Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Brexit? Jaki Brexit?

Czy jeszcze tego nie widzicie? Nie będzie żadnego Brexitu. Ci politycy gardłujący za wyjściem to są wredne, zakłamane i cyniczne sukinsyny, ale nie są głupi i dokładnie wiedzą kiedy i w czym kłamią. I dokładnie wiedzą, że Brexit będzie miał złe skutki - i w związku z tym wcale się nie palą żeby firmować wyjście własnymi twarzami.

Wczoraj chciałem się zakładać że w przed końcem roku wniosek o wystąpienie z Unii nie zostanie złożony - dziś już słyszę że "Trzeba to wszystko przygotować, więc w tym roku na pewno nie". Tak, tak, poczekamy, poczekamy, potem będzie może jakiś zamach, albo jakaś wojenka, odwróci się uwagę, jakoś dociągniemy do wyborów, może wszyscy jakoś zapomną i jakoś to będzie.

Ogólnie to to wszystko strasznie patetyczne (w angielskim znaczeniu), ale myślę że na dłuższą metę ułatwi dyskusję z różnymi populistami. Boris Johnson najpierw zachwalający wyjście a potem uciekający przed przejęciem władzy i przeprowadzeniem tego, co głosił i zachwalał to najlepszy argument za Unią. A będzie jeszcze weselej.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Polityka, polityka

Komentarze: (8)

Warto zobaczyć: Inne miejsca w Londynie

Widziałem w Londynie jeszcze mnóstwo innych ciekawych (albo i mniej ciekawych) miejsc, ale żadne z nich nie leży aż tak w profilu moich zainteresować, albo nie było aż tak ciekawe żeby poświęcić mu całą notkę. Więc może tylko krótkie wzmianki o paru (adresy na mapce na końcu notki):

  • National Maritime Museum - wydawałoby się, że muzeum morskie w stolicy kraju który panował na morzach przez kawał czasu będzie super, ale w sumie jest takie sobie. Największa jego atrakcja to zakrwawione bryczesy i pończochy Nelsona, które miał na sobie podczas bitwy pod Trafalgarem i jak umierał. Znaczy lekko przesadzam, trochę do zobaczenia jest, ale spodziewałem się więcej, a podobne muzeum w Amsterdamie było znacznie lepsze. Wstęp wolny.
National Maritimee Museum London - bryczesy i pończochy Nelsona

National Maritimee Museum London - bryczesy i pończochy Nelsona

  • Cutty Sark - nie wszedłem - kiedyś bardzo fascynowały mnie dawne żaglowce, ale tymczasem mi przeszło. Dziś zobaczyłbym najwyżej Victory. Za wejście na Cutty Sarka chcieli sporo grosza (13,50 GBP), więc dałem spokój. Darowałem sobie też replikę Golden Hinda.
Cutty Sark

Cutty Sark

  • Florence Nightingale Museum - to akurat było ciekawe, chociaż głównie tekstowe, eksponatów nie za dużo. Muzeum mieści się w szpitalu który dawno temu został zaprojektowany i zbudowany według koncepcji Florence Nightingale. London Pass działa tu, bez niego jest trochę drogo jak na takie małe muzeum - 7,80 GBP.
Florence Nightingale Museum London

Florence Nightingale Museum London

  • British Museum - szczerze mówiąc trochę przereklamowane. Straszny tłok, a zbiory mydło i powidło, co się akurat trafiło do zajumania to przywieźli. Wstęp wolny.
British Museum London - kamien z Rosetty

British Museum London - kamien z Rosetty

  • Victoria and Albert Museum - no tam to już w ogóle widać wiktoriańską koncepcję muzeum jako rozwinięcia wcześniejszych gabinetów osobliwości, jakie każdy szanujący się książę musiał mieć do pokazywania gościom. Co dostali to postawili, a że nie było w tym żadnej spójnej linii, to trzeba było zrobić dziesiątki dziwnych działów żeby nie było tak od razu widać że to śmietnik. Według mnie szkoda czasu. Ale chociaż wstęp za darmo.
Victoria and Albert Museum London

Victoria and Albert Museum London

  • Natural History Museum - to akurat niezłe. Szczególnie podobał mi się Cocoon - to taki ich magazyn wszystkich preparatów, które przez stulecia nazwozili. Oczywiście do środka się nie wchodzi, ale trochę okien, gablotek i ekranów daje wgląd w to wszystko i przy okazji wyjaśnia, jak działają nauki przyrodnicze, jak wygląda proces publikacji i peer review, dla młodzieży bardzo kształcące. Przez okno i szklaną ścianę sąsiedniego budynku możemy zobaczyć naukowców przy pracy. A syn był zachwycony sklepikiem muzealnym - bo mieli tam Giant Microbes. To takie pluszowe bakterie i wirusy, bardzo dowcipnie zrobione, można je kupić w sieci, ale przesyłka z USA dużo kosztuje. Wybór może nie był zbyt duży, u producenta przez sieć jest ich znacznie więcej, ale coś dało się wybrać - kupiliśmy bakterię E.Coli. Z innych ciekawostek w sklepiku sprzedawali suszone odchody różnych zwierząt (słoń, nosorożec itp) w pudełku. Serio, zajrzałem do pudełka, wygląda na prawdziwe. Giant Microbes bardzo polecam, muzeum też warto zobaczyć. Wstęp wolny.
Natural History Museum London

