylko bezwzględny, stalinowski komuch. A to, jak zwykle, nie jest takie proste.

Ulbricht już jako nastolatek zapisał się do SPD i działał w młodzieżówce tej partii. Był, jak i duża część SPD, nastawiony antywojennie, mimo to musiał służyć w wojsku. Przez cały czas służby był traktowany jako politycznie podejrzany, w końcu wojny nawet siedział w areszcie a potem miał mieć rozprawę przed sądem wojskowym. Uratował go tylko ogólny bałagan rozlatującego sie cesarstwa, dzięki temu mógł zdezerterować i uciec. Po wojnie związał się z komunistyczną KPD i szybko w niej awansował, aż do Komitetu Centralnego. Po dojściu faszystów do władzy i delegalizacji KPD wyemigrował najpierw do Paryża a potem do Moskwy. Po WWII wrócił do wschodniej części Niemiec i ponownie organizował tam KPD. Po powstaniu NRD w 1949 został zastępcą przewodniczącego nowo powstałej SED, a w roku 1950 został jej przewodniczącym (stanowisko to później nazwano lepiej nam znaną nazwą "pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego partii").

A jak to było z tym murem? Obowiązująca zarówno w Niemczech jak i w Polsce narracja o murze jest taka, że źli komuniści złośliwie zamknęli swoich ludzi w obozie koncentracyjnym jakim było NRD. Prosty czarno-biały obraz. A życie oczywiście nie było takie proste.

Nie zamierzam oczywiście usprawiedliwiać Ulbrichta i spółki. Chciałbym jednak przedstawić ich racje i tor rozumowania.

Znaczek pocztowy z NRD z Walterem Ulbrichtem, 1968

Znaczek pocztowy z NRD z Walterem Ulbrichtem, 1968

Od pewnego czasu w swoich notkach staram się opisywać różne produkty z NRD, na przykład filmy ORWO albo samochody i motory. Analizując historię tych produktów możemy zauważyć parę okresów w historii gospodarczej NRD:

W pierwszych latach po wojnie mamy całkowity upadek. Przemysł zostaje rozgrabiony przez Amerykanów i Rosjan, fachowcy powywożeni, produkcja fabryk które jeszcze robią coś sensownego idzie do ZSRR. Jednocześnie otwarta granica do części zachodniej robi dużo problemów. Przede wszystkim ekonomicznych - mocniejsza waluta części zachodniej powoduje odpływ towarów (i ludzi) z części wschodniej do zachodniej. A towarów i tak jest za mało, stąd zamknięcie granicy w roku 1952. Tak to funkcjonuje do roku mniej więcej 1953. Data graniczna ma oczywiście związek ze śmiercią Stalina i powstaniem robotniczym.

Potem Rosjanie trochę odpuszczają, a NRD-owscy fachowcy uruchamiają produkcję tego, co robili przed wojną. Idzie to trochę słabo, bo łańcuchy kooperacyjne zostały przerwane podziałem Niemiec, a zapasy magazynowe wkrótce się kończą. Więc trzeba szybko opracować coś nowego. W pierwszym rzucie powstają nieznaczne modyfikacje tych starych konstrukcji, jak Framo V901 albo IFY F8 i F9.

A potem powstaje coś nowego. Opartego o te stare, przedwojenne, ale trudno uznać to za zarzut. I trzeba przyznać że te nowe konstrukcje są niezłe, często porównywalne z zachodnioniemieckimi, czasem nawet lepsze. Na przykład Barkas albo Trabant P 50. W końcu lat 50-tych NRD, przynajmniej w segmencie popularnym, nie ma się czego wstydzić. A nawet uniknęło pewnych pułapek w które wpadli inni - jak te mikrosamochody. Nowe produkty sprzedają się na świecie, może niekoniecznie w rozwiniętych krajach Zachodu - ale świat się na nich przecież nie kończy. W wielu krajach tzw. rozwijających się wolą dość porządne a za to niedrogie produkty z NRD.

Oczywiście jest też w NRD wiele problemów. Największym (z przyjętego punktu widzenia) jest ucieczka fachowców - headhunterzy firm zachodnich nadal bez większych przeszkód penetrują NRD i nie mają żadnego problemu z zaoferowaniem płac wielokrotnie wyższych niż ci fachowcy dostają na miejscu. Do tego nie trzeba zachowywać żadnych okresów wypowiedzeń ani nic takiego - po prostu w piątek wieczorem podpisujesz umowę a w sobotę pakujesz walizkę i wio - i tak nikt cię nie ścignie za porzucenie pracy. A w poniedziałek firma liczy ilu ludzi jej przez weekend ubyło.

I ten fachowiec nie musi być nawet inżynierem - dobry majster też się na Zachodzie przyda. I tak gospodarka się po prostu wykrwawia, to są dziesiątki tysięcy ludzi rocznie. Tych najlepszych. A bez nich gospodarka nie przetrwa.

A przecież nie jest tak, że władza fachowcom złośliwie nie płaci. Niskie płace wiążą się przede wszystkim z próbą realizacji ideałów socjalizmu - pełnego zatrudnienia, bezpieczeństwa socjalnego, rozwoju kultury masowej, zmniejszenia rozwarstwienia społeczeństwa. Nic więc dziwnego że lower class nie ma aż tak dużego parcia na Zachód jak middle - bo lower w wielu wypadkach jak dotąd zyskuje. Przynajmniej w porównaniu z okresem przedwojennym.

Granica niby od 1952 roku jest zamknięta, ale jest luka - Berlin Zachodni. Tam kontrole graniczne tu i ówdzie są, jednak ominięcie ich nie jest dużym problemem. Z jednej części do drugiej przechodzą codziennie dziesiątki tysięcy ludzi mieszkających w sektorze radzieckim a pracujących w sektorach zachodnich. Tą drogą wypływa z NRD sporo dotowanych towarów, zwłaszcza żywności, której nie ma nadmiaru (kartki na żywność zniesiono w NRD dopiero w 1958).

Więc pierwszym nasuwającym się pomysłem jest zamknięcie tej furtki. Tak w zasadzie to nie widzę żadnych innych możliwości - każdy inny scenariusz musiałby wcześniej lub później zakończyć się ruiną kraju, kolejnym powstaniem albo interwencją radziecką. Albo wszystkim tym naraz. Więc powstaje mur. I na początku przynajmniej spełnia on swoje zadanie - odpływ kadr i towarów zostaje zahamowany, nastroje wkrótce się uspokajają. W kolejnych latach powstają niemal wszystkie szczytowe osiągnięcia NRD, na przykład wieża telewizyjna w Berlinie, Wartburg 353, Trabant 601, światowy zasięg ORWO, powstają i intensywnie rozwijają się kombinaty VEB Robotron i VEB Carl Zeiss Jena, przemysł chemiczny... Wydaje się że jest dobrze a będzie lepiej.

