Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Warto zobaczyć: Muzeum żeglugi Amsterdam

Muzeum żeglugi w Amsterdamie nie ma dokładnie żadnego związku z Niemcami, ale nic to - jest takie dobre, że nie mogę o nim nie napisać.

Od razu napiszę to najważniejsze: Sporo już widziałem, ale tak dobrego pod względem dydaktycznym muzeum to jeszcze nie. Jak będziecie w Amsterdamie z dziećmi (w zasadzie w dowolnym wieku, wystawa zainteresuje już trzylatki, ograniczenia górnego nie stwierdziłem), to zostawcie Rijksmuseum i van Gogha na drugi rzut, a zacznijcie od tego.

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam

Ekspozycja umieszcza żeglugę w kontekście społecznym i ekonomicznym w różnych czasach. Świetna jest wystawa o żegludze w wieku XVII. Na projekcyjnych ekranach sterowanych czujnikami ruchu przedstawiana jest historia dowódcy statku widziana przede wszystkim z lądu - z punktu widzenia jego żony i dzieci, jego partnerów handlowych itp. Obok stoją pasujące eksponaty. Jedynym problemem jest język - oni mówią oczywiście po holendersku, podpisy są po angielsku. Ale zrobione świetnie. 

Zdjęcia słabe i mało ich, bo w środku jest bardzo ciemno. Znaczy do oglądania OK, ale zrobić zdjęcie bardzo trudno. 

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam

 

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - galiony

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - galiony

Dalej mamy wystawę o wielorybnictwie. Największe wrażenie zrobiła na mnie możliwość pomacania prawdziwego fiszbina, nie miałem dotąd pojęcia co to w ogóle jest za materiał.

Coś dla maluchów: po prostu fantastycznie zrobiony spacer po bajkowym dnie oceanu. I śliczna projekcja bajkowych postaci chodzących po żaglowcu, prawie jak holowizja.

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam

Dalej dobra wystawa o niewolnictwie (uprzedzają żeby nie prowadzać na nią zbyt małych dzieci) i roli żeglugi w tej branży, na koniec nawiązanie do aktualnych problemów społecznych. Na zdjęciu muszelki za które kupowano niewolników. Dopiero przy pisaniu notki skojarzyłem: Przecież takie same muszelki mają ponaszywane na kapeluszach polscy górale. O ile dobrze pamiętam tą historię, to płacono im gdzieś na robotach takimi właśnie muszelkami. Na Podhalu były one bezwartościowe i nadawały się tylko na ozdoby.

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - muszelki za które kupowano niewolników

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - muszelki za które kupowano niewolników

Dzisiejsze znaczenie żeglugi pokazane jest przy pomocy prawie dookolnego filmu pokazującego transport towarów w kontenerze statkiem, potem ciężarówką a dalej podróż kartonu do sklepu i na półkę. Bardzo fajne.

No i jeszcze najmocniejszy punkt - replika XVII-wiecznego żaglowca Amsterdam należącego do HolenderskiejKompanii Wschodnioindyjskiej.

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - replika żaglowca "Amsterdam"

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - replika żaglowca "Amsterdam"

Podobno zrobili ją bezrobotni w ramach aktywizacji zawodowej. Replika wewnątrz nie imituje superdokładnie prawdziwego statku, tylko pokazuje różne aspekty życia załogi. Bardzo kształcące i zabawnie zrobione. Nawet ja dowiedziałem się czegoś nowego: że w tych wystających na boki skrzydłach rufówki mieszczą się toalety kapitańskie i oficerskie. Na żadnych planach modelarskich dowolnego żaglowca (a trochę ich widziałem) tego nie było.

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - toaleta kapitańska w skrzydle rufówki

Het Scheepvaartmuseum Amsterdam - toaleta kapitańska w skrzydle rufówki

 I jeszcze mają tam trochę wystaw i bardzo dobrze zaopatrzony sklepik muzealny. Serdecznie polecam.

Adres (na zdjęciu lotniczym z Google Maps żaglowca jeszcze nie ma):

Het Scheepvaartmuseum
Kattenburgerplein 1
1018 KK Amsterdam

Czynne

  • codziennie 9-17

Wstęp

  • dorośli: 15 EUR
  • dzieci 5-17 lat - 7,50 EUR
  • Z Muzeumkaart za darmo.
Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: „Przedszkole” dla fok Pieterburren

Dziś bardzo nietypowa polecanka, bo ani o Niemczech, ani o NRD, ani o technice, ani nawet muzeum. Ale to mój blog i będę pisał o czym będę chciał :-)

Tego nie było w moim przewodniku po Holandii - znalazłem to w sieci; wstęp darmowy, a podobało nam się znacznie bardziej niż pokazy w delfinarium w Brugii. "Przedszkole" dla fok (jak lepiej przetłumaczyć "Aufzuchtstation"?) na północy Holandii - w miejscowości Pieterburren.

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Stacja zajmuje się fokami rannymi, chorymi czy zaplątanymi w sieci, a najczęściej małymi, osieroconymi foczkami.   

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Przez długi czas foki były traktowane jako szkodniki wyjadające ryby, planowano całkowite wyniszczenie gatunku. Za upolowane foki wypłacano nagrody. I to wcale nie było tak dawno - ostatnim krajem w który wprowadził zakaz polowania na foki była Dania, a stało się to w roku 1977  Czas był najwyższy, bo w latach 60-tych populacja fok w Europie się załamała, a na Bałtyku fok nie było już wcale.

Większość foczek ze stacji w Pieterburren została osierocona w wyniku działalności ludzi. Do fok się już nie strzela - dziś najczęstszą przyczyną przedwczesnej śmierci fok jest zaplątanie się w sieci, zazwyczaj zgubione przez trawlery. Na polu obok stacji z takich sieci usypana jest cała spora góra. 

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Inne antropogenne przyczyny śmierci to rany od różnych rzeczy, najczęściej śrub statków i zatrucia różnymi substancjami. No i plastikowe śmieci pływające w morzu. Wszystko to pokazują nierzadko drastyczne zdjęcia w stacji.

