Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Skandale z żywnością

Ostatnio wszystkie media trąbią o wielkim skandalu z dioksynami w jajkach. A było to tak:

Jedna firma produkująca pasze dla zwierząt hodowlanych użyła do produkcji zamiast tłuszczów spożywczych tłuszczów technicznych. Na którymś etapie było to zdaje się celowe działanie, nie jest jednak dla mnie jak dotąd jasne czy to producent tłuszczów (firma Harles und Jentzsch) sprzedał tłuszcz techniczny jako paszowy, czy namącił pośrednik, czy też producent pasz sobie przyoszczędził. No ale to nie takie ważne. Nic specjalnego by się nie stało, gdyby ten tłuszcz techniczny nie był skażony dioksynami.

Teraz będzie o dioksynach. Nikt nie kwestionuje, że dioksyny są szkodliwe i, co gorsza, gromadzą się w organizmie robiąc szkody w dłuższym terminie. Ale ostatnio, w HR-Info, usłyszałem pierwszą rozsądną wypowiedź na ten temat, wypowiadał się chemik od żywności. I on mówił tak:

  • Dioksyny są w obecne w środowisku - a co za tym idzie i w żywności - od czasu gdy cywilizacja zaczęła używać ognia.
  • Jedynym produktem żywnościowym nie zawierającym dioksyn (przynajmniej w ilościach większych niż śladowe) jest cukier rafinowany.
  • Normy na zawartość dioksyn w żywności nie są uzasadnione toksykologicznie, tylko technicznie.
  • Na każdy rodzaj produktu normy są inne, ten "ogromny" poziom dioksyn wykryty w jajkach, gdyby wystąpił w rybach, mieściłby się bez problemu w dopuszczalnym zakresie.
  • Nawet Bio-produkty z hodowli ekologicznych mogą mieć podwyższony poziom dioksyn.
  • Gdyby badać poziom dioksyn w wybranej grupie towarowej, to tylko kwestią czasu i ilości wykonanych prób jest, żeby znaleźć partię z ilością dioksyn przekraczającą normę. Nikt tego nie robi, bo te testy są stosunkowo drogie i pracochłonne.
  • Obciążenie środowiska, czyli w konsekwencji żywności, dioksynami od wielu lat generalnie spada.

Brzmi to wszystko sensownie, więc bez paniki.

No dobrze, ale jak właściwie takie skandale wychodzą na światło dzienne?

W Niemczech problematykę kontroli żywności reguluje Lebensmittel-, Bedarfsgegenstände- und Futtermittelgesetzbuch (Kodeks artykułów żywnościowych, użytkowych i paszowych), a kontrole są w gestii landów. Każdy land ma swoją instytucję kontrolną, nazwy ich i umocowanie w strukturze administracji są różne. Centralną czapką nad tymi instytucjami jest Bundesamt für Verbraucherschutz und Lebensmittelsicherheit (Centralny urząd do spraw ochrony konsumentów i bezpieczeństwa żywności), podlegający pod Bundesministeriums für Ernährung, Landwirtschaft und Verbraucherschutz (Ministerstwo wyżywienia, rolnictwa i ochrony konsumentów). Kompetencje instytucji kontrolnych to pierwsza połowa kompetencji polskiego Sanepidu (SANitarne). Częścią EPIDemiologiczną zajmują się inne instytucje.

Kontrolerzy chodzą po firmach i prowadzą kontrole. I co pewien czas coś wykryją. Na przykład w 2005 wykryli skandal z używaniem mięsa o wiele zbyt długo przechowywanego w zamrażalniach do produkcji kebabów. Ale jest ich oczywiście zbyt mało żeby skontrolować wszystko. Stąd też przepisy zobowiązują producentów do zgłaszania wykrytych przekroczeń dopuszczalnych poziomów substancji szkodliwych i do prowadzenia ścisłej dokumentacji pochodzenia surowców używanych do produkcji. Metoda ta jest oczywiście niedoskonała, bo producent może mieć tu konflikt interesów i coś kombinować. Ale w wielu wypadkach działa. Na przykład producent jedzenia dla niemowląt, firma Hipp, kilka lat temu wykryła i zgłosiła odpowiednim władzom przekroczenie dopuszczalnego poziomu szkodliwych substancji w partii surowców bio które, jak się potem okazało, były przechowywane w poenerdowskim magazynie od środków ochrony roślin. Ponieważ wszyscy pośrednicy mieli pełną dokumentację, bez problemu dało się ustalić źródło skażenia.

