Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Urlopowe reminiscencje

Podzielę się kilkoma refleksjami z urlopu i poradzę parę rzeczy.

  • Belgia i Holandia są drogie, ale fajne.
  • Nikt tak straszliwie i szczególnie nie ucierpiał podczas różnych wojen jak Polacy. Tak, tak. Jeżeli tak uważasz to stań koło Wzgórza 60 w Ypres i powiedz to głośno. Zdasz w ten sposób egzamin na überbuca.
  • Wyobrażenie sobie skali Wału Atlantyckiego na podstawie bardzo dobrze zachowanego fragmentu koło Oostendy przyprawia o facepalmy. Ale napiszę o tym osobną notkę.
  • Bezsens WWII, a zwłaszcza jej końcowej fazy,  jeszcze lepiej widać przy zwiedzaniu La Coupolle. Też napiszę notkę na ten temat.
  • Jeżeli ktoś potrzebuje fajną miejscówkę w Belgii (Ferienhaus na do 6 osób), niedaleko morza, tuż koło granicy francuskiej to proszę o kontakt na nrd@cmosnet.de A aparat do wymiany.
Dom w De Panne - Adinkerke

Dom w De Panne - Adinkerke

  • Pierwszy raz w życiu widziałem znak drogowy zakazujący użycia cruise control
  • Belgijskie czekoladki są cokolwiek przereklamowane, te które kupiliśmy w Muzeum Czekolady w Kolonii były lepsze. Za to ich gofry sa dobre.
  • Trafić gdziekolwiek w Belgii bez użycia nawigacji bardzo trudno. Oznaczenia są generalnie słabe.
  • Czy można przejść bezpiecznie przez środek stada półdzikich osłów mieszkających w rezerwacie? Wolałem nie próbować.
Osły w rezerwacie

Osły w rezerwacie

  • Typowa cena wstępu do muzeum w Holandii dla dorosłego to 15 euro. Kupa pieniędzy, ale dla dzieci wstęp jest najczęściej za darmo! Super rzecz, tak powinno być wszędzie! Dzieci przyszłością narodu Unii!
  • Jeżeli ktoś jest tak napalony na zwiedzanie jak ja, to polecam zakup Museumkaart. Karta ta jest droga - 55 EUR dla dorosłego, ale potem przez rok ma się darmowy wstęp do większości muzeów państwowych w Holandii. Jak łatwo obliczyć, po czwartym muzeum jest się już na plusie. Taka sama karta dla dziecka kosztuje koło 30 euro i się nie opłaca. Nie należy mylić tej karty z dwoma innymi - Amsterdam Holland Pass dającą 2 do 7 darmowych biletów i I amsterdam City Card dającą darmowy wstęp przez 24 do 72 godziny.  Te dwie opłacają się mniej. A najlepsze w tych kartach jest to, że z nimi omija się kolejkę. Na przykład do van Gogha wybraliśmy się koło piętnastej, bilety w kasie były na siedemnastą i jeszcze duża kolejka do wejścia. Z Museumkaart wpuścili nas od razu, nawet z ominięciem znacznie krótszej kolejki na e-bilety, brak karty dla dziecka nie był żadnym problemem - szybciutko wydrukowali bilet za zero euro. Po tygodniu w Holandii z Museumkaart jesteśmy do przodu o jakieś 120 euro. I uwaga: Z sieci często trudno się dowiedzieć, czy w jakimś muzeum akceptują Museumkaart, zawsze lepiej zapytać przed kupieniem biletu. Karty są w zasadzie imienne, ale nikt tego nie sprawdza, a nawet zdarzyło nam się, że syn wszedł za darmo (normalnie by musiał zapłacić) na kartę żony, mimo że wyraźnie powiedziałem pani w kasie że to nie jego karta.
  • Jak ktoś potrzebuje jeszcze lepszej miejscówki niż ta w Belgii za w miarę rozsądną cenę w bardzo drogim Amsterdamie (na do 4 osób) to proszę o kontakt na nrd@cmosnet.de A aparat do wymiany.
Dom w Amsterdamie

Dom w Amsterdamie

  • Wynajmowanie roweru w wypożyczalni w Amsterdamie jest strasznie drogie, a rowery dość marne. Mam wrażenie, że przy trzech osobach taniej byłoby taksówkami. Niestety w miejscówce nie mieli mniejszego roweru dla syna (a chcieli tylko 4 euro od roweru za dobę), więc raz spróbowaliśmy z wypożyczalnią w mieście. I dość.
  • Parkowanie w parkhausie w Amsterdamie jest potwornie drogie, nie warto wybierać się do centrum samochodem. To już chyba lepiej wynająć te drogie rowery.
  • Nie dajcie się wpuszczać w małe muzea prywatne typu Muzeum Serów albo Muzeum Tulipanów w Amsterdamie. To w większości naciągactwo.
  • W mniejszych miasteczkach jest duży problem ze znalezieniem czegoś szybkiego do jedzenia, nawet w paru letniskowych miejscowościach tuż koło morza były tylko regularne i niezbyt tanie restauracje w śladowych ilościach. Czegokolwiek imbisowego w stylu hot-doga do ręki brak. 
  • Autostrady i w Belgii i w Holandii ładne, ale trzeba się ciągnąć po nich 120. A jak w Holandii robią się cztery pasy, to od razu jest ograniczenie do 100.
  • W Ermitażu Amsterdam wystawa o Piotrze I i jego wycieczce do Europy. On przyjął bliską mi zasadę, że nawet jak jesteś kierownikiem, to powinieneś chociaż w podstawowym zakresie umieć robić to, co robią twoi podwładni. No i nauczył się budować statki (w Holandii właśnie), robić operacje chirurgiczne i masy innych rzeczy. A potem został nazwany Wielkim.
Ermitaż Amsterdam - Piotr I