Foki umierają też z przyczyn naturalnych - na przykład co pewien czas zdarza się epidemia wybijająca sporą część populacji fok. Stacja jest oczywiście również placówka badawczą.

Gdy tam byliśmy, na stacji były tylko małe foczki, wszystkie w jednym wieku - pewnie tegoroczne. Wszystko sieroty, a było ich ze setka. Pracownicy stacji leczą je, nawadniają i odkarmiają, a potem, jak już podrosną na tyle żeby poradzić sobie samodzielnie - wypuszczają.

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Taka foczka zjada 5 kilo śledzia dziennie, dają im śledzie mrożone (po rozmrożeniu oczywiście). Utrzymanie jednej foki kosztuje 35 EUR dziennie, wstęp jest za darmo ale proszą o datki albo kupienie czegoś w sklepiku.

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Foczki niesamowicie sympatyczne, najśmieszniej wyglądają gdy na kilkadziesiąt sekund przysypiają unosząc się pionowo w wodzie.

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Na śledzie chętne są też mewy, cały czas się czają żeby wpaść i porwać jakiegoś. 

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

"Przedszkole" dla fok, Pieterburren

Bardzo polecam odwiedzenie takiej stacji, zwłaszcza z dziećmi. Szkoda tylko, że większość opisów jest tam po tylko holendersku. Znaczy jak się zna angielski i niemiecki, to daje się holenderski całkiem nieźle zrozumieć (trzeba sobie przeczytać na głos i tolerancyjnie wysłyszeć znaczenie :-) ) ale dobrze byłoby móc przeczytać to wszystko bez domyślania się.

Adres:

Zeehondencrèche Lenie 't Hart
Hoofdstraat 94-A
9968 AG Pieterburen
 

Czynne:

Codziennie od 10 do 17

Wstęp

Darmowy (teraz zajrzałem na zalinkowaną stronę i tam jest napisane że 8 euro dla dorosłego i 5 dla dzieci, ale na miejscu nikt nie chciał za wstęp. Może akurat jakaś akcja była?) 

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (2)

Warto zobaczyć: Liberty Park Overloon

Dziś muzeum niezbyt odległe od granicy Niemiec - w Overloon w Holandii.

Miłośnikom historii WWII nazwa Overloon nie jest z pewnością obca, ponieważ było to miejsce bitwy pancernej w roku 1944. Po tej bitwie w sąsiednim lesie pozostało sporo rozbitego sprzętu bojowego, niedługo później (1946) las ten zamieniono na muzeum i nazwano Liberty Park. Ponieważ sprzęt rdzewiał pod gołym niebem, nie tak dawno zbudowano tam hale ekspozycyjne. Muzeum podzielone jest na dwie części: Nationaal Oorlogs- en Verzetsmuseum poświęcone ruchowi oporu w okupowanej Holandii i Marshall Museum ze sprzętem wojskowym.

Muzeum ruchu oporu mało mnie ruszyło, po Polsce mam przesyt tej tematyki. Niewątpliwie Holendrzy też swoje dostali za okupacji, parę ciekawych rzeczy w muzeum było, ale oglądanie dokumentów, odznaczeń itp. mnie nie pociąga.

Zrobili tam "symulator nalotu" umożliwiający przeżycie bombardowania z różnych punktów widzenia. Najpierw wsiadamy do "bombowca", "lecimy", potem otwierają się "drzwi bombowe" przez które widzimy płonące miasto i spadające nasze bomby. W drugim pomieszczeniu obserwujemy płonące miasto "stojąc na ulicy". W trzecim przeżywamy bombardowanie w schronie. Całość mnie zniesmaczyła, może i chcieli dobrze, ale wyszło płasko i bagatelizująco. Myślę że mniej dosłowna instalacja robiłaby większe wrażenie.

Natomiast Marshall Museum jest mocne. Jego trzon stanowi sprzęt pobitewny,

Liberty Park Overloon - Nebelwerfer

Liberty Park Overloon - Nebelwerfer

ale potem kupili jeszcze trochę nowszych rzeczy - przede wszystkim poradzieckich i poenerdowskich. No i dostali wieeelką kolekcję sprzętu amerykańskiego od jakiegoś prywatnego zbieracza. Są to głównie ciężarówki i sprzęt pomocniczy, ale za to w ogromnym wyborze.

Zrobili też sporo dioram z różnych frontów i z różnego sprzętu.

Liberty Park Overloon

Liberty Park Overloon

Pod sufitem wisi Spitfire,

Liberty Park Overloon

Liberty Park Overloon

a w hali stoi B25 Mitchell, taki jak Yosariana.

Liberty Park Overloon - B25 Mitchell

Liberty Park Overloon - B25 Mitchell

Największy eksponat to LARC-LX, trochę późniejszy - bo z wojny wietnamskiej, ale ogromniasty.

Liberty Park Overloon - LARC-LX

Liberty Park Overloon - LARC-LX

W gablotach wszelaka amunicja we wszystkich kalibrach, kolorach i smakach, po prostu imponujące.

Liberty Park Overloon

Liberty Park Overloon

A w ogóle to raj dla modelarzy - bardzo wiele setów do sklejania to modele eksponatów z tego muzeum. Bo to raczej leci właśnie w tą stronę - sety robi się tego, co można obejrzeć na żywo. No i tu jest jedno z istotnych źródełek.

A koło wejścia sklep wojskowy i nieźle zaopatrzony sklep modelarski z nawet rozsądnymi cenami. A w nim wiele setów produkcji polskiej. My kupiliśmy set Italieri - 6456 Autoblinda AB-40 Ferrovaria

Adres:

Overloon War Museum
Museumpark 1,
5825 AM Overloon, Holandia

Muzeum czynne:

  • Poniedziałek - piątek 10-17
  • Sobota, niedziela 11-17

Wstęp:

  • dorośli (13+) 14 euro
  • dzieci (4-12) 9 euro
  • z Museumkaart wstęp za darmo.
Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: La Coupole, Helfaut

Dziś znowu obiekt niechlubnie związany z Niemcami, tym razem we Francji - La Coupole w miejscowości Helfaut.