A jednak nie za bardzo. Początkowy rozpęd dość szybko wygasa - w początku lat 70-tych NRD popada w stagnację. I tak już do końca duża część produkowanych towarów pozostaje na poziomie lat 60-tych. I znowu wymienię tu te same nazwy: ORWO, Barkas, Trabant, Wartburg. Zastanówmy się, dlaczego to zdechło, chociaż początkowo wcale nieźle żarło.

Wydawałoby się, że NRD miało niezbędne atuty, nawet mimo poniesionych strat i międzynarodowej izolacji. Przede wszystkim miało niezłych fachowców i naprawdę dobry system szkolnictwa zapewniający stały dopływ nowych, dobrze wykształconych ludzi. Dlaczego więc stanęło? Od dawna się nad tym zastanawiałem. Moment w którym to nastąpiło wyglądał mi od dawna na związany z obaleniem Ulbrichta i przejęciem władzy przez Honeckera (początek 1971).

Znaczki pocztowe z NRD z Walterem Ulbrichtem, 1961

Znaczki pocztowe z NRD z Walterem Ulbrichtem, 1961

No i w tym filmie o Robotronie padła uwaga na temat różnicy między Ulbrichtem a Honeckerem, która jest brakującym elementem tej układanki. Otóż Ulbricht jaki był, taki był, ale był entuzjastą nauki i techniki. Angażował się chociażby w wymyślanie przydatnych gadżetów do samochodu Sachsenring P240, a przede wszystkim przeznaczał duże środki na programy badawczo-rozwojowe, na przykład na te komputery z Robotronu. Kiedy Robotron opracował model 300 Ulbricht zabronił jego eksportu, bo rozumiał, że od krótkoterminowej kasy ważniejszy jest rozwój kraju. Ale po Ulbrichcie nastał tępy aparatczyk Honecker i jako jedno z pierwszych posunięć obciął budżet Robotronu o połowę a zwolnione środki przeznaczył na budowę mieszkań. Podobnie przyciął inne projekty. No i w rezultacie NRD po prostu przejadło swój rozwój. Honecker zorientował się że to był błąd dopiero w latach 80-tych, zwiększył budżety R&D - stąd intensywny rozwój na przykład mikroelektroniki w tym okresie - ale było już za późno, dystans do odrobienia znacznie wzrósł a i nie było już z czego tego wszystkiego finansować.

Jakie z tego wnioski? To Ulbricht, mimo zamknięcia granicy, stłumienia powstania i budowy muru (a może i dzięki temu)  był twórcą podstaw względnego dobrobytu NRD. Natomiast to Honecker, przejadając te podstawy, był sprawcą zastoju, bankructwa i upadku kraju.

I drugi wniosek. R&D jest ważne. Obcinanie budżetów R&D nie kończy się dobrze.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (27)

Żegnaj NRD Extra: Kombinat Robotron

Obejrzałem ostatnio, oczywiście na MDR film o kombinacie Robotron. Używałem kiedyś na codzień produktów tego kombinatu i miałem już parę notek (1, 2 i 3) na ich temat, stąd nie dowiedziałem się za wiele nowego. Podzielę się tylko paroma ciekawostkami. Zdjęcia, jak zwykle przy takiej okazji, z niezastąpionego serwisu http://www.robotrontechnik.de. Polecam.

  • Pierwszy NRD-owski komputer - Robotron 300 z roku 1966 (klon IBM-a 1401) został pokazany po raz pierwszy na targach w Moskwie. Wzbudził duże zainteresowanie we wszystkich krajach socjalistycznych, ale Ulbricht zabronił ich eksportu (również do ZSRR) bo miały służyć gospodarce NRD.

Robotron R300

Robotron R300 Źródło: www.robotrontechnik.de

 

  • Pierwszy NRD-owski komputer biurowy nie straszący wielką skrzynią - PC1715 - został opracowany w zakładach VEB Robotron Büromaschinenwerk "Ernst Thälmann" Sömmerda robiących drukarki, w tajemnicy przed wierchuszką partyjną. Pokazano go na targach przemycając go jako urządzenie sterujące do drukarki. Klienci walili drzwiami i oknami, a były to tylko firmy i urzędy - zakup prywatny był absolutnie niemożliwy, poza tym urządzenie kosztowało w 1986 pod 20.000 marek NRD, czyli po kursie czarnorynkowym na poziomie prawdziwego peceta. A PC1715 to był komputer CP/M-owy na Z-80 2,5 MHz. Zrobiono ich ponad 90.000 sztuk. Po zastanowieniu stwierdziłem, że trzeba umieścić tę konstrukcję w kontekście historycznym: Nie ma co się śmiać. Już komputer na CP/M-ie w tamtych czasach dawał przedsiębiorstwu nowe możliwości i wymierne korzyści. Z grubsza w tym samym okresie, w Polsce, biuro w którym pracował mój wujek kupiło komputer podobnej klasy, pani zajmująca się w firmie informatyką napisała w dBase (jumanym oczywiście, innych nie było) odpowiedni program i przy jego pomocy zoptymalizowano fundusz płac tak, żeby ludzie dostali jak najwięcej a podatku od ponadnormatywnych wynagrodzeń (takie cuś było...) firma zapłaciła jak najmniej. Już po takiej jednej akcji komputer się zwrócił.

Robotron PC 1715, NRD, 1985-1990

Robotron PC 1715, NRD, 1985-1990

  • Ostatnim wielkim projektem Robotronu był minikomputer 32-bitowy. W praktyce był to klon komputera serii VAX. Klon, nie dokładna kopia w stylu radzieckim, musiał wyglądać inaczej, a NRD-owcy metodą reverse engineeringu opracowali własne układy scalone do procesora. Stasi jakimiś mętnymi kanałami sprowadziło do badań dwa egzemplarze VAXa, mimo embarga, COCOM-u itd. To było duże osiągnięcie, przywiezienie peceta, jak ja, to nic szczególnego, ale taki VAX zajmuje dużą ciężarówkę, a i nie można go kupić tak po prostu, anonimowo  w sklepie, załadować do samochodu i odjechać w siną dal.
Robotron K1840

Robotron K1840 Źródło: www.robotrontechnik.de

Marka Robotron istnieje nadal. Byli pracownicy dawnego koncernu przejęli nazwę za bezcen i założyli firmę kontynuującą współpracę z Oracle. To Amerykanie przekonali ich, że u klientów spoza bloku nazwa ta nie ma negatywnych konotacji, marka jest znana i warto ją utrzymać. Na ich stronie o historii firmy bardzo mi się podoba  sformułowanie "Neben Eigenentwicklungen wurden bekannte Datenbanksysteme analysiert und adaptiert." ("Oprócz własnych projektów, firma analizowała i adaptowała znane systemy baz danych"). Jak to ładnie można napisać że "jumaliśmy zachodnie systemy".

Najciekawsza dla mnie informacja została podana mimochodem i niezupełnie dotyczyła głównego tematu, ale to był akurat brakujący mi kawałek do notki o historii NRD. Notka miała być gotowa na ostatnią rocznicę obalenia muru, ale leży rozgrzebana bo brakowało mi kluczowego drobiazgu. Teraz uda mi się ją skończyć. Niedługo.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj

Żegnaj NRD Extra: Party-Grill

Dziś o absolutnie kultowym produkcie z NRD - Party Grillu. Za zdjęcia dziękuję AgacieNal. Tak dokładnie to urządzenie to nazywało się Tischgrill TG12 "Party-Grill".