Natural History Museum London

  • London Zoo - całkiem fajne, ale w sumie zoo jak zoo. Ale London Pass działa. Na szczęście, bo drogo (dwadzieścia kilka funtów dla dorosłego).
ZSL London Zoo

ZSL London Zoo

  • Z punktu widzenia inżyniera bardzo interesująca jest sieć tube, z jej historycznymi standardami. Ale najbardziej podobał mi się DLR, a zwłaszcza stacja Canary Wharf.
DLR, stacja Canary Wharf, London

DLR, stacja Canary Wharf, London

  • Standardowych punktów w rodzaju zamków, pałaców, kościołów, galerii itp. nie będę polecał ani omawiał. Mnie większość z nich napełniła niesmakiem, ale w sumie zobaczyć trzeba, bo to jednak kod kulturowy itp.
  • Dlaczego tyle osób się pyta, czy byliśmy u Madame Tussauds? Nie nie byliśmy. Nawet przez myśl mi nie przeszło żeby tam pójść. Nie poszlibyśmy nawet gdyby było za darmo. Przecież tam nic ciekawego nie ma. W filii amsterdamskiej też nie byliśmy.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Royal Air Force Museum, London

Przyszedł czas na notkę o najciekawszej rzeczy jaką widziałem w Londynie. Chyba nie jest żadnym zaskoczeniem, że chodzi muzeum wojskowe.

Royal Air Force Museum leży z dala od centrum, w strefie 4 tube, ale nie trzeba dojeżdżać autobusem jak do Royal Artillery Museum. Znaczy od stacji tube (Colindale) jest kawałek, ze trzy czy cztery przystanki autobusu, ale te dziesięć minut piechotą to niedaleko i nie warto czekać i płacić. Wskaźniki do muzeum są już na stacji, więc trafić łatwo.

No i muzeum jest świetne. Militaryzmu jest mało, za to dużo techniki. A co najciekawsze - większość takich muzeów ma głównie małe samoloty, rzadko coś większego niż B-25 Mitchell. Tu główna część ekspozycji to bombowce, zwłaszcza duże. Od Fairey Battle, przez tego Mitchella, do Halifaxa,

R.A.F. Museum, London - Handley Page Halifax

R.A.F. Museum, London - Handley Page Halifax

Lancastera,

R.A.F. Museum, London - Avro Lancaster

R.A.F. Museum, London - Avro Lancaster

Liberatora

R.A.F. Museum, London - Consolidated Liberator B.VIII

R.A.F. Museum, London - Consolidated Liberator B.VIII

i B-17. A wszystko przytłacza Avro Vulcan - jest taki wielki że ledwie mieści się w hali, stoi wpasowany dziobem w kąt hangaru i nawet nie da się mu zrobić porządnego zdjęcia z przyczyn geometrycznych. No i niestety w hali jest strasznie ciemno a oświetlenie chyba rtęciowe, w każdym razie zdjęcia ciemne i zazielenione i nic się nie da zrobić. A pod tym Vulcanem w ogóle prawie nic nie widać.

R.A.F. Museum, London - Avro Vulcan

R.A.F. Museum, London - Avro Vulcan

Pod notką o H.M.S. Belfast Boni dziwił się, że tak mało okrętów muzeów w Anglii - według mnie to właśnie przez ich wielką ilość w użytku. One są tak masowe i zwyczajne, że nikt nie pomyśli żeby jakiegoś zachować. Tu mieli podobną sytuację z tym Halifaxem - gdzieś tak w latach 60-tych zrobili inwentaryzację zasobów muzealnych i się nagle okazało, że nie mają żadnego Halifaxa. Tyle ich było (ponad 6000) i nagle zabrakło. W końcu znaleziono jakiegoś w Morzu Północnym, wydobyto, i leży tutaj jako wrak.

A oprócz bombowców - cała masa innych samolotów. Mosquito, Mustang, Tempest, Kitty Hawk, Sunderland, Lysander... I jeszcze mnóstwo, mnóstwo innych.