Obiekt jest po prostu monstrualny i mógłby na żywca grać w filmach retro SF rolę dokładnie tego, czym jest - czyli czegoś w rodzaju Gwiazdy Śmierci. Chodzi o bazę do strzelania rakietami A4 (V2) przede wszystkim w Londyn.

La Coupole

La Coupole

Zamierzenie było takie, żeby robić tam końcowy montaż pionowy rakiet A4 wyprodukowanych w Mittelbau Dora (tam też się jeszcze wybiorę), wyprowadzać je na zewnątrz hali montażowej i od razu strzelać. Baza położona jest najbliżej Londynu jak to było możliwe (188 kilometrów). W zasadzie rzecz była od początku do końca bez sensu - taka stała baza w odległości pół godziny lotu wolnym samolotem od lotnisk przeciwnika nie ma szans działać długo, niezależnie jak bardzo ją obetonować. W końcu muszą być tam jakaś droga albo tor kolejowy żeby dostarczać zaopatrzenie, drzwi żeby rakietę wystawić do startu, jakieś tory do jej transportu, otwarte stanowisko startowe itp. Niemieccy inżynierowie rakietowi myśleli logicznie i nowocześnie i woleli przewoźne stanowiska startowe, znacznie trudniejsze do wykrycia i zniszczenia.

Przewoźne stanowisko startowe rakiet A4 (V2) - model

Przewoźne stanowisko startowe rakiet A4 (V2) - model

No ale Hitler, jak prawdziwy, filmowy badguy uwielbiał gigantyczne budowle, zwłaszcza podziemne. I jaki prawdziwy badguy nie pragnie w głębi duszy swoich Gwiazd Śmierci? Zbudowano więc wielką kopułę z żelbetu, 70 metrów rozpiętości, 5 metrów grubości. A pod nią drążono komory i chodniki do prowadzenia montażu rakiet. Planowana była produkcja taśmowa i strzelanie jednej po drugiej.

Makieta La Coupole

Makieta La Coupole

No i ten plan to po prostu debilny był. Przecież wiadomo od razu, że przeciwnik postara się zniszczyć taką instalację jak najszybciej i bez względu na straty, nawet nie wiedząc do czego ma ona służyć. Już sam jej wygląd i skala z daleka wołają ZNISZCZ MNIE, BO POŻAŁUJESZ!

No ale zniszczenie nie było łatwe. Przeprowadzono wiele nalotów z udziałem setek samolotów i najbardziej ironicznie wyszło, gdy kopuła wytrzymała trafienie najcięższą bombą, a do porzucenia projektu zmusiła Niemców bomba która nie trafiła w kopułę, wybuchła obok niej i narobiła mnóstwo szkód. Kredowe wzgórze było już tak osłabione ciągłymi wybuchami, że dalsze prace groziły totalną katastrofą. Ani konstruktorzy, ani atakujący o tym nie pomyśleli, tak się przypadkiem zrobiło.

Rakieta A4 (V2)

Rakieta A4 (V2)

Po wojnie dokładnie zbadano instalację, wyszło że była przystosowana do strzelania znacznie większymi niż A4 rakietami, których na szczęście nie zdążono opracować. W roku 1997 zrobiono tam muzeum. Składa się ono z paru ekspozycji:

  • O rakietach V1 i V2 oczywiście.
  • O programach kosmicznych będących pochodnymi niemieckiego programu rakietowego.
  • O robotnikach przymusowych którzy stracili życie przy budowie instalacji
  • O ruchu oporu w okupowanej Francji.

Całość ciekawa, ale większość eksponatów można zobaczyć i gdzie indziej, chociażby w Peenemünde. Jedno czego nie widziałem wcześniej to załogowa wersja V1 -  Fieseler Fi 103R, kryptonim Reichenberg, zwana też V4. Nic dziwnego że jej wcześniej nie widziałem - zostało ich tylko kilka (Wikipedia angielska podaje pięć), z czego w Europie dwa, ten drugi w Anglii.

Fieseler Fi 103R - Reichenberg, Gerät - V4

Fieseler Fi 103R - Reichenberg, Gerät - V4

Największe wrażenie robi sama kopuła. Refleksja: Całe szczęście że Hitler był taki durny, gdyby był inteligentny i słuchał rad fachowców to nie wiem jak by się WWII skończyła.

Każdy zwiedzający dostaje słuchawki które na kilku kanałach na podczerwieni odbierają tekst w różnych językach. Nadajniki poumieszczane są w różnych miejscach, nie zawsze dobrze odseparowanych. To rozwiązanie nie jest dobre - pojawiają się przesłuchy z sąsiedniego nadajnika, przydźwięki, czasem słuchawki burczą głośno, często trudno zidentyfikować czy selektor kanałów jest źle ustawiony, czy też po prostu tekstu w żądanym języku nie ma.

Ale odwiedzenie tego muzeum bardzo polecam.

Adres:

La Coupole
rue Clabaux (D210)
62570 HELFAUT

Czynne:

  • lipiec i sierpień 10-19
  • reszta roku 10-18

Wstęp:

  • dorośli 9,50 EUR
  • dzieci 6,50 EUR

Radzę zabrać ze sobą jakiś sweter albo kurtkę, bo w korytarzach jest zimno.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Muzeum Wału Atlantyckiego Oostende

Dziś o atrakcji w Belgii, ale znowu związanej z Niemcami. Dobrze zachowany kawałek Wału Atlantyckiego koło Oostendy.

Atlantikwall Museum Oostende - bateria dział w bunkrze

Atlantikwall Museum Oostende - bateria dział w bunkrze

Muzeum mieści się na wydmie i składa z kawałka umocnień z WWI i sporej ilości bunkrów z WWII. W bunkrach odtworzono wystrój i wyposażenie z okresu ich użytkowania, daje to wgląd w życie codzienne żołnierzy służących w takiej jednostce.