Party-Grill był zbudowany bardzo prosto. Aluminiowa skrzynka bez czołowej ścianki, podnoszone na zawiasie wieczko, bakelitowe nóżki. A na górze, pod wieczkiem grzałka rozgrzewająca się do czerwoności. Bez wyłącznika - wyłączenie przez wyciągnięcie wtyczki z gniazdka. Urządzenie służyło do zapiekania, pomysł był po prostu świetny. Dziś nie za bardzo mam jak zapiec sobie kanapkę z serem - żadne z posiadanych przeze mnie urządzeń się do tego specjalnie nie nadaje. Piekarnik - no grzać cały piekarnik na jedną kanapkę? Ile to czasu zajmuje i ile prądu na to idzie. Mikrofala z grillem - za słaby ten grill, a zmikrofalowany ser to nie to samo co zapieczony. Są dostępne takie małe, stołowe piekarniki, ale to też jest raczej piekarnik niż grill. Podobnego do Party-Grilla urządzenia po prostu nie ma.

Party Grill, NRD, ok. 1985

Party Grill, NRD, ok. 1985, Autor: AgataNal

Nie ma jednak większych szans żeby ktoś coś podobnego wyprodukował dziś, bo urządzenie nie przeszłoby przez TÜV. Górna pokrywa rozgrzewała się do wysokiej temperatury, a użytkownik nie był niczym chroniony przed poważnym poparzeniem. Teoretycznie można by zrobić jakąś izolacje termiczną pokrywy, ale wtedy ona nie będzie chłodzona i wewnątrz urządzenia będzie rozgrzewać się jeszcze bardziej, myślę że spokojnie powyżej temperatury topnienia aluminium. No chyba żeby pokrywa była stalowa, ale to znowu wyższe koszty...

Miało to urządzenie jeszcze drugą wadę - tłuszcz pryskający od wewnątrz na górną pokrywę grilla czepiał się aluminium tak mocno, że nie dawał się usunąć inaczej niż przez szlifowanie środkiem ściernym. Ja wkrótce wpadłem na pomysł żeby wykładać pokrywę folią aluminiową, i to działało.

Party Grill, NRD, ok. 1985

Party Grill, NRD, ok. 1985, Autor: AgataNal

Do Party-Grilla można było dokupić szpikulce do szaszłyków. Też działały. Miałem takie, ale niestety dawno temu wywaliłem je razem z grillem i zdjęcie muszę sobie pożyczyć z sieci (eBay, numer aukcji 190630160519).

Szpikulce do szaszłyków do Party-Grilla Żródło: eBay, numer aukcji 190630160519

W późnych latach 80-tych pojawiła się zmodyfikowana konstrukcja pod trochę inną nazwą której nie pamiętam (Tisch-Grill? Może ktoś z czytelników sobie przypomina?), różniła się ona od Party-Grilla tym, że górną, aluminiową pokrywę zastąpiono płytkim, stalowym korytkiem którego sens nie był dla mnie zbyt jasny. Nie używałem tej wersji i nikt ze znajomych tego nie kupił ale nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł i ta konstrukcja zaginęła w pomroce dziejów. Może to była próba zabezpieczenia użytkownika przed oparzeniami? Wykorzystanie ciepła odpadowego? Zdjęcie znowu pożyczone z eBaya (Nr aukcji 170632174152).

Tisch Grill

Tisch Grill, Źródło: eBay, nr aukcji 170632174152

Teraz jeszcze coś: W samym końcu wieku XX byłem (już tu, we Frankfurcie) na wystawie z okazji 10-lecia przewrócenia muru i tam prezentowano między innymi parami podobne do siebie produkty z NRD i RFN. No i wyobraźcie sobie że stał tam bardzo podobny grill z Zachodu! Szczęka mi opadła. Niestety nie mam zdjęcia, a i wyguglać mi się tego urządzenia nie udaje. Trudno więc powiedzieć kto od kogo zrzynał.

Znalazłem w piwnicy oryginał instrukcji od Party-Grilla. Zdaje się że urosły wokół niej jakieś mity, bo robiąc research trafiłem na dyskusję w której ktoś pytał czy to prawda że w instrukcji był przepis na pieczone banany, a ktoś inny potwierdzał że był. Ale to nieprawda, sprawdziłem i w mojej nie ma.

Instrukcja od Party Grilla, NRD, ok. 1985

Instrukcja od Party Grilla, NRD, ok. 1985

Zajrzałem na eBaya i widzę że takich grilli jest sporo i trafiają się tam nawet nieużywane nówki sztuki w oryginalnym pudełku! A niektórzy chcą za używkę ponad 60 EUR (wątpię żeby za tyle sprzedali).

EDIT: Dla zainteresowanych wrzucam skan instrukcji

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (16)

Żegnaj NRD Extra: Artykuły piśmiennicze

Dawno nie było nic o NRD, czas napisać coś nowego. Dziś o artykułach piśmienniczych i biurowych.

Większość NRD-owskich artykułów piśmienniczych była produkowana pod marką Markant, natomiast tusze i atramenty produkowała firma z długa tradycją o nazwie Barock. Niestety większość tego co miałem wylądowało w koszu na wiele lat przed pojawieniem się cyfrówek, ale parę rzeczy jeszcze mam. Dostałem też wsparcie w postaci zdjęć od agatynal, więc kilka obrazków jednak się nazbiera. Mimo to przydałoby się więcej zdjęć. Mam poważne opory przed linkowaniem do zdjęć z profesjonalnych stron typu www.industrieform-ddr.de, w paru miejscach wcześniej nie dało się tego uniknąć, ale cały czas się staram zastąpić te zdjęcia innymi (najlepiej swoimi). No to jedziemy z tym co mamy.

NRD-owskie sklepy papiernicze były zaopatrzone o wiele lepiej niż polskie. Jako fajniejsze w Polsce zapamiętałem tylko pióra wieczne produkcji chińskiej i również chińskie kolorowe i pachnące gumki do ścierania.

Największe wrażenie w NRD-owskim sklepie papierniczym robiły na mnie plastikowe szablony. W Polsce dostępne były praktycznie wyłącznie krzywe linijki i ekierki (zazwyczaj drewniane) i krzywiki z marnego tworzywa w smutnych kolorach. A w NRD była tego masa w różnych rozmiarach i wzorach, z przezroczystego tworzywa barwionego zazwyczaj na zielonkawo. Moim ulubionym był taki chemiczny, z różnymi kolbami, probówkami, rurkami i chłodnicami. Nudząc się w szkole rysowałem skomplikowane układy aparatury chemicznej, fajna zabawa. Niestety taki szablon nie dotrwał do dziś i jego zdjęcia nie będzie. Z praktycznego punktu widzenia najbardziej przydatne były szablony z kółkami o różnych średnicach i szablony do pisma technicznego.

