Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Szacun na dzielni

Szacun na dzielni trzeba sobie wyrabiać od małego. Nasza spółdzielnia ci to umożliwi. (Zdjęcie oczywiście z Polski)

Siłownia jako plac zabaw

Siłownia jako plac zabaw

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (2)

Śladami NRD/Żegnaj NRD Update: Stacja Friedrichstrasse

O przejściu granicznym na stacji S-Bahnu Friedrichstrasse w Berlinie pisałem w odcinku 44. Teraz aktualne zdjęcia zrobione podczas pobytu w Berlinie. Zdjęć z czasów NRD oczywiście nie mam, myślę że jakiekolwiek zdjęcia wnętrza dworca z tamtych czasów byłyby trudne do zdobycia - obowiązywał tam bezwzględny zakaz fotografowania, przy takiej koncentracji strażników zrobienie zdjęć wymagałoby użycia sprzętu szpiegowskiego.

Na parterze za NRD znajdowały się stanowiska odprawy paszportowej. Byłem tam tylko parę razy w drugiej połowie 1989, pamiętam labirynt barierek, ścianki działowe i kilka budek w których siedzieli WOPiści. Każdy paszport po otwarciu wtykali do jakiegoś urządzenia, prawdopodobnie fotografującego dokumenty. Dziś nie ma po tym śladu, chociaż elementy dawnego wystroju pozostały.

Stacja Berlin Friedrichstrasse

Stacja Berlin Friedrichstrasse

Górny poziom to dziś peron S-Bahnu i dwa perony kolejowe. Poniższe zdjęcia są robione z peronu S-Bahnu (kiedyś części "wschodniej" dworca). Za czasów NRD dworzec był podzielony ścianą - z jednej strony był peron S-Bahnu połączony z siecią wschodnią, z drugiej strony tory S-Bahnu prowadziły tylko w stronę zachodnią, od strony wschodniej jeden odcinek wiaduktu był usunięty żeby nie było pokusy forsowania granicy lokomotywą. Trzeci peron miał przelotowe tory kolejowe - przejazd pociągu musiał jednak być możliwy, w końcu pociągi do Berlina Zachodniego musiały kursować. Każdy pociąg był dokładnie sprawdzany czy nikt nie próbuje nim uciec, po torach pod wagonami przepuszczano specjalnie tresowane psy. A na galeryjkach po obu stronach hali dworca stali żołnierze z gotową do strzału bronią automatyczną w rękach.

Stacja Berlin Friedrichstrasse

Stacja Berlin Friedrichstrasse

 

Stacja Berlin Friedrichstrasse

Stacja Berlin Friedrichstrasse

Dworzec Friedrichstrasse miał jeszcze jeden poziom - podziemny. Za czasów NRD był on niedostępny dla normalnych obywateli. Ponieważ ta część Berlina Wschodniego zachodziła na pierścień linii U-Bahnu i podziemnego S-Bahnu leżący poza tym na terenie zachodnim, tymi liniami pod spodem jeździły pociągi zachodnioberlińskie. Dostęp do paru innych stacji leżących po stronie wschodniej został całkowicie zablokowany. Tutaj metro i S-Bahn zatrzymywały się, jednak perony leżały "za granicą". Można się było na nie dostać dopiero po odprawie paszportowej. Tu znajdował się też dostępny z Zachodu sklep "Intershopu", przedstawicielstwa państwowych NRD-owskich firm spedycyjnych itp. To tu można było kupić wspomniane w odcinku 44 dokumenty tranzytowe. No i było też tam podobno specjalne przejście dla szpiegów.

Przy okazji do odcinka 44 dodałem zdjęcia dworca.

Jeszcze dla orientacji: Położenie stacji Friedrichstrasse na planie Berlina gdzieś z początku lat 70-tych (nie ma tam nigdzie roku wydania ani na który rok to stan).

Stacja Berlin Friedrichstrasse na NRD-owskim planie Berlina, ok. 1970

Stacja Berlin Friedrichstrasse na NRD-owskim planie Berlina, ok. 1970

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (21)

Śladami NRD/Żegnaj NRD Update: Przejście graniczne Wartha

O przejściu granicznym między NRD a RFN koło Eisenach pisałem w odcinku 25. Wracając z wakacji zrobiłem parę zdjęć w Rasthofie Eisenach, który wykorzystuje część budynków dawnego przejścia granicznego po stronie NRD.

