Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Samolot w zebrę, kaczka się nazywa

Włączyłem telewizor i trafiłem na stary film, o którym od dawna chciałem napisać notkę. Notka ma się zacząć od zdjęcia:

Dornier Do-27 Bernhard Grzimek (replika) w zoo we Frankfurcie

Dornier Do-27 Bernhard Grzimek (replika) w zoo we Frankfurcie

 Zdjęcie pochodzi z frankfurckiego ZOO, na pierwszy rzut oka samolot jak samolot, tyle że w paski. Ale ten samolot jest też dostępny jako model do sklejania firmy Revell (EDIT 2014.02.25 - właśnie zniknął ze stron Revella, musiałem odlinkować) Czyli musi być w nim coś więcej.

Pewną wskazówką może być nazwa pawilonu na którym samolot stoi. Jest to Grzimek-Haus. Bernhard Grzimek urodził się w roku 1909 w Nysie. Studiował weterynarię, zrobił z niej doktorat, a potem pracował  w ministerstwach związanych z rolnictwem. W czasie wojny był weterynarzem w wojsku, ale jednocześnie robił hobbystycznie i na własną rękę badania nad zachowaniem koni. Pod koniec wojny podpadł Gestapo, bo dostarczał żywność ukrywającym się Żydom. Musiał więc uciekać i tak trafił do Frankfurtu, gdzie wkraczający właśnie Amerykanie zrobili go dyrektorem ZOO.

Grzimek jako dyrektor ZOO radził sobie doskonale, nie dopuszczając do jego likwidacji. Tymczasem jednak zawistnicy oskarżyli go o zatajenie przynależności do NSDAP. Trochę potrwało, zanim udało mu się odeprzeć zarzuty.

W latach 50-tych Grzimek zajął się problematyką ochrony dzikich zwierząt w Afryce. I tu dochodzimy do filmu, który starsi czytelnicy może pamiętają, bo chyba leciał w telewizji w początku lat 70-tych. W każdym razie wydaje mi się że jak byłem mały widziałem przynajmniej kawałek jego na czarno-białym telewizorze. Film miał tytuł "Serengeti darf nicht sterben" (Serengeti nie może umrzeć) i był to pierwszy po wojnie film niemiecki, który dostał Oscara. W kategorii filmów dokumentalnych. Był rok 1959.

Film został zrealizowany podczas badań prowadzonych przez Bernharda Grzimka i jego syna Michaela w Tanzanii. Specjalnie dla tych badań obaj nauczyli się pilotażu, z powietrza liczyli zwierzęta i obserwowali trasy ich wędrówek. Używali do tego samolotu Dornier Do 27, pierwszego powojennego typu samolotu niemieckiego który był produkowany w dużej serii. Samolot był charakterystycznie pomalowany i miał rejestrację D-ENTE (Ente to kaczka). Przy tym realizowali film, co wtedy wcale nie było tak oczywiste jak dziś. Badania te miały być podstawą pracy doktorskiej Michaela. Stało się jednak inaczej - Michael zderzył się na wysokości 200 metrów z sępem, samolot utracił sterowność i rozbił się, a sam Michael Grzimek zginął.

W Niemczech zachodnich istnieje instytucja zajmująca się oceną filmów i od jej werdyktu dość mocno zależy sukces kasowy filmu (jak dadzą ocenę "szczególnie wartościowy" to bilety kupuje o wiele więcej ludzi). Więc filmowcy idą często na ustępstwa, działa to prawie jak cenzura prewencyjna. No i ci "cenzorzy" kazali zmienić w filmie dwie wypowiedzi czytane przez narratora, które były krytyczne w stosunku do ludzkości generalnie. Serio, bez problemu przepuścili sceny z kąpiącymi się nago miejscowymi dziewczynami - biała kobieta pokazująca cycki w roku 1959 nie przeszłaby na 100%, ale pewnie czarnych nie uważali za ludzi - a zakwestionowali górne i chmurne teksty w stylu "Lwy nie zabijają osobników ich gatunku, ludzie dobrze by zrobili, gdyby się zachowywali tak jak lwy". Drugi zakwestionowany fragment tekstu jest tak górnolotny, że dziś by po prostu żenował, ale to raczej nie ze względu na żenę kazano go zmienić.