Szablony pisma technicznego z NRD

Szablony pisma technicznego z NRD

Ten z kółkami to nie jest ten najbardziej praktyczny, ale ten właściwy nie dożył.

Szablony z NRD

Szablony z NRD

Ale było tego jeszcze dużo innych rodzajów, na przykład meble w jakiejś skali (włącznie z fortepianem)

Szablony do projektowania wnętrz z NRD

Szablony do projektowania wnętrz z NRD

elementy schematów elektrycznych i elektronicznych

Szablony układów elektrycznych z NRD

Szablony układów elektrycznych z NRD

bloki do automatyki analogowej

Szablony do techniki analogowej z NRD

i różne mniej lub bardziej abstrakcyjne.

Szablony z NRD

Szablony z NRD

Tu typowy kątomierz

Kątomierz z NRD

Kątomierz z NRD

a tu bardziej wydziwiony (pękł mi dopiero parę tygodni temu).

Kątomierz z NRD

Kątomierz z NRD

Do rysowania przy pomocy tych szablonów służyły rapidografy również marki Markant. Miałem taki spory zestaw, nie był oczywiście taki dobry jak profesjonalne, zachodnie rapidografy Rotring używane przez ojca, ale do użycia amatorskiego nadawał sie całkiem nieźle. Tusze do rapidografów Barock były sprzedawane w fajnych plastikowych buteleczkach o bardzo dobrze oddanym kształcie butli do gazów technicznych. Wyglądało to świetnie, ale znowu nie mam zdjęcia.

Z mniej specjalistycznych rzeczy dobre były pisaki. Tutaj dostałem zdjęcie takich grubych - też kiedyś takie miałem. Teraz uwaga: zdjęcie jest świeże (styczeń 2012) - pisaki jeszcze piszą - kreski na papierze są nimi narysowane! Pisaki mają nie mniej niż 25 lat. (Zdjęcie: agatanal)

Pisaki z NRD

Pisaki z NRD

Kredki i ołówki z NRD nie były takie dobre - w tym specjalizowali się Czesi (marka Koh-i-Noor, istniejąca do dziś).

Dostępny był spory wybór papeterii,

Papeteria z NRD

Papeteria z NRD

ale niektóre ich wzory były zastanawiające. Były na przykład papeterie w motywy indiańskie (Karl May, Winnetou i te sprawy), nie bardzo widzę ich grupę docelową. Znaczy grupę widzę, ale nie bardzo widzę żeby miała tyle listów pisać.

Papeteria z NRD

Papeteria z NRD

 

Papeteria z NRD

Papeteria z NRD

Z innych przyborów mam jeszcze dziurkacz, ten ma już prawie 40 lat. Oczywiście działa nadal. Ma on jeden problem - pojemnik na "dziurki" zamykany jest miękkim kawałkiem plastiku naciąganym na metalową stopę, zmiękczacz wypocił się po paru latach i już od dawna pojemnik nie daje się porządnie zamknąć. Ale da się z tym żyć, nie jest to duży problem.

Dziurkacz z NRD

Dziurkacz z NRD

I jak zwykle pytanie: Jak tam po zjednoczeniu?

Nie udaje mi się znaleźć nic na temat Markant, zdaje się że nie poradzili sobie. Nikt też nie przejął marki.

Firma Barock z Drezna, za NRD zwana Pelikanem wschodu, po zjednoczeniu niemal zbankrutowała. Udało się jej jednak uratować i nawet jako tako jej szło. Całkiem niedawno (jakiś rok temu) musiała ogłosić niewypłacalność, zdaje się że przyczyną były błędy w zarządzaniu. Ale udało się im jakoś z tego wyciągnąć i istnieją nadal.

EDIT 22.03.2013: Firma Barock już nie istnieje.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (7)

Żegnaj NRD Extra: Nacjonalizm inkluzywny i ekskluzywny jednocześnie

Czytając notkę WO o nacjonalizmie przypomniałem sobie piękny przykład inkluzywności i ekskluzywności nacjonalizmu i to jednocześnie w obrębie jednego państwa i jednej formacji ideowej. Chodzi oczywiście o NRD.

Żeby nie być gołosłownym notkę zilustruję skanami z "Małego słownika politycznego" ("Kleines politisches Wörterbuch") - podstawowej pomocy naukowej do przedmiotu marksizm-leninizm na studiach wyższych. Słownik kupiłem sobie niedawno na Bücherflohmarkcie, bo za czasów studenckich oczywiście na taką propagandę szkoda było pieniędzy.

Kleines Politisches Wörterbuch, NRD, 1973

Kleines Politisches Wörterbuch, NRD, 1973

Mały słownik polityczny był wydawany w kilku wersjach różniących się grubością i formatem, chyba również zakresem albo długością haseł - nie pamiętam, nie porównywałem, za tamtych czasów do tego rodzaju publikacji zaglądało się raczej ze wstrętem. Na szczęście wszystko się zmieniło i dziś to tylko zabawna ciekawostka. Mój egzemplarz nie ma już niestety kolorowej obwoluty i wygląda niezbyt atrakcyjnie.

Kleines Politisches Wörterbuch, NRD, 1973

Kleines Politisches Wörterbuch, NRD, 1973

Przejdźmy więc do nacjonalizmu. Komunistyczne publikacje zajmowały się problematyką narodową, bo i Lenin się nią zajmował. Istotna była inkluzywność, zwłaszcza w przypadku takiego zlepku różnych narodów jakim był Związek Radziecki. Według ideologów istniał tylko jeden naród radziecki, bardzo inkluzywny, połączony wspólnym językiem, kulturą i ideologią. Poniżej skan z hasła "Nation" (Naród).

Kleines Politisches Wörterbuch - hasło "Nation", jeden naród radziecki

Kleines Politisches Wörterbuch - hasło "Nation", jeden naród radziecki

Inkluzywność serwowana w Polsce nawet działała. Jeden naród radziecki, jeden naród czechosłowacki, jeden naród polski, wszystko się zgadza. Ale w NRD nie działała - nie można było przyznać że ci ze Wschodu i ci z Zachodu to jeden naród, bo jakże to, taki nie zjednoczony, a kto to zbudował mur w poprzek? Trzeba więc było dorobić do ideologii ekskluzywność - jest jeden naród NRD-owski, i jeden naród zachodnioniemiecki. Bo język niby ten sam, ale jeden jest socjalistyczny, a drugi burżuazyjny ("burżuazyjny" w tamtych czasach był epitetem deprecjonującym). Serio, cytat na skanie poniżej, hasło "nationale Frage" (kwestia narodowa). A kto mówi o podobno jeszcze istniejącej "jedności Niemiec" ten chce poddać lud NRD-owski imperialistycznym siłom z RFN. Chociaż, jak się tak zastanowić, to coś racji w tym jednak jest.