Ermitaż Amsterdam - Piotr I

  • W Holandii tak lubią swój żółty ser, że jedzą z nim nawet naleśniki na słodko. Widziałem na przyklad naleśniki z serem żółtym i rodzynkami. Nie spróbowałem, wziąłem bardziej tradycyjny wariant. Ale tylko trochę bardziej tradycyjny - bo z łososiem i cukinią.
Restauracja Pannekoekschip Groningen

Restauracja Pannekoekschip Groningen

  • Tydzień w jednym miejscu to za mało na zobaczenie okolicy, dwa tygodnie to za dużo. Najlepsze byłoby jakieś 10 dni, ale taki czas nie zgrywa się z niczym innym.
  • Za każdym wyjazdem zagranicznym w dowolną stronę (chociaż do Polski trochę mniej) zbieram się do napisania notki o niemieckim chlebie, najlepszym na świecie. Raz nawet zacząłem pisać. Może teraz skończę?

 To były luźne przemyślenia, teraz zabiorę się za bardziej szczegółowe notki.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (2)

Śladami NRD: W niespodziewanych miejscach

Wróciłem właśnie z urlopu w Belgii i Holandii. I w tych krajach, raczej niespodziewanie, natknąłem się na ślady NRD. Tu na przykład Amsterdam (muszę chyba kupić nowy aparat, bo ten mnie coraz częściej zawodzi, nawet w przyzwoitych warunkach). 

Garage NRD Amsterdam

Garage NRD Amsterdam

No dobra, żartowałem. Ale tu naprawdę: Boudewijn Park w Bruggi. To jest oceanarium, mają tam też foki. No i przed pokazem fok dziewczyna z załogi wygłupiała się z aparatem fotograficznym żeby zająć dzieci i zareklamować usługi miejscowego fotografa. I jak stanęła bliżej to mi szczęka opadła, bo ona miała w rękach Praktikę B100

Praktica B100 w Boudewijn Park Brugge

Praktica B100 w Boudewijn Park Brugge

Przed pokazem delfinów inna dziewczyna robiła podobne wygłupy, nie widziałem zbyt dokładnie, ale jej aparat wyglądał na Praktikę wcześniejszych serii. Wygląda że NRD-owskie aparaty musiały się tam dobrze sprzedawać.

Inne miejsce: Muzeum Wału Atlantyckiego koło Oostendy. Napiszę o nim bardziej szczegółową notkę, teraz ciekawostka o NRD. Muzeum przedstawia między innymi życie niemieckich żołnierzy w bunkrach, no i w jednej dioramie na stole leżały pudełka z proszkiem do szorowania ATA, który pamiętam z NRD, nawet w takich samych opakowaniach. Poguglałem i okazało się, że proszek ten był produkowany już przed wojną.

Proszek do szorowanie ATA w Atlantikwall Museum Raversyde

Proszek do szorowanie ATA w Atlantikwall Museum Raversyde

 I jeszcze jedno miejsce: Marshall Museum w Overloon. Mają tam kupę sprzętu wojskowego głównie amerykańskiego (też będzie notka) i między innymi NRD-owskie motocykle w wersjach wojskowych:

Motocykl MZ serii ES w wersji wojskowej w Marshall Museum Overloon

Motocykl MZ serii ES w wersji wojskowej w Marshall Museum Overloon

 

Motocykl MZ serii ETS w wersji wojskowej w Marshall Museum Overloon

Motocykl MZ serii ETS w wersji wojskowej w Marshall Museum Overloon

 

Motocykl MZ serii ETZ w wersji wojskowej w Marshall Museum Overloon

Motocykl MZ serii ETZ w wersji wojskowej w Marshall Museum Overloon

Wkrótce więcej notek, jak się trochę ogarnę. 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj

Na wystawie widziane: NSU Wankel Spider

W tym roku jakoś się nie składało z wystawami starych samochodów - Autowerku nie było bo Opel cienko przędzie, przy paru innych padało przez cały dzień i nie warto było w ogóle się tam wybierać. No ale wreszcie się trafiło, tym razem w Rüsselsheimie, koło willi Opla (Opelvillen).

Samochodów było mnóstwo, ale coraz trudniej o takie, których dotąd nie widziałem. Tu jednak znalazł się taki, którego własnych zdjęć mi brakowało - NSU Wankel Spider (patrz: notka o NSU).

NSU Wankel Spider

NSU Wankel Spider

Ten samochód był w swoim czasie rewolucyjny - był to pierwszy seryjnie produkowany samochód z silnikiem Wankla.