Planowana jest korekta systemu, żeby obowiązek zgłoszenia leżał nie po stronie producenta, tylko po stronie laboratorium wykonującego badanie - bo duża część producentów zleca wykonywanie badań laboratoriom zewnętrznym.

Spotykam często twierdzenia, że w Polsce, to dopiero żywność jest zdrowa i nie zanieczyszczona substancjami szkodliwymi. Myślę, że wątpię. To raczej tylko wrażenie wywołane małą ilością kontroli. Nie słyszałem żeby Sanepid wykrył kiedykolwiek jakąś naprawdę grubą aferę. A przecież one istnieją - przypomnę tu aferę z wędlinami z Constaru, wykrytą przez dziennikarzy, a nie przez jakiekolwiek regularne mechanizmy. Szalonych krów też w Polsce nie było, dopóki nie zaczęto ich badać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Skomentuj

Jajako pragmatyk o katastrofie w Smoleńsku

Z raportu nie dowiedziałem się wiele nowego. Bo i co takiego sensacyjnego mogło się tam pojawić? Faktycznie interesujące było nałożenie ścieżki dźwiękowej na symulację lotu, to pozwala dokładniej zrozumieć tempo wydarzeń. Ale to tylko szczegóły, nic naprawdę nowego. Moje nowe przemyślenia dotyczą oczekiwań różnych ludzi co do raportu.

Zewsząd słyszę i czytam zastrzeżenia, że raport jest nie taki jak trzeba, bo nie ma w nim o winie strony rosyjskiej. Spójrzmy więc może na raport z pragmatycznego punktu widzenia.

Jako inżynier przypomnę, że raporty sporządzane po katastrofie nie są robione po to żeby dokopać winnym, tylko po to żeby uniknąć podobnego zdarzenia w przyszłości. Komisja badająca sprawę to nie jest sąd i nie zajmuje się sądzeniem kto personalnie jest winien katastrofie, tylko szuka przyczyn systemowych. Zadaniem odpowiednich władz jest potem usunięcie tych wad systemu.

Raport komisji nieźle wypunktował przyczyny systemowe leżące po stronie polskiej, w sumie nie mówiąc jednak nic, co nie byłoby w jakiśtam sposób znane. Zresztą nie był to pierwszy raz, wnioski z katastrofy samolotu CASA były przecież zbliżone. Teraz trzeba się wreszcie wziąć za czyszczenie tego bagienka.

Sceptycy mówią jednak: "Ale oni wcale nie zbadali tych przyczyn systemowych po swojej stronie!". No dobrze, ale właściwie dlaczego miałoby to nas obchodzić? Jeżeli Rosjanie nie chcą poprawić swojego systemu, to to jest tylko i wyłącznie ich problem. Skąd taka troska o stan rosyjskiego lotnictwa u zagorzałych rusofobów? - bo to przecież głównie oni wysuwają zarzuty co do raportu. Martwmy się raczej żeby u nas coś się poprawiło, bo inaczej znowu będziemy mieli jakąś katastrofę w lotnictwie wojskowym.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Katastrofa Smoleńsk

Skomentuj

Żegnaj NRD Extra: Stemple kontroli granicznej

Mam oczywiście coś do powiedzenia o raporcie z katastrofy smoleńskiej, ale zamierzam zrobić notkę o sprawach ogólniejszych opartą na tym przykładzie. Temat musi dojrzeć, więc dziś o NRD-owskich stempelkach kontroli granicznej.

Gdy NRD-owscy WOP-iści sprawdzali wraz z polskimi paszporty w pociągu, rzucała się w oczy różnica w ich wyposażeniu. Polacy mieli zwyczajne mapniki za skóry (pamiętam że w liceum był szpan na chodzenie z takim zamiast teczki), a stemple przybijali przykładając paszport do szyby. NRD-owcy natomiast mieli na piersi eleganckie, specjalnie wykonane teczuszki z aluminiowym szkieletem, po otwarciu ich mieli niewielki stolik do położenia i przystemplowania paszportu, w zasięgu ręki kartotekę do sprawdzania zastrzeżeń, lampkę ze świetlówką (jeżeli dobrze pamiętam) i liczniki, takie mechaniczne na przycisk, do robienia statystyki.