Atlantikwall Museum Oostende - umocnienia z I wojny światowej

Atlantikwall Museum Oostende - umocnienia z I wojny światowej

 

Atlantikwall Museum Oostende - zbrojownia

Atlantikwall Museum Oostende - zbrojownia

Wał Atlantycki był przedsięwzięciem o nieprawdopodobnej skali, jedyna porównywalna instalacja w Europie to rzymski Limes. Tyle że Limes budowano dziesięcioleciami, a Wał Atlantycki w trzy lata. Wał sięgał od północnych krańców Norwegii do granicy hiszpańsko-francuskiej. Razem 2685 kilometrów. Trzeba to zaznaczyć, że Limes miał prawie dwa razy tyle (pisałem już, że nowożytna cywilizacja europejska jest przereklamowana).

Wcześniej już widziałem kawałek Wału Atlantyckiego w mniej kluczowym miejscu, we Francji w rejonie Soulac-sur-Mer. Tam składał się on z oddzielnych, zestandaryzowanych stanowisk ogniowych, połączonych zwykłą drogą dla samochodów na wydmie. Dziś część tych zbudowanych na piasku bunkrów została zmyta do morza, inne leżą na plaży.

Bunkier Wału Atlantyckiego w Soulac-sur-Mer

Bunkier Wału Atlantyckiego w Soulac-sur-Mer

 

Bunkier Wału Atlantyckiego w Soulac-sur-Mer

Bunkier Wału Atlantyckiego w Soulac-sur-Mer

Oostende to port położony w kluczowym rejonie kanału La Manche, stąd umocnienia są znacznie bardziej rozbudowane. Ale nawet w takiej okolicy zainstalowane uzbrojenie nie było jakieś szczególnie mocne - na stanowiskach ogniowych stały całkiem normalne działa polowe, część nawet zupełnie odkryta.

Atlantikwall Museum Oostende - bateria dział na odkrytym stanowisku

Atlantikwall Museum Oostende - bateria dział na odkrytym stanowisku

 

Atlantikwall Museum Oostende - bateria dział w bunkrze

Atlantikwall Museum Oostende - bateria dział w bunkrze

Możemy tu również zobaczyć resztki niemieckiego radaru typu Würzburg-Riese (FuMG 62). Elektronika od radaru Würzburg (w mniejszej wersji) została zdobyta przez Aliantów w roku 1942 i sprawiła, że angielskim elektronikom szczęki poopadały. Konstrukcja była mocno zmodularyzowana, dzięki czemu urządzenie mógł naprawić zwykły technik po prostu wymieniając moduły. Angielskie radary musiał naprawiać dobrze znający się na rzeczy fachowiec, a przecież był to wtedy ultra-high-tech i fachowców od tego było bardzo mało. Znalazłem serwisówkę do Würzburga: TUTAJ.

Atlantikwall Museum Oostende - antena radaru Würzburg Riese

Atlantikwall Museum Oostende - antena radaru Würzburg Riese

 

Atlantikwall Museum Oostende - kabina operatora radaru Würzburg Riese

Atlantikwall Museum Oostende - kabina operatora radaru Würzburg Riese

Wyekstrapolowanie sobie widzianych przeze mnie kawałków Wału Atlantyckiego na te 2685 kilometrów i porównanie go z Limesem wprawiło mnie w zadumę nad gremialnym idiotyzmem całego kierownictwa hitlerowskiego. Limes był częścią szerszej polityki pacyfikacyjnej, Rzymianie starali się zdobytym prowincjom zapewnić dobrobyt ekonomiczny (po przykładnym ukaraniu opornych oczywiście) i dzięki temu Limes oddzielał strefę rzymskiego pokoju i dobrobytu od reszty świata. A do tego jeszcze starano się o stworzenie przyjaznej strefy buforowej tam, gdzie się tylko dało.

Wał Atlantycki to była rozpaczliwa próba powstrzymania wroga zewnętrznego za cenę robienia sobie coraz większych wrogów wewnętrznych - miejscowa ludność zmuszana do pracy przymusowej przy budowie wszelkiego rodzaju umocnień, eksploatowana i terroryzowana na różne sposoby i żyjąca w stałym lęku o swoje życie nie była specjalnie przyjaźnie usposobiona. W dodatku różnych zasobów było za mało - takiej sytuacji nie da się ustabilizować na dłuższą metę, to musiało się rypnąć wcześniej czy później. Ja rozumiem że bez wszczęcia wojny Rzesza by wkrótce zbankrutowała - bo trzeba by zacząć spłacać dług publiczny narobiony żeby się gospodarka kręciła i ludzie byli zadowoleni, ale gdyby hitlerowcy bardziej stosowali się do wzorów rzymskich zamiast chapać jak najszybciej co się da,  to Europa dziś mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiem czy lepiej, ale inaczej.

A teraz dane. Uwaga: Muzeum jest słabo oznaczone, przy drodze nie ma żadnej reklamy -  jak nawigacja powie że cel osiągnięty to trzeba skręcić w stronę morza. Ja przegapiłem wjazd za pierwszym razem i musiałem zawracać. Na tym terenie jest jeszcze jakiś skansen ze średniowieczną wioską (nie bylem) i muzeum pamięci jakiegoś ich króla (nie bawi mnie, a za wstęp liczą osobno). A cała okolica to rezerwat przyrody, biegają tam bażanty i inne ptaki.

Adres:

Atlantikwall Museum 
Domein Ravesijde
 Nieuwportsesteenweg 636
8400 Oostende

Czynne:

  • od 1. kwietnia do 11 listopada
  • w dni powszednie 14-17
  • w weekendy, święta i wakacje 10:30-18

 Wstęp:

  • dorośli 6,50 EUR
  • dzieci powyżej 12 lat - 5,40 EUR
  • Dzieci do 12 lat za darmo
  • W cenie audioguide 
Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (1)

Warto zobaczyć: Muzeum czekolady w Kolonii

I znowu muzeum, co do którego mam bardzo mieszane uczucia. Muzeum czekolady w Kolonii.