R.A.F. Museum, London - Short Sunderland

R.A.F. Museum, London - Short Sunderland

Sklepik muzealny dobry, chociaż koszulki tak samo drogie jak wszędzie. Ale mają modele Airfixa (kupiliśmy set Spitfire + Bf-109 w 1:72) i sporo innych pamiątek lotniczych. A najbardziej rozbawiła mnie książka od Haynesa - miałem kiedyś z tej serii o moim Volvo, bardzo dobra była - o naprawie i restaurowaniu Avro Vulcana. No kurczę, zrobiono ich wszystkich, łącznie z prototypami 136 sztuk, z czego przetrwało koło dwudziestu, wątpię żeby jakiś był w rękach prywatnych, a jeżeli nawet, to jak kogoś stać na taki samolot (jest jeden latający, udało się go utrzymać tylko dzięki datkowi anonimowego ofiarodawcy w wysokości prawie pół bańki w funtach) to przecież nie będzie go naprawiał według książki na 300 stron! Książka musi być bardzo śmieszna.

R.A.F. Museum, London

R.A.F. Museum, London

Adres:

Royal Air Force Museum London

Grahame Park Way

London, NW9 5LL

Najbliższa stacja Tube: Colindale, Northern Line, Edgware branch

Otwarte:

  • Codziennie od 10 do 18

Wstęp wolny

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Science Museum, London

Są jeszcze niezłe muzea niewojskowe w Londynie. Jedno z nich to Science Museum.

Oczywiście nie może ono równać się z Deutsches Museum, no ale to największe muzeum techniki na świecie, inna liga. Ale Science Museum w Londynie też jest ciekawe, a przy tym wyraźnie starsze niż to niemieckie (1857 vs. 1903).

Jednego z istotnych eksponatów już tam nie ma - Nummer 3 Benza, najstarszy zachowany w oryginalnym stanie samochód świata wrócił do Ladenburga. Ale parę innych rzeczy w Londynie zostało. W końcu w Anglii rewolucja przemysłowa się zaczęła i trochę rzeczy tam wynaleziono i skonstruowano. Przy okazji anegdota dotycząca oznaczenia made in Germany: Pierwotnie tak miały być zaznaczane te gorsze, importowane z Niemiec produkty, żeby odróżnić je od tych lepszych ale droższych, angielskich. Ale wkrótce się to zmieniło - to produkty made in Germany powoli stały się lepsze, a made in Germany stało się gwarancją jakości.

Wróćmy do Londynu. W muzeum stoi trochę ciekawych eksponatów, na przykład:

Najstarsze, zachowane maszyny parowe i lokomotywy - Puffing Billy, Rocket. W końcu gdzie mają być, jak nie w Anglii.

Science Museum London - Puffing Billy

Science Museum London - Puffing Billy

Science Museum London - Rocket

Science Museum London - Rocket. W tle gruszka Bessemera

Maszyny liczące Babbage'a, oczywiście jako rekonstrukcje

Science Museum London - Differential Engine Babbage'a

Science Museum London - Differential Engine Babbage'a

Spora ekspozycja lotnicza z Vickerem Vimy na czele. To jest dokładnie ten egzemplarz, którym Alcock i Brown pierwsi przelecieli nad Atlantykiem. Tyle że oni rozbili się przy lądowaniu, samolot jest po remoncie.

Science Museum London - Vickers Vimy

Science Museum London - Vickers Vimy

Trochę techniki kosmicznej, z oryginalną kapsułą Apollo i repliką LM-a. Oczywiście część eksponatów jako modele, "Wostok" był z setu Plastikartu - widać to wyraźnie, poza NRD-owskim był tylko set od Revella z całkiem innym wnętrzem kabiny.

Science Museum London - Model statku kosmicznego "Wostok" z NRD-owskiego setu

Science Museum London - Model statku kosmicznego "Wostok" z NRD-owskiego setu

Część ekspozycji jest typowo edukacyjna, ale nie przyglądaliśmy się temu za bardzo. Był duży tłok, a i tak bardziej interesuje nas historia techniki.

Z bardziej oryginalnych wystaw mamy tu spory zbiór pionierskiego sprzętu medycznego i dioramy przedstawiające gabinety lekarskie i dentystyczne na przestrzeni dziejów.

Science Museum London - "Żelazne płuco"

Science Museum London - "Żelazne płuco"

Science Museum London - dawny gabinet dentystyczny

Science Museum London - dawny gabinet dentystyczny

Sklepik muzealny bardzo fajny, chociaż koszulki tak samo drogie jak wszędzie indziej (20+ GBP)

Ale warto zobaczyć.

Adres:

Science Museum

Exhibition Road, Kensington,

Londyn SW7 2DD

Najbliższa stacja Tube: South Kensington

Czynne:

  • Codziennie, 10-18

Wstęp wolny.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Firepower – Royal Artillery Museum, London

To jeszcze nie ta najciekawsza rzecz jaką widziałem w Londynie, ale muzeum też było ciekawe, chociaż niezbyt duże.

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Jak sama nazwa wskazuje jest to muzeum artylerii, należące do wojska. Jest położone z dala od centrum - w dawnym arsenale w dzielnicy Woolwitch - i nie tak prosto dojechać do niego komunikacją miejską. Najprostszy dojazd to DLR do North Greenwich a potem autobus. Teren nie jest już wojskowy, zbudowano na tam osiedle mieszkaniowe.

