Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Las miejski: W lesie miejskim drzewo olewa ciebie

Spacerując po lesie miejskim napotykamy następujące ostrzeżenie:

Olewające drzewo

Olewające drzewo

Po przeskalowaniu wyszło trochę niewyraźnie, tekst w tłumaczeniu brzmi:

Od trzystu lat wszyscy mnie olewają,

Od dziś to ja was będę olewać.

Hmm. Czy to to drzewo?

Olewające drzewo

Olewające drzewo

Rzeczywiście, po zbliżeniu się do niego leje się woda.

Olewające drzewo

Olewające drzewo

Przyjrzenie się ujawnia zainstalowany wyżej czujnik ruchu.

Olewające drzewo

Olewające drzewo

Całkiem zabawne.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Na wystawie widziane: NSU Ro 80

Pisałem już o Vokswagenie K70, dziś o najciekawszej konstrukcji firmy NSU - Ro 80.

NSU Ro80, 1967-1977

NSU Ro80, 1967-1977

 Był to jeden z niewielu seryjnie produkowanych samochodów z silnikiem rotacyjnym (zwanym również silnikiem Wankla).  Stąd też pochodzą litery oznaczenia modelu. (przy K70 litera pochodziła od słowa Kolbenmotor - silnik tłokowy).

NSU Ro80, 1967-1977

NSU Ro80, 1967-1977

Design tego samochodu był w momencie jego powstania (1967) rewolucyjny, chociaż z dzisiejszej perspektywy samochód jest niezbyt piękny (przynajmniej dla mnie, od przodu i od tyłu, z boku ujdzie).

Silnik Wankla miał potencjalnie wiele zalet - przede wszystkim nie miał zasadniczej wady silnika tłokowego - konieczności zamiany ruchu posuwisto-zwrotnego na obrotowy. Dzięki temu konstrukcja silnika mogła być prostsza, a jego praca bardziej równomierna.

NSU Ro80, 1967-1977

NSU Ro80, 1967-1977

Niestety technicznie im nie za bardzo wyszło - silnik szybko tracił szczelność, było też bardzo wiele innych problemów technicznych. Image firmy NSU został przez to wszystko bardzo nadszarpnięty.

Okazało się, że silnik Wankla jest znacznie trudniejszy do wykonania niż tłokowy i ówczesna technologia produkcji i materiały nie były w stanie zapewnić niezawodnego działania takiego silnika.

NSU Ro80, 1967-1977

NSU Ro80, 1967-1977

NSU wymieniało gwarancyjnie wadliwe silniki, ale ciągle pojawiały się nowe problemy. W sumie wyprodukowano tylko mniej niż 38.000 egzemplarzy tego samochodu.

Za silnik Wankla co pewien czas bierze się jakaś firma, ale jedyną która bawi się w to praktycznie nieprzerwanie to Mazda.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (7)

Jajako inżynier o katastrofie w Smoleńsku (4)

Najaktualniejsza wersja wykresu TUTAJ.

Wdałem się w różnych miejscach w parę dyskusji i tam wytknięto mi że nie rozpatruję na wykresie wersji że odczyty były jednak z wysokościomierza barycznego. Ależ proszę bardzo, naniosłem również i ten przebieg. Sorry za wielki format obrazka, ale inaczej byłoby nieczytelnie.

Wykres przyziemienia Tu-154 w Smoleńsku (2) (klik aby powiększyć)

Wykres przyziemienia Tu-154 w Smoleńsku (2) (klik aby powiększyć)

Trochę komentarza: Jak widać z legendy na czerwono zaznaczony jest tor lotu przy założeniu że odczyty były z radiowysokościomierza, na fioletowo gdyby to były odczyty z wysokościomierza barycznego. Żółte punkty oznaczają momenty gdy kontroler mówi dwa razy "Na kursie i ścieżce" a potem raz "Horyzont". Brązowy punkt to "Odchodzimy".