NSU Wankel Spider

NSU Wankel Spider

Silnik taki wydawał się wtedy być bardzo dobrym rozwiązaniem - był mały, mocny, zużywał mało paliwa i pracował relatywnie cicho i spokojnie. Ten w Spiderze miał jeden wirnik, pojemność 500 cm3 (chociaż w Wanklu to się trudno liczy) i dawał z niej 50 KM. Palił przy tym 10l/100km, dziś nie robi to wrażenia, ale wtedy było nie najgorszym wynikiem - Spider to, było nie było, samochód sportowy.

NSU Wankel Spider

NSU Wankel Spider

Silnik był zamontowany z tyłu, ale ponieważ był mały, to udało się nad nim wygospodarować jeszcze trochę miejsca na bagaż. Zasadniczy bagażnik był z przodu, ale tam była chłodnica i zbiornik paliwa, więc miejsca też nie było za dużo. No ale samochód sportowy...

NSU Wankel Spider

NSU Wankel Spider

Nadwozie Wankel Spidera było w zasadzie wzięte ze Sportprinza (zdjęcie trochę słabe, bo zrobione komórką na autostradzie).

NSU Sportprinz

NSU Sportprinz

Ale różniło się w wielu szczegółach, nie tylko w tym że z coupe zrobili cabrio.

NSU Wankel Spider

NSU Wankel Spider

W latach 1964-1967 NSU zrobiło tych Spiderów około 2300, a potem  przestawiło się na większy model Ro80, z podobnym silnikiem, tylko dwuwirnikowym. No i ten model zabił firmę - bo konstrukcja silnika nie była jeszcze dojrzała. I Wankle raczej już nie wrócą.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Komentarze: (1)

Witam na nowej instancji

Migracja się powiodła, witam na WordPressie w trybie multisite. Nie było szans na przetestowanie migracji przed przełączeniem bez możliwości powrotu, ale wygląda że wszystko ruszyło od pierwszego kopnięcia. W razie gdyby coś jednak było nie tak, proszę o zgłoszenie w komentarzach albo na maila nrd@cmosnet.eu 

Zarejestrowanych użytkowników przeniosłem, mam nadzieję że dobrze. Uwaga: Każdy z obydwu (jak na razie) moich blogów ma niezależny zestaw użytkowników, kto chce być zarejestrowany na obydwu musi się rejestrować dwa razy.

Zgodnie z oczekiwaniami na starym, bloxowym blogu zginęły zdjęcia - multisite ma nieco inaczej zorganizowane katalogi. Nie będę poprawiał tam linków, i tak powoli likwiduję tam notki żeby mi ranku i ruchu nie zjadały. A jeżeli ktoś podlinkował zdjęcia z mojego bloga, musi zaktualizować linki.

No i teraz mogę kombinować dalej. W planie mam zrobienie centralnej strony pod adresem cmosnet.eu kierującej do moich różnych treści, a po wakacjach uruchomienie bloga po niemiecku. Oprócz Niemiec i NRD dla Polaków będzie Polska dla Niemców. Będzie to niezłe wyzwanie, bo publicystyki po niemiecku jeszcze nie pisałem. Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości mojego niemieckiego, no ale spróbuję.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Organizacyjne

Komentarze: (5)

Warto zobaczyć: Muzeum czekolady w Kolonii

I znowu muzeum, co do którego mam bardzo mieszane uczucia. Muzeum czekolady w Kolonii.

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum leży na ciekawie zrewitalizowanych terenach byłego portu rzecznego. Już od wejścia widać, że jest to przede wszystkim przedsięwzięcie reklamowe firm Imhoff-Stollwerk i Lindt. Muzeum jest w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych muzeów w Niemczech i finansuje się samo, bez dotacji.

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum czekolady Kolonia

Kupujemy bilety i od razu do każdego otrzymujemy po czekoladce. Wchodzimy i najpierw idziemy przez średnio interesującą ekspozycję dotyczącą uprawy kakao, przetwarzania go, transportu, jego wartości odżywczych i wpływu na zdrowie... W małej szklarni (100 m2) z klimatem tropikalnym możemy obejrzeć rosnące kakaowce, w otoczeniu innych roślin tamtej strefy klimatycznej.

Muzeum czekolady Kolonia - szklarnia

Muzeum czekolady Kolonia - szklarnia

Dalej dochodzimy do ciekawszej strefy - wystawione są stare i aktualne maszyny do produkcji czekolady, wraz z pracującą, małą linią na której robione są i pakowane czekoladki, które dostajemy w kasie. Maszyny tu i ówdzie mają powprawiane okienka z pleksi, żeby można było zobaczyć jak działają.

Muzeum czekolady Kolonia - produkcja czekoladek

Muzeum czekolady Kolonia - produkcja czekoladek

 Panie częstują wszystkich wafelkami maczanymi w stopionej czekoladzie.

Muzeum czekolady Kolonia

Muzeum czekolady Kolonia

Potem idziemy na pięterko, gdzie możemy zamówić sobie tabliczkę czekolady zmiksowanej według własnego wyboru (rodzaj czekolady, co domieszane, jaka posypka itp.). 

Muzeum czekolaty Kolonia - tu można zamówić czekoladę

Muzeum czekolaty Kolonia - tu można zamówić czekoladę

Oczywiście można urządzić tam urodziny dziecka albo wziąć udział w warsztatach z produkcji czekolady.