Może jeszcze mały disclaimer: To już trzecie muzeum stricte wojskowe jakie polecam odwiedzić w Londynie. Proszę jednak nie wysnuwać wniosku że fascynuję się militariami - moje zainteresowania są czysto techniczne. Ale jakoś łatwiej o dobre muzeum techniczno-wojskowe niż o dobre muzeum innotechniczne albo ogólnotechniczne. W Niemczech jeszcze nie jest z tym tak źle, ale w stolicy imperium które trzymało za mordę sporą część świata, większość muzeów techniki to muzea techniki wojskowej.

Muzeum jest całkiem fajne, stoi tam sporo różnego sprzętu. Działa normalne, samobieżne, opancerzone, wyrzutnie rakietowe... Jest też oczywiście część reklamowa, jak to nasi chłopcy spuszczali łomoty, ale nie dominuje ona całości muzeum.

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Firepower - Royal Artillery Museum, London

M110A2 8 inch self propelled gun

M110A2 8 inch self propelled gun

Część ekspozycji pokazuje historię artylerii, ale to raczej coś dla fanów starszej techniki.

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Firepower - Royal Artillery Museum, London

Co zrobiło na mnie najmocniejsze wrażenie, to to, że organizują tam urodziny dla dzieci w wieku od lat 6 do 11. Przeczytałem o tym jeszcze przed wyjazdem na stronach muzeum, trochę się pośmiałem, i tyle. Ale byliśmy tam w sobotę i akurat byliśmy świadkami takich urodzin. No i to była chyba najmocniejsza rzecz jaką w ostatnich latach widziałem. Ale więcej za parę notek - będzie dłuższy tekst relatywizujący militaryzm komunizmu, tam opiszę szczegóły i dam zdjęcia (syn zrobił nawet filmik z najbardziej spektakularno-bulwersującej akcji).

Sklepik muzealny był całkiem fajny. A najlepsze w nim były pamiątkowe naboje pistoletowe i karabinowe. Całkiem prawdziwe, tylko bez ładunku miotającego (jak sądzę, ale kto je tam wie, nie będę sprawdzał). A przy tym jak na pamiątki bardzo tanie - najdroższy, karabinowy kosztował poniżej funta (79 pensów, jeżeli dobrze pamiętam). Syn sobie taki zażyczył, kupiliśmy, obawiałem się tylko co będzie na lotnisku. No ale nie było problemu - zgłosiłem go przy oddawaniu bagażu, kazali włożyć go do walizki i po sprawie.

Muzeum polecam zainteresowanym techniką wojskową - mają tam nieco inny sprzęt niż w typowych muzeach wojskowych. Z tym że dojazd jest nieco uciążliwy, nie jest to pierwszy wybór jeżeli macie ograniczony czas w Londynie.

Adres:

Firepower
The Royal Artillery Museum
Royal Arsenal
Woolwich
London
SE18 6ST

Otwarte:

  • Od wtorku do soboty 10-17
  • W niedziele i poniedziałki nieczynne

Wstęp:

  • Dorośli 5,30 GBP
  • Dzieci 2,50 GBP
  • Z London Pass za darmo
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (3)

Warto zobaczyć: HMS Belfast, London

Imperial War Museum ma też inne odziały niż opisany we wcześniejszej notce. Jednym z nich jest krążownik HMS Belfast zacumowany na Tamizie, blisko Tower Bridge.

HMS Belfast

HMS Belfast

Jest to zdaje się największy dostępny do zwiedzania okręt wojenny w Europie.

HMS Belfast został zwodowany przed WWII, w roku 1938. Wkrótce po rozpoczęciu wojny wszedł na minę i poszedł do remontu, który trwał do 1942. Potem pływał w ochronie konwojów arktycznych, był przy D-Day a potem służył na Dalekim Wschodzie. Potem była Wojna Koreańska i dalej Daleki Wschód, a w 1963 wycofano go z czynnej służby. W roku 1971 otwarto go do zwiedzania jako okręt-muzeum, a od 1978 przeszedł on pod zarząd Imperial War Museum.

HMS Belfast

HMS Belfast

No i powiem że to jest świetne i pouczające. Zwiedzamy nie tylko podkład i nadbudówki, ale również - chociaż częściowo - prawie wszystkie poziomy pod pokładem. Zaczyna się od wejścia do wieży działowej, gdzie symulowane jest strzelanie z działa z efektami akustycznymi (chyba jednak nie w realistycznej głośności), podłoga wieży się odpowiednio trzęsie.

HMS Belfast - w wieży działowej

HMS Belfast - w wieży działowej

Dalej idziemy przez nadbudówki zwiedzając między innymi kuchnię, pralnię i oddział szpitalny. Po stromych trapach schodzimy do maszynowni i kotłowni, i to robi wrażenie. Maszynownia jest 100% autentyczna, nie jak na "Błyskawicy" gdzie pocięto wszystko co przeszkadzało w wygodnym chodzeniu (przynajmniej tak zapamiętałem, ale było to w 1987, więc mogę bredzić). Z głośników leci podkład akustyczny, twierdzą że we właściwej głośności - chociaż spodziewałem się że będzie głośniej. Niektóre części są otwarte lub porozcinane, żeby było widać ich budowę, plansze i monitory wyjaśniają działanie poszczególnych zespołów.