Najpierw przypomnę zdjęcie przejścia z lat 80-tych zalinkowane w notce.

Przejście graniczne Wartha

Przejście graniczne Wartha Źródło: www.grenzzaunlos.de

 Zdjęcie pochodzi z interesującej strony "Überwundene Grenze" (Przezwyciężona granica) i zostało podobno wykonane przez armię RFN podczas lotu zwiadowczego w rejonie nadgranicznym w roku 1985 - wkrótce po wybudowaniu przejścia.

Z widocznych na zdjęciu budynków do dziś przetrwały: wieża na środku (ta ciemna, zdjęcie jest wykonane nad ranem, pod światło), i budynek na prawo od niej (kontrola na wjeździe). Zadaszenie nad częścią wjazdową zostało przebudowane, możliwe że część zadaszenia została po prostu ustawiona inaczej.

Następne zdjęcie, też z "Überwundene Grenze", zostało wykonane w roku 1990.

Przejście graniczne Wartha

Przejście graniczne Wartha Źródło: www.grenzzaunlos.de

Dziś mieści się tu Rasthof Eisenach.

Rasthof Eisenach na miejscu przejścia granicznego Wartha

Rasthof Eisenach na miejscu przejścia granicznego Wartha

Rasthof Eisenach

Rasthof Eisenach na miejscu przejścia granicznego Wartha

Pod dachem zamiast stanowisk do odprawy jest teraz stacja benzynowa, a sam budynek został z zewnątrz ładniej pomalowany (przedtem był szary jak wszystko w komunizmie) i zaadaptowany na rasthof. W środku można poczuć jeszcze NRD i to nie jako atrakcję dla turystów, a tylko dlatego że adaptacja była szybka, tania i wkrótce po zjednoczeniu.

A w wieży jest, zdaje się, knajpa, w środku jednak nie byłem.

Rasthof Eisenach

Rasthof Eisenach na miejscu przejścia granicznego Wartha

Przy okazji w notce 25 podmieniłem zdjęcie Rasthofu Eisenach na własne.

A tak swoja drogą, to jakie duże drzewa zdążyły już wyrosnąć od zjednoczenia.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (2)

Zielony sos frankfurcki

Drugą potrawą z Frankfurtem w nazwie jest zielony sos frankfurcki (Frankfurter Grüne Sauce).

Zielony sos robi się z dużej ilości liści siedmiu ziół. W jego skład według klasycznego miejscowego przepisu wchodzą:

Niezły zestaw, poza pietruszką, szczypiorkiem i szczawiem nie rozpoznałbym na polu właściwych roślin. Nawet rzeżuchy nie, bo normalnie widzi się ją tylko małą, hodowaną na talerzu. W dobrym zestawie żadnego z ziół nie ma więcej niż 30%, dodawanie koperku lub zastępowanie nim brakujących gatunków jest uznawane za fałszerstwo (bo wtedy wychodzi Kasseler Grüne Sauce - Zielony sos z Kassel).

A tych liści bierze się dużo, paręset gram. Sieka się je bardzo drobno, miesza z czymś mlecznym (Schmandem, kwaśną śmietaną albo jogurtem) i pokrojonymi jajkami na twardo, przyprawia solą, pieprzem i czym tam kto lubi i podaje, na zimno, na ziemniaki. I to jest naprawdę dobre. Oczywiście jak to w takich przypadkach każdy ma trochę inny przepis.

Odpowiedni zestaw ziół można kupić świeży, zawinięty w wilgotny papier,

Frankfurcki Zielony Sos świeży

Frankfurcki Zielony Sos świeży

albo mrożony, już posiekany.

Frankfurcki Zielony Sos mrożony

Frankfurcki Zielony Sos mrożony

Dla leniwych są też gotowe sosy, tylko polać ziemniaki i już, ale to oczywiście nie to.

Tradycyjnym miejscem uprawy ziół na zielony sos frankfurcki jest sąsiednia dzielnica Oberrad. Tam też powstał Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego.

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Składa się on z siedmiu małych szklarni, po jednej na każde zioło, każda w nieco innym odcieniu koloru zielonego.

