Warning: Parameter 1 to wp_default_scripts() expected to be a reference, value given in /homepages/36/d441047049/htdocs/wordpress/wp-includes/plugin.php on line 580
 Polska – NRD – Niemcy – Świat | Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD | Page 18

Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Rolls Royce Oberursel

Już ponad rok temu miałem notkę o Rolls Royce Oberursel, ale dopiero teraz udało mi się wybrać do ich muzeum fabrycznego.

Muzeum otwarte jest tylko w ostatnie piątki miesiąca (oprócz grudnia) w godzinach od 15 do 18 i jest mi absolutnie nie po drodze - nic więc dziwnego że nie tak łatwo się wybrać. Ale wreszcie się udało.

Muzeum założono niedawno - około 2001. Pan zajmujący się tym muzeum (emerytowany pracownik fabryki) tłumaczył, że jest to najstarsza fabryka silników lotniczych na świecie, która nadal jest w tym samym miejscu i nadal robi silniki lotnicze. I jak pewnego razu powiedzieli o tym jakimś klientom którzy przyjechali z wizytą, to klienci zapytali "A gdzie jest wasze muzeum?". No i trzeba było zrobić muzeum.

O historii zakładu już pisałem, więc od razu przejdę do eksponatów. Głównie chciałem zobaczyć dwa z nich. Jeden to oczywiście oryginalny silnik GNOM.

Rolls-Royce Oberursel - Silnik GNOM

Rolls-Royce Oberursel - Silnik GNOM

Szczegół: Iskrownik w stylu epoki, z magnesami podkowiastymi:

Rolls-Royce Oberursel - Silnik GNOM

Rolls-Royce Oberursel - Silnik GNOM

Drugi eksponat to (również oczywiście) silnik rotacyjny Gnome. Ten nie jest autentyczny - to stosunkowo nowa replika z powycinanymi w rożnych miejscach otworami, żeby było widać szczegóły budowy.

Silnik rotacyjny Gnome z Oberursel

Silnik rotacyjny Gnome z Oberursel

Dopiero przyjrzenie się z bliska takiemu silnikowi uświadamia ile problemów technicznych musieli te 100 lat temu konstruktorzy pokonać. Przecież tu się kręci cały korpus (a wał jest nieruchomy) i do tych kręcących się cylindrów trzeba dostarczyć mieszankę, trzeba sterować zaworami

Silnik rotacyjny Gnome z Oberursel

Silnik rotacyjny Gnome z Oberursel

i dostarczać impulsy wysokiego napięcia do świec zapłonowych. Na zdjęciu, w otworze widać tarczę rozdzielacza zapłonu.

Silnik rotacyjny Gnome z Oberursel

Silnik rotacyjny Gnome z Oberursel

Tu jeszcze mamy spalinowy silnik przyczepny do roweru. Proste konstrukcje były instalowane na kierownicy i przez rolkę dociśniętą do opony napędzały koło przednie. Późniejsze, bardziej wyrafinowane napędzały bezpośrednio oś koła tylnego. Kiedyś było to bardzo popularne, ale nawet niezbyt dawno parę razy widziałem coś podobnego w akcji.

Rolls-Royce Oberursel - Silnik do roweru GNOM

Rolls-Royce Oberursel - Silnik do roweru GNOM

Inne eksponaty to oczywiście różne silniki odrzutowe.

Silnik odrzutowy produkcji Rolls-Royce Oberursel

Silnik odrzutowy produkcji Rolls-Royce Oberursel

Przed muzeum stoi samolot - Fiat G.91. Był to pierwszy samolot odrzutowy produkowany w Niemczech po wojnie, silniki do niego robiono w Oberursel. Taki sam stoi w muzeum Dorniera - Dornier też miał swój udział w produkcji.

Fiat G.91

Fiat G.91

I jeszcze jest tam śmigłowiec Bell UH-1D - podobnie jak przy tych Fiatach - silniki produkowano na licencji w Oberursel a całe śmigłowce robił Dornier. I taki śmigłowiec też stoi u Dorniera we Friedrichshafen.