Wykres zrobiłem przy założeniu że prędkość samolotu wynosiła 270 km/h czyli 75 m/s. Za punkt synchronizacji między zapisami rejestratora a terenem przyjąłem pierwsze uderzenie w drzewo, jego położenie w przestrzeni przejąłem z  opublikowanej analizy, tej z zaznaczonymi drzewami. Ponieważ od razu punkty w których nawigator mówi "100 metrów"wypadły mi na szczycie i dnie tego ostatniego opadającego zbocza, to przyjmuję że moje założenia są trafne.

Teraz analiza: Tezę, że odczyty są jednak baryczne uważam za obaloną. Gdyby pilot naprawdę podchodził takim torem jak według tych odczytów to nie powinien w ogóle być dopuszczany w pobliże samolotu rządowego. Po prostu pijany zając. Odrzucam argument że po wygładzeniu toru wyglądałoby to lepiej - wręcz przeciwnie, trzeba by dodać jeszcze jakieś oscylacje wokół tej linii łamanej. Natomiast przy założeniu że to radiowysokościomierz to najpierw wszystko robione jest bardzo ładnie - samolot wchodzi trochę za wysoko, ale potem lokuje się idealnie na środku ścieżki podejścia. Tak jakbym tego oczekiwał po dobrym pilocie. Dopiero potem schodzi za nisko. Hipotezy mam w tym momencie dwie:

1. To naturalny odruch żeby szybciej zobaczyć ziemię.

2. Pilota mylą odczyty wysokości nie zgadzające się z jego wyczuciem.

Na życzenie mogę wkleić powiększenie wykresu końcówki lotu, ale tam w zasadzie nie ma już nic specjalnie ciekawego a niedokładności są spore (bo czas reakcji czytającego odczyty, raczej zmieniająca się prędkość samolotu itd.)

Jeszcze ustosunkuję się  do wykresu opublikowanego w Wyborczej. Jego autor przyjął z grubsza tą samą prędkość samolotu co ja, zrobił tylko błąd w wyborze punktu synchronizacji. Otóż zsynchronizował on koniec zapisu rejestratora z położeniem samolotu po katastrofie, pomijając fakt że w końcowej fazie prędkość samolotu nie była stała. Stąd położenia samolotu poprzesuwały mu się w prawo i żeby narysować realistyczną krzywą musiał on cokolwiek naciągać punkty. W związku z tym wysokości nad terenem odczytane z wykresu nie za bardzo zgadzają się z podawanymi przez nawigatora.

Zapraszam do dyskusji.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Katastrofa Smoleńsk

Komentarze: (17)

Jajako inżynier o katastrofie w Smoleńsku (3)

Najaktualniejsza wersja wykresu TUTAJ.

No to narysowałem. Niestety musiałem sumować przebiegi ręcznie, ale wyszło całkiem nieźle. Oto mój wykres:

Wykres przyziemienia Tu-154 w Smoleńsku (1) (klik aby powiększyć)

Wykres przyziemienia Tu-154 w Smoleńsku (1) (klik aby powiększyć)

Jak widać całość nie wygląda aż tak źle. Średnia prędkość opadania w fazie pomiędzy pierwszym "100 metrów" a "30 metrów" wynosi 5,3 m/s co wyklucza hipotezy o poważnej awarii. Nierówności krzywej wnikają z czasu reakcji nawigatora przy odczytach. Pilot nie był zły, gdyby nawigator nie skrewił może by im się udało. Tyle że wtedy zamiast zostać wyrzucony z pracy dostałby medal i za pewien czas znowu by coś wojskowego się w podobnej sytuacji rozwaliło.

A ten dziennikarz/bloger co robił wykres to się po prostu na tym nie  zna.

Smuci mnie tylko to, że nikt tego wykresu z gazety nie sprawdził. Ja rozumiem że większość komentatorów nie ma o niczym pojęcia i tylko kłapie dziobem, a dziennikarze i tak się zazwyczaj nie znają na niczym. Ale nie sprawdził tego też nikt z zapytanych "ekspertów"!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Katastrofa Smoleńsk

Skomentuj

Jajako inżynier o katastrofie w Smolensku (2)

Najaktualniejsza wersja wykresu TUTAJ.