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Nazwa zielonego sosu frankfurckiego ma status Chronionej Nazwy Pochodzenia.

Nie wiadomo dokładnie skąd ta potrawa do Frankfurtu przywędrowała, jako możliwe inspiracje podaje się włoski Salsa verde który miałby być przywieziony przez włoską rodzinę Bolongaro, albo francuski Sauce verte przywieziony przez osiedlających się w tej okolicy po roku 1685 Hugenotów. Zioła trudne do zdobycia na miejscu miałyby być zastąpione miejscowymi i tak miał się narodzić zielony sos frankfurcki.

Wielkim fanem zielonego sosu frankfurckiego miał być Goethe, jako minister w Weimarze kazał podobno przysyłać sobie karetą pocztową z Frankfurtu zielony sos robiony przez jego mamusię. Jego mamusia miałaby ten sos wymyślić, ale inni twierdzą, że to wszystko to tylko legendy miejskie. W listach Goethego nie ma żadnej wzmianki o zielonym sosie, a karety pocztowe woziły z Frankfurtu salceson.

W każdym razie wariant frankfurcki zielonego sosu pojawia się w źródłach pisanych dopiero od 1860 roku.

 

Wszystko to podaję jako ciekawostki, bo nie bardzo wierzę w możliwość zrobienia dokładnie takiego sosu gdzieś z dala od Frankfurtu - trudno będzie kupić część z wymaganych ziół. No chyba że ktoś się dobrze zna i zbierze sobie na łące. Radziłbym raczej przy okazji wizyty we Frankfurcie spróbować tej potrawy w jakiejś knajpie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Na ulicy widziane: Ale co??? (Już wiadomo: TVR Tasmin)

Któryś z sąsiadów jeździ czymś takim:

TVR 280i Tasmin, 1981–1988

TVR 280i Tasmin, 1981–1988


TVR 280i Tasmin, 1981–1988

TVR 280i Tasmin, 1981–1988

 Nie mam pojęcia, co to w ogóle jest. Nie ma żadnego znaczka, nazwy, nic co pomogłoby zidentyfikować markę. Nie wiem nawet który to sąsiad - to jest drugi samochód, jeżdżony tylko z rzadka, ani razu nie widziałem kto do niego wsiada.

Ktoś może taką markę zna?

EDIT: Przypadkiem znalazłem: Jest to TVR Tasmin. Trudno się dziwić, że nikt takiego pojazdu nie zna, bo zrobiono ich wszystkich tylko około 1200 sztuk, z czego duża część poszła do USA.

TVR 280i Tasmin, 1981–1988

TVR 280i Tasmin, 1981–1988

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Komentarze: (5)

Żegnaj NRD Update: „Ganz unten”

W bibliotekach tutaj regularnie urządzane są bazary, na których sprzedawane są używane książki. Pochodzą one najczęściej od ludzi, którzy po prostu przynoszą niepotrzebne już im pozycje do biblioteki. Ceny są bardzo niskie - 50 centów do 1,50 EUR, a panie z biblioteki najczęściej zaokrąglają jeszcze rachunek w dół.

Ostatnio wybrałem sobie parę pozycji pasujących do cyklu o NRD. Dziś o książce "Ganz unten" Güntera Wallraffa, o której pisałem w odcinku o kulturze w NRD.

Günter Wallraff - Ganz Unten

Günter Wallraff - Ganz Unten

Przy okazji dodałem do tamtego wpisu zdjęcie okładki.

Książka narobiła w tamtych czasach (1985) sporo hałasu w Niemczech, tylko w pierwszych sześciu tygodniach jej dystrybucji sprzedało się jej 1,6 miliona egzemplarzy. Potem pojawiły się jeszcze kolejne, uzupełnione wydania, film dokumentalny, tłumaczenia na inne języki i parę wydań w NRD.

W NRD kupił sobie ją jeden z moich współlokatorów, nie pamiętam który to był rok i czy było to przed czy po moim wyjeździe do RFN, ale przeczytałem ją, przyznaję że niezbyt dokładnie. Kojarzy mi się jakoś że wydanie NRD-owskie było chyba znacznie cieńsze od książki którą teraz kupiłem. Może to cieńszy papier, może mniejsza czcionka, a może jednak coś wycięli.