Bell UH1-D

Bell UH1-D

Wstęp do muzeum jest za darmo (proszą tylko o dobrowolny datek), zachęcam. Jak przyjść o 15 to można wysłuchać dłuższej opowieści o historii zakładu. Adres:

61440 Oberursel
Hohemarkstrasse 60-70.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Ursus Wehrli i porządkowanie sztuki

Ktoś nazywający się Wehrli oczywiście nie może być Niemcem, to musi być Szwajcar. Pozostajemy jednak w kręgu kultury niemieckojęzycznej.

Ursus Wehrli już od dość dawna (1987) zabawiał wraz z Nadją Sieger (jako duet Ursus & Nadeschkin) publiczność na scenach Szwajcarii. Pooglądałem ostatnio trochę ich numerów, komentarze są entuzjastyczne (że niby "Najlepsi w Szwajcarii"), ale według mnie nic nadzwyczajnego. No może poza jednym skeczem, przy którym popłakałem się dokumentnie ze śmiechu, jak już od lat nie. Polecam nawet czytelnikom nie znającym niemieckiego, to jest krótkie, te parę zdań przetłumaczę, a naprawdę śmieszne zaczyna się potem. Wstęp jest dość długi i nierewelacyjny, chodzi o przeczytanie wiersza Goethego, a potem Ursus decyduje że lepszy będzie wiersz współczesny. Pod tytułem "Das Faxgerät" ("Telefax"). Von Sony (to trochę trudno przetłumaczyć, ale "von Sony" można zrozumieć że urządzenie zostało wyprodukowane przez firmę Sony, ale również jako "Autor: Sony"). Tekst:

  • Proszę czekać!
  • Proszę czekać!
  • Proszę czekać!
  • Proszę.. Za chwilę zostaną Państwo połączeni z naszym faksem.

Dalej trzeba obejrzeć (od 4:00, ale z dźwiękiem i nie radzę w pracy, nawet na słuchawkach).

Ale przecież nie poświęcałbym notki średniemu kabaretowi ze Szwajcarii - Ursus Wehrli potrafi więcej. Dziesięć lat temu wymyślił on sobie "Porządkowanie sztuki", na początku chyba tylko jako jajcarski temat do skeczu, ale rzecz była po prostu genialna i dzięki niej stał się sławny w kręgach artystycznych na szerokim świecie. O co chodzi świetnie pokazuje ten materiał z "Die Sendung mit der Maus" (są napisy po angielsku).

A tutaj sam autor przedstawia swoją koncepcję (po angielsku) na TED 2006:

A teraz wersja dla czytelników nie władających językiem language. Pan Wehrli zrobił międzynarodową karierę artystyczną i wydał parę świetnie się sprzedających albumów ze swoją sztuką dzięki genialnemu pomysłowi. On wziął kilka ogólnie znanych obrazów abstrakcyjnych, powycinał z nich elementy z których zostały zbudowane i posortował je po kształtach, wielkościach i kolorach. Efekt był świetny, a sam Wehrli jako kabareciarz potrafi to świetnie i dowcipnie sprzedać jako szwajcarski porządek. Wehrli nie ograniczył się do malarstwa, porządkował również obiekty świata rzeczywistego jak na przykład porcję frytek, gałązkę jodły, zupę z makaronem, sałatkę owocową czy łąkę z plażowiczami.

Autor: Ursus Wehrli

Autor: Ursus Wehrli

A mi się najbardziej w tym podoba, że on nie próbuje udawać nie wiadomo jakiej głębi intelektualnej, tylko od razu widać że robi sobie jaja.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Żegnaj NRD Extra: Klocki Der kleine Großblockbaumeister

Czego ja dla Was, drodzy zainteresowani NRD czytelnicy nie robię. Dziś poszedłem (za 7 Euro!) specjalnie dla Was do Architekturmuseum, gdzie właśnie kończyła się wystawa na temat modeli architektury, a na zdjęciu w gazecie zobaczyłem że mają tam ładnie wyeksponowane klocki "Der kleine Großblockbaumeister". Dzięki temu mam chociaż część własnych zdjęć do notki.