HMS Belfast - maszynownia

HMS Belfast - maszynownia

Zwiedzane pomieszczenia tworzą trzy ścieżki tematyczne:

  • Life on board (życie na pokładzie)
  • How it works (jak to działa)
  • Where it happens (gdzie się dzieje, czyli przedziały bojowe i nawigacyjne)

Wszystkie ciekawe. Zwiedzanie trochę trwa, jest dużo do oglądania, radzę przewidzieć na to nie mniej niż dwie godziny. Sklepik muzealny taki sobie. Koszulki słabe i drogie, inne rzeczy mało ciekawe.

HMS Belfast - kuchnia

HMS Belfast - kuchnia

Szczerze polecam, To druga najciekawsza rzecz, jaką widziałem w Londynie. Jaka była ta najciekawsza - o tym wkrótce.

Adres:

HMS Belfast
The Queen's Walk
London
SE1 2JH

Czynne:

  • codziennie 10 - 18

Wstęp:

  • Dorośli 15.50 GPB
  • Dzieci do lat 16 za darmo
  • Z London Pass za darmo
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Komentarze: (4)

Warto zobaczyć: Imperial War Museum London

Z powodu tego muzeum poprzednia notka była o muzeum Bundeswehry w Dreźnie - bo dzięki temu widać, że to leży przy przeciwległej ścianie. Zresztą dokładnie jak mówi jego nazwa - to przecież Imperialne Muzeum Wojny. Tamto było pacyfistyczne, to jest tak militarystyczne, że aż trudno przebić. Imperial War Museum to muzeum o tym, jak nasi chłopcy spuszczali łomoty różnym badgujom, chociaż czasem trudno było. A my jesteśmy z tego dumni.

Imperial War Museum London

Imperial War Museum London

Chociaż jak tak się zastanawiam, to chyba jedno takie muzeum wojskowe to przebija. Bo brytyjscy chłopcy faktycznie spuszczali te łomoty, więc można się czymś realnym pochwalić. Znam jednak (co prawda z opowiadań, osobiście tam nie byłem) takie muzeum, w którym chwalą się łomotem jaki nasi chłopcy spuścili badgujom, tyle że tak naprawdę to nasi chłopcy dostali wtedy straszne bęcki, mniejsza o przyczyny. A my jesteśmy z tego dumni. Sądzę że wszyscy czytelnicy domyślili się już, że to muzeum jest w Warszawie, a nawet jak się nazywa.

Wróćmy do Londynu. Imperial War Museum było przez dłuższy czas zamknięte, ze względu na przebudowę z okazji rocznicy wybuchu I Wojny Światowej. Otwarto je znowu w lipcu. No i syn był niepocieszony - na zdjęciach sprzed przebudowy było widać najciekawszy ich eksponat - Jagdpanther - a teraz go nie było.

Wstęp do muzeum jest darmowy, płatna była tylko wystawa o WWI. Nie weszliśmy, nie bawi to nas aż tak bardzo, a do tego kolejka była.

Imperial War Museum London

Imperial War Museum London

Ze sprzętu można w muzeum zobaczyć T-34 (no dlaczego zostawili T-34 a nie Jagdpanthera, T-34 jest jak psów, po Jagdpanthera będziemy musieli pojechać do Munsteru, a to nie po drodze), Shermana, parę samolotów (Spitfire, Harrier), V1, V2 i trochę różnych pojazdów. Ekspozycja skupia się jednak raczej na różnych konfliktach zbrojnych, w których żołnierze angielscy brali udział. Nie tylko WWI i WWII - również na późniejszych. Falklandy, Irlandia Północna, Afganistan, Irak...

Oprócz własnego sprzętu jest sporo rzeczy trofiejnych, na przykład kawałki zestrzelonych samolotów,

Zestrzelony samolot japoński

Zestrzelony samolot japoński

czy radar Würzburg A

Niemiecki radar Würzburg A

Niemiecki radar Würzburg A

często dość kuriozalnych, jak to przywiezione z Iraku:

Imperial War Museum London

Imperial War Museum London

Są jeszcze wystawy o broni jądrowej i o męczeństwie narodu angielskiego w WWII, z akcentami humorystycznymi. Cel do postrzelania sobie dla ludności, miał wyglądać jak pluskwa z głową Hitlera

Cel do strzelania, powszechnego użytku

Cel do strzelania, powszechnego użytku

A ukoronowaniem wystawy jest taki oto przejechany samochód

Imperial War Museum

Imperial War Museum

Zupełnie nie wiem, co miał symbolizować.