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum leży na ciekawie zrewitalizowanych terenach byłego portu rzecznego. Już od wejścia widać, że jest to przede wszystkim przedsięwzięcie reklamowe firm Imhoff-Stollwerk i Lindt. Muzeum jest w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych muzeów w Niemczech i finansuje się samo, bez dotacji.

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum czekolady Kolonia

Kupujemy bilety i od razu do każdego otrzymujemy po czekoladce. Wchodzimy i najpierw idziemy przez średnio interesującą ekspozycję dotyczącą uprawy kakao, przetwarzania go, transportu, jego wartości odżywczych i wpływu na zdrowie... W małej szklarni (100 m2) z klimatem tropikalnym możemy obejrzeć rosnące kakaowce, w otoczeniu innych roślin tamtej strefy klimatycznej.

Muzeum czekolady Kolonia - szklarnia

Muzeum czekolady Kolonia - szklarnia

Dalej dochodzimy do ciekawszej strefy - wystawione są stare i aktualne maszyny do produkcji czekolady, wraz z pracującą, małą linią na której robione są i pakowane czekoladki, które dostajemy w kasie. Maszyny tu i ówdzie mają powprawiane okienka z pleksi, żeby można było zobaczyć jak działają.

Muzeum czekolady Kolonia - produkcja czekoladek

Muzeum czekolady Kolonia - produkcja czekoladek

 Panie częstują wszystkich wafelkami maczanymi w stopionej czekoladzie.

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum czekolady Kolonia

Potem idziemy na pięterko, gdzie możemy zamówić sobie tabliczkę czekolady zmiksowanej według własnego wyboru (rodzaj czekolady, co domieszane, jaka posypka itp.). 

Muzeum czekolaty Kolonia - tu można zamówić czekoladę

Muzeum czekolaty Kolonia - tu można zamówić czekoladę

Oczywiście można urządzić tam urodziny dziecka albo wziąć udział w warsztatach z produkcji czekolady.

Muzeum czekolady Kolonia - warsztaty z produkcji czekolady

Muzeum czekolady Kolonia - warsztaty z produkcji czekolady

Ponieważ realizacja zamówienia trochę trwa, idziemy dalej po piętrze, gdzie wystawione są różne eksponaty z historii czekolady - od Olmeków, Majów i Azteków, przez Europę we wcześniejszych wiekach, do dziś. Parę ciekawych rzeczy jest, zrobiłem na przykład wreszcie porządne zdjęcia NRD-owskiej Schlager-Süßtafel do cyklu o NRD.

Schlager Süßtafer - wyrób czekoladopodobny z orzeszkami ziemnymi z NRD; cena 80 fenigów NRD

Schlager Süßtafer - wyrób czekoladopodobny z orzeszkami ziemnymi z NRD; cena 80 fenigów NRD

Po zwiedzeniu piętra zamówiona czekolada powinna być już gotowa - odbieramy ją i wychodzimy. I wpadamy w objęcia wielkiego, świetnie zaopatrzonego sklepu z czekoladą, do którego całe muzeum jest przybudówką. Na zdjęciu tylko mały fragment.

Muzeum czekolady Kolonia - fragment sklepu muzealnego

Muzeum czekolady Kolonia - fragment sklepu muzealnego

Sklep rewelacyjny, szkoda tylko że od dłuższego już czasu nie mam specjalnej ochoty na słodycze, wolę coś konkretnego. A nawet jak by mnie ochota naszła, to i tak wolałbym jeszcze ze dwa kilo zrzucić. Nie jestem specjalnie gruby, nigdy nie ważyłem powyżej 85 kg (przy 185 cm wzrostu), ale co roku od wiosny staram się dążyć do mojej wymarzonej wagi 80 kg. To się już od wielu lat nie udaje, kończy się moje staranie na nieco powyżej 81, ale OK, może być. Stąd kupiliśmy tylko trochę czekolady na prezenty i, raczej na siłę, paczkę z ręcznie robionymi truflami drugiej jakości, co im wizualnie nie wyszły. Pół kilo za 10 EUR, to niedrogo, nie więcej niż pół ceny normalnej.

No i tu mam problem, czy polecić muzeum, czy nie. Powiem tak: Na pewno warto do iść sklepu, wejście do niego nic nie kosztuje, a wybór niesamowity. Nawet samo oglądanie jest interesujące. Natomiast wejście do muzeum jest drogie, czy warto, każdy musi rozstrzygnąć sam.

Adres:

Schokoladenmuseum
Am Schokoladenmuseum 1A (w nawigację samochodową wpisać Rheinauhafen)
 60578 Köln

Czynne:

  • wtorek-piątek 10-18
  • soboty, niedziele i święta 11-19
  • w poniedziałki nieczynne (oprócz grudnia, w grudniu 10-18).

Wstęp:

  • Dorośli 8,50 EUR
  • Dzieci 6 EUR
  • Jubilaci w dniu urodzin za darmo (za okazaniem dokumentu tożsamości z datą urodzenia)

Jeszcze uwaga o parkowaniu: Rewitalizowany port leży na długim półwyspie  na Renie, pod nim zbudowano wielki parkhaus (Rheinauhafen) na kilkaset metrów długości. Trzeba do niego wjechać ale nie parkować od razu, tylko pojechać jak najdalej do przodu, do sektora 1.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Muzeum rzymsko-germańskie w Kolonii

No i kiedyś musiała nastąpić ta notka, w której w cyklu "Warto zobaczyć" będę polecał najwyżej warunkowo. Będzie o Römisch-Germanisches Muzeum w Kolonii.

Kolonia już za czasów rzymskich była dużym miastem po rzymskiej stronie Limesu. Stąd tu i w okolicach co i raz wykopuje się rzymskie zabytki. I wystawia się je głównie w tym właśnie muzeum, tuż obok katedry.

Rzymskie zabytki

Rzymskie zabytki

I to jest typ muzeum, który słabo do mnie przemawia. Zbiór rzeczy posegregowanych tematycznie, bez szerszego kontekstu - inaczej niż było w Zülpich. Część tych rzeczy jest, i owszem, ciekawa, ale całość pozostawia pewien niedosyt.