Muzeum czekolady Kolonia - warsztaty z produkcji czekolady

Muzeum czekolady Kolonia - warsztaty z produkcji czekolady

Ponieważ realizacja zamówienia trochę trwa, idziemy dalej po piętrze, gdzie wystawione są różne eksponaty z historii czekolady - od Olmeków, Majów i Azteków, przez Europę we wcześniejszych wiekach, do dziś. Parę ciekawych rzeczy jest, zrobiłem na przykład wreszcie porządne zdjęcia NRD-owskiej Schlager-Süßtafel do cyklu o NRD.

Schlager Süßtafer - wyrób czekoladopodobny z orzeszkami ziemnymi z NRD; cena 80 fenigów NRD

Schlager Süßtafer - wyrób czekoladopodobny z orzeszkami ziemnymi z NRD; cena 80 fenigów NRD

Po zwiedzeniu piętra zamówiona czekolada powinna być już gotowa - odbieramy ją i wychodzimy. I wpadamy w objęcia wielkiego, świetnie zaopatrzonego sklepu z czekoladą, do którego całe muzeum jest przybudówką. Na zdjęciu tylko mały fragment.

Muzeum czekolady Kolonia - fragment sklepu muzealnego

Muzeum czekolady Kolonia - fragment sklepu muzealnego

Sklep rewelacyjny, szkoda tylko że od dłuższego już czasu nie mam specjalnej ochoty na słodycze, wolę coś konkretnego. A nawet jak by mnie ochota naszła, to i tak wolałbym jeszcze ze dwa kilo zrzucić. Nie jestem specjalnie gruby, nigdy nie ważyłem powyżej 85 kg (przy 185 cm wzrostu), ale co roku od wiosny staram się dążyć do mojej wymarzonej wagi 80 kg. To się już od wielu lat nie udaje, kończy się moje staranie na nieco powyżej 81, ale OK, może być. Stąd kupiliśmy tylko trochę czekolady na prezenty i, raczej na siłę, paczkę z ręcznie robionymi truflami drugiej jakości, co im wizualnie nie wyszły. Pół kilo za 10 EUR, to niedrogo, nie więcej niż pół ceny normalnej.

No i tu mam problem, czy polecić muzeum, czy nie. Powiem tak: Na pewno warto do iść sklepu, wejście do niego nic nie kosztuje, a wybór niesamowity. Nawet samo oglądanie jest interesujące. Natomiast wejście do muzeum jest drogie, czy warto, każdy musi rozstrzygnąć sam.

Adres:

Schokoladenmuseum
Am Schokoladenmuseum 1A (w nawigację samochodową wpisać Rheinauhafen)
 60578 Köln

Czynne:

  • wtorek-piątek 10-18
  • soboty, niedziele i święta 11-19
  • w poniedziałki nieczynne (oprócz grudnia, w grudniu 10-18).

Wstęp:

  • Dorośli 8,50 EUR
  • Dzieci 6 EUR
  • Jubilaci w dniu urodzin za darmo (za okazaniem dokumentu tożsamości z datą urodzenia)

Jeszcze uwaga o parkowaniu: Rewitalizowany port leży na długim półwyspie  na Renie, pod nim zbudowano wielki parkhaus (Rheinauhafen) na kilkaset metrów długości. Trzeba do niego wjechać ale nie parkować od razu, tylko pojechać jak najdalej do przodu, do sektora 1.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Muzeum rzymsko-germańskie w Kolonii

No i kiedyś musiała nastąpić ta notka, w której w cyklu "Warto zobaczyć" będę polecał najwyżej warunkowo. Będzie o Römisch-Germanisches Muzeum w Kolonii.

Kolonia już za czasów rzymskich była dużym miastem po rzymskiej stronie Limesu. Stąd tu i w okolicach co i raz wykopuje się rzymskie zabytki. I wystawia się je głównie w tym właśnie muzeum, tuż obok katedry.

Rzymskie zabytki

Rzymskie zabytki

I to jest typ muzeum, który słabo do mnie przemawia. Zbiór rzeczy posegregowanych tematycznie, bez szerszego kontekstu - inaczej niż było w Zülpich. Część tych rzeczy jest, i owszem, ciekawa, ale całość pozostawia pewien niedosyt.

Największe obiekty to rzymskie mozaiki podłogowe, dwie, na najniższym poziomie muzeum, jedna z nich tam gdzie powstała,  

Rzymska mozaika

Rzymska mozaika

trzecia na górnym piętrze, przeniesiona skądś. Ta trzecia przedstawia portrety filozofów greckich podpisanych - na pierwszy rzut oka - alfabetem greckim, ale jakoś podejrzanie łatwo udało mi się te podpisy odczytać, cyrylica, czy co? Po zastanowieniu stwierdziłem, że to tylko taka stylizacja na grekę, coś jak udawanie napisów po rosyjsku przez lustrzane odbijanie 'R' i zastępowanie 'A' cyrylicznym 'Д'. Zdjęcia nie zrobiłem, aż takie ciekawe nie było. Przy drugiej mozaice syn zapytał żartem, czy w starożytnym Rzymie też byli naziści?

Rzymska mozaika

Rzymska mozaika

Mniejszych obiektów mnóstwo, ale niezbyt spektakularnych, nawet w nagromadzeniu. Tutaj zawór do wody, dokładnie taki sam jak w Zülpich, ale tutaj nie zwraca uwagi. Ciekawe, czy robili je seryjnie w naszym rozumieniu?

Rzymski zawór do wody

Rzymski zawór do wody

Za to bardzo fajny sklepik muzealny. Mają tam sporo książek po łacinie, często zabawnych - na przykład książkę z tłumaczeniem tekstów różnych piosenek na łacinę, od piosenek dla dzieci, przez stare szlagiery i Beatlesów, do rocka. Przetłumaczone tak, że można śpiewać.

Ale ogólnie to muzeum polecam tylko fanatykom starożytnego Rzymu. A sklepik można zobaczyć bez płacenia za nietani bilet.

Adres:

Römisch-Germanisches Museum
Roncalli Platz 4
50667 Köln

Czynne:

  • wtorek-niedziela 10 - 17
  • każdy pierwszy czwartek miesiąca 10 - 22
  • w poniedziałki nieczynne

Wstęp:

  • dorośli 8 EUR
  • dzieci 4 EUR

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (2)

Warto zobaczyć: Katedra w Kolonii

Tym razem nie jestem zbyt oryginalny w polecankach, ale co ja zrobię, skoro ze wszystkich stylów architektonicznych najbardziej przemawiają do mnie gotyk niemiecki i francuski? I jeszcze uwaga: Jak pisałem, generalnie nie lubię spolszczonych nazw łacińskich miast niemieckich, ale ta jedna jest dobra i mi się podoba. Kolonia.

Kölner Dom

Kölner Dom

Akurat ta katedra jest uznawana za najbardziej gotycką katedrę ze wszystkich gotyckich katedr, taki Maß der Dinge. No i Lista Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO...

Fascynująca w gotyku jest "inżynierskość" tych konstrukcji, ta jedność elementów konstrukcji z elementami zdobniczymi. O przypory mi chodzi. Podobną jedność propagowano w koncepcji "form strukturalnych", ale to było całkiem niedawno. Chodziło o to, że konstrukcja ma mieć tylko elementy niezbędne do przenoszenia obciążeń i zwymiarowane tak, jak to potrzebne. A żadnych wielkich kolumn na górze, czy innych elementów czysto ozdobnych lub zbyt dużych. Wszelkiego rodzaju kolumny poskręcane albo spiralne były absolutnie wyklęte jako niestrukturalne.

Kölner Dom

Kölner Dom

I to jest prawdziwa inżynierskość, a nie taka jak durny marketoid wymyślił kiedyś w reklamie jeansów "Levi's engineered jeans", które to spodnie były jakoś idiotycznie powykręcane.

Katedra gotycka jest idealnym urzeczywistnieniem "form strukturalnych" - cały ten las przypór i łuków bardzo logicznie wynika z przebiegów obciążeń i jest bardzo miły oku inżyniera. A - jak to bardzo przekonywająco wytłumaczono w jakimś programie na ten temat w telewizji - jeżeli w którejś z katedr te przypory nie były logicznie rozmieszczone, to tej katedry już od dawna nie ma (o ile w ogóle udało im się ją zbudować). Taki darwinizm architektoniczny.

Kölner Dom

Kölner Dom

Katedra fajna, ale jej otoczenie ciut mniej. Zbudowali sobie tą katedrę tuż koło dworca kolejowego, co za pomysł.

No dobra, ale tak na poważnie, to było z nią tak samo jak z dużą częścią takich katedr - zaczynano je w średniowieczu, a ostatecznie kończono (jeżeli w ogóle skończono) w wieku XIX. Tą skończono według odnalezionego oryginalnego projektu. Jest to teraz druga co do wysokości wieża kościoła w Niemczech (157 m, po Ulm 161m), przez parę lat był to najwyższy budynek na świecie.

Katedra w Ulm

Katedra w Ulm

Wnętrze można zwiedzać tylko poza godzinami mszy, więc niedziela nie jest najlepszym czasem - wtedy wejść na zwiedzanie można dopiero od 13. Za to można wejść na wieżę. To jest oczywiście trochę wysiłku (zawsze mnie śmieszy że trzeba pisać że nie ma windy, pamiętam we Florencji młodych i wcale nie grubych Amerykanów, którzy zrezygnowali z wejścia na kopułę katedry, gdy się dowiedzieli że nie ma windy), a widok nie jest znowu specjalnie powalający. Co mnie zaskoczyło - nie tak dawno zrobiono wejście od zewnątrz budynku (żeby turyści we mszach nie przeszkadzali) przewiercając tunel przez fundament wieży. Uważam, że odważni byli.

Kölner Dom - tunel przez fundament wieży

Kölner Dom - tunel przez fundament wieży

I jeszcze jest skarbiec katedralny. Mają tam, i owszem, ładne i bardzo kosztowne rzeczy (w skarbcu nie wolno robić zdjęć), ale jakoś już dość dawno wyrosłem z fascynacji złotem i bogactwem. I teraz przy każdym oglądaniu takich skarbów wizualizują mi się tysiące ludzi, którzy musieli na te skarby dać się powyzyskiwać. Pewnie dlatego od dawna już wolę zwiedzać muzea szeroko rozumianej techniki.