Film oglądany dziś jest - nawet w porównaniu z bieżącą, nieporównanie lepszą technicznie i realizacyjnie produkcją - całkiem niezły i interesujący, jedno co się zestarzało to teksty czytane przez narratora. Narrator ciągle opowiada to, co widać na ekranie (to jeszcze nie jest specjalny zarzut, bo kamery nie rejestrowały dźwięku więc komentarz musiał być), ale czyni to w sposób nieznośnie patetyczny. Młody Grzimek prezentuje swoją nordycką sylwetkę i jest filmowany na Übermenscha, co dziś cokolwiek drażni.

Mimo to film polecam, nie tylko jako dokument tamtych czasów. W niemieckiej telewizji można zobaczyć go dość często. Na zachętę tubka:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (2)

Las miejski: Żaby wędrują

Co roku wczesną wiosną żaby wędrują przez las do stawu, żeby się tam rozmnożyć. Ponieważ muszą do tego przejść przez wąską drogę prowadzącą do knajpy koło stawu, droga na ten czas jest zamykana.

Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare

Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare


Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare

Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare

 Już od paru tygodni chodzę do lasu żeby zrobić zdjęcia żabom na drodze, ale jakoś się nie udało. Dziś okazało się, że żaby już przeszły i kłębią się w wodzie.

Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare

i kopulują ile wlezie.

Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare

 Nie wszystkie przeżywają trudy wędrówki po zimowaniu.

Ropuchy szare

Ropuchy szare

Ale skrzeku jest dość żeby populacja nie zmalała.

Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (8)

Jak to się robi w Niemczech: Wybory samorządowe

W następną niedziele mamy we Hesji wybory samorządowe, więc to dobra okazja żeby opowiedzieć jak to jest w Niemczech.

Wybieramy  władze miejskie i gminne. Jak to w Niemczech w każdym landzie są trochę inne zasady, więc to co napiszę będzie dotyczyło Hesji a w szczególności Frankfurtu.

Zgodnie z Konstytucją, czynne prawo  wyborcze w wyborach samorządowych mają również obywatele krajów Unii mieszkający na danym obszarze. Czyli ja też.

We Frankfurcie wybieramy 93 osoby z 18 list wyborczych i 859 kandydatów. Karta do głosowania to wielka, składana płachta papieru 60 x 120 centymetrów. A jaką sobie wymyślili ordynację!

Na zdjęciu: Wzór karty do głosowania, jaki każdy z uprawnionych do głosowania dostaje pocztą.

Karta wyborcza do wyborów samorządowych

Karta wyborcza do wyborów samorządowych

Na karcie wyborczej każdy może postawić do 93 krzyżyków. Oczywiście postawienie przez pomyłkę dziewięćdziesiątego czwartego powoduje że głos staje się nieważny. Na szczęście oprócz stawiania krzyżyków indywidualnie mamy jeszcze inne możliwości:

Można postawić krzyżyk przy wybranej liście wyborczej, również więcej niż jednej. Wtedy każdy kadydat z niej dostaje po jednym krzyżyku, jak zostanie krzyżyków to po drugim itd.:

Wybory samorządowe - wybór listy

Wybory samorządowe - wybór listy

 Wybranym kandydatom można dać więcej niż jeden głos (max. 3), nazywa się to kumulacją:

Wybory samorządowe - kumulacja

Wybory samorządowe - kumulacja

Można dawać po parę głosów kandydatom z różnych list wyborczych, nazywa się to panaschieren, nie wiem czy jest w ogóle na to słowo polskie, po angielsku to cross-voting:

Wybory samorządowe - panaschieren

Wybory samorządowe - panaschieren

Można zagłosować na listę, ale skreślić tych, którzy nam się nie podobają:

Wybory samorządowe - skreślanie kandydatów

Wybory samorządowe - skreślanie kandydatów

Można te sposoby dowolnie ze sobą kombinować.

Wybory samorządowe - kombinacja

Wybory samorządowe - kombinacja

Ogólnie strasznie to skomplikowane, na pewno wymyślił to jakiś informatyk z banku. Żeby jeszcze było wiadomo, kogo by tu wybrać. Zostawię omawianie partii ogólnokrajowych, o tym innym razem, dziś skupię się na dziwacznym planktonie.