Największe obiekty to rzymskie mozaiki podłogowe, dwie, na najniższym poziomie muzeum, jedna z nich tam gdzie powstała,  

Rzymska mozaika

Rzymska mozaika

trzecia na górnym piętrze, przeniesiona skądś. Ta trzecia przedstawia portrety filozofów greckich podpisanych - na pierwszy rzut oka - alfabetem greckim, ale jakoś podejrzanie łatwo udało mi się te podpisy odczytać, cyrylica, czy co? Po zastanowieniu stwierdziłem, że to tylko taka stylizacja na grekę, coś jak udawanie napisów po rosyjsku przez lustrzane odbijanie 'R' i zastępowanie 'A' cyrylicznym 'Д'. Zdjęcia nie zrobiłem, aż takie ciekawe nie było. Przy drugiej mozaice syn zapytał żartem, czy w starożytnym Rzymie też byli naziści?

Rzymska mozaika

Rzymska mozaika

Mniejszych obiektów mnóstwo, ale niezbyt spektakularnych, nawet w nagromadzeniu. Tutaj zawór do wody, dokładnie taki sam jak w Zülpich, ale tutaj nie zwraca uwagi. Ciekawe, czy robili je seryjnie w naszym rozumieniu?

Rzymski zawór do wody

Rzymski zawór do wody

Za to bardzo fajny sklepik muzealny. Mają tam sporo książek po łacinie, często zabawnych - na przykład książkę z tłumaczeniem tekstów różnych piosenek na łacinę, od piosenek dla dzieci, przez stare szlagiery i Beatlesów, do rocka. Przetłumaczone tak, że można śpiewać.

Ale ogólnie to muzeum polecam tylko fanatykom starożytnego Rzymu. A sklepik można zobaczyć bez płacenia za nietani bilet.

Adres:

Römisch-Germanisches Museum
Roncalli Platz 4
50667 Köln

Czynne:

  • wtorek-niedziela 10 - 17
  • każdy pierwszy czwartek miesiąca 10 - 22
  • w poniedziałki nieczynne

Wstęp:

  • dorośli 8 EUR
  • dzieci 4 EUR

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (2)

Warto zobaczyć: Katedra w Kolonii

Tym razem nie jestem zbyt oryginalny w polecankach, ale co ja zrobię, skoro ze wszystkich stylów architektonicznych najbardziej przemawiają do mnie gotyk niemiecki i francuski? I jeszcze uwaga: Jak pisałem, generalnie nie lubię spolszczonych nazw łacińskich miast niemieckich, ale ta jedna jest dobra i mi się podoba. Kolonia.

Kölner Dom

Kölner Dom

Akurat ta katedra jest uznawana za najbardziej gotycką katedrę ze wszystkich gotyckich katedr, taki Maß der Dinge. No i Lista Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO...

Fascynująca w gotyku jest "inżynierskość" tych konstrukcji, ta jedność elementów konstrukcji z elementami zdobniczymi. O przypory mi chodzi. Podobną jedność propagowano w koncepcji "form strukturalnych", ale to było całkiem niedawno. Chodziło o to, że konstrukcja ma mieć tylko elementy niezbędne do przenoszenia obciążeń i zwymiarowane tak, jak to potrzebne. A żadnych wielkich kolumn na górze, czy innych elementów czysto ozdobnych lub zbyt dużych. Wszelkiego rodzaju kolumny poskręcane albo spiralne były absolutnie wyklęte jako niestrukturalne.

Kölner Dom

Kölner Dom

I to jest prawdziwa inżynierskość, a nie taka jak durny marketoid wymyślił kiedyś w reklamie jeansów "Levi's engineered jeans", które to spodnie były jakoś idiotycznie powykręcane.

Katedra gotycka jest idealnym urzeczywistnieniem "form strukturalnych" - cały ten las przypór i łuków bardzo logicznie wynika z przebiegów obciążeń i jest bardzo miły oku inżyniera. A - jak to bardzo przekonywająco wytłumaczono w jakimś programie na ten temat w telewizji - jeżeli w którejś z katedr te przypory nie były logicznie rozmieszczone, to tej katedry już od dawna nie ma (o ile w ogóle udało im się ją zbudować). Taki darwinizm architektoniczny.

Kölner Dom

Kölner Dom

Katedra fajna, ale jej otoczenie ciut mniej. Zbudowali sobie tą katedrę tuż koło dworca kolejowego, co za pomysł.

No dobra, ale tak na poważnie, to było z nią tak samo jak z dużą częścią takich katedr - zaczynano je w średniowieczu, a ostatecznie kończono (jeżeli w ogóle skończono) w wieku XIX. Tą skończono według odnalezionego oryginalnego projektu. Jest to teraz druga co do wysokości wieża kościoła w Niemczech (157 m, po Ulm 161m), przez parę lat był to najwyższy budynek na świecie.

Katedra w Ulm

Katedra w Ulm

Wnętrze można zwiedzać tylko poza godzinami mszy, więc niedziela nie jest najlepszym czasem - wtedy wejść na zwiedzanie można dopiero od 13. Za to można wejść na wieżę. To jest oczywiście trochę wysiłku (zawsze mnie śmieszy że trzeba pisać że nie ma windy, pamiętam we Florencji młodych i wcale nie grubych Amerykanów, którzy zrezygnowali z wejścia na kopułę katedry, gdy się dowiedzieli że nie ma windy), a widok nie jest znowu specjalnie powalający. Co mnie zaskoczyło - nie tak dawno zrobiono wejście od zewnątrz budynku (żeby turyści we mszach nie przeszkadzali) przewiercając tunel przez fundament wieży. Uważam, że odważni byli.

Kölner Dom - tunel przez fundament wieży

Kölner Dom - tunel przez fundament wieży

I jeszcze jest skarbiec katedralny. Mają tam, i owszem, ładne i bardzo kosztowne rzeczy (w skarbcu nie wolno robić zdjęć), ale jakoś już dość dawno wyrosłem z fascynacji złotem i bogactwem. I teraz przy każdym oglądaniu takich skarbów wizualizują mi się tysiące ludzi, którzy musieli na te skarby dać się powyzyskiwać. Pewnie dlatego od dawna już wolę zwiedzać muzea szeroko rozumianej techniki.