Dygresja na zbliżony temat: Ostatnio przyszła ankieta od badaczy rynku na temat artykułów luksusowych, z jednym pytaniem: Co luksusowego bardzo chciałbym sobie kupić ale nie mogę i dlaczego? Pytanie było poprzedzone dłuższymi wstępami z których wynikało, że jakieś firmy od luksusów bardzo by chciały podwyższyć sobie obroty i poszerzyć bazę klientów. Z dziką rozkoszą odpowiedziałem że nic, bo chcę mieć przydatne rzeczy, a przedłużki do penisa nie są mi do niczego potrzebne. Nigdy dotąd nie było aż tak przyjemnej ankiety :-P

Kölner Dom

Kölner Dom

A w skarbcu katedralnym najbardziej dające do namysłu były trzy wielkie szafy wiszące, pełne ustawionych rzędami puszek z nieidentyfikowalnymi już relikwiami.  Całą katedrę zbudowano żeby zapewnić właściwą oprawę relikwiom nowotestamentowych Trzech Króli, co samo w sobie było szwindlem pierwszej klasy. Trzej Królowie są wspomniani tylko w kilku zdaniach, tylko u Mateusza i to nawet nie jako królowie, koncepcja że ktoś zachował wszystkie trzy kompletne szkielety i to raczej jeszcze przed ujawnieniem się Jezusa jako Mesjasza, żeby po paruset latach (pierwsza wzmianka o nich jest z wieku IV)  mieć relikwie, nie wytrzymuje nawet cienia cienia krytycznej analizy. W dodatku skrzynia z relikwiami zawiera, według ostatniej inspekcji w wieku XIX, trzy kompletne szkielety, jeden młodziaka koło dwudziestki, jeden w wieku średnim i jeden staruszka. Magiem nie zostaje się po dwutygodniowym przeszkoleniu, dwudziestolatek to ledwie mógł się liczyć za maga i nie mógł pożyć długo po wizycie, czyżby ubili ich i zakonserwowali zaraz po wyjściu ze stajenki, czy jak?  No ale dzięki wyłączaniu krytycyzmu w takich sytuacjach biznes turystyczno-pielgrzymkowy kręcił się przez wieki. I dlatego te szafy z puszkami - nie liczyłem, ale na oko ze dwie setki ich było - dają do myślenia, to było przecież psucie luksusowego rynku masówką.

Kölner Dom

Kölner Dom

Katedrę polecam, wejście na wieżę już niekoniecznie, a skarbiec tylko dla amatorów takich atrakcji.

Adres:

Kölner Dom
Domkloster 4
50667 Kolonia, Niemcy

Otwarte:

  • Katedra: listopad-kwiecień 6:00-19:30, maj-październik 6:00-21:00
  • Wieża: od 9:00 do 16, 17 lub 18, zależnie od miesiąca (proszę sprawdzić TUTAJ)
  • Skarbiec: codziennie od 10 do 18

Wstęp:

  • Katedra - bezpłatnie
  • Wieża: dorośli 3 EUR, dzieci 1,50 EUR
  • Skarbiec: dorośłi 5 EUR, dzieci 2,50 EUR
  • Są też bilety rodzinne i kombi na wieżę + skarbiec, wychodzą taniej.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (3)

Warto zobaczyć: Muzeum kultury kąpielowej Zülpich

Duże części RP i NRW leżą po rzymskiej stronie Limesu i niegdyś były mocno zasiedlone przez Rzymian. Zostało po nich sporo, od czasu do czasu coś się wykopuje i pokazuje w muzeach albo udostępnia do zwiedzania. My wybraliśmy się do Zülpich niedaleko Kolonii, gdzie znajdują się pozostałości dawnej, rzymskiej łaźni pokazywane jako część Muzeum Kultury Kąpielowej (Museum für Badekultur).

Museum der Badekultur Zülpich

Museum der Badekultur Zülpich

Łaźnia w Zülpich jest podobno najlepiej zachowaną łaźnią rzymską na północ od Alp. Pochodzi z połowy II w. i była używana (i rozbudowywana)  przez około 200 lat. Zachowała się dzięki temu, że blisko tego miejsca postawiono miejscowy kościół i na tym terenie był przykościelny cmentarz. Na ruiny natrafiono w roku 1929 a odkopano je w roku 1936. Zrobiono nad nimi prowizoryczny dach i można je było zwiedzać. Potem, w roku 1944 alianckie bombardowanie zniszczyło miasto, ale ruiny pozostały nieuszkodzone. Dalszą historię sobie skrócę, w każdym razie w roku 2008 zbudowano budynek muzeum, całkowicie zamykający w sobie ruinę.

Zachował się praktycznie cały fundament łaźni i część ścian, miejscami do wysokości 1,5 m. Ekspozycja wyjaśnia konstrukcję łaźni i historię jej rozbudowy.