Przeczytałem "Ganz unten" ponownie po ponad dwudziestu latach. I muszę przyznać, że uczucia mam mieszane. Z jednej strony książka dokumentuje faktycznie istniejącą niechęć i wrogość do obcokrajowców. Z drugiej strony autor w wielu miejscach przegina. Zresztą już za pierwszym czytaniem wkręcanie faceta prowadzącego firmę wynajmującą pracowników w wynajęcie kogoś do posprzątania w elektrowni jądrowej po wypadku mocno mi przeszkadzało. A cała akcja z przebieraniem się za Turka z najniższej klasy niskiej i wpuszczaniem go w różne miejsca społeczeństwa była niewątpliwie zrobiona pod tezę. Według mnie, przed zakwalifikowaniem pewnych zachowań jako Ausländerfeindlichkeit (wrogość wobec obcokrajowców) warto byłoby zrobić próbę czy nie jest to po prostu wrogość do osób z niższej klasy. Szczególne wątpliwości nachodzą mnie, gdy autor próbuje jako zagrożony deportacją Turek ochrzcić się w katolickich parafiach w bogatych dzielnicach. Ciekawe czy udałoby mu się to, gdyby poszedł do tych samych parafii jako bezdomny Niemiec.

Może nie obracam się "ganz unten", ale mam wrażenie że przez ostatnie 25 lat sporo się zmieniło. Czasem na lepsze - na przykład nie spotkałem się przypadkami szykanowania personelu sprzątającego obcego pochodzenia przez klientów, opisywanymi w książce. W innych przypadkach trudno powiedzieć czy to zmiana na lepsze - różne zagrywki pracodawców (np. Leiharbeit - jak to jest po polsku?) odbierane przez autora jako szykanowanie Ausländrów stały się od pewnego czasu normalną praktyką biznesową stosowaną niezależnie od narodowości pracobiorcy.

Zachęcam do przeczytania "Ganz unten". Jest kawał prawdziwego, dobrego dziennikarstwa śledczego i książka która chociaż trochę zmieniła Niemcy na lepsze.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj

Pomyślmy: Ośmiornica Paul to symbol upadku Zachodu

Jak doniosła prasa (EDIT 2015-02-06: Link już zniknął):

"Irański prezydent Mahmud Ahmadineżad oświadczył, że niemiecka ośmiornica Paul, która wsławiła się, prawidłowo typując zwycięzców piłkarskich mistrzostw świata w RPA, symbolizuje całe zło zachodniego świata"

"(...)Powiedział m.in., że słynny głowonóg to symbol dekadencji i upadku "wrogów" Iranu. Jego zdaniem ośmiornica "szerzy zachodnią propagandę i przesądy". "

Jakby się na to nie patrzeć, to on ma rację. Przynajmniej co do meritum. Domaganie się zrobienia z Paula sałatki, bo coś przypadkiem się sprawdziło, to podstawowe niezrozumienie zależności przyczynowo skutkowych i myślenie magiczne. Dekadencja, upadek i przesądy. Kto by pomyślał, że zgodzę się w czymś akurat z Ahmadineżadem.

Jest jednak różnica w naszych poglądach: on krytykuje z pozycji religijnych - Nie wolno wierzyć w takie rzeczy, bo one nie są od naszego Boga, ja z racjonalnych.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Pomyślmy

Komentarze: (2)

Frankfurterki

Dziś o jednej z dwu potraw z Frankfurtem w nazwie - Frankfurter Würstchen. Wbrew pozorom to co innego niż Frankfurter czy frankfurterka.

W Polsce parówki uważane są za poślednią wędlinę i jest to uzasadnione - polskie parówki nigdy mi nie smakowały i nadal nie smakują - ale generalnie to tak nie jest. Dobre parówki są dobre. Żeby zrozumieć różnicę wystarczy porównać w Wikipedii hasło Parówka z hasłem Wiener Würstchen. Otóż w wersji polskiej pod podstawowy skład czytamy:

Wikipedia polska, hasło Parówka

odpadki mięsne nie nadające się do spożycia w formie nie przetworzonej i nie wykorzystywane w produkcji innych wędlin

 

Natomiast w wersji niemieckiej mamy:

Wikipedia niemiecka hasło Wiener Würstchen

verschiedene Teile Rindfleisch und/oder Schweinefleisch der Klasse I, Speck der Klasse II,

 

czyli wołowina i wieprzowina klasy I, boczek klasy II.