Dygresja na zbliżony temat: Ostatnio przyszła ankieta od badaczy rynku na temat artykułów luksusowych, z jednym pytaniem: Co luksusowego bardzo chciałbym sobie kupić ale nie mogę i dlaczego? Pytanie było poprzedzone dłuższymi wstępami z których wynikało, że jakieś firmy od luksusów bardzo by chciały podwyższyć sobie obroty i poszerzyć bazę klientów. Z dziką rozkoszą odpowiedziałem że nic, bo chcę mieć przydatne rzeczy, a przedłużki do penisa nie są mi do niczego potrzebne. Nigdy dotąd nie było aż tak przyjemnej ankiety :-P

Kölner Dom

Kölner Dom

A w skarbcu katedralnym najbardziej dające do namysłu były trzy wielkie szafy wiszące, pełne ustawionych rzędami puszek z nieidentyfikowalnymi już relikwiami.  Całą katedrę zbudowano żeby zapewnić właściwą oprawę relikwiom nowotestamentowych Trzech Króli, co samo w sobie było szwindlem pierwszej klasy. Trzej Królowie są wspomniani tylko w kilku zdaniach, tylko u Mateusza i to nawet nie jako królowie, koncepcja że ktoś zachował wszystkie trzy kompletne szkielety i to raczej jeszcze przed ujawnieniem się Jezusa jako Mesjasza, żeby po paruset latach (pierwsza wzmianka o nich jest z wieku IV)  mieć relikwie, nie wytrzymuje nawet cienia cienia krytycznej analizy. W dodatku skrzynia z relikwiami zawiera, według ostatniej inspekcji w wieku XIX, trzy kompletne szkielety, jeden młodziaka koło dwudziestki, jeden w wieku średnim i jeden staruszka. Magiem nie zostaje się po dwutygodniowym przeszkoleniu, dwudziestolatek to ledwie mógł się liczyć za maga i nie mógł pożyć długo po wizycie, czyżby ubili ich i zakonserwowali zaraz po wyjściu ze stajenki, czy jak?  No ale dzięki wyłączaniu krytycyzmu w takich sytuacjach biznes turystyczno-pielgrzymkowy kręcił się przez wieki. I dlatego te szafy z puszkami - nie liczyłem, ale na oko ze dwie setki ich było - dają do myślenia, to było przecież psucie luksusowego rynku masówką.

Kölner Dom

Kölner Dom

Katedrę polecam, wejście na wieżę już niekoniecznie, a skarbiec tylko dla amatorów takich atrakcji.

Adres:

Kölner Dom
Domkloster 4
50667 Kolonia, Niemcy

Otwarte:

  • Katedra: listopad-kwiecień 6:00-19:30, maj-październik 6:00-21:00
  • Wieża: od 9:00 do 16, 17 lub 18, zależnie od miesiąca (proszę sprawdzić TUTAJ)
  • Skarbiec: codziennie od 10 do 18

Wstęp:

  • Katedra - bezpłatnie
  • Wieża: dorośli 3 EUR, dzieci 1,50 EUR
  • Skarbiec: dorośłi 5 EUR, dzieci 2,50 EUR
  • Są też bilety rodzinne i kombi na wieżę + skarbiec, wychodzą taniej.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (3)

Warto zobaczyć: Muzeum kultury kąpielowej Zülpich

Duże części RP i NRW leżą po rzymskiej stronie Limesu i niegdyś były mocno zasiedlone przez Rzymian. Zostało po nich sporo, od czasu do czasu coś się wykopuje i pokazuje w muzeach albo udostępnia do zwiedzania. My wybraliśmy się do Zülpich niedaleko Kolonii, gdzie znajdują się pozostałości dawnej, rzymskiej łaźni pokazywane jako część Muzeum Kultury Kąpielowej (Museum für Badekultur).

Museum der Badekultur Zülpich

Museum der Badekultur Zülpich

Łaźnia w Zülpich jest podobno najlepiej zachowaną łaźnią rzymską na północ od Alp. Pochodzi z połowy II w. i była używana (i rozbudowywana)  przez około 200 lat. Zachowała się dzięki temu, że blisko tego miejsca postawiono miejscowy kościół i na tym terenie był przykościelny cmentarz. Na ruiny natrafiono w roku 1929 a odkopano je w roku 1936. Zrobiono nad nimi prowizoryczny dach i można je było zwiedzać. Potem, w roku 1944 alianckie bombardowanie zniszczyło miasto, ale ruiny pozostały nieuszkodzone. Dalszą historię sobie skrócę, w każdym razie w roku 2008 zbudowano budynek muzeum, całkowicie zamykający w sobie ruinę.

Zachował się praktycznie cały fundament łaźni i część ścian, miejscami do wysokości 1,5 m. Ekspozycja wyjaśnia konstrukcję łaźni i historię jej rozbudowy.

Oglądanie dzieł Rzymian nieodmiennie mnie fascynuje. Jak oni, bez komputerów, prądu i maszyn, robili rzeczy często niewiele gorsze od naszych, współczesnych, a na pewno niedoścignione przez wiele stuleci po nich? Przy okazji moja ulubiona dygresja historyczna na ten temat:

Rzymianie przywieźli z Egiptu przez Morze Śródziemne 13 obelisków po 200 do 500 ton każdy i poustawiali je pionowo na placach! 13 sztuk, to już prawie rutyna, a oprócz tego przywieźli oni z Egiptu setki granitowych kolumn o masie nawet do 250 ton sztuka. Skala przemysłowa. Samo postawienie czegoś takiego pionowo powtórzył dopiero w roku 1586 Domenico Fontana, trochę przesuwając i stawiając znowu przewrócony wieki wcześniej obelisk na placu Św. Piotra w Rzymie. A był to w tamtych czasach wyczyn niebywały. W odróżnieniu od roku 37, kiedy to Rzymianie przewieźli go i postawili rutynowo. Zwróćmy jeszcze uwagę, że Egipcjanie wykuli, przetransportowali o paręset kilometrów i postawili ten sam obelisk u siebie jeszcze coś pod 2000 lat przed Rzymianami, nie mając nawet narzędzi ze stali - było to jeszcze w epoce brązu. Ale transport czegoś takiego przez morze był za Fontany ciągle poza zasięgiem cywilizacji europejskiej. Transport powtórzono po raz pierwszy dopiero w roku 1833 przywożąc 250 tonowy obelisk z Luxoru do Paryża. Zbudowano specjalny statek do tego celu, a i tak akcja zajęła dwa lata, była pełna przygód i parę razy o krok od katastrofy.