Kleines Politisches Wörterbuch - hasło "nationale Frage", dwa narody niemieckie

Kleines Politisches Wörterbuch - hasło "nationale Frage", dwa narody niemieckie

 

Kleines Politisches Wörterbuch - hasło "nationale Frage" c.d., dwa narody niemieckie

Kleines Politisches Wörterbuch - hasło "nationale Frage" c.d., dwa narody niemieckie

No dobrze, ale jakie z tego wnioski? Dla mnie jest to najlepszy dowód przeciw jakiemukolwiek nacjonalizmowi. Skoro i tak możemy sobie włączyć i wyłączyć dowolne grupy po uważaniu znaczy to, że pojęcie "narodu" nie ma najmniejszego sensu. Czego sobie i moim czytelnikom życzę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (4)

Żegnaj NRD Extra: Rolnictwo w NRD

Już dłuższy czas temu (w maju) komentator dobson83 zapytał o rolnictwo w NRD:

dobson83

"Witam, jak już wspominałem w jednym z moich wpisów: super blog i świetna opowieść o NRD. Miałbym do pana małą prośbę, a mianowicie czy mógłby pan zamieścić na swoim blogu o ile oczywiście posiada pan wiedzę lub jakieś wspomnienia w tym temacie w ramach opowieści o NRD, informacje dotyczące rolnictwa w tym kraju? Mam tutaj na myśli strukturę i organizacje, sprzęt (traktory, kombajny, maszyny rolnicze), uprawy, hodowla zwierząt, a także osiągnięcia i stan na dzień dzisiejszy DDR-owskich odpowiedników naszych PGR-ów i SKR-ów o ile istniały one oczywiście tam w takiej formie jak u nas w okresie PRL-u. Interesowałaby mnie również skala porównawcza rolnictwa NRD z rolnictwem PRL-u. Z góry serdecznie dziękuje i jeszcze raz pełen szacunek za doskonały blog i tematykę w nim zawartą, pozdrawiam."

Trochę trwało, ale właśnie dojrzałem do napisania notki na ten temat. Notka będzie ilustrowana jako tako pasującymi zdjęciami krajobrazów wiejskich z NRD z roku 1988. Niestety nie mam pod ręką żadnego PRL-owskiego rocznika statystycznego, w sieci też nic takiego nie znalazłem, jedynie wyrywkowe dane. Komentator karolkrz0 wspomógł mnie danymi z rocznika statystycznego z roku 1986. Z braku bezpośredniego dostępu musiałem jednak zrezygnować z analizy produktywności itp.

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Rolnictwo w NRD zorganizowane było zupełnie inaczej niż w PRL-u. Porównajmy sobie oba systemy.

W Polsce zaraz po wojnie rozparcelowano duże gospodarstwa powyżej 50 ha, odebrano ziemię Niemcom i kolaborantom, (patrz hasło "Reforma rolna"). Część odebranej ziemi rozdano bezrolnym chłopom tworząc najpierw małe gospodarstwa (2 ha), potem dając jednak więcej (5 ha). Resztę ziemi przekazano Państwowym Gospodarstwom Rolnym (PGR), będącym odpowiednikiem radzieckich sowchozów. Ziemia i cały ich majątek były tam własnością państwa, pracujący w nich ludzie byli  tylko normalnymi, etatowymi pracownikami, jak i w fabryce. Średnie gospodarstwa prywatne pozostawiono bez zmian.

W NRD również była reforma rolna, parcelowano majątki powyżej 100 ha i odbierano zbrodniarzom wojennym, członkom NSDAP i innym wrogom ludu. Za wrogów ludu uznawano po uważaniu. Ziemię przekazywano biedniejszym gospodarzom i uchodźcom, dawano po 5 ha. Tylko na 5% ziem powstały odpowiedniki polskich PGR-ów zwane "Volkseigenes Gut" (VEG).

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Dalej nastąpiła faza kolektywizacji - rolników indywidualnych intensywnie i różnymi środkami perswazji nakłaniano do zakładania spółdzielni. W Polsce zaczęło się to w 1948, ale szło bardzo słabo. Spółdzielnie w roku 1970 obejmowały tylko około 1,4% gruntów rolnych, PGR-y 15,43%. Za to gospodarstw prywatnych było aż 75%. W roku 1985 udział spółdzielni wynosił 4,1%, a gospodarstw państwowych 18,7%. Z krajów bloku tylko w Polsce utrzymał się tak duży udział gospodarstw indywidualnych (76%).

W NRD nakłanianie do spółdzielczości zaczęło się później, od 1952. Ale byli oni znacznie skuteczniejsi, w roku 1960 już praktycznie nie było w NRD gospodarstw indywidualnych, a spółdzielnie obejmowały 83,6% użytków rolnych. Gospodarstwa te nazywały się Landwirtschaftliche Produktionsgenossenschaften (LPG). Państwowych VEG nigdy nie było więcej niż 6,3%, parę procent było prywatnych, reszta były to głównie również spółdzielnie, ale ogrodnicze.

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

LPG był (przynajmniej formalnie) czymś zupełnie innym niż PGR. Była to "prawdziwa" spółdzielnia - wniesiony do niej majątek pozostawał własnością wnoszącego - tyle że możliwość wycofania go była bardzo ograniczona. Spółdzielcy oprócz pensji dostawali udział w zyskach w proporcji do wniesionej ziemi, budynków, majątku itd. Formalnie rzecz biorąc LPG był samorządnym, niezależnym, kolektywnie zarządzanym przedsiębiorstwem, w praktyce jednak władza narzucała często swoich zaufanych przewodniczących. Dopuszczalne dla członków spółdzielni było również własne gospodarzenie na przysługującym 0,5 ha, w praktyce często i tę ziemię oddawano w użytkowanie spółdzielni w zamian za odnośny deputat.

W okresie kolektywizacji opór przeciw spółdzielniom był bardzo duży (200 gospodarzy popełniło samobójstwo, ponad 15.000 wyjechało na Zachód, odbyło się 8.000 pokazowych procesów), ale potem rolnicy się przyzwyczaili. Spółdzielnia jest całkiem niezła formą gospodarowania, dzięki efektom skali rolnicy mogli mieć na przykład urlopy, nawet w lecie (dla rolnika indywidualnego nie do pomyślenia), spółdzielnie prowadziły przedszkola, kasy zapomogowo-pożyczkowe itp.

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Dobrze, aspekt ustrojowy omówiliśmy, spójrzmy teraz na oba systemy od strony klienta.

Ciągle obowiązujący w kraju schemat narracji jest taki, że dzięki dużemu udziałowi prywatnych gospodarstw rolnych, w Polsce z żywnością nie było tak źle jak w innych krajach socjalistycznych. OH, REALLY? To gdzieś poza Polską były kartki na żywność (nie liczymy okresu krótko po wojnie)?