Oglądanie dzieł Rzymian nieodmiennie mnie fascynuje. Jak oni, bez komputerów, prądu i maszyn, robili rzeczy często niewiele gorsze od naszych, współczesnych, a na pewno niedoścignione przez wiele stuleci po nich? Przy okazji moja ulubiona dygresja historyczna na ten temat:

Rzymianie przywieźli z Egiptu przez Morze Śródziemne 13 obelisków po 200 do 500 ton każdy i poustawiali je pionowo na placach! 13 sztuk, to już prawie rutyna, a oprócz tego przywieźli oni z Egiptu setki granitowych kolumn o masie nawet do 250 ton sztuka. Skala przemysłowa. Samo postawienie czegoś takiego pionowo powtórzył dopiero w roku 1586 Domenico Fontana, trochę przesuwając i stawiając znowu przewrócony wieki wcześniej obelisk na placu Św. Piotra w Rzymie. A był to w tamtych czasach wyczyn niebywały. W odróżnieniu od roku 37, kiedy to Rzymianie przewieźli go i postawili rutynowo. Zwróćmy jeszcze uwagę, że Egipcjanie wykuli, przetransportowali o paręset kilometrów i postawili ten sam obelisk u siebie jeszcze coś pod 2000 lat przed Rzymianami, nie mając nawet narzędzi ze stali - było to jeszcze w epoce brązu. Ale transport czegoś takiego przez morze był za Fontany ciągle poza zasięgiem cywilizacji europejskiej. Transport powtórzono po raz pierwszy dopiero w roku 1833 przywożąc 250 tonowy obelisk z Luxoru do Paryża. Zbudowano specjalny statek do tego celu, a i tak akcja zajęła dwa lata, była pełna przygód i parę razy o krok od katastrofy.

Przed wiekiem XIX nowożytna cywilizacja europejska była stanowczo przereklamowana.

 

W muzeum największe wrażenie zrobił na mnie taki zawór do wody: 

Museum der Badekultur Zülpich - zawór

Museum der Badekultur Zülpich - zawór

Do niedawna niemal dokładnie takich zaworów używało się powszechnie w instalacjach gazowych, pewnie nawet czworokąt do współczesnej dźwigni by pasował.

Budynek ogrzewany był gorącym powietrzem od strony podłogi i ścian, to samo palenisko podgrzewało wodę w zbiorniku. Na zdjęciach widać system podgrzewania podłogi 

Museum der Badekultur Zülpich - podgrzewana podłoga

Museum der Badekultur Zülpich - podgrzewana podłoga

i przestrzeń w ścianach

Museum der Badekultur Zülpich - ogrzewanie ścienne

Museum der Badekultur Zülpich - ogrzewanie ścienne

Cała łaźnia miała interesującą instalację wodno-kanalizacyjną, parę basenów z wodą o różnej temperaturze i toaletę z woda bieżącą. Tutaj rura ołowiana ze szwem: 

Museum der Badekultur Zülpich - ołowiana rura

Museum der Badekultur Zülpich - ołowiana rura

A tutaj rekonstrukcja całości:

Museum der Badekultur Zülpich - Rekonstrukcja łaźni

Museum der Badekultur Zülpich - Rekonstrukcja łaźni

Zwracam uwagę, że za Rzymian była to mała miejscowość, a nie żadna metropolia, w metropolii łaźnie były o wiele lepsze.

Reszta ekspozycji poświęcona jest łaźniom i kąpielom w późniejszych okresach, aż do dziś. Niestety jest dość pobieżna i głównie tekstowo-obrazkowa, z przewagą tekstu. Ale wniosek (nie podany wprost, to raczej moja interpretacja) jest taki, że dopiero w wieku XX wyrównaliśmy kulturowo do Rzymian pod tym względem.

Muzeum polecam, chociaż pozostawia ono niewesołe refleksje na temat możliwości utraty naszych osiągnięć technologiczno-cywilizacyjnych.

Adres

Römertermen Zülpich
Museum der Badekultur
Mühlenberg 5
53909 Zülpich

Czynne:

  • wtorek-piątek 10-17
  • soboty, niedziele i święta 11-18
  • w poniedziałki nieczynne

Wstęp:

  • dorośli 4 EUR
  • dzieci i młodzież do lat 18 za darmo

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Mosellum Koblenz

Dziś o rzeczy z pogranicza techniki i biologii - Mosellum Koblenz.

Mosellum Koblenz

Mosellum Koblenz

Pomysł ciekawy. W Koblencji, na Moseli (taka rzeka, w Koblencji wpada do Renu) jest stopień wodny z niedużą elektrownią wodną i śluzą.

Mosellum Koblenz - stopień wodny

Mosellum Koblenz - stopień wodny

 Zgodnie z wymaganiami środowiskowymi każdy stopień wodny musi mieć przepławkę dla ryb - inaczej ryby nie byłyby w stanie popłynąć w górę rzeki, a spora część płynących w dół ginęłaby przepływając przez turbinę elektrowni.

Mosellum Koblenz - przepławka

Mosellum Koblenz - przepławka

Ponieważ przepławka na tym stopniu wodnym przestała spełniać aktualne wymagania, parę lat temu zbudowano ją na nowo. Przy tym udostępniono ją dla zwiedzających - zbudowano budynek ekspozycyjny, z trzema oknami przez które można obserwować ryby płynące przez przepławkę.  Przepławka ma również elektroniczny licznik ryb, potrafiący je mierzyć i chyba nawet rozpoznawać ich gatunek - podobno to najlepsza taka instalacja na świecie.

Mosellum Koblenz - okna na przepławkę

Mosellum Koblenz - okna na przepławkę

Oprócz tego jest tam ekspozycja przedstawiająca rzekę jako ekosystem, pokazująca wyniki badań robionych przy pomocy tej przepławki i pokazującą jak taka przepławka jest zbudowana i jak działa.