Listy wyborcze są ułożone według ilości głosów, które komitety wyborcze uzyskały w poprzednich wyborach. Stąd na początku mamy duże partie ogólnokrajowe: CDU, SPD, FDP, Bündnis 90/Die Grünen i Die Linke (czyli spadkobiercy NRD-owskiego SED). Dalej następuje lokalna grupa protestu:

  • FAG - Flughafenausbaugegner (Przeciwnicy rozbudowy lotniska) - Sposób podejmowania decyzji o rozbudowie też mi się nie podoba, ale samo mówienie NIE! to jak dla mnie trochę za mało żeby ich wybrać.

Potem mamy dwie partyjki ultraprawicowe - Die Republikaner i NPD. Obie mają zasięg ogólnokrajowy, więc o nich innym razem. Wszystkie następne listy to już totalna egzotyka:

  • ÖkoLinX - Antirassistische Liste - ich strona daje po oczach, sądząc po hasłach typu "Wir sind der Tritt in den Arsch der Herrschenden" (Jesteśmy kopem w dupę panujących) i reklamie książki o Ulrike Mainhof to jest to skrajna lewica anarchistyczna.
  • Muslimische Union (Unia Islamska) - nie znajduję ich strony w sieci, ale oni prawdopodobnie chcą wprowadzić tutaj szariat.
  • Piratenpartei Deutschland - to zorganizowani linuksiarze w sensie WO. Serio, tacy wierzący w Stallmana, walczą o  wolność informacji i zniesienie patentów.
  • FFM - Frankfurt für Morgen - Nie mam siły czytać białych liter na wściekle fioletowym tle, ale zauważyłem że chwalą się że nie mają żadnego programu tylko jakiś cel, którego bliżej nie sprecyzowali. Albo nie dojrzałem, przez ten gryzący fiolet.
  • Internationale EinwanderInnen Liste (Międzynarodowa Lista Imigrantów/-tek) - nazwa mówi chyba wszystko.
  • Bündnis für Innovation und Gerechtigkeit - Jako program wypisują standardowe bla bla bla, nie moge się doczytać czym różnią się od zwykłego proszku.
  • Partei für Arbeit, Rechtstaat, Tierschutz, Elitenförderung, und basisdemokratische Initiative - zwracam uwagę na to, że skrót od tej nazwy brzmi Die PARTEI czyli Partia. Chodzi o Partię z dużej litery, tak jak mówiono w NRD na SED albo w Polsce na PZPR. To są jajcarze związani z pismem satyrycznym Titanic. Wystawiają oni swoich kandydatów w wyborach różnych szczebli, jak im raz odmówiono rejestracji złożyli skargę która doszła aż do Trybunału Konstytucyjnego. Partia w programie ma odbudowę muru i powtórny podział Niemiec. Stylistycznie odwołuje się w jajcarski sposób do SED a nawet do NSDAP (młodzieżówka partii nazywa się Die Hintnerjugend od nazwiska jej szefa, pozdrawiają się słowami "Hi Hintner"). Więcej o nich TUTAJ.
  • EUROPALISTE FÜR FRANKFURT - caps lock mi się nie zaciął, oni się piszą kapitalikami. Jest to lista kandydatów bezpartyjnych bez wspólnego programu.
  • Allianz Graue Panther - Jeżeli dobrze zrozumiałem to jest to partia emerytów, jej program jest kolorowym miksem haseł populistycznych. Zmienili nazwę i się co chwilę użalają że przez to polecieli na ostatnie miejsce na karcie do głosowania. Looserzy i tyle.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (3)

Powodzi się nam tu, we Frankfurcie

Po mroźnym i śnieżnym okresie zrobiło się gwałtownie ciepło, a na dodatek popadał deszcz. I to po rzece widać.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

 Stany alarmowe są oczywiście dawno przekroczone.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

Ale specjalnego problemu nie ma. Jedynie Stare Miasto wymagało zabezpieczenia.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

Zalane są tylko bulwary spacerowe nad Menem, ...

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

posterunek ratownictwa wodnego, ...

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

 kawałek ulicy.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

Klub wioślarski musiał otworzyć drzwi rzece, ...