Kartka zaopatrzeniowa, PRL lata 80-te XX wieku

Kartka zaopatrzeniowa, PRL lata 80-te XX wieku

Zdejmijmy może narodowe klapki na oczy i spójrzmy na to trzeźwo. Na przykład mięso: w Polsce z mięsem było po prostu biednie. Jedyne mięso którego było w miarę dość, były to kurczaki z wielkoprzemysłowych ferm. W NRD z mięsem nie było specjalnych problemów, typowym daniem restauracyjnym był Sofia-Schnitzel - gruby kotlet na dwie trzecie wielkiego talerza (nie znajduję w sieci zdjęcia, a w mojej książce kucharskiej z NRD nie ma przepisu). W PRL-u były za to dowcipy o tym że "psinę w czwartym gatunku rąbiemy razem z budą".  Z cukrem tak samo: Polska - kartki, NRD - ile chcieć. Olej też przywoziłem z NRD. Lepiej niż w NRD było w Polsce z owocami i warzywami, ale nie chodziło o ilość, tylko uprawiane w Polsce gatunki były lepsze i w większym wyborze.

Przyczyną lepszego zaopatrzenia w owoce i warzywa w Polsce nie była raczej forma własności ziemi, ale dostęp do wolnego rynku. W Polsce duża część produkcji właśnie owoców i warzyw rozchodziła się na wolnym rynku. W NRD tego prawie nie było, spółdzielnie musiały sprzedawać swoje produkty na regulowanym rynku po stałych cenach (ewentualnie otrzymując Produktgebundene Stützung czyli dotację). Stąd brak presji na poprawę jakości.

Który system był lepszy? Trudno tu o jednoznaczną ocenę. Struktury własnościowe rolnictwa w obu krajach były praktycznie dokładnie komplementarne. Na pewno jednym z najgorszych wariantów był PGR. Pracownikom opłacanym za "czy się stoi czy się leży" wszystko zwisało totalnie, spora część polskich PGR-ów generowała głównie straty i problemy społeczne. Druga strona skali - drobne gospodarstwa prywatne - też nie była lepsza. Wiele z nich nie osiągało nawet samowystarczalności, co dopiero mówić o sensownej produkcji na rynek. Środek - większe gospodarstwa prywatne i część PGR-ów radziły sobie jednak nie najgorzej.

NRD z ich spółdzielniami reprezentowało w sumie środek tego środka - formę pośrednią między PGR-em a dużym gospodarstwem prywatnym. Z jednej strony wielkość tych gospodarstw była wystarczająca dla efektywnego zastosowania maszyn, z drugiej spółdzielcy byli finansowo zainteresowani wydajnością i rozwojem swojej firmy.

Skąd taka różnica? Wydaje mi się, że w Polsce spółdzielnie się nie za bardzo przyjęły, bo Polacy nie umieją (a przynajmniej wtedy nie umieli) pracować w zespole. Wizja wspólnego gospodarowania z sąsiadem była bardziej przerażająca niż represje komunistycznego aparatu przymusu. I tak sprawa się rypła, opór rolników był zbyt duży.

O wyposażeniu maszynowym rolnictwa NRD nie potrafię napisać wiele. Używali oni przede wszystkim krajowego sprzętu marki "Fortschritt" ("Postęp"), na pierwszy rzut oka różniącego się od polskich urządzeń kolorem (polskie były czerwone, NRD-owskie zazwyczaj zielone). Nie mam pojęcia jaka była jakość tych maszyn.

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

Krajobrazy wiejskie z NRD w roku 1988

A jak po zjednoczeniu? Statuty i organizacja LPG nie pasowały do standardów demokratycznego państwa, więc wszystkie spółdzielnie musiały się trochę przekształcić, wiele z nich się rozwiązało. Nastąpiła dalsza konsolidacja ziem, wszedł na te tereny kapitał z Zachodu i dziś olbrzymie gospodarstwa landów wschodnich spokojnie przebijają rentownością znacznie mniejsze gospodarstwa zachodnie. Kwestia skali - największe gospodarstwo Hesji to co najwyżej średnie gospodarstwo dla nowych landów. W sumie to tak było też przed wojną - na terenach wschodnich przeważali obszarnicy (junkrzy). Za czasów NRD rolnictwo (jak i przemysł) miało przerost zatrudnienia w stosunku do potrzeb, dziś zatrudnienie bardzo spadło.

A w Polsce - sami widzimy. Część gospodarstw powiększyła areały, zainwestowała i radzi sobie dobrze, inne wegetują.

Teraz, jak to u mnie na blogu, nie ograniczę się do wiadomości encyklopedycznych, tylko dopiszę trochę obserwacji i anegdot jakich w źródłach nie znajdziecie.

W okresie wykopków rolnictwo NRD, podobnie jak i polskie, potrzebowało dodatkowych rąk do pracy. Nas, studentów, też raz zabrano na wykopki, było to chyba w roku 1985. Zawieźli nas na miejsce zwykłym, miejskim autobusem Ikarus. No i trochę pozbieraliśmy, akcja była tylko na kilka godzin. W Polsce w czasach licealnych jeździliśmy na cały tydzień. W Polsce zbierało się do koszy, zawartość których wrzucało się na przyczepę, w NRD wrzucało się do takich olbrzymich siat na dobre kilkaset kilo, potem przyjeżdżał żuraw i wkładał pełną siatę na przyczepę.

W Polsce łatwo dostępne i  w dużym wyborze były kwiaty, w NRD było z tym ciężko. Pamiętam że w Ilmenau na głównej ulicy stawał czasem Wartburg Tourist, z którego jakieś małżeństwo sprzedawało prymulki w doniczkach. Stała długa kolejka. Podejrzewam, że byli to spółdzielcy, którzy na swoim 0,5 ha zrobili sobie szklarnię. Wolno im było, prywatna działalność gospodarcza na tak niewielką skalę była dozwolona. Pamiętam też wielką kolejkę do ludzi sprzedających tulipany przed kaufhalą "Am Stollen", i ja też tam stałem, jak doszedłem i zażyczyłem sobie piętnaście (a co, stać mnie było), cała kolejka aż jęknęła, bo kwiaty się powoli kończyły.

Jak już jesteśmy przy prywatnej inicjatywie: Było w NRD trochę "prywaciarzy". O wiele mniej niż w Polsce, ale byli. Ale w NRD istniał "szklany sufit" na bardzo niskim poziomie - polski prywaciarz bez problemu mógł sobie kupić Mercedesa i pojechać na wycieczkę na Karaiby, NRD-owskiemu skala kończyła się na Ładzie 2107 i wczasach w Bułgarii. Więc nie było specjalnego sensu się starać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (5)

Żegnaj NRD Extra: Prawdziwe NRD

Poskanowałem już większość slajdów z NRD i wybrałem do tej notki kilka przedstawiających prawdziwe NRD. Nie berlińskie pokazówki, nie targi w Lipsku, nie główne, odstawione ulice, nie słynne zabytki. Tylko zwykłe, małe miasteczka. Wszystkie zdjęcia są z roku 1988.

Na początek Eisenach (nie wiem dlaczego slajd jest uszkodzony mechanicznie, chyba był pierwszy z 39 i w laboratorium zahaczyli).

Eisenach - toaleta publiczna, NRD, 1988

Eisenach - toaleta publiczna, NRD, 1988

Ta budka na środku jest tym, na co wygląda, ale fajnie się nazywa po DDR-Beamtendeutsch, tego się nie da przetłumaczyć z zachowaniem śmiesznej pompatyczności oryginału.