NRD-owska kontrola graniczna

NRD-owska kontrola graniczna www.nva-forum.de

 Polskie stemple były też bardzo zwyczajne, a NRD-owcy mieli takie z mechaniką i stemplowali na dwukolorowo. Na stemplu widzimy:

  • W prawym górnym rogu samochód osobowy i ciężarówkę - czyli to stempel z przejścia drogowego. Na przejściu kolejowym stemplowali stemplem z pociągiem, jak na lotnisku to nie wiem, ale pewnie z samolotem.
  • Na dole nazwa przejścia, nie wiem co oznaczał numer.
  • Na środku data (dwie cyfry dnia miesiąca, dwie cyfry miesiąca, ostatnia cyfra roku), strzałka do środka - wjazd, na zewnątrz - wyjazd, dalej to chyba godzina. Jak widać dwa poniższe stemple są z trzeciego października 1989.
Stempel NRD-owskiej kontroli granicznej - przejście Pomellen

Stempel NRD-owskiej kontroli granicznej - przejście Pomellen

 

Stempel NRD-owskiej kontroli granicznej - przejście Stolpe

Stempel NRD-owskiej kontroli granicznej - przejście Stolpe

Natomiast ten jest starszy - 17.08.1987.

Stempel NRD-owskiej kontroli granicznej - przejście Wartha

Stempel NRD-owskiej kontroli granicznej - przejście Wartha

 

 

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (1)

Jak to się robi w Niemczech: Testy artykułów konsumenckich

Niemcy są krajem, w którym bardzo rozwinięta jest ochrona konsumentów. Dziś o testach produktów obecnych na rynku.

Logo Stiftung Warentest

Logo Stiftung Warentest Źródło: Wikipedia

W roku 1964 roku, po wieloletnich dyskusjach powstała powołana do życia przez rząd niemiecki instytucja o nazwie Stiftung Warentest (Fundacja Testowania Produktów). Jest to niezależna fundacja dofinansowywana z budżetu, której zadaniem jest, jak sama nazwa wskazuje, testowanie obecnych na rynku produktów i publikacja wyników testów. Drugim (a w zasadzie pierwszym) oprócz dotacji budżetowej źródłem finansowania fundacji jest sprzedaż tych właśnie wyników testów. Dofinansowanie budżetowe ma być wyłącznie rekompensatą za zakaz publikowania reklam.

Fundacja wydaje sporo:

Logo Test

Logo Test Źródło: Wikipedia

Miesięcznik Test, zawierający właśnie testy produktów. Wydawany jest już od 1966 roku i rozchodzi się średnio w nakładzie ponad 500.000 egzemplarzy. Zdecydowana większość nakładu (432.000) sprzedawana jest w prenumeracie. Oprócz regularnego miesięcznika wydawane są wydania specjalne zawierające testy pogrupowane tematycznie i roczniki z wszystkimi testami wykonanymi w danym roku.

Logo Finanztest

Logo Finanztest Źródło: Wikipedia

Miesięcznik Finanztest, w którym publikowane są testy i porady dotyczące lokat, ubezpieczeń i podatków. Pismo to pojawiło się na rynku w roku 1991 i jego nakład jest niższy - ok. 250.000 egzemplarzy (z czego 205.000 w prenumeracie). Tu też są wydania specjalne i roczniki.

Książki

Fundacja wydaje sporo książek poświęconych omówieniu jakiejś grupy produktów. Na przykład była taka, w której przeanalizowano dużą grupę leków bezreceptowych oceniając, co działa na pewno, co ma szanse działać, a co jest tylko nabijaniem kasy. Mimo że drogie, warto kupić.

Fundacja Warentest bardzo dba o swoje dobre imię a zwłaszcza o to, aby nie powstał nawet cień podejrzenia o stronniczość lub zależność od jakiejkolwiek firmy. Nie zamieszcza na przykład w swoich publikacjach jakichkolwiek reklam (poza reklamami własnych wydawnictw).

Podobnie wysokie standardy obowiązują przy testach. Towary do testów zawsze są kupowane anonimowo w kilku sklepach w różnych rejonach kraju. Testy wykonywane zlecane niezależnym, specjalistycznym instytutom naukowym. Test użytkowania przeprowadza odpowiednio pod względem statystycznym dobrana grupa amatorskich testerów. Metodologia testów i kryteria oceny są zawsze publikowane i jest to bardzo interesująca lektura, przynajmniej dla inżyniera.