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

chociaż teraz nie musieliby wynosić łodzi - mogliby wypłynąć wprost ze swoich pomieszczeń.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

 Zalana jest też wysepka, na której zazwyczaj siedzi mnóstwo ptaków wodnych (to tam, gdzie drzewa).

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

 Ptaki siedzą na brzegu i patrzą na swoją wysepkę jak, nie przymierzając, powodzianie na swoje zniszczone domy.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

Trzeba przyznać, że firma budowlana prowadząca prace na bulwarze się wykazała.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

Woda przelewa się przez bramę śluzy na Menie.

Powódź we Frankfurcie

Powódź we Frankfurcie

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Krzyżacy w lesie miejskim!

Spacerując po lesie miejskim możemy natknąć się na interesujące kamienie, z całą pewnością nie pochodzenia naturalnego.

Po jednej stronie każdego z tych kamieni znajduje się tarcza z krzyżem - łatwa do zidentyfikowania jako godło zakonu krzyżackiego.

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

 Z drugiej strony litera F, jednak w lustrzanym odbiciu (na zdjęciu trochę słabo widać).

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

Takich kamieni jest w lesie miejskim około pięćdziesięciu. Mają one już dobrze ponad 500 lat, a ich historia jest następująca:

W roku 1221 cesarz Fryderyk II podarował część dzisiejszego lasu miejskiego i odpowiednie prawa do polowania i wypasu Zakonowi Krzyżackiemu (ciekawe że wtedy świnie wypasano w lesie - jadły żołędzie i orzeszki bukowe). W roku 1372 miasto Frankfurt kupiło za 8.800 guldenów las od cesarza Karola IV i chciało odzyskać również części zajętą przez Zakon. Spór miasta z Zakonem toczył się przez ponad 100 lat i został zakończony w roku 1484 kompromisem. W jego wyniku miasto dostało las za jednorazową opłatę, a Zakon zatrzymał prawo do wypasania zwierząt na terenie wyznaczonym tymi właśnie kamieniami.

Przypuszcza się, że kamieniarz wykonujący kamienie graniczne nie umiał czytać i niewłaściwie przyłożył szablon, stąd odwrócenie frankfurckiego F.

Na zdjęciu: Plan lasu miejskiego, granica terenu zakonnego zaznaczona czerwonymi punktami (na standardowym LCD trochę słabo widać, na wyświetlaczu mojego VAIO kolory są znacznie lepsze).

Mapa z naniesioną granicą między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt (Schäfersteinpfad)

Mapa z naniesioną granicą między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt (Schäfersteinpfad)

Jak z tej historii widać zakon krzyżacki nigdzie nie był łatwym partnerem do negocjacji, zwłaszcza gdy chodziło o teren.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Kinder-Uni 2010

O Kinder-Uni już pisałem:

Kinder-Uni 2008
Kinder-Uni 2009

W tym roku ta impreza też się odbyła, w tym samym miejscu i na tych samych zasadach co w poprzednim. Nie będę się więc powtarzał tylko od razu napiszę o tym, co było na wykładach. Byłem na czterech z nich, a moje dziecko na wszystkich pięciu

Kinder Uni 2010 - plakat

Kinder Uni 2010 - plakat

W poniedziałek pani profesor od nauk o Ziemi opowiadała o zużyciu wody. Dość ciekawie, ja też się czegoś dowiedziałem. Pani profesor zaprezentowała na modelu dobowe zużycie wodociągowej wody przez przeciętnego obywatela Niemiec (124 litry) i porównała tą wielkość ze zużyciem wody potrzebnej na wyprodukowanie żywności dla tego samego obywatela, również na dobę - 4 metry sześcienne. Teraz ta ciekawostka: Gdyby przejść na dietę wegetariańską byłyby to 3 metry sześcienne. Spodziewałem się, że ta różnica będzie większa. Na zdjęciu: z prawej 124 litry, z lewej 4 metry sześcienne.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Zużycie wody na wyprodukowanie żywności dla człowieka na dzień

We wtorek był wykład z archeologii na temat "Dlaczego w okolicy znajduje się tak wiele rzymskich monet?". Podobny był niezły, a ramach show po sali przechadzali się rzymscy legioniści. A sama odpowiedź jest oczywiście prosta - Frankfurt leży już po rzymskiej stronie Limesu. Limes jest jeszcze widoczny - jak będę w okolicy robię zdjęcia i notkę.