I chyba wszystko jasne.

Frankfurter Würstchen to parówki wyłącznie z mięsa wieprzowego, w jelicie owczym, w specjalny sposób wędzone. We Frankfurcie produkowane są podobno od średniowiecza. Ograniczenie wyłącznie do mięsa wieprzowego wynikało z tego, że kiedyś (przynajmniej we Frankfurcie) jeden rzeźnik nie mógł zajmować się i wieprzowiną i wołowiną, stąd produkty wieprzowo-wołowe nie istniały.

W początku XIX wieku jeden z frankfurckich rzeźników przeniósł się do Wiednia, uruchomił tam produkcją takich parówek, ale dodał do nich mięsa wołowego - tam frankfurckie ograniczenie nie istniało. Parówki te nazwał Frankfurter - frankfurterkami. Poza Austrią znane są one raczej jako Wariant wiedeński, czyli Wiener Würstchen.

Dziś Frankfurter Würstchen nie są produkowane w samym Frankfurcie, ale w pobliskim Neu-Isenburgu. A było to tak: W połowie XIX wieku, jeden z frankfurckich rzeźników, Georg Adam Müller, chciał powiększyć swój zakład i produkować parówki na większą skalę. Ponieważ frankfurckie przepisy na to nie pozwalały, w 1860 roku przeniósł produkcję do Neu-Isenburga. Po początkowych problemach z akceptacją przez klientów frankfurterek spoza Frankfurtu interes zaczął się kręcić. Najlepiej kręcił się konkurentowi MülleraWilhelmowi Luftowi, który  wymyślił metodę konserwacji parówek przez zalanie ich słoną wodą i zamknięcie w puszce. Od tego momentu możliwy stał się eksport wyrobów poza region. Było to w końcu lat 80-tych XIX wieku.

Original Frankfurter Würstchen

Original Frankfurter Würstchen

W 1903 roku Hans Wirth otworzył w Neu-Isenburgu kolejną firmę produkującą Frankfurter Würstchen. Szło mu tak dobrze, że w 1969 przejął również firmę Lufta. Obie firmy - G. A. Müller GmbH i Hans Wirth GmbH & Co. KG istnieją i produkują Frankfurter Würstchen do dziś.

POPRAWKA: Właśnie zajrzałem na stronę Hans Wirth GmbH i widzę, że niedawno zaprzestali działalności.

W Polsce prawdziwe Frankfurter Würstchen nie są znane, pod nazwą frankfurterka produkowane są małe kiełbaski. Często niezłe, ale to zupełnie co innego.

Jeszcze jedna historyjka o Frankfurter Würstchen: Kilka lat temu, przy okazji jakiejś dyskusji w Usenecie przeczytałem, że po I wojnie przy okazji Traktatu Wersalskiego odebrano Niemcom między innymi prawa do nazwy Echte Frankfurter Würstchen na teren USA (że niby ten znak towarowy tak wartościowy był), jednak teraz nie udaje mi się potwierdzić tej opowieści mimo intensywnego guglania.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (3)

Śladami NRD: The Story of Berlin

Akurat w tym samym kwartale w którym mieliśmy hotel znajduje się zachodnie muzeum o nazwie "The Story of Berlin".

Reklama przed wejściem do muzeum The Story of Berlin

Reklama przed wejściem do muzeum The Story of Berlin

Przy wejściu jest oczywiście Trabant i mur, dalej zaczynają się inne rzeczy.

Muzeum The Story of Berlin - Trabant

Muzeum The Story of Berlin - Trabant

Na początku przechodzimy przez imitację bramy i klatki schodowej typowej kamienicy czynszowej. Dalej zaczynają się sale pokazujące obrazki z historii Berlina. Niektóre nawet mi się podobały, ale to było fajne dla kogoś kto historię chociaż z grubsza zna. Trudno było jednak na ich podstawie wyjaśniać dziecku o co dokładnie chodzi - to byłaby dłuższa historia z niewielkim wsparciem w tekstach lub eksponatach z sali. Ale im dalej tym lepiej, już tak od wojny wystawa była bardzo dobra. Wojenne mieszkanie,