Eisenach - toaleta publiczna, NRD, 1988

Eisenach - toaleta publiczna, NRD, 1988

Następne zdjęcie jest z Langewiesen - miasteczka sąsiadującego z Ilmenau. To nie jest pokazówka dla turystów, bo turystów to tam nie było.

Langewiesen, NRD, 1988

Langewiesen, NRD, 1988

W Polsce, w końcu lat 80-tych to drewniane wozy konne generalnie miały już pozakładane ogumione koła od samochodów.

Teraz zdjęcia z Rudolstadt - szarość, smutek, beznadzieja - typowe NRD:

Rudolstadt, NRD, 1988

Rudolstadt, NRD, 1988


Rudolstadt, NRD, 1988

Rudolstadt, NRD, 1988


Rudolstadt, NRD, 1988

Rudolstadt, NRD, 1988


Rudolstadt, NRD, 1988

Rudolstadt, NRD, 1988

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (7)

Żegnaj NRD Extra: Mahlzeit DDR (2)

Znalazłem jednak czwarty odcinek cyklu Mahlzeit DDR - jest o alkoholu. O wielu z omawianych tam spraw pisałem już w cyklu Żegnaj NRD, ale dodam dwie ciekawostki:

O słowo Pilsner nazwie eksportowego piwa Radeberger Pilsner toczył się ciągły spór z Czechosłowacją. Co prawda nazwy Pilsner używano też w RFN, ale Niemcy zachodni wybronili się tym, że pierwszy Pilsner powstał co prawda w Plilsnie, ale zrobił go Bawarczyk. NRD-owcy nie mieli takiego argumentu, więc cały czas brali na przeczekanie. No i jakoś przetrzymali aż do końca. Jedyne ustępstwo jakie musieli zrobić było takie, że w pociągach jadących przez Czechosłowację piwo Radeberger (bo można było je kupić w Mitropie) miało etykietki bez słowa Pilsner.

Butelka od piwa Radeberger, NRD

Butelka od piwa Radeberger, NRD

Teraz coś o mocniejszych alkoholach: Honecker wymagał na imprezach partyjnych ze swoim udziałem żeby zawsze pić kieliszek do końca, a potem odstawiać odwrócony do góry dnem. Żeby nikt nie oszukiwał. W dawnej Polsce stosowano w tym samym celu lepszy patent - kieliszki tzw. "kulawki". Za to Honecker miał inny pomysł - specjalnie dla niego robiono niskoprocentową wódkę (8%), żeby za szybko się nie upił.

A teraz odcinek cyklu. W tubkach dołączonych do poprzedniego odcinka zablokowano embedding, jak by i tu to się stało to trzeba kliknąć i obejrzeć na youtubie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (3)

Żegnaj NRD Extra: Mahlzeit DDR

Obejrzałem wczoraj na eins Extra (EDIT: Teraz ten program nazywa się tagesschau24) trzy odcinki programu pod tytułem Mahlzeit DDR ("Smacznego NRD")  Program był o kilku artykułach spożywczych w NRD. To ciekawe i pasuje do mojego bloga, więc streszczę, dodając co nieco od siebie.

Pierwszy odcinek był o kurczakach. NRD po wojnie przeżywało ciężki okres. Najpierw bezwzględnie zabierali co się dało Rosjanie. Ale po wydarzeniach roku 1953 trochę odpuścili i dali towarzyszom NRD-owskim trochę swobody. No i towarzysze zaczęli myśleć, jak by zapewnić ludności więcej żywności, zwłaszcza mięsa.

Nie umknęło uwagi Partii otwarcie w części zachodniej sieci restauracji z potrawami z kurczaka pod nazwą Wienerwald (1955). W restauracjach tych podawano kurczaki właśnie w RFN wyhodowanej rasy, która miała dużo smacznego mięsa i osiągała właściwą wagę w 10 tygodni. Potrawa ta nazywała się Goldhähnchen. Firma z Bremy, która je wyhodowała sprzedała rasę firmie amerykańskiej, która opracowała technikę przemysłowego tuczu tych kurczaków, linie do uboju, inkubatory itd. itd. Sprzedawała też tą technologię do innych krajów. NRD-owcy zainteresowali się tym szybko, jednak ponieważ mieli ciągle nieuregulowane stosunki z Zachodem nie mogli sobie tego kupić sami. Zapośredniczyła Jugosławia. W niemieckiej Wikipedii piszą o Bułgarii, ale w programie bezpośredni świadkowie mówili że jednak Jugosławia. Są tam nawet kawałki filmu z Ulbrichtem na fermie w Jugosławii. Nie miałem pojęcia, że Tito mówił swobodnie po niemiecku.

Tak więc w połowie lat 60-tych NRD-owcy rozpoczęli budowę pierwszych przemysłowych ferm drobiu. Polska poszła tą drogą dopiero w latach 70-tych. No i trzeba było wymyślić dla nich nazwę. Musiała ona być inna niż na Zachodzie, i stąd wziął się Goldbroiler. Znowu Wikipedia niemiecka wysnuwa kilka fantastycznych koncepcji na temat tej nazwy, a w programie opowiada człowiek który sam podjął decyzję.

W roku 1967 w Berlinie otwarto trzy pierwsze restauracje kurczakowe podające Goldbroilery. Podobno były super. Ja byłem w takiej w Erfurcie około 1988, to już aż takie super nie było - remont by się powoli przydał. Ale kurczaki były smaczne. Ciekawostką był rząd umywalek na sali - kurczaka pieczonego nie da się zjeść bez pobrudzenia rąk, a tam nie trzeba było chodzić przez parę drzwi do toalety, tylko wprost od stolika można było podejść do umywalki nie dotykając po drodze żadnych klamek i nie musząc się przeciskać. W początku lat 90-tych jadłem też kiedyś w Wienerwaldzie, ale mi nie smakowało.

Jajek w handlu nagle zrobiło się dużo i wkrótce wyparły one jaja chłodnicze. Pojawiły się nawet reklamy "Nimm ein Ei mehr" ("Weź jajko więcej") zachęcające do używania większej ich ilości. Z Polski pamiętam jaja chłodnicze jeszcze w latach 70-tych. Wyjaśnienie dla młodszych czytelników: W czasach sprzed przemysłowej produkcji drobiu produkcja jajek podlegała sezonowym wahaniom, nadmiar z pewnych okresów trzeba było przechowywać w chłodniach, do użycia w okresie kiedy kury znosiły ich mniej. Takie przechowywane jaja były to właśnie jaja chłodnicze. Standardową procedurą przy zakupie jajek było prześwietlanie ich (światłem, w sklepach stały takie urządzenia) żeby rozpoznać te zepsute (zbuki). Jajek wtedy nie wbijało się prosto do potrawy albo na patelnię - zawsze najpierw na talerzyk, obejrzeć, powąchać, i dopiero potem do reszty jedzenia. Dziś tak już nie trzeba, zepsute jajko, widziałem ostatnio ze 20 lat temu.

Znalazłem ten program na Youtubie, tutaj odcinek o kurczakach (i paru potrawach na dodatek):

Drugi odcinek był o kawie. Tu też było parę ciekawych historii.

Na przykład o kryzysie kawowym w 1976. Mimo że sporo kawy trafiało do NRD w paczkach od rodzin z Zachodu, albo było przywożone przez emerytów, to sprowadzana za twardą walutę kawa była dużym obciążeniem dla budżetu kraju. Było tam nawet tak, że kawiarnie musiały się rozliczać ze zużytej kawy, prowadzić dokładną dokumentację, a odpowiednik naszej Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej sprawdzał zapisy i czy nie dają za mało na filiżankę. Kiedy więc w roku 1976 na skutek nieurodzaju w Brazylii ceny kawy na rynkach światowych poszybowały w górę, to NRD-owcom zabrakło pieniędzy na zakup kawy na potrzeby krajowe. Wymyślono więc nowy produkt - Kaffee Mix. Była w nim 51% prawdziwej kawy, a resztę dopchano różnymi wypełniaczami, była tam nawet mączka z grochu która zapychała filtry w kawiarnianych ekspresach i powodowała ich eksplozje. Ludzie nie chcieli tego pić i masowo słali listy protestacyjne do władz. Listy trafiały do Stasi, która to wszystko rejestrowała, a było tego mnóstwo. Kaffee Mix nazywano złośliwie "Honecker-Krönung". Wkrótce (1978) trzeba było się z tego mixu wycofać i wygospodarować pieniądze na prawdziwą kawę. Próbowano jeszcze ograniczyć spożycie zabraniając podawania kawy na zebraniach, a w kawiarniach zabraniając sprzedaż kawy na dzbanuszki - tylko na filiżanki. Ale wiele to nie dało. Postarano się więc kupować kawę nie za dewizy, tylko barterowo za maszyny.

W roku 1980 zawarto porozumienie z Wietnamem. Wietnam produkował wtedy niewiele kawy, ale NRD miało założyć tam duże plantacje, który miały przynieść pierwsze plony w roku 1990. No i rzeczywiście tak się stało, ale NRD w międzyczasie zabrakło. Ale dzięki temu Wietnam jest dziś największym producentem kawy w regionie.

Jeszce jedna ciekawostka: Dzięki tym problemom z kawą NRD-owscy naukowcy wynaleźli nową metodę palenia kawy - Wirbelschichverfahren (proces fluidyzacyjny) - poprawiającą wydajność procesu i smak kawy.

Ponieważ w tych czasach kawy praktycznie nie pijałem (a i teraz piję niewiele) to nie mam za wiele osobistych wspomnień o kawie z NRD. Zapraszam za to do obejrzenia programu.

Trzeci odcinek był o bananach i pomarańczach. Jak dla mnie był mniej ciekawy. Ze wspomnień: Nie pamiętam, żebym widział w NRD banany. Pewnie bywały raczej w dużych miastach. Nawet pracownicy lipskiego ZOO w programie opowiadali, że czasem musieli jeździć po banany dla małp do Berlina. Też nie bardzo pamiętam pomarańczowe pomarańcze, tylko kubańskie. To może opowiem NRD-owski dowcip o bananach:

 Przychodzi zajączek do sklepu prowadzonego przez misia i mocno machając łapkami pyta:

- Są banany?

- Nie ma. - Odpowiada miś. 

I taka sytuacja powtarza się co dzień.  Po pewnym czasie miś się zdenerwował i krzyczy:

- Jak nie przestaniesz tak machać łapkami to przybiję cię za uszy do ściany! 

Następnego dnia znowu zajączek machając łapkami pyta się o banany. No to miś, zgodnie z ostrzeżeniem przybił go za uszy do ściany obok portretu Honeckera. Na co zajączek:

-  On też się pytał o banany?

Program ma zdaje się cztery części, ale nie udało mi się ustalić o czym jest czwarta. (EDIT: już się udało - zapraszam do następnego odcinka)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (3)

Żegnaj NRD Update: Tandon Pac 286

Skanuję swoje slajdy z dawnych czasów i dopadają mnie różne wspomnienia. Dziś wspominamy komputery sprzed prawie ćwierć wieku.

Jak już pisałem w cyklu Żegnaj NRD, w firmie w której pracowałem w RFN widziałem sensacyjną wtedy konstrukcję - Tandon Pac-286.

Tandon Pac z roku 1987

Tandon Pac z roku 1987

Był to komputer zapomnianej już firmy Tandon, zbudowany na bazie ich komputera z procesorem 80286. Zegar 8 MHz - wtedy było to Turbo AT, w odróżnieniu od zwykłego AT na 6 MHz. Obudowa jego była to jedna z pierwszych "małych wież". Pierwotnie były przewidziana i do stania, i do leżenia, ten znaczek firmowy w postaci paska można było w zmyślny sposób przekręcić tak, żeby pasował tak albo tak. Na zdjęciu powyżej widać nóżki do stawiania na poziomo i znaczek przekręcony na taką pozycję.

Normalnie w miejscu na dyski znajdowały się zwyczajna stacja dyskietek 5,25'' i dysk twardy w tym samym rozmiarze. Ale Pac miał zamiast nich coś zupełnie nowego - dwa wymienne dyski twarde po 30 MB. Dyski były spore, trudno powiedzieć w jakim właściwie rozmiarze, prawdopodobnie 3,5 cala w wysokości dwa razy większej niż obecne. Ciekawe jak ta wysokość się zwie, bo przy pięciocalowych wysokość taka jak przy stacji dyskietek jest "połówkowa".

Tandon Pac z roku 1987

Tandon Pac z roku 1987

Wkładało się je trochę do slotu, do końca wciągał je silnik elektryczny. Wyrzucanie dysku odbywało się też elektrycznie, po przyciśnięciu przycisku.

Tandon Pac z roku 1987

Tandon Pac z roku 1987

Dyski były podobno odporne na wstrząsy, my oczywiście tego nie robiliśmy, ale w redakcjach czasopism komputerowych zrzucali je z biurka na podłogę i twierdzili że potem nadal działały.

Tandon Pac z roku 1987

Tandon Pac z roku 1987

Tyle że stacja dyskietek im się do obudowy nie zmieściła i musieli dołożyć ją "na dostawkę".

Tandon Pac z roku 1987

Tandon Pac z roku 1987

Jak szybko mija czas, to przecież jakaś prehistoria komputeryzacji. 8 MHz, 1 MB RAM, 2 * 30 MB HDD.

Zdjęcia słabe, bo w większości robione przy świetle jarzeniowym, a i slajdy jakoś ściemniały przez te ćwierć wieku. Ale na temat tego jak slajdy ORWO zachowały się przez ten czas zrobię osobną notkę jak skończę skanowanie.

Zapraszam do przejrzenia moich starych notek z cyklu Żegnaj NRD - pojawiło się tam już sporo nowych zdjęć, część wziętych z zewnątrz zastąpiłem też własnymi. A stopniowo będzie ich tam coraz więcej.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (1)