W środę był wykład z biochemii - na temat krzepnięcia krwi. Prowadzący go profesor poszedł trochę na łatwiznę i wykroił wykład dla dzieci z normalnego wykładu dla studentów, więc było trochę nudno i dla części dzieci za trudno. Na zdjęciu: Wąż pożyczony z zoo.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Wąż wypożyczony z zoo

W czwartek  profesor biologii miał wykład o produkcji biopaliw. Wykład był ciekawy, podobno oni tam wszczepili DNA bakterii do komórek drożdży uzyskując organizmy mogące przetwarzać odpady drzewne wprost na bioetanol. Nauczył też dzieci tak pożytecznej umiejętności jak destylacji spirytusu z wina (patrz zdjęcie).

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Destylacja alkoholu z wina

No i znowu najciekawszy wykład był w piątek i z biologii. Nie było żadnego show i tanich efektów, tylko profesor od biologii morza i badań głębinowych opowiadał i pokazywał zdjęcia, filmy i preparaty. Zakonserwowane w alkoholu ryby głębinowe można było dotknąć - normalnie zna się je tylko z rysunków albo zdjęć. Znowu się czegoś dowiedziałem - we wszystkich źródłach z jakimi się dotąd zetknąłem było napisane, że tych ryb głębinowych nie da się wyciągnąć na powierzchnię, bo je różnica ciśnień zabija. Profesor twierdził jednak, że one nie mają w sobie ani trochę gazów (pęcherza pławnego też nie), a zabija je szok termiczny. Można je wyciągnąć żywe, tylko trzeba ustabilizować temperaturę wody. ("Tylko", to się tak łatwo mówi).

Na zdjęciu: gąbki głębinowe.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Gąbki głębokowodne

Na zdjęciu: krab głębinowy

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Krab głębokowodny

Na zdjęciu: To jest taki anglerfish/Anglerfisch jak w każdym źródle o głębinach oceanu, tyle że jako preparat do pomacania.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Anglerfisch

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Niebo nad Frankfurtem 2

Pewien czas temu pisałem o niebie nad Frankfurtem. Dla porównania normalny stan nieba w tej okolicy:

Niebo nad Frankfurtem

Niebo nad Frankfurtem

Co pewien czas jacyś ekoterroryści robią akcję pokazując dokładnie takie obrazki na bilbordach (nawet zazwyczaj z dokładnie takim tytułem jak u mnie), a ja zupełnie nie rozumiem czego oni chcą. Krzyżujące się smugi kondensacyjne na różnych wysokościach podświetlone od dołu wschodzącym lub zachodzącym słońcem to naprawdę coś pięknego.

Niebo nad Frankfurtem

Niebo nad Frankfurtem


Niebo nad Frankfurtem

Niebo nad Frankfurtem

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Krzyżacy we Frankfurcie!

Jedna z istniejących do dziś placówek zakonu znajduje się we Frankfurcie, tuż nad Menem.

Tędy do Krzyżaków we Frankfurcie

Tędy do Krzyżaków we Frankfurcie

Oprócz kościoła i klasztoru mieści się tam muzeum ikon oraz prowadzone przez zakon przedszkole. Nie jest ono niczym nietypowym - bardzo wiele przedszkoli w Niemczech prowadzonych jest przez kościoły zarówno katolickie jak i ewangelickie. Ciekawostką jest, że dyrektorką tego przedszkola jest polska siostra zakonna należąca do zakonu krzyżackiego.

Budynki Zakonu Krzyżackiego we Frankfurcie

Budynki Zakonu Krzyżackiego we Frankfurcie

Teren ten został własnością zakonu już w 1221 roku. Potem było różnie - raz im odbierano, innym razem oddawano. Ostatnia zmiana stosunków własnościowych zaszła w 1958 - zakon odkupił teren wraz z ruinami zabudowań - budynki zakonne zostały zniszczone w czasie wojny i odbudowane ze środków zakonnych w latach 60-tych. Nie udało mi się znaleźć żadnego zdjęcia przedstawiającego stan po bombardowaniu, nie wiem więc ile jest nowe.