Muzeum The Story of Berlin - Mieszkanie czasów wojny

Muzeum The Story of Berlin - Mieszkanie czasów wojny

zawalona klatka schodowa w cieniu bomby,

Muzeum The Story of Berlin - Bomba

Muzeum The Story of Berlin - Bomba

dalej powojenne mieszkanie wschodnie

Muzeum The Story of Berlin - Mieszkanie powojenne wschód

Muzeum The Story of Berlin - Mieszkanie powojenne wschód

i zachodnie,

Muzeum The Story of Berlin - Mieszkanie powojenne zachód

Muzeum The Story of Berlin - Mieszkanie powojenne zachód

pamiątki z podzielonego miasta.

Dalej mają tam Volvo Honeckera (o którym już pisałem, niestety stoi tak, że nie da się zrobić porządnego zdjęcia),

Muzeum The Story of Berlin - Volvo Honeckera

Muzeum The Story of Berlin - Volvo Honeckera

parę segmentów muru,

Muzeum The Story of Berlin - Fragment muru

Muzeum The Story of Berlin - Fragment muru

i budkę graniczną z NRD-owskim WOPistą. Salę z murem i Volvo można sobie zamówić na imprezę.

Clou programu jest zwiedzanie schronu przeciwatomowego na ponad 3500 ludzi, ulokowanego pod tym samym kwartałem.

Muzeum The Story of Berlin - Wejście do schronu

Muzeum The Story of Berlin - Wejście do schronu

Historia jego jest taka, że władze Berlina Zachodniego dotowały budowę schronów dla cywili sumą około 1000 DM od miejsca. Inwestor budynku postanowił przeznaczyć dolny poziom parkingowy pod budynkiem na schron. Oglądałem kiedyś porządny schron według standardów wojskowych pod Urzędem Miejskim w Szczecinie wiec widziałem od razu, że ten w Berlinie to podpucha żeby wyciągnąć kasę. W końcu ponad trzy i pół bańki DM piechotą nie chodzą. No ale wrażenie robi. Schron wyposażony jest w składane, czteropoziomowe łóżka polowe rozparte miedzy podłogą a sufitem.

Muzeum The Story of Berlin - wnętrze schronu przeciwatomowego

Muzeum The Story of Berlin - wnętrze schronu przeciwatomowego

Normalnie poziom był wykorzystywany jako parking, łóżka były instalowane na żądanie w ciągu kilku dni (jak w tym dowcipie o obowiązku sprawdzania motopompy na najwyżej trzy dni przed pożarem). Śluza wejściowa w ogóle nie budzi zaufania i oczywiście nie istniał żaden realny plan ewakuacji ludności ze schronów po ataku jądrowym.
Podobno mimo tych dotacji w Berlinie powstało tylko około trzydziestu schronów dla ludności cywilnej. Na szczęście nie były i raczej już nie będą potrzebne.

Muzeum The Story of Berlin - Śluza wejściowa do schronu przeciwatomowego

Muzeum The Story of Berlin - Śluza wejściowa do schronu przeciwatomowego

A samo muzeum warto zobaczyć. Z Berlin Welcome Card 25% zniżki.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj

Śladami NRD: DDR Forever, a w Polsce jak kto chce

W bardzo dobrym punkcie, tuż obok Museumsinsel założono Muzeum NRD (DDR Museum).

DDR-Museum Berlin

DDR-Museum Berlin Źródło: www.ddr-museum.de

Jest to wspaniały przykład jak za niewielkie pieniądze zrobić biznes, do którego klienci z całego świata będą walić drzwiami i oknami. Pomieszczenie muzeum jest stosunkowo niewielkie, a eksponaty zgromadzono przede wszystkim przeszukując szafy i szuflady u znajomych. Najwięcej kosztowały specjalnie wykonane szafki ekspozycyjne.