W komentarzach do poprzedniej notki rpyzel podesłał link do wykresu zamieszczonego w Wyborczej. Przyjrzałem się i stwierdzam: Ten wykres to się do niczego nie nadaje. Wystarczy spróbować odczytać z niego parę wartości: w punkcie w którym nawigator po raz pierwszy mówi "100 metrów" z wykresu odczytujemy dobrze ponad 110, przy drugim "100 metrów" tylko dziewięćdziesiąt parę. To już jest ponad 20% różnicy, nie żadna bagatela, nikt mi nie wmówi że dokładność radiowysokościomierza jest tak marna. A potem ze źle oznaczanych punktów autor odczytuje prędkość opadania i wychodzą mu jakieś zatrważające wielkości.

Przy moich obliczeniach wyszło mi, że te dwukrotne "100 metrów" to było  akurat od szczytu do dna ostatniego spadku przed lotniskiem. Z wykresu widzę, (wbrew moim wcześniejszym przypuszczeniom) że autor jego przyjął zbliżoną prędkość samolotu jak ja, błąd jest w innym miejscu. Autor źle zsynchronizował profil terenu z profilem lotu prawdopodobnie przyjmując miejsce gdzie samolot spoczywa za punkt w którym zapis się kończy, zakładając że wcześniej prędkość samolotu była mniej więcej stała. A to przecież tak nie jest, samolot nie staje w miejscu od razu po zetknięciu się z ziemią, tylko porusza się wtedy ruchem opóźnionym. Przesunęło mu to cały wykres w prawo i nic się nie zgadza. Ja zsynchronizowałem wykresy na pierwszym zetknięciu się z drzewem i wyszło znacznie bardziej wiarygodnie.

Mimo że nie mogę znaleźć odpowiedniego narzędzia spróbuję zrobić  to porządnie ręcznie i wrzucić w sieć (ale chyba dziś nie będę miał dość czasu).

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Katastrofa Smoleńsk

Skomentuj

Jajako inżynier o katastrofie w Smoleńsku

Najaktualniejsza wersja wykresu TUTAJ.

Ostatnio wszyscy wypowiadają się jako eksperci od techniki lotniczej, pilotażu, meteorologii itp. itd., nawet ci co samolotu nigdy z bliska nie widzieli a podstawowe wiadomości z fizyki zapomnieli natychmiast po opuszczeniu szkoły podstawowej. To dlaczego jajako inżynier nie mógłbym powiedzieć swojego zdania?

Przeanalizowałem uważnie stenogramy czarnej skrzynki z samolotu i zastanowiło mnie dlaczego meldunki o wysokości pojawiają się tak nieregularnie. No ale od czego jestem inżynierem. Naniosłem sobie podawane wysokości na skalę czasu i przeliczyłem je na odległości zakładając prędkość samolotu 270 km/h czyli 75 m/s. Na powstałym wykresie zastanawiające jest bardzo nieregularne opadanie samolotu, z około 7 sekundowym plateau na wysokości 100 metrów. Tak samolot nie lata.

Jak już wszyscy chyba wiedzą samolot ma dwa systemy wysokościomierza: jeden barometryczny, pokazujący wysokość względem punktu bazowego, drugi radarowy pokazujący wysokość nad terenem. Skoro wykres wysokości nie pasuje do pomiarów barometrycznych, to należy sprawdzić czy pasuje może do pomiarów radarowych.

Wkrótce po katastrofie w sieci pojawiły się wykresy toru samolotu nakreślone na podstawie ściętych przez niego drzew, jeden z nich zawierał profil terenu wzięty zdaje się z Google Maps. Przeskalowałem sobie ten wykres żeby dopasować go do wykresu wysokości i zgrałem oba przez punkt zderzenia z pierwszym drzewem. I powiem: Zgadza się precyzyjnie. Wychodzi, że w czasie gdy nawigator dwa razy meldował 100 metrów samolot leciał nad opadającym terenem. Na przestrzeni około 500 metrów teren opada tam o 35 metrów, samolot leci nad nim 7 sekund. Jaka to prędkość opadania? - 5 m/s - jak w mordę strzelił standardowa prędkość opadania przy takich manewrach.

Każdy inteligentny czytelnik rozumie już chyba co to znaczy. Błąd popełnił nawigator odczytując wskazania niewłaściwego przyrządu. I pewnie robił to od lat - większość lotnisk leży na terenie mniej więcej płaskim i różnica obu wskazań jest zazwyczaj znikoma, a przez brak ćwiczeń na symulatorach nikt tego nie wyłapał.

Co oczywiście nie zmienia faktu, że zasadniczym błędem była sama próba podejścia do lądowania w takich warunkach. Ale to już nie temat dla inżyniera tylko psychologa, socjologa, prawnika itd.

Chętnie zamieściłbym moje wykresy, ale nie mam żadnego przyzwoitego narzędzia do narysowania ich w komputerze. Może ktoś zna jakiś fajny freeware?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Katastrofa Smoleńsk

Komentarze: (8)

Na ulicy… eee… Na wystawie widziane: Amphicar

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

 Ten samochód to jest dopiero ciekawostka. Był to chyba jedyny na świecie od początku cywilny, produkowany seryjnie samochód pływający. I to przy tym nie terenówka!

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

 

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

Na pierwszy rzut oka  Amphicar wygląda ciut dziwnie - bardzo wysokie zawieszenie, podcięte z przodu nadwozie, ale nie byłby to wcale szczyt dziwności samochodu.

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

Przy bliższym przyjrzeniu się można zauważyć szczegóły pochodzące z żaglówki - knagi z przodu i z tyłu,

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

 

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

 oraz bardzo nietypowo, wysoko wyprowadzoną rurę wydechową.

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

Zajrzenie pod spód ujawnia dwie plastikowe śruby napędowe.

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

Nie ma steru - steruje się skręcaniem kół.

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

Pomysł fajny, ale producent zbankrutował bardzo szybko. Amphicar kosztował tyle co dwa Garbusy i schodził bardzo słabo. Podobno jeszcze parę lat po bankructwie producenta można było kupić nówkę sztukę z placu.

Większość wyprodukowanych Amphicarów poszła do USA (sama firma była amerykańska, ale produkowała w Niemczech, w Berlinie). No i się okazało że wtedy nie było na coś takiego rynku, a sam samochód był na USA za mały. W dodatku firma nie zatrudniała żadnych handlowców, tylko samych inżynierów. To musiało się źle skoczyć.

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

Na niecałe 4000 wyprodukowanych sztuk przetrwało do dziś podobno około 700, co wydaje się być bardzo dobrym wynikiem - w końcu minęło już prawie 50 lat.

I zdaje się że podobnej konstrukcji już w produkcji nie będzie - przepisy zarówno dotyczące samochodów jak i łodzi podobno tak się w międzyczasie zaostrzyły, że nie da się ich spełnić jednocześnie.

Jedno tylko mnie intryguje: Czy ktoś wie, co to jest ten dynks na środku, przed przednią szybą? Syrena?

Amphicar 770, 1960-1963

Amphicar 770, 1960-1963

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (2)

Las miejski: Czosnek niedźwiedzi

Kiedyś nawet nie wiedziałem, że taka roślina istnieje - Bärlauch czyli czosnek niedźwiedzi. A tutaj na wiosnę cały las pachnie czosnkiem, czuć go nawet w samochodzie gdy się jedzie drogą przez las.

Czosnek niedźwiedzi

Czosnek niedźwiedzi

Niemcy to jedzą. Siekane liście tej rośliny  dodaje się do sałatek. W dawnych czasach było to pierwsze nadające się do jedzenia warzywo wiosenne, stąd jego popularność.

Czosnek niedźwiedzi

Czosnek niedźwiedzi

Natomiast w sklepie widziałem Bärlauch w słoiku na półkach z żywnością rosyjską. Jak widać tam też jest popularny.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (6)

Żegnaj NRD Extra: Trabant P50, Trabant 600

Byłem wczoraj na wystawie starych samochodów "LUFTHANSA Klassikertage" w Hattersheimie, między bardzo wieloma różnymi samochodami były też dwa pięknie utrzymane Trabanty.