Muzeum polecam raczej jako studium stanu umysłu niż muzeum techniczno-wojskowe. Za dużo jednostronnie widzianego militaryzmu.

Sklepik muzealny taki sobie, zwłaszcza koszulki dość słabe i aż po 17-20 funtów.

Adres:

Imperial War Museum London
Lambeth Road
London SE1 6HZ

Otwarte:

  • 10 - 18

Wstęp wolny

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Kolejny rok, kolejne wakacje

I znowu minął rok, i znowu były wakacje. Tym razem pojechaliśmy na dwa tygodnie do Londynu. Postaram się wygospodarować trochę czasu na nowe notki, zwłaszcza z cyklu "Warto zobaczyć", a na razie trochę luźnych wrażeń.

  • Jakoś tak się trafiło, że dotąd nie byłem w Londynie, ani nawet w Anglii. Przed wyjazdem wziąłem przewodnik i wypisałem listę obiektów które chciałbym zobaczyć. No i wyszło, że na dwa tygodnie to za dużo i trzeba z niektórych rzeczy zrezygnować - w końcu to stolica byłego imperium i jest co oglądać. Szczęka mi jednak opadła, jak paru znajomych się zapytało "Co będziecie robić w Londynie przez aż dwa tygodnie? Tydzień wystarczy."
  • Londyn jest dość drogi. Po zeszłorocznym urlopie wydawało mi się, że 15 euro za wstęp do muzeum - jak w Holandii - to drogo. W Londynie muzea państwowe są za darmo, ale w innych 18-20 funtów to norma. A te państwowe też dość nachalnie chcą co łaska, a wszystko co może kosztować (na przykład wystawa okresowa) kosztuje nieźle. Ale przynajmniej toaleta za darmo.
  • Jest coś takiego jak London Pass, dający wstęp do wielu muzeów za darmo. Ale - inaczej niż przy trochę podobnej karcie holenderskiej - tą kartę kupuje się zgrzytając zębami. Bo ona nie jest tania i jest ograniczona czasowo (1, 3 lub 6 dni) - żeby wyjść na plus trzeba się naprawdę wysilić. W kilku miejscach London Pass omija kolejkę do kasy, ale w naszym przypadku to oszczędziliśmy w sumie może kwadrans, a może nawet nie. A na przykład długiej kolejki w Tower do oglądania korony London Pass nie omija. Czyli przed zakupem policzcie dobrze, czy się wam opłaci. Zaplanujcie zwiedzanie, uwzględnijcie że praktycznie wszystko jest czynne tylko od 10 do 18 (albo i krócej), czasy dojazdu są często niebagatelne, takie rzeczy jak Windsor czy Hampton Court to wycieczki całodzienne, a inne punkty w praktyce da się obejrzeć najwyżej dwa na dzień, tylko wyjątkowo trzy. EDIT: Podliczyłem i wyszło, że na trzy osoby przy sześciodniowym passie jesteśmy 100 funtów na plusie. Ale przy tym od długiego i intensywnego chodzenia znacząco spadło mi ciśnienie krwi - i to oczywiście jest duża zaleta. EDIT2: A jak już będziecie zamawiać, to guglnijcie najpierw za "london pass discout" - jest nieustająca oferta na 10% zniżki za wpisaniem kodu. Taka pułapka na nieuważnych.
  • Komunikacja miejska ma opinię bardzo drogiej, ale ja tak nie uważam. Trzeba tylko wziąć Oyster Card - taka kartę jakiej używają miejscowi. To nie jest żaden problem, parę minut i już, kaucja 5 funtów, płaci się wtedy około połowy tego co za bilety jednorazowe i dziennie nie więcej niż ileśtam. We Frankfurcie bilet z domu na lotnisko (pół godziny jazdy) kosztuje mnie ponad cztery euro, w Londynie tube z Heathrow do centrum (prawie godzina) 3 funty. Może nie bardzo tanio, ale ujdzie. Nie dajcie się tylko wpuścić w sprzedawaną razem z London Passem London Travelcard ani w Visitor's Oyster Card. I nie ma co kazać wysyłać jej pocztą do domu - to niepotrzebny wydatek.
  • Spanie w Londynie jest bardzo drogie, ale udało mi się znaleźć niezły kompromis między odległością od centrum a ceną. Strefa 3, typowy szeregowy domek wiktoriański, nie był to Hilton, ale kosztował niewiele więcej niż zeszłoroczne domki w Belgii i w Amsterdamie, a był całkiem OK.
  • W szczególny podziw wprawiła mnie instalacja kanalizacyjna poprowadzona na zewnątrz budynku, z wylotem doprowadzonym po prostu do kratki ściekowej. Z toalety chyba też.
Arcydzieło sztuki kanalizacyjnej, Londyn, XXIw.

Arcydzieło sztuki kanalizacyjnej, Londyn, XXIw.

  • Nazwijcie mnie rasistą, ale cokolwiek przeszkadzali mi spotykani na każdym kroku przedstawiciele jednej takiej grupy narodowościowej. U nas we Frankfurcie aż tylu ich nie ma, a tam na sąsiedniej ulicy był nawet specjalny sklep z ich żywnością, a w kilkunastu innych sklepach innych narodowości (a nawet w dużym supermarkecie) ich żywność też była dostępna w dużym wyborze. Ich język słychać było wszędzie. Nie po to wyjechałem z kraju, żeby teraz się z nimi tak często spotykać.
  • Miejscowi generalnie bardzo uprzejmi, czasem do przesady. Na stacji tube z której co dzień wyruszaliśmy do miasta jedna pani z obsługi pewnego razu żegnała się indywidualnie i z podaniem ręki z przechodzącymi pasażerami (z nami też), bo od następnego dnia szła na urlop. To chyba nie była jednak taka uprzejmość, tylko brak jakiegokolwiek życia prywatnego.
  • Już przy przyjeździe mieliśmy problem, bo dojechaliśmy tubem z Heathrow do centrum, gdzie mieliśmy się przesiąść na inną linię, a ona akurat nie jeździła. No i żadnej informacji co dalej - w Niemczech zaraz by było mnóstwo wywieszek i wskaźników, a tu nic. Żadna inna linia nie wchodziła w rachubę, wyszliśmy na powierzchnię i zaczęliśmy się rozglądać za autobusem. Oczywiście wszystkie te nazwy dokąd one jechały nic mi nie mówiły. Ale wkrótce syn zauważył, że na niektórych z tych autobusów jest napisane "Rail Replacement Service". Wsiedliśmy więc. To był stary piętrus, leciała w nim muzyka, playlista całkiem niezła, jak u nas w rockowym Radio Bob. Zawiózł nas z grubsza gdzie trzeba, potem trzeba było jeszcze kawałek następnym. No ale się udało. Wniosek: Koniecznie i codziennie sprawdzać zakłócenia w ruchu, hasło do guglania "london tube updates".
  • W Anglii - wiadomo - ruch lewostronny, ale którą stroną chodnika należy chodzić nie udało mi się ustalić. Zazwyczaj była to strona lewa, ale jakoś niekonsekwentnie. A na schodach ruchomych każą stać z prawej, jak u nas.
Look right!

Look right!

  • Co innego zobaczyć to w telewizji albo u Monty Pythona, co innego na własne oczy. Ta ich szlachta i royalsi to jednak straszny relikt dawnych, mrocznych epok. Naprawdę dobrze że i w Polsce i w Niemczech już prawie sto lat temu ukrócono te gry i zabawy klasy próżniaczej.
  • Żona chciała zobaczyć Harrodsa, więc też weszliśmy. Na chwilę. Posumowanie: Katedra pod wezwaniem Św. Konsumpcji. Byłem zniesmaczony. O wiele gorzej niż KaDeWe. A już najbardziej obciachowe było zaparkowane obok Maserati w kolorze lazur metalik (jakiś specjalnie drogi, matowy) z krawędziami oklejonymi na pomarańczowo. Normalnie wiejska dyskoteka, ale na cholernie bogato. Po wyjściu z tej świątyni byłem gotowy iść na barykadę, ale akurat żadnej w pobliżu nie było.
  • W telewizji obejrzałem "You've Been Framed!", czyli pierwowzór niemieckiego "Upps! Die Pannenshow", i zupełnie nie rozumiem o co chodzi tym wszystkim ludziom wychwalającym angielski humor jako szczególnie wyrafinowany. Przecież to było pukanie w dno od spodu, większość tych filmików nie pojawiło się w "Upps!" bo zbyt denne były, a teksty w tle w ogóle nie śmieszne. To już niemieckie są chociaż czasem rzeczywiście zabawne.
  • Pooglądałem BBC, które to w dyskusji pod notką o telewizji niemieckiej było przywoływane jako wzór telewizji publicznej. No i przywołujący to chyba nigdy tych programów nie oglądali - ciągle jakieś durne seriale i teleturnieje, sensowne wiadomości tylko na jednym programie, tylko jeden kanał w którym czasem leciały jakie-takie pozycje popularno - naukowe, z których zresztą większość widziałem już w telewizji niemieckiej. Nowe dla mnie były tylko niezłe programy z Davidem Attenborough ("Natural Curiosities") i seria "How Britain worked". W niemieckiej telewizji publicznej zazwyczaj mogę wybierać z paru niezłych rzeczy lecących równolegle.
  • Angielskie ciastka są straszliwie słodkie, nie smakowały mi.
  • W supermarkecie znaleźć kasę z obsługą trudno, a rano w ogóle niemożliwe. W Niemczech kasy samoobsługowe się już pojawiają, ale raczej jako wyjątek i tylko dla niewielkich zakupów. A tu nawet normalna kasa z taśmą, tylko klient sam skanuje.
  • W tym samym supermarkecie stoisko odzieżowe, a przymierzalni nie ma. Jak oni w ogóle sprzedają na przykład spodnie? A nawet w dużym Marx&Spencer, na piętrze gdzie stoisko dla dzieci też przymierzalni nie ma i każą iść piętro niżej, na męskie. A na męskim do przymierzalni mamy nie chcą wpuścić, żeby zobaczyła jak spodnie na synu leżą. Nic tam nie kupiliśmy w związku z tym. Jak mawia WO, chodź wizuchna, nie chcą nas tu.
  • Już od dawna noszę się z notką relatywizującą propagandowość i militaryzm realnego socjalizmu. Wizyta w Anglii (a zwłaszcza w Imperial War Muzeum i w Royal Artillery Museum) zrelatywizowała mi to jeszcze bardziej i notka na pewno powstanie.
  • Niemiecki chleb jest nadal najlepszy na świecie.

Tak więc stay tuned - postaram się wkrótce parę notek napisać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (6)

Na wystawie widziane: Lomax 223

Wspominałem już kiedyś, że na ulicy zobaczyłem dziwnego trójkołowca, podejrzewałem że to jakiś  Morgan. Na ostatniej wystawie pojawił się taki właśnie (a może i ten sam) i stąd wiem że to był Lomax 223.

LoMax 223

LoMax 223

Lomax 223 to prawdziwa ciekawostka. Wygląda staro, faktycznie był zainspirowany Morganem, ale w zasadzie w ogóle nie jest to oldtimer bo najstarsze nie mają jeszcze nawet 30 lat (start produkcji w 1982). Ale można też liczyć inaczej - podwozie i silnik są z używanego 2CV, ostatnie takie wyprodukowano w 1990, ale można wziąć znacznie starszego.

LoMax 223

LoMax 223

Nazwa Lomax to skrót od Low cost - Maximum fun, 223 to 2 cylindry2 siedzenia, 3 koła. Samochód ten to - uwaga - zestaw do samodzielnego montażu zbudowany na bazie Citroena 2CV. Bezpośrednio z kaczuchy trzeba wziąć ramę podwozia, przednie zawieszenie i silnik. Tylna oś została zastąpiona pojedynczym kołem (podobno w niektórych krajach daje to o wiele niższe stawki podatku drogowego), silnik nie ma wentylatora - chłodzony jest tylko wiatrem, jak w motocyklu. Zamknięte nadwozie oryginału zostało zastąpione dwumiejscowym otwartym, punkty mocowania do ramy są w dokładnie tych samych miejscach co w 2CV.

LoMax 223

LoMax 223

Low cost rzeczywiście jest, cena kompletnego zestawu zaczyna się od jakichś 3.000 EUR. Ale do tego trzeba kupić sobie 2CV, nie mam pojęcia za ile. Całkowity koszt pojazdu kupionego jako gotowy z fabryki wychodzi od 7.500 do 15.000 EUR, zależnie od wyposażenia, co trudno już uznać za tanio. W końcu to jest w zasadzie mikrosamochód, tyle że sportowy i z napędem na przód. Montaż raczej nie jest zbyt skomplikowany, instrukcja montażu ma wszystkiego 20 stron, doświadczony mechanik ma złożyć Lomaxa w 45-50 godzin (tak przynajmniej twierdzi instrukcja). Uda się to w tym czasie oczywiście przy założeniu, że bazowe 2CV jest sprawne i w dobrym stanie. Wszystkie śruby sa metryczne, spawanie nie jest wymagane.

LoMax 223

LoMax 223

Strony producenta TUTAJ. Firma robi również inne zestawy do samodzielnego montażu, na przykład wersję 4-kołową Lomaxa a nawet pojazdy wyglądające jak normalny sportowy samochód.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Skomentuj

Na ulicy widziane: TVR Cerbera

Wczoraj na parkingu Ikei zobaczyłem coś baardzo egzotycznego. Aż musiałem sięgać do sieci żeby sprawdzić co to w ogóle jest. A jest to TVR Cerbera. Kto takim czymś przyjeżdża do Ikei, i to z Anglii?

TVR Cerbera, 1996-2003

TVR Cerbera, 1996-2003

Jak czytam to ten TVR to w sumie manufaktura, chociaż chyba trochę większa niż na przykład niemiecki Wiesmann (też muszę napisać o nich notkę). W sumie nie wiem o nich nic ponad to, co jest w Wikipedii.

Ale przy okazji znalazłem co to jest to, co parkuje u mnie pod oknem (miałem o tym notkę). To też jest TVR - model Tasmin. Właściciel musi być dumny że jeździ czymś rzadkim - tego modelu w sumie wyprodukowano tylko koło 1200 sztuk, z czego tylko część cabrio. Może ta duma rekompensuje mu problemy techniczne - w lecie miał ciągle trudności z chowaniem świateł i jeździł stale z wysuniętymi.

TVR 280i Tasmin, 1981-1988

TVR 280i Tasmin, 1981-1988

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Skomentuj

Strona 1 z 212