DDR-Museum Berlin

DDR-Museum Berlin Źródło: www.ddr-museum.de

A z ciekawych eksponatów są tam:

  • Trabant, do którego można wsiąść i "przejechać się" przez osiedle z wielkiej płyty (znaczy na monitorze przed samochodem leci film z takiego przejazdu). Można też obejrzeć i pomacać wyposażenie z bagażnika - klucze, skrobaczki do szyb itp.
DDR-Museum Berlin

DDR-Museum Berlin Źródło: www.ddr-museum.de

  • Meblościanka z zawartością, można zaglądać do szafek i macać ich zawartość, oglądać książki itd.
DDR-Museum Berlin

DDR-Museum Berlin Źródło: www.ddr-museum.de

  • Kuchnia z zawartością, prawie wszystko można wziąć do ręki, tylko drobne części są za szybami żeby nie ginęły za szybko.
DDR-Museum Berlin - Kuchnia

DDR-Museum Berlin - Kuchnia

  • Mała salka kinowa z lecącym na okrągło filmem o budownictwie mieszkaniowym z początku lat 80-tych.
  • Mnóstwo wyrobów z NRD, wiele nawet do pomacania (ubrania, maszyna do pisania Erika itp.)
DDR-Museum Berlin - Maszyna do pisania Erika

DDR-Museum Berlin - Maszyna do pisania Erika

  • Parę NRD-owskich czasopism z modą do przekartkowania na komputerze.

Ekspozycja fajnie pogrupowana tematycznie, na przykład szafka robotnika, tornister ucznia, części i dokumenty samochodowe, przedszkole, szkoła, Jugendweihe...

A w kasie można kupić osiemdziesięciofenigową czekoladę Schlager Süßtaffel, oczywiście współczesną i znacznie drożej. Nie kupiłem (temperatura powietrza 35+ stopni, nie doniósłbym do hotelu), więc nie wiem czy imitacja wyrobu czekoladopodobnego wyszła im jak prawdziwa.
Całe muzeum jest oczywiście reklamowane wszędzie, w każdym hotelu leżą ulotki i karty rabatowe na darmową pocztówkę, na Berlin Welcome Card można mieć 25% zniżki na bilet itd. Do kasy stoi kolejka. A, i wszyscy na potęgę robią tam zdjęcia, ja teraz powymieniam sporo linkowanych zdjęć z cyklu o NRD na własne i dodam jeszcze trochę nowych.

Muzeum NRD było w 2008 nominowane do nagrody European Museum Of The Year.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

A potem pojechaliśmy do Szczecina. I zupełnie przypadkiem, od krewnych, dowiedzieliśmy się, że w Szczecinie też jest coś podobnego, w Muzeum Narodowym. Ze stron Narodowego w sieci nic się jednak nie udało o tym dowiedzieć. Poszliśmy do Narodowego na Wały Chrobrego (czyli Hackenterasse), tam jednak takiej ekspozycji nie było, myśleliśmy więc że już została zlikwidowana. Po dopytaniu u krewnych ustaliliśmy jednak, że wystawa jest w innym budynku Narodowego - Starym Ratuszu (czyli Muzeum Historii Szczecina). Rzeczywiście coś tam było, zestawiony był przedwojenny pokój typowego Hansa Stettinera z powojennym pokojem typowego Jana Szczecińskiego. Ale było tego niewiele, nic do dotknięcia, zabraniają nawet robienia zdjęć i nie można kupić Fotoerlaubnisu, nawet na zdjęcia bez statywu i lampy. Z późnego PRL było głownie o stanie wojennym. Specjalnie rozglądałem się za ulotkami z innych atrakcji Szczecina i okolicy - praktycznie nic. Nie muszę chyba pisać, że byliśmy w tym muzeum jedynymi zwiedzającymi, prawdopodobnie przez cały dzień przychodzi tam mniej ludzi niż tam pracuje. Czy, do cholery, w takim Narodowym nie można zatrudnić kogoś kto chociaż słyszał słowo marketing? Przecież tam nawet nie ma przyzwoitego sklepiku z pamiątkami - a przecież coś takiego jest obowiązkowe nawet w krajach mało cywilizowanych.
No i jak dzieciom albo wnukom pokazać, jak się żyło w PRL-u? Dziś można taką ekspozycję zorganizować za pół darmo (Maluch w cenie złomu, rzeczy z szaf i szuflad), za 10 lat będzie trzeba wydać na to majątek.

No i ponieważ nie można było robić zdjęć to nie dołączę żadnego i reklamy muzeum nie będzie miało. Dobrze że to już nie za moje podatki (ale pewnie i tak dostają coś z Unii niestety).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj