Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Żegnaj NRD (2): Droga na Zachód i TV

No z tym Zachodem w tytule to chyba trochę przesadziłem. O NRD nie mówiło się Zachód. Bardziej pasowałoby tu podobne słowo czeskie. Jak jeden z moich polskich kolegów ze studiów opowiadał: Mój kolega, Czech, oznajmił pewnego razu "Idę na zachod". Trochę się zdziwiłem, a jeszcze bardziej gdy wrócił już po kilku minutach. Potem się dowiedziałem, że "zachod" to po czesku "toaleta".

Był rok 1980, koniec sierpnia, granica z NRD zamknięta, a ja właśnie rozpoczynałem naukę w liceum. W klasie z rozszerzonym niemieckim. Nauczycielką była Niemka z NRD, z wykształcenia nauczycielka muzyki, w Polsce od dłuższego czasu jako żona Polaka, lekarza chirurga. Rozszerzony niemiecki to było 7 godzin w tygodniu. I tak przez 4 klasy. Nie narzekam, między innymi dzięki temu jestem tu, gdzie jestem. Ale wróćmy do NRD. W tych czasach w budynku w którym z rodzicami mieszkałem była już instalacja zbiorcza dostarczająca wszystkie dwa programy krajowe. Ale w okolicach nadgranicznych każdy chciał mieć więcej niż te dwa, więc na dachach i balkonach rósł las anten systemu Yagi, często dużych, nawet do 21 elementów i ponad 2 m długości. Dwa kanały telewizji NRD chodziły na tym jak złoto, swoją 13-elementową w sprzyjających warunkach odbierałem nawet baaardzo zaszumioną telewizję szwedzką.

NRD znajdowała się stale w rozkroku (żeby nie powiedzieć schizofrenii). Widać go było już w przyjętych standardach transmisji radiowych i telewizyjnych. Przypomnę, że w transmisji radiowej na falach ultrakrótkich istniały wtedy dwa konkurencyjne standardy: Standard CCIR (87,5 – 108 MHz, raster 100kHz) zwany "wysokim" lub "Zachodnim", oraz OIRT ((66 – 74 MHz, raster 10 kHz) zwany "niskim" lub "Wschodnim". Standard CCIR był technicznie lepszy (nie bez powodu używamy go dziś) a pierwsze w Polsce stacje nadające na UKF działały właśnie w tym standardzie. Później w Polsce zapadła decyzja polityczna o przejściu na standard wschodni, natomiast NRD, jako jedyny kraj bloku wschodniego pozostała przy standardzie zachodnim. Dzięki temu NRD-owcy mogli słuchać zachodniego radia po prostu na odbiornikach kupionych w sklepie.

Z telewizją sprawa była bardziej skomplikowana. Podobnie jak w transmisji radiowej, istniały wtedy dwa używane w Europie konkurencyjne standardy telewizji kolorowej: PAL, używany w większości krajów Zachodu, oraz francuski system SECAM. Kraje socjalistyczne nie mogły oczywiście przyjąć ideologicznie niesłusznego systemu PAL, do wyboru pozostał tylko SECAM. Nawiasem mówiąc wschodni SECAM też nie był dokładnie taki sam jak francuski. Na początku wszystko szło jak trzeba, ale wkrótce okazało się, że mało kto w NRD chce kupować krajowe telewizory wyłącznie z systemem SECAM. Oglądanie zachodniej telewizji (oficjalnie zabronione) na czarno-biało nie było warte wydawania pieniędzy na kolorowy telewizor. Cóż było zrobić - trzeba było produkować telewizory dwusystemowe, chociaż wszyscy wiedzieli że PAL służy wyłącznie do czynów zabronionych.

Telewizor RFT

Telewizor firmy RFT (NRD, koniec lat 80-tych XX w.)

A co właściwie było w tej telewizji? Już na pierwszy rzut oka programy NRD-owskie wyglądały inaczej niż polskie. W TVP kolor był zawsze blady i marny (nawet jeszcze w początku lat 90-tych), w NRD-owskiej kolory były ładniejsze i bardziej nasycone. Mieli lepsze kamery po prostu. A co do zawartości merytorycznej:

  • Bardzo dużo sportu. Mnie to akurat nie ruszało, ale niektórych tak.
  • Szlagiery, rewie z muzyką i baletem, znacznie bardziej wystawne niż w TVP.
  • Czasem, częściej niż w TVP, zachodnie filmy. Podobno puszczali je na parę dni przed zaplanowaną emisją w telewizji RFN, żeby im krwi napsuć a przyciągnąć do siebie widzów z zachodu.
  • Piaskowy dziadek, namiętnie oglądany przez dzieci z RFN, jednak słabo konkurencyjny dla Bolka i Lolka albo Reksia.
Piaskowy dziadek.

Piaskowy dziadek (NRD) Źródło: http://www.sandmaennchen.de

To były względne pozytywy. Żadnych killerów, czasem można było spojrzeć. A teraz negatywy:

  • Wiadomości (Aktuelle Kamera) były jeszcze nudniejsze i jeszcze bardziej zideologizowane niż Dziennik Telewizyjny.
  • NRD-owskie filmy co najmniej równie złe jak polskie (albo i jeszcze gorsze).
  • Beznadziejny poziom humoru.
Logo Der schwarze Kanal

Logo Der schwarze Kanal Żródło

I jeszcze najmocniejszy w sensie negatywnym punkt programu: Der schwarze Kanal (Czarny kanał). Był to cotygodniowy program publicystyczny, w którym prowadzący, Karl-Eduard von Schnitzler, przedstawiał odpowiednio dobrane i zmanipulowane materiały telewizji RFN z odpowiednim komentarzem. Schnitzler był prawdziwym hardkorem, najgorsze polskie manipulacje i programy propagandowe w rodzaju Tu jedynka to przy nim małe miki. Nie byłem stanie wytrzymać nawet paru minut jego audycji bez rzucania kapciami w telewizor. Potrafił zmienić dowolny kawałek materiału w totalną, agresywną krytykę i kompromitację kapitalizmu i demokracji niesocjalistycznej. Ponieważ na większości terytorium NRD bez problemu można było odbierać niemanipulowany i niekomentowany program telewizyjny z zachodu,

Zasięg zachodniej telewizji w NRD

Zasięg zachodniej telewizji w NRD. Żródło: Wikipedia Autor: anorak2

to Czarny kanał działał przede wszystkim na mieszkańców rejonu Drezna i terenów na północnym zachodzie (skrót nazwy pierwszego programu telewizji RFN rozwijano nawet jako Außer Rügen und Dresden - Oprócz Rugii i Drezna) oraz na ludzi, którzy z przyczyn zawodowych programów zachodnich oglądać nie mogli - żołnierzy, milicjantów, strażaków itp. Dla członków tych grup zawodowych oglądanie Czarnego kanału było okresami i miejscami obowiązkowe. Ciekawe, że program przynosił skutki odwrotne do zamierzonych - najwięcej wniosków o wyjazd na stałe do RFN (wrócę jeszcze do tego w którymś z odcinków) było właśnie z regionu Drezna. Za to audycja miała swoich wiernych widzów w RFN. Czarny kanał nadawano do samego końca, ostatni wyemitowano na 9 dni przed upadkiem muru. Wydaje mi się że czytałem że potem, uznając fachowość Schnitzlera, zatrudniła go RFN-owska telewizja publiczna (oczywiście nie nadawał się do pokazywania na wizji), ale nie udało mi się wyguglać potwierdzenia tej informacji.

Następne odcinki oczywiście nastąpią.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (10)

Żegnaj NRD (1): Początek

Każdy inteligentny blogokomentator może sobie wyguglać skąd pochodzę i gdzie studiowałem. A ponieważ było tak, jak było ogłaszam się samozwańczym ekspertem od NRD i rozpoczynam cykl wykładów na temat wyższości NRD nad resztą świata lub odwrotnie. 40 lat NRD - 40 lat socjalistycznego cyrku to najlepsza charakterystyka tego dziwnego tworu. Hasło podobno autentyczne (trudno mi potwierdzić wiarygodność naocznego świadka, ale ma on tytuł profesora), tyle że lat było wtedy 20.

No dobra, jestem ze Szczecina, NRD dla mnie od zawsze było tuż za miedzą. Najpierw mimo wszystko daleko - nie dało się tam pojechać, ale później zrobiło się całkiem blisko - do wyjazdu wystarczał dowód osobisty + książeczka walutowa. Nie pamiętam już, czy rodzice kupowali marki NRD na czarnym rynku, czy wystarczało to, co można było wymienić na książeczkę walutową, ale kraj za miedzą stał otworem.

NRD widziane oczyma Polaka przyjeżdżającego na zakupy do Schwedt albo Berlina było całkiem fajne. Nowe bloki w miastach były o wiele ładniejsze od szarych, smutnych bloków w Polsce.

Bloki w Erfurcie

Post NRD-owskie bloki w Erfurcie

Była autostrada aż do Berlina i dalej, nie taki ogryzek jak pod Szczecinem. Co prawda też dziurawa, ale zawsze. Ale najfajniejsze były sklepy. W takim w sumie nie za dużym mieście jak Schwedt (jakieś 50.000) dom towarowy był taki, że w Szczecinie do dziś takiego nie ma.

Dom towarowy w Schwedt

Dom towarowy w Schwedt (NRD) Żródło: http://schnitzler-aachen.de

Wejście z kurtyną powietrzną, schody ruchome... W tamtych czasach to było coś. A co dopiero mówić o domu towarowym na Alexie w Berlinie.

Dom towarowy na Alexanderplatz w Berlinie

Dom towarowy na Alexanderplatz w Berlinie za czasów NRD. Żródło: Bundesarchiv Bild 183-K0212-0301-001

A w tych domach towarowych...

  • Ładne, kolorowe artykuły gospodarstwa domowego, zwłaszcza te z tworzyw sztucznych, jakże inne od przaśnych, szaroburych dostępnych w Polsce.
  • Piękne,  praktyczne wyroby z cienkiego szkła jenajskiego, takich w Polsce nie było.
  • Bardzo przyzwoite i niedrogie narzędzia (niektóre kupione w tamtych latach mam i używam do dziś).
  • Buty, buty, buty, dla bogatszych nawet licencyjny Salamander. Ponieważ Polacy masowo je wykupywali, celnicy NRD-owscy nie pozwalali na ich wywóz. Więc jechało się w jakichś zużytych, które się w drodze powrotnej wyrzucało. W lesie koło drogi tworzyły się całe wysypiska starych, polskich butów.
  • Ubrania i buty dla dzieci, styl ich może nie był najpiękniejszy, ale za to były dotowane przez państwo, więc za pół darmo. I w wyborze.
  • Artykuły papiernicze i szkolne - jak i plastiki - kolorowe i fajne, nie szare i smutne.
  • Żywność generalnie nie była rewelacyjna, ale czekoladę, rodzynki i migdały zawsze można było sobie przywieźć.
  • No i najfajniejsze: Zabawki. Kolejki elektryczne firmy PIKO. Plastikowe modele do sklejania. Klocki różnego rodzaju, Samochodziki. I jeszcze, jeszcze, jeszcze...

A po zakupach trzeba było tylko postarać się, żeby NRD-owski celnik nic nie zabrał i już można było się cieszyć, jak się u nas w domu mówiło, łupami.

I tak fajnie było aż do roku bodajże 1980, kiedy to w Polsce wybuchła epidemia pryszczycy. Co? Nikt takiej epidemii nie pamięta? A, prawda, w Polsce nazywało się to inaczej, strajki, czy jakoś tak, ale w NRD upierali się że to pryszczyca i już. I dla ochrony NRD-owskiego bydła granicę zamknięto.

To dopiero początek cyklu. W następnych odcinkach: agenci Stasi, członkowie SED, donosiciele, przeszukania, dzielna Armia Radziecka i piwo. Stay tuned.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (1)

Lost in translation: Głuche gołębie

Od bardzo dawna zastanawiał mnie znany dowcip, który leci tak:

Siedzą sobie na dachu dwa głuche gołębie. Jeden mówi do drugiego "Całuj mnie w d***". Na to drugi "A ty mnie w d***".

Naprawdę, jeden z najgłupszych i najmniej śmiesznych dowcipów jakie kiedykolwiek słyszałem. Jak gołębie są głuche to co śmiesznego w tym, że się nie słyszą? Ale pewnego dnia przyszło olśnienie. Nie, nie zaczął wydawać mi się śmieszny, to byłoby nie olśnienie tylko zaćmienie umysłowe. Ale zrozumiałem nagle, że to jest tłumaczenie z niemieckiego. Niestety to, co śmieszne zaginęło w tłumaczeniu. A dowcip po niemiecku musi zaczynać się mniej więcej tak:

Zwei Tauben sitzen auf einem Dach.

Czyli z grubsza tak jak w wersji polskiej, ale nie ma słowa o tym, że są głuche. Taube to gołąb, na dachu, wszystko jasne. Tyle że jak w dalszej części dowcipu się nie słyszą to okazuje się, że wcale nie chodzi o gołębie - zwei Tauben to mogą być również dwaj głusi. Przetłumaczyć z zachowaniem dowcipu się tego oczywiście nie da. Ciekawe że nie udało mi się wyguglać oryginalnego tekstu po niemiecku.

I dalej nie rozumiem, jak można tak kretyńską wersję polską komukolwiek opowiadać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Język

Skomentuj

Francuska mafia?

Francuska mafia?

Francuska mafia?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Jak to sie robi w Niemczech: Planowanie przestrzenne, durnie!

Adam Wajrak, "Planowanie przestrzenne, durnie!", GW

"W miastach to samo, choć ich zalewanie wiąże się raczej z gwałtownymi opadami, niż wylewaniem rzek. Woda miasta zalewa, bo gdzie ona ma do diabła wsiąkać? Sam system kanalizacji to nie wszystko. Trawniki, parki, a nawet nieużytki - to miejsca, gdzie woda może sobie swobodnie wsiąknąć. To miejsca mogące powstrzymać gwałtowny jej spływ. By takie miejsca zidentyfikować, potrzebna jest znajomość rodzajów gleb i wskazanie, których nie należy zabudowywać. Niestety my z automatu zupełnie niedawno odrolniliśmy w miastach wszystko, czyli ułatwiliśmy zabudowę. Każdy dach, chodnik, metr ulicy czy parkingu to metr powierzchni nieprzepuszczalnej. Jeżeli będziemy zabudowywać nasze miasta tak, że nie będzie w nich kawałka zielonego, to się nie dziwmy, że nas zalewa. Zalewa, bo nie wsiąka!"

Prawda. A jak to się robi w Niemczech? Tutaj płaci się za wodę bardzo drogo. Opłata teoretycznie rozbita jest na opłatę za dostarczenie wody i opłatę za odprowadzenie ścieków, ale w większości gmin liczą litr wody dostarczonej = litr wody odprowadzonej. Sumaryczna opłata w niektórych rejonach wychodzi rzędu 5 EUR/m^3. Zmiana proporcji między ilością doprowadzonej wody a odprowadzonych ścieków jest trudna i wymaga naprawdę dobrego uzasadnienia.

 Ale co to ma wspólnego z zabetonowywaniem trawników? Otóż mieszkałem przez parę lat w Oberursel koło Frankfurtu. Tamta gmina postanowiła liczyć inaczej. Przecież do kanalizacji odprowadzana jest również część wody deszczowej. Więc oni zauważyli, że na przykład sklep z dużym parkingiem płaci takie same opłaty za wodę/kanalizację jak ogrodnictwo. Tymczasem woda deszczowa z ogromnego parkingu idzie do kanalizacji, a ogrodnictwo zużywa większość wody na podlewanie, więc woda ta do kanalizacji nie wraca. Teraz najciekawsze - co zrobili: Zamówili zdjęcia lotnicze całej gminy, na podstawie zdjęć lotniczych określili procent powierzchni zabudowanej każdej działki i na tej podstawie na nowo podzielili opłaty za ścieki. Oczywiście teraz trzeba zgłaszać każdą zmianę powierzchni zabudowanej (np. położenie lub usunięcie chodnika) do właściwego urzędu. W ten sposób stworzyli presję finansową na to żeby terenu nie zabetonować, a nawet na to żeby istniejący beton usunąć. Może nie całkiem proste, ale skuteczne.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (8)

Lost in translation: können i dürfen

Pisałem już kiedyś o tym na pl.rec.fantastyka.sf-f, ale kto czyta jakiśtam Usenet, a zwłaszcza o takich głupotach jak fantastyka. Więc jeszcze raz:

Polacy uczący się niemieckiego mają poważny problem z użyciem tych dwóch podstawowych czasowników modalnych. Zwłaszcza tego drugiego. Dlaczego? Najprostsze tłumaczenie obu na polski jest takie samo: móc. Z tym że können to móc, bo potrafić, a dürfen to móc, bo mieć pozwolenie. A Polacy nie bardzo łapią różnicę. Dla Polaka chcieć to móc i co można to i wolno ("Jak się chce to wszystko można, byle z wolna i ostrożna" oraz "Jak to, mój płaszcz nie może wisieć w business class?"), natomiast dla Niemca bardzo istotne jest, czy coś robić wolno. Zwróćcie uwagę jak często słyszycie i czy sami używacie sformułowań w rodzaju "nie wolno Ci tego robić". Nie, Polak powie "nie możesz tego robić". Przyczyna jest oczywista - Polacy są od pokoleń przyzwyczajeni do olewania prawa. Wiadomo, było to niezbędne do przeżycia, jeszcze dziś w stosunkach z władzą i biurokracją nie da się stosować do wszystkich, nierzadko bzdurnych, przepisów. Jednak w dzisiejszych czasach staje się to problemem - Polacy generalnie mają kłopoty ze stosowaniem się do przepisów, ustaleń i procedur oraz z pracą w zespole. Ale to już temat na osobną notkę, którą na pewno napiszę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Język

Komentarze: (3)

Mroczne zabawy dzieci ciemności

Zakazane rytuały dzieci mroku podpatrzone kiedyś w lesie miejskim.

Goci w lesie miejskim

Goci w lesie miejskim

 

Goci w lesie miejskim

Goci w lesie miejskim

 

Goci w lesie miejskim

Goci w lesie miejskim

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Lost in translation: Beruf

Język jest odbiciem sposobu myślenia ludzi. Analizując go możemy sporo dowiedzieć się o ludziach i narodach. Dziś zajmiemy się słowem Beruf. Nie znających niemieckiego proszę o chwilowe powstrzymanie się od sprawdzenia jego znaczenia w słowniku.

Słowo Beruf jest blisko spokrewnione ze słowem Berufung, a Berufung to powołanie. Bardzo pozytywna konotacja, w języku niemieckim nie związana z niczym w rodzaju WKU. Po niemiecku można kogoś powołać na urząd lub wysokie stanowisko, ale nie do wojska. Można również mieć powołanie od Boga. Drugie znaczenie to apelacja, może już niekoniecznie pozytywne, ale nie od razu dołujące. Czyli Beruf to musi być coś wzniosłego, nobilitującego, pozytywnego. A jak to jest po polsku? Aż wstyd przyznać... no... tego... zawód. Jak "wyuczone zajęcie wykonywane w celach zarobkowych" może być czymś pozytywnym, skoro oznacza również "przykre uczucie, doznawane gdy nie spełniają się czyjeś marzenia, plany"? (definicje za sjp.pwn.pl) Porażka wbudowana w charakter narodowy.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Język

Komentarze: (3)

Telewizja edukacyjna (2): Jeszcze o Willim

Willi to nie tylko Willi Will's Wissen - ma on jeszcze parę innych programów.

  • "Gute Frage - nächste Frage" ("Dobre pytanie, proszę o następne")

To pięciominutowe "zapchajdziury", w których Willi odpowiada na pytania nadesłane przez dzieci. Pytania typu "Co to jest X?" albo "Dlaczego Y jest Z?". Odpowiedzi są dowcipne i zabawne, ale w sumie to nic nadzwyczajnego. I oczywiście po przetłumaczeniu i zdubbingowaniu wyszłoby beznadziejnie.

  • "Willi's VIPs" (VIPy Willego)

Koncepcja programu jest podobna do Willi Will's Wissen, tyle że tu Willi rozmawia ze znanymi ludźmi lub o nich. Niektórzy z tych ludzi są znani na całym świecie (np. Hans-Dietrich Genscher, Reinhold Messner, Anne Frank, cesarz Wilhelm II, Albert Schweitzer) inni są znani głównie w Niemczech (np.: Frank Bsirske - szef największego niemieckiego związku zawodowego ver.di, Amelie Fried - dziennikarka walcząca z neofaszystami, Gloria Prinzessin von Thurn und Taxis - księżniczka). Rozmowy są interesujące, ale dotyczą głównie historii Niemiec i spraw lokalnych.

  • "Willis Quiz Quark Club"

To jest teleturniej dla dzieci, jeszcze nie oglądałem więc trudno mi coś o nim powiedzieć.

 

 Niedawno Willi nakręcił swój pierwszy film pełnometrażowy "Willi und die Wunder dieser Welt" (Willi i cuda tego świata). Jest to coś w rodzaju fabularyzowanego reportażu. Fabuła jest zdecydowanie pretekstowa: Willi obiecuje zaprzyjaźnionej staruszce (z zamiłowania podróżniczce), że przywiezie jej garść piasku z konkretnego miejsca na Saharze. Po drodze na Saharę zawadza o Australię, Kanadę i Tokio. Po powrocie rozsypuje przywieziony piasek na grobie staruszki, która tymczasem zmarła. Wszyscy uczestnicy filmu - uczestnicy, bo aktora nie ma tam ani jednego - występują pod własnymi nazwiskami i grają siebie, nawet staruszka umiera naprawdę a jej grób jest autentyczny.

Nie jest to oczywiście wielkie dzieło kinematografii, ale da się obejrzeć, a w kategorii "film podróżniczy dla dzieci" jest całkiem niezłe. Jest tam Przygoda (dzieci oczywiście nie zauważają że kontrolowana i reżyserowana), egzotyczna przyroda, inne kultury... Ten film bez problemu zniósłby tłumaczenie i dubbing, jedyny moment z lokalnymi odniesieniami to gdy Willi w Tokio gra i śpiewa piosenkę z czołówki "Willi Will's Wissen" razem z podobno bardzo popularnym w Japonii zespołem "Maywa Denki" grającym na zrobotyzowanych instrumentach.

Film widziałem na pokazie przedpremierowym. Willi po pokazie odpowiadał na pytania dzieci i muszę przyznać że jego sposób bycia widoczny w jego programach to nie jest gra aktorska ani recytowanie kwestii ze scenariusza. Tak samo naturalnie i dowcipnie odpowiada na pytania zadawane na żywo.

W dzisiejszych czasach z każdego programu o dużej oglądalności trzeba wyciągnąć maksymalną kasę. Z Willi Will's Wissen też. Stąd mamy w sklepach:

  • Serię książek dla dzieci. W książkach na zdjęciach jest, i owszem, Willi, ale teksty pisali inni autorzy próbując naśladować jego styl. I sorry, ale to nie działa. Myślę, że gdyby nawet pisał to sam Willi też by nie działało - język pisany ma zupełnie inne wymagania niż mówiony i w ten sposób pisane książki są całkiem przeciętne. I to jest najlepsze potwierdzenie mojej tezy o nieprzetłumaczalności programów Williego na inne języki - skoro już przeniesienie na inne medium nie działa...
  • Serię gier edukacyjnych na CD. Parę widziałem. CD zawiera video jednego odcinka plus trochę dodatkowych informacji, quizy ze zdobytych wiadomości i gry. Poziom gier jest różny, ale generalnie może być. Gry nie mają nic wspólnego z Willym, a są po prostu związane tematycznie z odcinkiem.
  • Czasopisma, słuchowiska i zestawy do eksperymentowania - nie oglądałem, nie słuchałem więc się nie wypowiem.
  • No i oczywiście DVD z różnymi odcinkami.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Edukacja, Telewizja

Skomentuj

Telewizja edukacyjna (1): Willi Chce Wiedzieć

Wszyscy przecież wiedzą: Telewizja niemiecka to mnóstwo filmów, szlagiery, skąpo ubrane panie, a czasem nawet trochę erotyki, Może i tak jest - takich rzeczy akurat nie oglądam. Tak właściwie to oglądam prawie wyłącznie programy edukacyjne, również te dla dzieci (wicie, rozumicie, moje dziecko ma 8 lat). I jakem inżynier: jeżeli polskie dzieci mają czegoś zazdrościć niemieckim, to właśnie tego. Telewizja publiczna ma z czego finansować podobne programy (każdy telewizor to 17,98 EUR miesięcznie!) i naprawdę je finansuje. Najlepszym z tych programów jest Willi Will's Wissen (Willi chce wiedzieć).

Koncepcja programu jest prosta: Młody reporter zapoznaje się z jakimś tematem, zawodem, dziedziną życia towarzysząc komuś zajmującemu się tym i zadając mu pytania. Brzmi niezbyt oryginalnie, prawda? Bo i nie w oryginalności tego programu jest jego siła. Największym atutem jest osobowość Williego. Willy jest sympatycznym, inteligentnym i dowcipnym młodym człowiekiem (no, powiedzmy że ta młodość jest relatywna, może na tyle nie wygląda ale 37 lat mu stuknęło), z którym chętnie by się pogadało albo na przykład pojechało na wycieczkę. W programie zwraca się do wszystkich (no, może prawie wszystkich) po imieniu i brzmi to bardzo naturalnie. Podobnie naturalne i niewysilone są jego żarty.

Willi nakręcił już 159 odcinków Willi Will's Wissen. Spektrum poruszanych tematów jest bardzo szerokie. Willi poznaje zawody (strażak, policjant, rolnik, wynalazca, przedsiębiorca...), zwierzęta (koty, psy, ptaki, owady...), cykl produkcyjny (sól, węgiel, prąd, żywność, samochód...), medycynę (oko, zęby...), historię (Rzymianie, Wikingowie, rycerze...), nie boi się też bardzo trudnych tematów jak na przykład starość, upośledzenie umysłowe i fizyczne, otyłość, klasztor, więzienie, bezdomność, śmierć...