W sieci nie ma za wiele informacji o tych klockach. Trudno powiedzieć czy jest to oryginalny pomysł NRD-owców, czy też były jakieś pierwowzory. Trudno nawet powiedzieć, w którym roku wyprodukowano pierwszy taki zestaw. W każdym razie na początku (a było to chyba w latach 60-tych) produkowała to bliżej nieznana firma o nazwie "KARI", potem było to "VEB Gothaer Kunststoffverarbeitung" a na koniec "VEB Chemisch-technische Erzeugnisse Gotha –Stammbetrieb- Betriebsteil Waltershausen".

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

 

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

Klocki te składały się z niebieskich listew z otworami, białych elementów ścian i płyt stropowo-dachowych. Oprócz tego bywały jeszcze przezroczyste elementy ścienne jako witryny, skosy do stromych dachów i różne elementy dodatkowe typu kwiaty, drzewa, balkony, podokienne skrzynki do kwiatów itp.

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

Na eBayu (i w innych miejscach sieci) można znaleźć pięć różnych zestawów:

  • Typ 1 - budynek z garażem na dole
Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 1, NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 1, NRD

  • Typ 2 - większy budynek, na dole przeszklone wystawy sklepowe
Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 2, NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 2, NRD

  • Typ 3 - Budynek ze stacją benzynową, samochodem i traktorem z przyczepą
Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 3, NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 3, NRD

  • Typ 4 - Mniejszy budynek z przeszkloną werandą
Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 4, NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 4, NRD

  • Typ 5 - coś w rodzaju szklarni z drzewami, kwiatami i kaktusami
Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 5, NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister" Typ 5, NRD

No i to się nie bardzo zgadza z tym co pamiętam. Bo nie miałem za dużo tych części, a miałem na pewno budynek gospodarczy ze stromym dachem i kombajnem do zaparkowania w środku, z grubsza taki jak ten po lewej na pudełku zestawu Typ 4. Ale takiego zestawu osobno nie widzę. Na pewno nie był to Typ 4, bo konia nie miałem. I jeszcze miałem stację benzynową coś jak Typ 3, ale nie pamiętam piętra w budynku (ale może jednak tylko nie pamiętam).  I jeszcze miałem chyba Typ 5 (chociaż czerwonych ścian też sobie nie przypominam), w szufladzie zostały mi kwiatki i kaktusy:

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

Klocki "Der kleine Großblockbaumeister", NRD

A skrzynek na kwiaty i balkonów nie miałem wcale.

Bardzo lubiłem te klocki i uważam że miały potencjał. Można by było system jeszcze rozwinąć. Ale raczej nic z tego już nie będzie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (20)

Prąd na ulicach: Najnowsze wiadomości

Dziś najnowsze wiadomości z frontu elektryfikacji motoryzacji.

Niedawno widziałem Teslę Roadstera na autostradzie. 180 idzie lekko. Podobno ma ograniczenie na 200, ale ruch był za duży i szybciej niż 180 i tak się nie dało. (Żeby nie było że specjalnie goniłem - ja na tym odcinku zawsze jadę 180).

Tesla Roadster na A3

Tesla Roadster na A3

Pozostajemy przy Tesli: Zauważyłem na mieście salon Tesli. Koło opery. Z tym że, jak znalazłem w sieci, to tylko na miesiąc, nie na stałe.

Salon Tesli we Frankfurcie

Salon Tesli we Frankfurcie

Poza tym widziałem na ulicach parę różnych egzemplarzy Renault Twizy. Coś się powoli zaczyna dziać.

EDIT: Jak przeczytałem Tesla Roadster nie jest produkowana od stycznia - skończyła się umowa Tesla Motors z fabryką Lotusa, gdzie samochody te były robione. Teraz wyprzedają resztki.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Prąd, prąd, prąd na ulicach

Komentarze: (10)

Pomnik Dilberta

No musi być Dilberta, poznaję po krawacie.

Pomnik Dilberta, Frankfurt

Pomnik Dilberta, Frankfurt

A zwłaszcza po jego zagiętej końcówce.

Pomnik Dilberta, Frankfurt

Pomnik Dilberta, Frankfurt

A tak bardziej poważnie, to jest to rzeźba Claesa Oldenburga. Zwracam uwagę, że zarówno kołnierzyk jak i krawat są odwrócone do góry nogami. Odwracamy...

Pomnik Dilberta, Frankfurt

Pomnik Dilberta, Frankfurt

No i kto powie że nie Dilberta? Tylko bardziej realistycznie przedstawiony. (Rysunek z Dilbertem ze strony http://www.myfreewallpapers.net, nie było tam zastrzeżeń co do praw, mam nadzieję że nikt mnie tu ścigał nie będzie. Ne wszelki wypadek: Autorem Dilberta jest Scott Adams, http://www.dilbert.com/).

Dilbert by Scott Adams

Dilbert by Scott Adams

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Żegnaj NRD Extra: Simson S51, Pneumant

Dziś coś z NRD, zdjęcia z tej samej imprezy co zdjęcia tego Goliatha, ale z soboty, więc nie wypalcowane. Simson S51 z ciekawostką: bocznymi kuframi na bagaż.

Simson S51B, NRD, 1980-1989

Simson S51B, NRD, 1980-1989

Pani który nim przyjechała zapewniała że oryginalne, NRD-owskie.

Simson S51B, NRD, 1980-1989

Simson S51B, NRD, 1980-1989

Najpierw jej nie za bardzo wierzyłem, bo nie pamiętałem takich z NRD, ale przyjrzałem się im i dojrzałem logo Pneumant.

Simson S51B, NRD, 1980-1989

Simson S51B, NRD, 1980-1989

 

Kufry boczne Simson S51B, NRD

Kufry boczne Simson S51B, NRD

 O Simsonach już było, i to dwa razy, wiele więcej napisać trudno, więc może o Pneumancie.

Logo Pneumant

Logo Pneumant Źródło: Wikipedia

Pneumant był NRD-owską marką opon. Firma je produkująca powstała już w roku 1906 jako część Deutsche Kabelwerke AG (DeKaWe), a od roku 1922 stała się samodzielną firmą o nazwie DEKA Pneumatik GmbH. Była to pierwsza firma oponiarska na świecie, która produkowała opony z kauczuku syntetycznego. Marka Pneumant powstała już za NRD, w roku 1959. Nazwa miała oznaczać, że robią "płaszcze na powietrze" (Mantel um die Luft).

Pod tą marką produkowano opony i wyroby z tworzyw sztucznych głównie dla przemysłu motoryzacyjnego oraz zabawki. Na przykład te zdalnie (przewodowo) sterowane czołgi były firmy Pneumant.

Zdalnie sterowany model czołgu

Zdalnie sterowany model czołgu

 

 Od roku 1973 Pneumant produkował opony radialne na licencji  Kléber-Colombes (dziś Michelin). Opony Pneumant były dostępne również w Polsce.

Po zjednoczeniu nawet jakoś im szło, a w 1995 kupiła całość spółka córka Dunlopa - SP Reifenwerke GmbH. Opony pod marką Pneumant produkowano nadal, ale sprzedaż ich była coraz niższa. Szły głównie w byłym NRD, a i to nie najlepiej. Niedawno - bo w styczniu bieżącego roku - Dunlop zarządził że przestają produkować pod tą marką. Żal jest głównie miłośnikom Trabantów, którzy nie wyobrażali sobie używania opon innych marek. Ale i oni to przeżyją.

Nie oznacza to jednak likwidacji fabryk - produkują one opony lepszych marek, tańsze robione są pod markami Sava i Dębica.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (2)

Na wystawie widziane: Goliath GP 1100 Luxus

Znowu byłem w weekend na wystawie starych samochodów, było trochę ciekawych i rzadkich, ale się wkurzyłem. Zrobiłem zdjęcia, a w domu po wciągnięciu ich do komputera okazało się, że dotknęło mi się palcem obiektywu (a dokładnie filtra) i wszystkie mają w jednym miejscu (i to blisko środka) rozmazaną plamę. Wrrr, mój aparat ma już dobre kilka lat i jego wyświetlacz nie jest powalająco duży, słońce świeciło, w chromach, szybach i nawoskowanych nadwoziach się odbijało, no i dodatkowego odblasku nie zauważyłem.

No dobra, przyznam się, powoli trzeba by się umówić do okulisty żeby zapisał jakieś okulary do patrzenia z bliska, bo na przykład modelarstwo od pewnego czasu nie jest już dla mnie. A i żeby znaleźć na płytce punkt pomiarowy do przyłożenia sondy oscyloskopu muszę używać lupy.

No ale na szczęście te zdjęcia, zmniejszone na 600 punktów jakoś ujdą. Więc dziś o rzadko spotykanym samochodzie ze stajni Borgwarda - Goliath GP 1100 Luxus. Zdjęcia trudno by było powtórzyć, bo takiego widziałem po raz pierwszy.

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Nawet w sieci nie ma o tym samochodzie za wiele, ciekawe że w Wiki niemieckiej jest tylko krótka wzmianka pod hasłem Goliath, a w angielskiej osobne hasło (ale też niezbyt długie).

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Borgward miał swój system nazewnictwa, G jest od Goliath (w odróżnieniu od L - Lloyd) a P od Personenkraftwagen - osobówka.

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 pojawił się w sprzedaży w roku 1957 i był, jak to u Borgwarda, bardzo nowoczesny. Pontonowe nadwozie, drzwi otwierające się do przodu, kierunkowskazy świetlne... Napędzany był czterocylindrowym silnikiem w układzie boxer umieszczonym z przodu, chłodzonym cieczą. Wersja Luxus miała dodany drugi gaźnik, powiększony stopień sprężania i oczywiście była lepiej wyposażona.

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Wkrótce po rozpoczęciu produkcji, w 1958, Goliatha GP 1100 przemianowano na Hansa 1100 i pod tą nazwą produkowano z niewielkimi zmianami (głównie powiększono płetwy ogonowe) do 1961.

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliatha GP 1100 zrobiono ok 11 tysięcy sztuk + 3800 w wersji kombi, a jako Hansa 1100 21 tysięcy + 6700 kombi. Nie wiem ile z tego było wersji Luxus, ale chyba nie bardzo dużo.  Luxus kosztował w 1957 prawie dwa razy tyle co najtańszy Garbus (7165 DM vs. 3780). Isabella była wtedy tylko 300 DM droższa.

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

Goliath GP 1100 Luxus, Niemcy, 1957-1958

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Komentarze: (2)

Pomyślmy: Co z tą Syrią?

W sobotę wybrałem się do miasta i na Römerze była demonstracja. Machali syryjskimi flagami, ktoś przemawiał, wznosili okrzyki. Demonstracja całkiem spora, nie tak wiele mniejsza niż przy Blockupy.

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

Człowiek myśli schematami i wychodzi mindfuck - myślałem że to w sprawie obalenia Assada, ale oni nosili jego portrety i byli za nim.

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

A policja nie wpuszczała na plac kilkunastoosobowej grupki zwolenników strony przeciwnej.

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

Demonstranci woleli satrapę od Bractwa Muzułmańskiego.

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

Demonstracja w sprawie Syrii, Frankfurt

 A mi się znowu włączyło porównanie z Polską. Nasz satrapa nie był na szczęście taki chętny do sięgania po broń, ale rodzime Bractwo Katolickie skorzystało z naszej nieświadomości i natychmiast zajęło praktycznie wszystko co się dało. Nie przypominam sobie z tamtych czasów znaczących głosów ostrzegających przed takim obrotem sprawy. Ale byliśmy głupi.

I co teraz myśleć o Syrii?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Pomyślmy

Komentarze: (5)

Jak to się robi w Niemczech: Wychowanie seksualne w szkole

Temat wychowania seksualnego w szkole w Polsce spadł jakoś z pierwszych stron gazet na korzyść religii w szkole. O religii w szkole w Niemczech jeszcze napiszę, dziś jednak o wychowaniu seksualnym.

Dobre przekazanie dzieciom wiedzy na ten temat nie jest oczywiście proste. Pamiętam że za moich czasów odbywało się to w klasie ósmej na jednej lekcji biologii. No i to było za późno, chyba mało kto w klasie dowiedział się z tej lekcji czegoś nowego. A i sama lekcja odbywała się według schematu sparodiowanego w tamtych czasach w satyrycznym monologu Krzysztofa Jaroszyńskiego z cyklu "Apteka domowa" (niestety nie znalazłem w sieci, cytaty muszą być z pamięci) - autor przez parę minut opowiadał dlaczego to takie ważne i w ogóle, potem wygłosił standardowe zdanie że "Lepiej żebyście dowiedzieli się o tym w szkole, niż od kolegów z podwórka" i natychmiast po tym zdaniu nastąpiło "Dziękuję za uwagę" i koniec. To oczywiście parodia, w praktyce jakieś informacje podane były, ale wstępów było znacznie więcej niż konkretów. A i przez parę wcześniejszych tygodni pani poświęcała część lekcji na wkładanie nam do głowy że na tej lekcji wszyscy mają być, bo  "Lepiej żebyście dowiedzieli się o tym w szkole, niż od kolegów z podwórka".

Nie jestem na bieżąco z tym, jak to w kraju wygląda teraz. Więc od razu przejdę do tego, jak to się robi w Niemczech.

W Niemczech dzieci mają o tym w szkole po raz pierwszy w klasie czwartej (czyli 9-latki), w ramach przedmiotu Sachunterricht (to słowo nie ma bezpośredniego polskiego odpowiednika, powiedzmy Przyroda - Technika). Omawia się tę problematykę przez kilka tygodni, mowa jest o budowie organów płciowych, rozwoju człowieka, porodzie, dojrzewaniu, antykoncepcji... W sposób dopasowany do wieku odbiorców, ale tak konkretnie, bez uciekania w kwiatki i motylki. Na koniec każde dziecko otrzymuje kartonik z paroma materiałami na ten temat.

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

 

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Kartonik zawiera przede wszystkim książeczkę, w której dwie dziewczynki i chłopiec zajmują się w ramach programu Jugend forscht (to dłuższy temat w sam raz na notkę, muszę sobie wpisać na listę) poszukiwaniem skąd się bierze życie.

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Czytając i zadając pytania bohaterowie szybko przechodzą od powstania wszechświata i rozmnażania przez podział do rozmnażania płciowego i - po sznurku do kłębka - do płciowości człowieka. Rzecz jest napisana całkiem zgrabnie, kolejne tematy i informacje pojawiają się całkiem naturalnie, a bohaterowie traktują to wszystko jako coś normalnego. Uważam że to świetnie zrobione. W książeczce pojawia się numer telefonu do darmowej infolinii dla dzieci i młodzieży, gdzie można wyjaśnić wątpliwości związane nie tylko z płciowością - to coś w rodzaju telefonu zaufania.

Książeczkę uzupełnia słowniczek użytych pojęć

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

i broszurka z informacjami na temat ciąży i rozwoju płodu.

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

Materiały do wychowania seksualnego w szkole podstawowej w Niemczech

No i to działa. Pamiętam że parę lat wcześniej przy jakiejś okazji słuchałem wynurzeń jakiejś kościelnie zaangażowanej pani z Polski, jak to jej dzieci zostały w szkole brutalnie zaatakowane takimi świństwami, ale nawet z jej słów wynikało że przed tymi lekcjami dzieci świntuszyły dość chamsko ze swoimi rówieśnikami, a po tych lekcjach przestał być to atrakcyjny temat i się skończyło. Kiedy zwróciłem jej na to uwagę, choć niechętnie, ale musiała przyznać mi rację. To jest dobre.

Przedmiot ten został wprowadzony do szkół w roku 1969 (data nieprzypadkowa, taki był duch tamtych czasów). Na początku środowiska ewangelickie były za, a katolickim i konserwatywnym szło to za daleko, ale potem się jakoś wszyscy przyzwyczaili. Zdarzają się oczywiście rodzice, którym się to wszystko nie podoba i próbują zwolnić swoje dzieci z tych lekcji, zazwyczaj motywując to względami religijnymi. A religią tą jest najczęściej islam. Próby te nie przechodzą, zwolnienie takie nie jest możliwe. Kilka lat temu (2004) odbył się głośny proces, w którym sąd administracyjny oddalił skargę rodziców dwóch dziewczynek na odrzucenie prośby o zwolnienie z tych lekcji motywując to tym, że jest to czyste przekazywanie wiedzy przy którym specjalnie zwraca się uwagę na neutralność światopoglądową. I w związku z tym argument religijny nie działa i dzieci mają na te zajęcia chodzić.

Tak na marginesie to w Niemczech za to że dziecko nie chodzi do szkoły na rodziców może zostać nałożona kara grzywny, a przy recydywie nawet pozbawienia wolności. I uważam że słusznie, chociaż mam nie poparte researchem wrażenie że kary te stosuje się zbyt rzadko. A w dzisiejszym społeczeństwie "chroniąc" dziecko przed wiedzą o seksualności robimy mu wielką krzywdę, a już zwłaszcza dziewczynce.

Wracając do tematu wychowania seksualnego: Podobnie rzeczowo przedstawiana jest sprawa w telewizyjnych programach edukacyjnych dla dzieci. W Willi Will's Wissen Willi po prostu ze szczegółami opowiedział skąd się biorą dzieci, ilustrując opowieść schematycznymi rysunkami (również stosunku), złagodził tylko bezpośredniość opisu charakteryzując się przy tym na śmiesznego lekarza. A w innym odcinku pokazał prawdziwy poród, tak dokładnie.

Następny raz dzieci spotykają się z tym tematem w klasie szóstej (przynajmniej w gimnazjum, jak w innych typach szkół to nie wiem), na lekcjach NaWi (Naturwissenschaften - przyrody), w ramach cyklu tematów z wiedzy o człowieku. Oprócz zagadnień anatomicznych mówi się o dojrzewaniu, i wszystkim, co z tym związane - nie wyłączając tematów antykoncepcji czy masturbacji. Poruszony jest też temat obrzezania. I wszystko to jest takie normalne, również zdjęcia rodzin nago. Po prostu normalne.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (13)

Kobieta na Księżycu

Mniejsza o to jakimi ścieżkami skojarzeniowymi, ale doszedłem właśnie do obejrzenia starego filmu niemieckiego. Jeszcze niemego, z roku 1929. W reżyserii Fritza Langa. Frau im Mond - Kobieta na Księżycu.

Parę niemych filmów niemieckich, w tym również Langa już widziałem, ale tego jeszcze nie. Zajrzałem na youtube i znalazłem tam cały film w dobrej jakości (tylko dodane napisy po włosku).

No i to się daje oglądać, mimo ponad 80 lat od nakręcenia.  Bardzo krótko plot: Chodzi oczywiście o lot na Księżyc, po złoto, wykonany przez niezbyt zgraną załogę w składzie:

  • Inżynier i przedsiębiorca Wolf Helius, główny bohater
  • Profesor Georg Manfeldt, autor ogólnie wyśmiewanej teorii o dużych pokładach złota na Księżycu
  • Inżynier Hans Windegger, bliski współpracownik Heliusa
  • Friede Velten, absolwentka astronomii, narzeczona Windeggera, ale Helius się w niej podkochuje
  • gangster Turner, czarny charakter działający na zlecenie grupy Złych Biznesmenów, jego udział zostaje wymuszony przy pomocy zamachów bombowych i innych akcji bezpośrednich.
  • Gustav, wczesnonastoletni syn kierowcy Heliusa, namiętny czytelnik pulpowych komiksów SF, jako pasażer na gapę

W trakcie lotu wychodzi że Windegger to rozlazły tchórz bez jaj, za to jaja jak smok okazuje się mieć Friede Velten - co w tamtych czasach w filmie było chyba większą fantastyką niż lot na Księżyc (bo już Georges Méliès i Podróż na Księżyc w 1902...). Scenariusz ma parę mielizn, ale o wiele słabsze rzeczy pokazuje dziś telewizja w prime time.

Ale co najciekawsze to strona techniczna. Frau im Mond jest uznawany za pierwszy film hard SF. Nic dziwnego - konsultantami naukowym filmu byli profesor Hermann Oberth, pionier techniki rakietowej, później współpracownik von Brauna, i bliski przyjaciel Langa - Willy Ley, współzałożyciel Verein für Raumschiffahrt we Wrocławiu i autor paru popularnonaukowych książek o technice rakietowej. No i oni Langowi wszystko wyjaśnili i narysowali, jak by to zrobili. Film był na tyle zbliżony do ówczesnych projektów, że Ley na premierze oznajmił że to nie fantastyka, ale jeszcze nie do końca zrealizowana rzeczywistość.

Bo: Bohaterowie lecą trójstopniową rakietą na paliwo ciekłe, prędkości i przyspieszenia są poprawnie policzone, cała sekwencja transportu pionowego na stanowisko startowe nie różni się zasadniczo od tych z projektu Apollo. Jeden tylko szczegół jest inny - Oberth miał koncepcję, żeby rakieta startowała z częściowego zanurzenia w basenie z wodą (żeby nie musiała stać o własnych siłach). Koncepcja ta była poważnie rozważana przez NASA przy paru znacznie późniejszych projektach. W czasie lotu jest nieważkość (żeby przyoszczędzić na efektach specjalnych tylko krótko, jak u Verne'a). Bohaterowie radzą sobie z nią wkładając stopy w pętle zainstalowane na podłodze, ale mają problemy z wylewaniem koniaku z butelki w zeroG. Wylana ciecz zbiera się w unoszące się w powietrzu kulki. Sekwencja wschodu Słońca zza Ziemi jest prawie jak na prawdziwych zdjęciach, brakuje tylko chmur na Ziemi, a i kontynenty od strony nocnej widać zbyt dobrze.

A najciekawsze: To Lang wymyślił countdown - odliczanie do zera miało budować napięcie w sekwencji startu.

Oczywiście nie wszystko jest tak naukowo ścisłe - na odwrotnej stronie Księżyca jest nadające się do oddychania powietrze (jak w Na srebrnym globie Żuławskiego (1903), ale była to teoria XIX-wiecznego, niemieckiego astronoma, Petera Andreasa Hansena). Profesor  Manfeldt testuje czy atmosfera nadaje się do oddychania zapalając trzy zapałki i znajduje złoto przy pomocy różdżki, a piloci rakiety przy 4g (pokazywanym w m/s2 na wskazówkowym akcelerometrze) wychylają się z pryczy żeby obsługiwać dźwignie sterowania ciągiem.

Film nie był sukcesem kasowym - w 1929 film niemy wychodził już z mody - ale mimo wszystko warto go zobaczyć. Dla niecierpliwych - przygotowanie do startu rakiety zaczyna się w części 6 od 7:00.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Ciekawostki, Telewizja

Skomentuj