Muzeum Ikon w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

Muzeum Ikon w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

 

Kościół w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

Kościół w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

 Członkowie zakonu pojawiają się na uroczystościach religijnych w strojach organizacyjnych.

Zakonnik krzyżacki na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Zakonnik krzyżacki na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Polak w takiej sytuacji sięga po komórkę żeby zadzwonić po Jagiełłę (abonent poza zasięgiem niestety).

Zakonnicy krzyżaccy na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Zakonnicy krzyżaccy na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Loading
Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt
Google MapsZnajdź drogę

W następnym odcinku: Krzyżacy w lesie miejskim.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Zielony sos frankfurcki

Drugą potrawą z Frankfurtem w nazwie jest zielony sos frankfurcki (Frankfurter Grüne Sauce).

Zielony sos robi się z dużej ilości liści siedmiu ziół. W jego skład według klasycznego miejscowego przepisu wchodzą:

Niezły zestaw, poza pietruszką, szczypiorkiem i szczawiem nie rozpoznałbym na polu właściwych roślin. Nawet rzeżuchy nie, bo normalnie widzi się ją tylko małą, hodowaną na talerzu. W dobrym zestawie żadnego z ziół nie ma więcej niż 30%, dodawanie koperku lub zastępowanie nim brakujących gatunków jest uznawane za fałszerstwo (bo wtedy wychodzi Kasseler Grüne Sauce - Zielony sos z Kassel).

A tych liści bierze się dużo, paręset gram. Sieka się je bardzo drobno, miesza z czymś mlecznym (Schmandem, kwaśną śmietaną albo jogurtem) i pokrojonymi jajkami na twardo, przyprawia solą, pieprzem i czym tam kto lubi i podaje, na zimno, na ziemniaki. I to jest naprawdę dobre. Oczywiście jak to w takich przypadkach każdy ma trochę inny przepis.

Odpowiedni zestaw ziół można kupić świeży, zawinięty w wilgotny papier,

Frankfurcki Zielony Sos świeży

Frankfurcki Zielony Sos świeży

albo mrożony, już posiekany.

Frankfurcki Zielony Sos mrożony

Frankfurcki Zielony Sos mrożony

Dla leniwych są też gotowe sosy, tylko polać ziemniaki i już, ale to oczywiście nie to.

Tradycyjnym miejscem uprawy ziół na zielony sos frankfurcki jest sąsiednia dzielnica Oberrad. Tam też powstał Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego.

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Składa się on z siedmiu małych szklarni, po jednej na każde zioło, każda w nieco innym odcieniu koloru zielonego.

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Nazwa zielonego sosu frankfurckiego ma status Chronionej Nazwy Pochodzenia.

Nie wiadomo dokładnie skąd ta potrawa do Frankfurtu przywędrowała, jako możliwe inspiracje podaje się włoski Salsa verde który miałby być przywieziony przez włoską rodzinę Bolongaro, albo francuski Sauce verte przywieziony przez osiedlających się w tej okolicy po roku 1685 Hugenotów. Zioła trudne do zdobycia na miejscu miałyby być zastąpione miejscowymi i tak miał się narodzić zielony sos frankfurcki.

Wielkim fanem zielonego sosu frankfurckiego miał być Goethe, jako minister w Weimarze kazał podobno przysyłać sobie karetą pocztową z Frankfurtu zielony sos robiony przez jego mamusię. Jego mamusia miałaby ten sos wymyślić, ale inni twierdzą, że to wszystko to tylko legendy miejskie. W listach Goethego nie ma żadnej wzmianki o zielonym sosie, a karety pocztowe woziły z Frankfurtu salceson.

W każdym razie wariant frankfurcki zielonego sosu pojawia się w źródłach pisanych dopiero od 1860 roku.

 

Wszystko to podaję jako ciekawostki, bo nie bardzo wierzę w możliwość zrobienia dokładnie takiego sosu gdzieś z dala od Frankfurtu - trudno będzie kupić część z wymaganych ziół. No chyba że ktoś się dobrze zna i zbierze sobie na łące. Radziłbym raczej przy okazji wizyty we Frankfurcie spróbować tej potrawy w jakiejś knajpie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Frankfurterki

Dziś o jednej z dwu potraw z Frankfurtem w nazwie - Frankfurter Würstchen. Wbrew pozorom to co innego niż Frankfurter czy frankfurterka.