Mosellum Koblenz - przepławka

Mosellum Koblenz - przepławka

Spędziliśmy w sali z oknami dobry kwadrans, przez ten czas przepłynęło paręnaście małych rybek (nie potrafiłem rozpoznać gatunku, nie jestem wędkarzem) i jeden spory leszcz (był charakterystyczny, a na ścianie są narysowane i podpisane ryby w skali 1:1). Po dnie przepławki chodził krab - podobno zawleczono je do Renu bodajże z Dunaju. Warunki tego dnia nie były najlepsze - na Moseli nie było powodzi, ale wody było więcej niż zwykle i była stosunkowo mało przejrzysta.

A rzecz polecam, to widok na rzekę jakiego nie ma praktycznie nigdzie indziej.

Adres:

Moselstaustufe
Peter- Altmeier-Ufer 1
56068 Koblenz

W nawigację trzeba wpisać ulicę Pastor-Klein-Straße

 http://www.mosellum.rlp.de/

Czynne: od 10 do 17, oprócz poniedziałków

Wstęp: Dorośli 3 EUR, dzieci 1,50 EUR

Na zdjęciu lotniczym z gugla jest stara przepławka i nie ma jeszcze budynku ekspozycyjnego.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Zbiory techniki obronnej Bundeswehry w Koblencji

W weekend wybraliśmy się z rodziną na wycieczkę w stronę RP i NRW, i dzięki temu będą nowe notki z cyklu "Warto zobaczyć".  Pierwszym punktem programu była Koblencja i Wehrtechnische Studiensammlung der Bundeswehr.

Tak w zasadzie to nie jest muzeum, tylko Sammlung - czyli zbiór. Nie ma tam nawet biletów, tylko krzyżak uruchamiany za trzy euro w monetach (automat rozmienia). Wartownik przy wejściu spisuje dokumenty - wchodzimy na teren wojskowy. W hali na dole stoi mnóstwo większego sprzętu, bardzo upchanego. A ten sprzęt to w większości ciekawostki albo modele szkoleniowe - na przykład czołg przecięty na pół:

Przekrój czołgu Leopard

Przekrój czołgu Leopard

Mają tam sporo prototypów, na przykład takie podwójne działo samobieżne

Prototypowe działo samobieżne VT 1-2

Prototypowe działo samobieżne VT 1-2

i trochę starych rzeczy, na przykład czołg Renault M 17 FT

Czołg lekki Renault M 17 FT

Czołg lekki Renault M 17 FT

 robot do wysadzania umocnień Goliath (od Borgwarda

Zdalnie sterowany robot do wysadzania umocnień Goliath

Zdalnie sterowany robot do wysadzania umocnień Goliath

trochę samolotów, na przykład Starfightera (muszę napisać o nich notkę, bo to temat na thriller militarno-techniczno-polityczny). 

Lockheed F-104 Starfighter

Lockheed F-104 Starfighter

Na wyższych piętrach ekspozycja jest bardzo bogata, ale interesująca głównie fanatyków wojskowości. Jest tam broń ręczna we wszelakich rodzajach (również Układu Warszawskiego), broń maszynowa, we wszelakich odmianach i kalibrach, noktowizory, mundury, bielizna wojskowa, działa... 

Pistolet maszynowy PM-63 RAK

Pistolet maszynowy PM-63 RAK

Z ciekawostek: Powszechnie znane są dowcipy o karabinach do strzelania zza węgła. Tu mają autentyczną, przystawkę do strzelania z okopu bez wystawiania głowy. Szczerze mówiąc to nie rozumiem tego. Dużo prostsze i skuteczniejsze byłoby zrobienie wysuwanego w górę stojaka na karabin z peryskopem do celowania i jakąś dźwigienką do przyciskania spustu. A taka krzywa rurka jest trudna w konstrukcji, niebezpieczna, mało trwała, mało celna, energia pocisku bardzo spada... Same wady.

Karabin do strzelania zza węgła

Karabin do strzelania zza węgła

Druga ciekawostka to jednoosobowy czołg. Z rysunku wynika, że żołnierz wpełzał do czegoś takiego korpusem i odpychał się od ziemi nogami. Czyli tak właściwie to się czołgał.

Jednoosobowy czołg bez napędu

Jednoosobowy czołg bez napędu

No i zaraz mi się coś skojarzyło. Poszukałem w sieci o etymologii słowa czołg i wyszło, że nie wiadomo skąd ono się właściwie wzięło, znalazłem tylko jakieś legendy miejskie i hipotezy. Wiec ja postawię swoją, odważną tezę: Słowo czołg pochodzi od takiej właśnie konstrukcji, a potem zostało przeniesione na opancerzony pojazd mechaniczny.

W muzeum tłoku nie ma, sami mężczyźni, większość z aparatami fotograficznymi. Na podstawie obserwacji gdzie chodzą i co fotografują sądzę, że większość z nich to modelarze. Na wyższych piętrach chodziliśmy już sami, w sumie to prawie przebiegliśmy większość ekspozycji - to raczej coś dla prawdziwych fanatyków.

Ale zainteresowanym techniką, zwłaszcza wojskową, bardzo polecam. Najciekawsze są te przekrojone czołgi - nie wiedziałem na przykład że czołgi w środku maluje się na biało.

 Adres:

Wehrtechnische Studiensammlung
Mayener Straße 85
56070 Koblenz

 Czynne: codziennie 9.30 - 16.30

Wstęp: 3 EUR

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (3)

Strona 10 z 53Start...89101112...2030...Koniec