Przed wiekiem XIX nowożytna cywilizacja europejska była stanowczo przereklamowana.

 

W muzeum największe wrażenie zrobił na mnie taki zawór do wody: 

Museum der Badekultur Zülpich - zawór

Museum der Badekultur Zülpich - zawór

Do niedawna niemal dokładnie takich zaworów używało się powszechnie w instalacjach gazowych, pewnie nawet czworokąt do współczesnej dźwigni by pasował.

Budynek ogrzewany był gorącym powietrzem od strony podłogi i ścian, to samo palenisko podgrzewało wodę w zbiorniku. Na zdjęciach widać system podgrzewania podłogi 

Museum der Badekultur Zülpich - podgrzewana podłoga

Museum der Badekultur Zülpich - podgrzewana podłoga

i przestrzeń w ścianach

Museum der Badekultur Zülpich - ogrzewanie ścienne

Museum der Badekultur Zülpich - ogrzewanie ścienne

Cała łaźnia miała interesującą instalację wodno-kanalizacyjną, parę basenów z wodą o różnej temperaturze i toaletę z woda bieżącą. Tutaj rura ołowiana ze szwem: 

Museum der Badekultur Zülpich - ołowiana rura

Museum der Badekultur Zülpich - ołowiana rura

A tutaj rekonstrukcja całości:

Museum der Badekultur Zülpich - Rekonstrukcja łaźni

Museum der Badekultur Zülpich - Rekonstrukcja łaźni

Zwracam uwagę, że za Rzymian była to mała miejscowość, a nie żadna metropolia, w metropolii łaźnie były o wiele lepsze.

Reszta ekspozycji poświęcona jest łaźniom i kąpielom w późniejszych okresach, aż do dziś. Niestety jest dość pobieżna i głównie tekstowo-obrazkowa, z przewagą tekstu. Ale wniosek (nie podany wprost, to raczej moja interpretacja) jest taki, że dopiero w wieku XX wyrównaliśmy kulturowo do Rzymian pod tym względem.

Muzeum polecam, chociaż pozostawia ono niewesołe refleksje na temat możliwości utraty naszych osiągnięć technologiczno-cywilizacyjnych.

Adres

Römertermen Zülpich
Museum der Badekultur
Mühlenberg 5
53909 Zülpich

Czynne:

  • wtorek-piątek 10-17
  • soboty, niedziele i święta 11-18
  • w poniedziałki nieczynne

Wstęp:

  • dorośli 4 EUR
  • dzieci i młodzież do lat 18 za darmo

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Mosellum Koblenz

Dziś o rzeczy z pogranicza techniki i biologii - Mosellum Koblenz.

Mosellum Koblenz

Mosellum Koblenz

Pomysł ciekawy. W Koblencji, na Moseli (taka rzeka, w Koblencji wpada do Renu) jest stopień wodny z niedużą elektrownią wodną i śluzą.

Mosellum Koblenz - stopień wodny

Mosellum Koblenz - stopień wodny

 Zgodnie z wymaganiami środowiskowymi każdy stopień wodny musi mieć przepławkę dla ryb - inaczej ryby nie byłyby w stanie popłynąć w górę rzeki, a spora część płynących w dół ginęłaby przepływając przez turbinę elektrowni.

Mosellum Koblenz - przepławka

Mosellum Koblenz - przepławka

Ponieważ przepławka na tym stopniu wodnym przestała spełniać aktualne wymagania, parę lat temu zbudowano ją na nowo. Przy tym udostępniono ją dla zwiedzających - zbudowano budynek ekspozycyjny, z trzema oknami przez które można obserwować ryby płynące przez przepławkę.  Przepławka ma również elektroniczny licznik ryb, potrafiący je mierzyć i chyba nawet rozpoznawać ich gatunek - podobno to najlepsza taka instalacja na świecie.

Mosellum Koblenz - okna na przepławkę

Mosellum Koblenz - okna na przepławkę

Oprócz tego jest tam ekspozycja przedstawiająca rzekę jako ekosystem, pokazująca wyniki badań robionych przy pomocy tej przepławki i pokazującą jak taka przepławka jest zbudowana i jak działa.

Mosellum Koblenz - przepławka

Mosellum Koblenz - przepławka

Spędziliśmy w sali z oknami dobry kwadrans, przez ten czas przepłynęło paręnaście małych rybek (nie potrafiłem rozpoznać gatunku, nie jestem wędkarzem) i jeden spory leszcz (był charakterystyczny, a na ścianie są narysowane i podpisane ryby w skali 1:1). Po dnie przepławki chodził krab - podobno zawleczono je do Renu bodajże z Dunaju. Warunki tego dnia nie były najlepsze - na Moseli nie było powodzi, ale wody było więcej niż zwykle i była stosunkowo mało przejrzysta.

A rzecz polecam, to widok na rzekę jakiego nie ma praktycznie nigdzie indziej.

Adres:

Moselstaustufe
Peter- Altmeier-Ufer 1
56068 Koblenz

W nawigację trzeba wpisać ulicę Pastor-Klein-Straße

 http://www.mosellum.rlp.de/

Czynne: od 10 do 17, oprócz poniedziałków

Wstęp: Dorośli 3 EUR, dzieci 1,50 EUR

Na zdjęciu lotniczym z gugla jest stara przepławka i nie ma jeszcze budynku ekspozycyjnego.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Strona 4 z 512345