Trabant 600 był produkowany krótko, tylko od 1962 do 1964.

Trabant 600, NRD, 1962-1964

Trabant 600, NRD, 1962-1964

 

Trabant 600, NRD, 1962-1964

Trabant 600, NRD, 1962-1964

 

Trabant 600, NRD, 1962-1964

Trabant 600, NRD, 1962-1964

 

Trabant 600, NRD, 1962-1964

Trabant 600, NRD, 1962-1964

Było to rozwinięcie wcześniejszej konstrukcji - Trabanta P50 z roku 1957. Zwracam uwagę na przeciwsłoneczną "przyłbicę".

Trabant P50, NRD, 1957-1962

Trabant P50, NRD, 1957-1962

 

Trabant P50, NRD, 1957-1962

Trabant P50, NRD, 1957-1962

 Dziś Trabanty są przedmiotem żartów, ale w momencie powstania te konstrukcje nie odbiegały tak bardzo od ówczesnego stanu techniki. Na przykład porównywalna konstrukcją zachodnioniemiecką był Goggomobil z roku 1955, sorry, ale ten Trabant P50 jest znacznie ładniejszy, ma większy (też dwusuwowy) silnik umieszczony z przodu, a nie z tyłu itd. Zastosowanie duroplastów zamiast blachy w konstrukcji nadwozia jest może i dyskusyjne, ale wtedy i na taką skalę było bezsprzecznie nowością.

Goggomobil T, 1955-1969

Goggomobil T, 1955-1969

 

Goggomobil T, 1955-1969

Goggomobil T, 1955-1969

 Wystawa trwa jeszcze dziś, jeżeli ktoś jest w okolicy to bardzo zachęcam. A swoją drogą ze zdjęć zrobionych tam zrobię jeszcze parę wrzutów.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (10)

Jak to się robi w Niemczech: Kłamstwo w polityce (2)

Wczoraj, zupełnie niespodziewanie, premier Hesji Roland Koch zapowiedział rezygnację ze wszystkich swoich stanowisk i odejście z polityki. O Rolandzie Kochu już pisałem, cieszę się że odchodzi. W końcu to on przeforsował na przykład wprowadzenie w Hesji czesnego za studia na uczelniach państwowych i parę innych niezbyt miłych projektów. Ale po kilku godzinach paniki heskie CDU sobie z problemem odchodzącego szefa poradziło i uchwaliło kto będzie jego następcą - Volker Bouffier.

Volker Bouffier

Volker Bouffier Źródło: Wikipedia

Za panem Bouffier też ciągnie się parę smrodów. Na przykład kiedyś jako prawnik doradzał w sprawie rozwodowej. Na dwie strony - i mężowi i żonie. To się nazywa elastyczność, co nie? Prokuratura badała sprawę, ale Bouffier dogadał się z nią jakoś i skończyło się na karze pieniężnej w wysokości 8000 DM - dla prawnika to drobne, pewnie na samej tej parze zarobił więcej.

Z nowszych numerów to pan Boufiier jako aktualny minister spraw wewnętrznych Hesji mianował z pominięciem procedur na stanowisko szefa policyjnych oddziałów prewencji (Bereitschaftspolizei) jakiegoś swojego pociotka, a gdy sprawa wyszła na jaw wstecznie naprodukował protokoły z głosowania którego nie było. I oczywiście włos mu z głowy nie spadł. W końcu nadal rządzi tu CDU - Chrześcijańscy Demokraci, i swojakowi nic się nie stanie.

Pan Bouffier jest również zwolennikiem łapania społeczeństwa za mordę - podsłuchów, kamer wideo, rejestracji DNA i Rasterfahndungu (prewencyjnej analizy danych wszystkich obywateli aby wyłapać potencjalnych terrorystów).

Jak widać Roland Koch ma godnego następcę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (2)