Zdarza się, że jakiś producent poczuje się niesprawiedliwie oceniony, niektórzy idą z tym nawet do sądu, ale tylko wyjątkowo sąd przyznaje im rację. W zdecydowanej większości wypadków okazuje się, że ocena była uzasadniona. Właściwie w ostatnich 20 latach to chyba tylko dwa razy fundacji zdarzyła się poważniejsza wpadka: raz gdy w tabelce zrobionej w Excelu, w której oceniali jakieś ubezpieczenia coś im się pomieszało i wyniki były błędne, drugi raz gdy oceniali bezpieczeństwo stadionów na Mundial 2006 i ich zastrzeżenia rzeczywiście były niesłuszne a opierały się na błędnych pomiarach.

Każda taka wpadka to dla prasy, radia i telewizji omalże breaking news, dostaje im się wtedy od wszystkich. To jest dopiero nacisk. Ale z drugiej strony fundacja ma nieprawdopodobny wpływ na rynek - pamiętam że w początku lat 90-tych producenci chwalili się na plakatach gdy otrzymali ocenę befriedigend (zadowalający). Dziś produkt który otrzyma taką ocenę nierzadko wypada z rynku!

Testy fundacji można nabyć w różny sposób. Na przykład kupując ich pismo. Ale oczywiście akurat gdy potrzebny jest test jakiejś grupy produktów to w aktualnym numerze go nie ma. Można pismo zaprenumerować, ale jest lepsza i tańsza metoda: Wszystkie testy i artykuły są dostępne w sieci. Jest jednak drobny haczyk: Nowsze testy są płatne. Cena jednego artykułu wynosi od 0,50 do 2 Euro. Jak potrzeba jeden, czy dwa, to nie ma sprawy, ale wzięłoby się jeszcze o tym, albo o tamtym...

W takiej sytuacji trzeba podejść inaczej. Trzeba zapłacić za ograniczony tylko czasowo dostęp do archiwum. W tej chwili kosztuje to 7 Euro za miesiąc, wcześniej oferowano dwie godziny za parę euro, ale w dobie szybkiego internetu to nie był dla fundacji dobry interes. Przez te dwie godziny można było sobie ściągnąć wszystko, co podeszło i jak leci, a poczytać dopiero później.

 

Logo Ökotest

Logo Ökotest Źródło: Wikipedia

Fundacja ma też prywatnego konkurenta - pismo "ÖKO-TEST". Ale ja ich nie cenię. Oni robią swoje testy maksymalnie tanio i w praktyce ograniczają się do analizy chemicznej na zawartość szkodliwych substancji + absolutnie podstawowy test użytkowania. O ile przy żywności albo kosmetykach byłoby to jeszcze mniej więcej OK, to ocena na przykład tornistra na tej podstawie nie jest jakaś szczególnie miarodajna. Bardziej złożonych produktów, na przykład elektroniki nie testują wcale. Więc jeżeli na produkcie widzicie dobrą ocenę ÖKO-TESTu to nie znaczy, że ten produkt jest dobry. Znaczy to najwyżej, że jest nieszkodliwy dla zdrowia.

Na koniec jeszcze anegdota: Pamiętam że w początku lat 90-tych fundacja przetestowała różne prezerwatywy, w tym również produkcji polskiej (nie pamiętam dokładnie skąd im się wzięła akurat polska, ale chyba postanowili zrobić porównanie ponadregionalne). Polska prezerwatywa wypadła w teście bardzo źle, i jakaś pani z polskiego ministerstwa zdrowia publicznie w radiu wysuwała w stosunku do fundacji zarzuty o chodzenie na pasku rządu i celową walkę z polskimi producentami. Gdyby powiedziała to w Niemczech, to by wkrótce dostała pozew.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (1)

Blog roku 2010 – Głosowanie rozpoczęte!

Od dziś (11.01.2011), od godziny 15:00 do 20.01.2011 do godziny 12:00 można głosować na blogi w konkursie "Blog Roku 2010". Zachęcam do oddania głosu na mój blog!

Wyślij SMS o treści D00082

(to są zera, a nie wielkie litery 'o')

na numer 7122.

Działa to tak (tutaj regulamin konkursu):

  • Z jednego numeru telefonu można zagłosować na dany blog tylko raz.
  • Głosowanie jest możliwe tylko z krajowych numerów sieci: Era, Plus, Orange i Play.
  • Koszt SMS to 1,23 PLN brutto (z VAT).
  • W przypadku przesłania SMS-owego głosu spoza terenu Polski operator sieci gsm może naliczyć dodatkową opłatę roamingową zgodnie z taryfą danego operatora.
Blog roku 2010

Blog roku 2010

Głosowanie Blog Roku 2010

Głosowanie Blog Roku 2010

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Organizacyjne

Skomentuj

Jak to się robi w Niemczech: Zarobki księży

W pewnej dyskusji w sieci padło interesujące pytanie: Ile w Niemczech zarabia ksiądz?. Przyznam, że nie miałem o tym pojęcia, ale chwilę poszukałem i wyniki są interesujące.

Księża w Niemczech wynagradzani są według siatki płac obowiązującej w sektorze publicznym, przewidzianej dla urzędników, sędziów i żołnierzy, zdefiniowanej w Bundesbesoldungsgesetz. Od swoich wynagrodzeń płacą oni podatki według normalnych zasad, płacą ryczałtową składkę na ubezpieczenie zdrowotne (ok. 250 euro), ale nie płacą składek na ubezpieczenia społeczne. W Niemczech różnym sytuacjom życiowym przyporządkowane są różne klasy podatkowe (Steuerklasse, muszę też kiedyś napisać o tym notkę), ksiądz katolicki jako osoba samotna ma najmniej korzystną klasę I, żonaty pastor będzie miał bardziej korzystną klasę (klasa podatkowa odpowiada w pewnym zakresie obowiązującej w Polsce koncepcji wspólnego rozliczania się małżonków). Pastor dzieciaty ma oczywiście ulgę na dziecko, Kindergeld itd.

W siatce płac ustalone są grupy wynagrodzeń dla różnych stanowisk, podzielone jeszcze na klasy.

Ksiądz zaczyna od grupy A13, tak jak na przykład kierownik szkoły podstawowej z od 80 do 180 uczniów, początkujący lekarz, albo major. Taryfa ta obowiązuje dla proboszcza, wikarego, itp.

W wieku około 40 lat ksiądz przechodzi do grupy A14, jak ordynator, a w wojsku podpułkownik.

Nieliczni księża awansują do grupy A15 (ambasador) a nawet A16 (pułkownik).

Do tego księża otrzymują generalnie "trzynastkę" i dodatki tak jak w służbie cywilnej - zasiłek urlopowy itp.

Zauważmy, że księża prawie zawsze mieszkają w domu parafialnym lub zgromadzeniu zakonnym i nie płacą (lub płacą bardzo niewiele) za mieszkanie. Ta różnica polega opodatkowaniu jak dodatkowy dochód. Na ubezpieczenie zdrowotne, OC  na samochód itp., księża mają preferencyjne taryfy, mają też bezpłatne konta w kościelnych bankach. Koszty pomocy domowej są pokrywane w 50-75% ze środków diecezjalnych (czytaj: podatku kościelnego). Dojazdy do pracy są całkowicie zwracane przez pracodawcę, inni podatnicy mogą je najwyżej odliczać od podstawy opodatkowania.

Teraz uwaga, będą konkretne sumy w widełkach. Już widzę jak niektórzy czytelnicy robią facepalma, że zły zawód sobie wybrali. Poniższe sumy to zarobki brutto, w nawiasie netto dla księdza katolickiego lub bezdzietnego pastora, po odliczeniu ryczałtowego ubezpieczenia zdrowotnego. "Trzynastki" i inne dodatki nie są tu doliczone.

Grupa uposażenia Brutto od Brutto do Netto od Netto do
A13 3403.19 € 4375.53 € 2424.55 € 3008.65 €
A14 3499.83 € 4759.09 € 2485.06 € 3224.28 €
A15 4277.90 € 5373.77 € 2952.43 € 3566.59 €
A16 4719.23 € 5986.47 € 3202.10 € 3907.81 €

Pensje księży finansowane są z podatków kościelnych.

Inaczej wygląda sprawa z wyższymi funkcjonariuszami kościelnymi. Ich pensje finansowane są przez państwo według innych taryf. I tak:

Kanonik, ordynariusz, biskup pomocniczy - B2, jak na przykład dyrektor departamentu

ordynariusz, biskup pomocniczy - B3, jak Direktor beim Bundesnachrichtendienst

Biskup - B8, jak na przykład szef urzędu statystycznego.

Konkretne sumy:

Grupa uposażenia Brutto Netto
B2 6242.51 € 4150.44 €
B3 6610.12 € 4255.14 €
B4 8683.31 € 5499.68 €

Około 2/3 zebranego podatku kościelnego idzie na uposażenia księży i pracowników świeckich kościołów.

Źródła:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (3)

Jak to się robi w Niemczech: Sylwester z „Dinner for one”

Sylwester już za nami, ale na chwilę do niego wrócę.

W Polsce mamy nową, świecką tradycję, że na Boże Narodzenie w telewizji musi być "Kevin sam w domu". W Niemczech mają podobną tradycję dotyczącą Sylwestra, tyle że znacznie starszą. W Niemczech nie ma Sylwestra bez skeczu "Dinner for one".

Dinner for one to skecz wyprodukowany przez NDR już w roku 1963. Autorem skeczu był angielski komik Lauri Wylie, grali w nim aktorzy również angielscy Freddie Frinton i May Warden. Skecz nie nadaje się do cyklu "Smieszne po niemiecku", bo jest całkowicie po angielsku (poza wprowadzeniem), jednak jest łatwo zrozumiały również dla nie znających tego języka.

W skeczu Miss Sophie, staruszka z klasy wyższej, obchodzi swoje dziewięćdziesiąte urodziny. Zaprasza na nie, jak co roku, swoich czterech przyjaciół - są to Sir Toby, Admiral von Schneider, Mr. Pommeroy i Mr. Winterbottom. Przygotowaniem przyjęcia i obsługą gości zajmuje się jej służący James. Problem polega na tym, że ci czterej przyjaciele zmarli już wiele lat temu i ich role - jedzenie, wznoszenie toastów itp. - musi grać służący, oczywiście upijając się toastami coraz bardziej.

Skecz zbudowany jest na paru running gagach, z których gag słowny („The same procedure as last year, Miss Sophie?“ - „The same procedure as every year, James“ ) wszedł do języka potocznego i to po angielsku.

Dinner for one jest pokazywany od tego 1963 roku na Sylwestra we wszystkich niemieckich programach regionalnych. Tak często, że w już w 1988 wpisano go do Księgi rekordów Guinessa jako najczęściej powtarzaną produkcję telewizyjną. Oglądalność skeczu jest niesamowita, na przykład w rekordowym roku 2004 obejrzało go 15,6 milionów widzów niemieckich.

Skecz jest często parodiowany i naśladowany, ostatnio w Sylwestra widziałem zrobione w ten sposób odcinki Wissen mach Ah i Bernd das Brot. A na pewno było tego więcej, bo to były wszystkie dwa programy sylwestrowe, które nagrały się na moim video gdy byłem w kraju.

Skecz jest absolutnie kultowy, na przykład kilka lat temu na weselu mojego krewnego, zagrali go jego znajomi.

A teraz skecz:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (1)

Jak to się robi w Niemczech: Święto Trzech Króli

Jak się właśnie dowiedziałem, w Polsce uchwalono nowy dzień wolny od pracy - 6 stycznia, Trzech Króli. Motywując to tym, ze w innych krajach, na przykład w Niemczech, jest to również dzień wolny od pracy.

Nie będę się wpuszczał w analizy ekonomiczne czy Polskę na to stać czy nie, chcę tylko zdemaskować kłamliwy argument o Niemczech: Generalnie w Niemczech nie jest to dzień wolny. Szóstego stycznia nie pracują tylko trzy landy: Baden-Württemberg, Bayern i Sachsen-Anhalt. Cała reszta, włącznie z Hesją (czyli ja też), idzie normalnie do pracy.

Zresztą ta niejednorodność robi trochę problemów - firma w której pracuję ma swoją centralę w Bawarii. Nasz oddział jest w Hesji, więc mamy o ten dzień w styczniu więcej do pracowania, za tą samą płacę. Do tego jeżeli ktoś z naszego oddziału siedzi u klienta w Bawarii (a najbliższą Bawarię mamy o zaledwie 50 kilometrów, w Aschaffenburgu) to często nie może pracować (bo w firmie nikogo nie ma) i ten dzień musi odpracować. Odwrotnie jest gdy ktoś z Norymbergi siedzi u klienta w Hesji - idzie tego dnia do pracy i liczą mu się nadgodziny.

No ale wracając do tematu: O tym że w Niemczech szósty stycznia jest wolny nakłamali nawet w liście pasterskim biskupi. Nikomu nie można wierzyć, wszystkich trzeba sprawdzać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (2)

Zmiany, zmiany, zmiany…

Jak widać, wziąłem się za wystrój mojego bloga. Jak zapewne można zauważyć zgłosiłem się do konkursu Blog Roku 2010. Spojrzałem na inne blogi zgłoszone w tej samej działce i stwierdziłem, że ze standardowym CSS-em przegrywam z nimi wszystkimi już po spojrzeniu na miniatury. I cóż zrobić - trzeba się było wreszcie wziąć do roboty. Nie jest to to, co sobie już dawno wymarzyłem - moje mierne zdolności plastyczne nie pozwalają na zrealizowanie mojej wizji. Ale mam nadzieję, że jest lepiej niż było.

Zamierzam jeszcze co nieco poprawić, ale już teraz będę wdzięczny za konstruktywną krytykę i porady.

I zachęcam do głosowania na mój blog. Początek głosowania 11 stycznia - przypomnę jeszcze o tym terminie osobnym wpisem.

Blog roku 2010

Blog roku 2010

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Organizacyjne

Komentarze: (11)

Żegnaj NRD Extra: Wolność dla Egona Olsena

Obejrzałem przed chwilą w polskiej telewizji jeden z filmów o gangu Olsena i naszły mnie wspomnienia z NRD.

Cykl filmów o Egonie Olsenie i jego bandzie kręcili przez wiele lat Duńczycy. Filmy te były bardzo popularne w Danii, mniej poza jej  granicami. Z dwoma wyjątkami: Polski i NRD.

Pamiętam te filmy z kin w Polsce, ale również z NRD-owskiej telewizji. Próbowano je pokazywać w RFN, ale nie zyskały popularności, możliwe że głównie z powodu marnego dubbingu. NRD-owski był o wiele lepszy.

 Dla tych którzy nie oglądali żadnego odcinka: Seria to komedie kryminalne raczej dla młodzieży, opowiadające o "gangu" dowodzonym przez Egona Olsena. Egon na początku każdego odcinka wychodzi z więzienia mając opracowany precyzyjny plan skoku. W realizacji planu pomagają mu Benny Frandsen - umiejący prowadzić dowolny pojazd i otwierający wszelkie zamki (poza zamkami sejfów firmy "Franz Jäger, Berlin", które otwiera Egon) i Kjeld Jensen - gruby pantoflarz z lekarską torb pełną niezbędnych do realizacji planu przyborów. Są to oczywiście filmy co najwyżej klasy B, ale dość sympatyczne i zabawne, a plany Egona robią wrażenie nawet gdy na koniec nie wychodzą, a sam Egon wraca do więzienia.

W NRD seria miała status kultowy. Co pewien czas puszczano w telewizji wszystkie odcinki po kolei, pamiętam że zapowiadał je sam Ove Sprogøe, aktor grający Egona Olsena.

Memy serii przeniknęły do polityki - gdy Ericha Honeckera zastąpił Egon Krenz, demonstranci na ulicach nosili transparenty z pytaniami „Egon, hast du einen Plan?“ (Egon, czy masz plan?) albo „Egon, wir sind nicht die Olsenbande“ (Egon, nie jesteśmy gangiem Olsena). To można wyczytać w Wikipedii. Ale pamiętam też coś nie opisanego w Wiki. Mianowicie młodzież NRD-owska wypisywała w rożnych miejscach, zwłaszcza na ławkach w szkole albo na pulpitach w salach wykładowych hasło: "Freiheit für Egon Olsen" (Wolność dla Egona Olsena). W ten sposób sympatyczny, nieudaczny przestępca stawał się symbolem buntu przeciwko systemowi. I Stasi nie mogło się przyczepić. Czyż nie było to coś z ducha polskiej Pomarańczowej Alternatywy?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (2)