Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Śladami NRD: Co zostało z NRD?

Na zakończenie wycieczki postanowiliśmy jednak znaleźć soljankę i zatrzymaliśmy się w tym celu w centrum Eisenach. No i rzeczywiście po paruset metrach się znalazła, zgodnie z moimi przypuszczeniami nie w restauracji, tylko w barze. Ale trzeba było zapytać, na tablicach wypisana nie była.

Soljanka

Soljanka

Zjedliśmy, bardzo dobra była, dojedliśmy pożegnalnym bratwurstem i pojechaliśmy do domu.

Stoisko z bratwurstami w Eisenach

Stoisko z bratwurstami w Eisenach

Nadszedł czas na podsumowanie: Co zostało z NRD po prawie ćwierć wieku?

  • Miasta i miasteczka byłego NRD nie różnią się jakoś zasadniczo od miast i miasteczek części zachodniej. Nawet post-NRD-owskie blokowiska nie odstają za bardzo od tych zachodnich. Nie wiedząc o podziale można by nie zauważyć różnicy.
Poenerdowskie bloki w Erfurcie

Poenerdowskie bloki w Erfurcie

  • Trabanty i Wartburgi widuje się czasem na ulicach, ale nie są to złomy, tylko dobrze utrzymane
Wartburg 353 w Suhl

Wartburg 353 w Suhl

 

Trabant 601 w Ilmenau

Trabant 601 w Ilmenau

 a nawet odbajerowane (niech ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, że Trabant to nie był ładny samochód)

Pimpowany Trabant w Ilmenau

Pimpowany Trabant w Ilmenau

 

Pimpowany Trabant w Ilmenau

Pimpowany Trabant w Ilmenau

 samochody hobbystów.

Gazik w Erfurcie

Gazik w Erfurcie

  • NRD-owskie motory, a zwłaszcza motorowery, sa dość często spotykane i ludzie jeżdżą nimi bo one są dobre, a nie przez Ostalgię. Nawet we Frankfurcie widuję często Simsony Schwalbe, a pod fabryką parkuje ETZ.
  • Na pchlim targu w Erfurcie było sporo rzeczy z NRD, ale nic takiego co chciałbym kupić, ani nawet nic takiego, czemu chciałbym zrobić zdjęcie. Na sprzedaż zostało samo badziewie. Za to gdy ktoś sprzedawał Lego, to chciał za nie dużo więcej niż chcą u nas, we Frankfurcie, na bazarze. Dla nich to ciągle nowe i wartościowe. Gdyby ktoś jednak był zainteresowany to adres: Erfurt Roter Berg, Parkplatz Bonhoefferstraße, w każdą sobotę (oprócz świąt) od 7 rano.
  • Wszystkie muzea związane z tematem NRD należą do NGO-sów albo entuzjastów. Jeżeli przy jakimś muzeum coś do powiedzenia mają władze lokalne (jak przy tym Elektromuseum i muzeum NRD-owskich produktów z Erfurtu), to muzea te mają problemy. Władze wolałyby o tej przeszłości zapomnieć. Możliwe że taka jest właśnie przyczyna słabości takich muzeów w Polsce - władze ich nie chcą (no chyba że jest to muzeum precz-sko-munom), NGO-sy są słabe, a entuzjaści nie mają na organizację porządnego muzeum pieniędzy. Największym problemem jest lokal - i na to władze często mają wpływ.
  • Produkty z NRD są dość częstą dekoracją wystaw małych sklepów.
NRD-owska kamera jako dekoracja sklepu w Erfurcie

NRD-owska kamera jako dekoracja sklepu w Erfurcie

  • Syn stwierdził, że ludzie tam w Turyngii są trochę inni niż w Hesji. Jednak ja tego (już?) nie zauważam.

Zapraszam do powtórnego przejrzenia starych notek, w wielu podmieniłem zdjęcia na swoje, parę dodałem i jeszcze trochę dodam.

I mam pomysł. Jeżeli ktoś z czytelników zrobi sobie podobną wycieczkę, albo ma coś do opowiedzenia o NRD, to zapraszam do gościnnej publikacji na moim blogu.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (4)

Śladami NRD: W poszukiwaniu soljanki w Weimarze

Po zwiedzeniu baraku w Apoldzie zgłodnieliśmy trochę, postanowiliśmy więc pojechać do Weimaru i zjeść sobie soljankę.

Za NRD byłem parę razy w Weimarze, ale zawsze tylko w teatrze, i to jesienią lub zimą jak już było ciemno. Szliśmy tylko z dworca kolejowego do teatru i z powrotem. Nie pamiętam więc zbyt wiele, ale teatr rozpoznałem.