W Polsce parówki uważane są za poślednią wędlinę i jest to uzasadnione - polskie parówki nigdy mi nie smakowały i nadal nie smakują - ale generalnie to tak nie jest. Dobre parówki są dobre. Żeby zrozumieć różnicę wystarczy porównać w Wikipedii hasło Parówka z hasłem Wiener Würstchen. Otóż w wersji polskiej pod podstawowy skład czytamy:

Wikipedia polska, hasło Parówka

odpadki mięsne nie nadające się do spożycia w formie nie przetworzonej i nie wykorzystywane w produkcji innych wędlin

 

Natomiast w wersji niemieckiej mamy:

Wikipedia niemiecka hasło Wiener Würstchen

verschiedene Teile Rindfleisch und/oder Schweinefleisch der Klasse I, Speck der Klasse II,

 

czyli wołowina i wieprzowina klasy I, boczek klasy II.

I chyba wszystko jasne.

Frankfurter Würstchen to parówki wyłącznie z mięsa wieprzowego, w jelicie owczym, w specjalny sposób wędzone. We Frankfurcie produkowane są podobno od średniowiecza. Ograniczenie wyłącznie do mięsa wieprzowego wynikało z tego, że kiedyś (przynajmniej we Frankfurcie) jeden rzeźnik nie mógł zajmować się i wieprzowiną i wołowiną, stąd produkty wieprzowo-wołowe nie istniały.

W początku XIX wieku jeden z frankfurckich rzeźników przeniósł się do Wiednia, uruchomił tam produkcją takich parówek, ale dodał do nich mięsa wołowego - tam frankfurckie ograniczenie nie istniało. Parówki te nazwał Frankfurter - frankfurterkami. Poza Austrią znane są one raczej jako Wariant wiedeński, czyli Wiener Würstchen.

Dziś Frankfurter Würstchen nie są produkowane w samym Frankfurcie, ale w pobliskim Neu-Isenburgu. A było to tak: W połowie XIX wieku, jeden z frankfurckich rzeźników, Georg Adam Müller, chciał powiększyć swój zakład i produkować parówki na większą skalę. Ponieważ frankfurckie przepisy na to nie pozwalały, w 1860 roku przeniósł produkcję do Neu-Isenburga. Po początkowych problemach z akceptacją przez klientów frankfurterek spoza Frankfurtu interes zaczął się kręcić. Najlepiej kręcił się konkurentowi MülleraWilhelmowi Luftowi, który  wymyślił metodę konserwacji parówek przez zalanie ich słoną wodą i zamknięcie w puszce. Od tego momentu możliwy stał się eksport wyrobów poza region. Było to w końcu lat 80-tych XIX wieku.

Original Frankfurter Würstchen

Original Frankfurter Würstchen

W 1903 roku Hans Wirth otworzył w Neu-Isenburgu kolejną firmę produkującą Frankfurter Würstchen. Szło mu tak dobrze, że w 1969 przejął również firmę Lufta. Obie firmy - G. A. Müller GmbH i Hans Wirth GmbH & Co. KG istnieją i produkują Frankfurter Würstchen do dziś.

POPRAWKA: Właśnie zajrzałem na stronę Hans Wirth GmbH i widzę, że niedawno zaprzestali działalności.

W Polsce prawdziwe Frankfurter Würstchen nie są znane, pod nazwą frankfurterka produkowane są małe kiełbaski. Często niezłe, ale to zupełnie co innego.

Jeszcze jedna historyjka o Frankfurter Würstchen: Kilka lat temu, przy okazji jakiejś dyskusji w Usenecie przeczytałem, że po I wojnie przy okazji Traktatu Wersalskiego odebrano Niemcom między innymi prawa do nazwy Echte Frankfurter Würstchen na teren USA (że niby ten znak towarowy tak wartościowy był), jednak teraz nie udaje mi się potwierdzić tej opowieści mimo intensywnego guglania.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (3)

Strona 2 z 512345