Najlepszym odcinkiem jaki widziałem był właśnie ten o śmierci i umieraniu. Wyobrażacie sobie program dla dzieci od 7 lat na ten temat? On zrobił to tak: Najpierw towarzyszył grabarzowi przy kopaniu grobu, potem wraz z nim oglądał przygotowane do pogrzebu zwłoki, dalej wziął udział w pogrzebie, a na stypie porozmawiał z rodziną zmarłego. Następnie rozmawiał na ten temat z pastorem. Ciekawe że akurat z pastorem, mimo że sam Willi deklaruje się jako katolik (co ma zupełnie inne znaczenie i ciężar gatunkowy niż w Polsce - muszę kiedyś strzelić o tym notkę) a nawet przez dwa lata studiował teologię katolicką a później na studiach pedagogicznych m.in. katechetykę katolicką. Pastor wypowiedział się bardzo rozsądnie, nie ex-cathedra że jest niebo i piekło i już, tylko że ludzie wierzą, że istnieje coś po śmierci. Na koniec Willi porozmawiał z ponad 90-letnim staruszkiem o lęku przed śmiercią. (Video niestety zginęło z youtuba, szanse że znowu się pojawi są małe)

Odcinek robi naprawdę duże wrażenie, w wielu miejscach jest wzruszający ale nie przygnębiający ani nie spłycający tematu. Po prostu rewelacyjnie zrobiony - został też uhonorowany paroma nagrodami za twórczość telewizyjną.

Drugim świetnym odcinkiem był ten o bezdomnych. Willi oczywiście rozmawiał z bezdomnymi z Monachium, odwiedzał z nimi przytułki i miejsca gdzie bezdomnym pomagają. A nawet poszedł spać razem z nimi do parku. W listopadzie. Mrozik był. Może nie jestem na bieżąco z polską telewizją, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić polskiego reportera telewizji dla dzieci idącego spać z bezdomnymi do parku i to w listopadzie. Ale to jeszcze nie koniec - ekipa zdjęciowa zostawiła ich o około 22:00, o 1:30 Willi ocknął się z krwawiącą raną tłuczoną głowy. To był autentyczny napad, Williemu przypadkiem dostało się najbardziej (wszyscy śpiący byli całkowicie schowani w śpiworach). Sprawców po pewnym czasie złapała policja. Rozmowy o tym zdarzeniu dodają odcinkowi jeszcze więcej głębi.

 I ten odcinek robi duże wrażenie. Willi nie potępia bezdomnych, przedstawia po prostu ich smutne historie i uwrażliwia widzów na ich trudne życie. Odcinek również został nagrodzony paroma nagrodami.

Willi Will's Wissen - Bezdomni

Willi Will's Wissen - Bezdomni Źródło: www.megaherz.de

Czy polskie dzieci będą mogły zobaczyć Williego w telewizji? Myślę że nie. Zdubbingowany Willi straci co najmniej połowę swojego uroku, a tłumaczenie zgubi większość żartów.

Listę odcinków Willi Will's Wissen (po niemiecku) można zobaczyć tutaj.

W telewizji niemieckiej Willi Will's Wissen można obejrzeć:

  • Na ARD: W każdą sobotę, między 10:03 a 10:30
  • Na KiKa: W każdą sobotę między 19:25 a 19:50 i w każdą niedzielę między 8:00 a 8:25

Jeszcze krótka informacja biograficzna: Willi nazywa się naprawdę Helmar Willi Weitzel i urodził się w 1972 roku w Marburgu (Hesja). Studiował teologię katolicką, po czterech semestrach doszedł do wniosku że woli pracę z dziećmi. Zrezygnował z teologii i rozpoczął nowe studia pedagogiczne (katechetyka, język niemiecki, geografia, wychowanie fizyczne) i jednocześnie podjął praktykę w telewizji bawarskiej (Bayerischer Rundfunk). Jego programy są realizowane właśnie dla telewizji bawarskiej przez spółkę produkcyjną megaherz film und fernsehen.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Edukacja, Telewizja

Skomentuj