Weimar - teatr

Weimar - teatr

Gdzie najlepiej zapytać o soljankę? W budce z bratwurstami oczywiście. Panie sprzedające bratwursty oznajmiły że jest niedaleko jeden imbiß z soljanką, niestety w niedzielę nieczynny. Ale w dwóch restauracjach w tamtym kierunku też mogą mieć, tyle że nie każdego dnia ją robią.

Skoro tak się zaczęło, to na wszelki wypadek zjedliśmy po bratwurście. No i dobrze zrobiliśmy - w obu wskazanych restauracjach soljanki nie było, i w żadnej innej z mijanych też. Najlepszą z NRD-owskich zup można dostać tylko w tanim barze. Do czego to doszło.

Thüringer Bratwurst

Thüringer Bratwurst

Weszliśmy jeszcze spontanicznie do jednego - waham się czy użyć tego słowa - muzeum. Nazywało się toto Weimar Haus i miało być o Goethem, Schillerze i weimarskiej klasyce.

Weimar Haus

Weimar Haus

Ekspozycja była dość efektowna - przez automatycznie otwierające się drzwi przechodziło się do kolejnych pomieszczeń, gdzie przy pomocy różnych efektów specjalnych przedstawiano sceny z historii Weimaru. Szczególnie mocny był Goethe - na styropianowej głowie manekina wyświetlano twarz poruszającą ustami i mrugającą oczami, trochę jak w musicalu War of the Worlds Jeffa Wayne'a (TUTAJ trailer, chwilami widać wielka głowę nad sceną). Ale rzutnik się odrobinę przesunął i usta Goethego były mocno skrzywione. I ogólnie to przedrożone (7 euro dla dorosłego), nie polecam. Mimo wszystko adres:

Weimar Haus
Schillerstrasse 16
99423 Weimar

Sklepiki muzealne wszędzie gdzie byliśmy były dość słabe, pamiątkowy magnes kupiliśmy w przypadkowo otwartej w niedzielę księgarni dużej sieci Thalia.

I na tym zakończyliśmy dzień trzeci wycieczki. Przed nami dzień czwarty i ostatni, będzie na dwie notki.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (3)

Śladami NRD: Erfurt

Zanim zaczniemy dzień trzeci mam jeszcze polecankę. Wszystkim planującym wycieczki po Niemczech polecam noclegi w hotelach sieci Ibis należącej do koncernu Accor. Hotele są przyzwoite a przy tym prawie bezkonkurencyjnie tanie. W dodatku miewają promocje, ja na przykład skorzystałem z promocji "trzy noce w cenie dwóch" i za dwie osoby wyszło 30 euro za noc (bez śniadania). Tylko śniadania mają drogie - 10 euro za osobę, za tyle można w wielu miejscach zjeść obiad, ale i śniadanie można zjeść gdzie indziej. (Jakby ktoś z Accora to zobaczył to poproszę o prowizję, może być jako Gutschein ;-)

Dzień trzeci - a była niedziela - zaczęliśmy od Erfurtu. W Erfurcie jest siedziba telewizji dla dzieci KiKa i na mieście ustawione są popularne postacie:

Myszka i słonik (Die Sendung mit der Maus), Erfurt

Myszka i słonik (Die Sendung mit der Maus), Erfurt

Kapitän Blaubär i Hein Blöd, Erfurt

Kapitän Blaubär i Hein Blöd, Erfurt

Berndt das Brot, Erfurt

Berndt das Brot, Erfurt

Sam Erfurt jest ładnie odremontowany, chociaż trafiają się jeszcze ruinki w stanie jak za NRD.

Zaniedbane budynki w Erfurcie

Zaniedbane budynki w Erfurcie

Dawniej i dziś: katedra

Erfurt - katedra w roku 1988

Erfurt - katedra w roku 1988

 

Erfurt - katedra

Erfurt - katedra

 Można przejechać się po mieście tramwajem z czasów NRD-owskich.

Stary tramwaj w Erfurcie

Stary tramwaj w Erfurcie

Tutaj, o ile dobrze pamiętam, była restauracja z Goldbroilerami.

Erfurt - tu chyba była restauracja "Goldbroiler"

Erfurt - tu chyba była restauracja "Goldbroiler"

Na hotelu Erfurter Hof upamiętniono wizytę Willy'ego Brandta w roku 1970 - "Willi Brandt ans Fenster" (Willi Brandt do okna) wołali zgromadzeni NRD-owcy.

Erfurt, hotel Erfurter Hof

Erfurt, hotel Erfurter Hof

W Erfurcie planowałem zwiedzić Elektromuseum, w którym między innymi mieli mieć spory zbiór komputerów Robotronu. Niestety muzeum zostało wysiudane z lokalu i jak dotąd nie ma nowego. Podobnie jest z muzeum NRD-owskich produktów. Coś władze miasta nie lubią swojej przeszłości.

Erfurt

Erfurt

No to tylko zrobiłem trochę zdjęć i zjedliśmy po Thüringer Bratwurście. Za NRD były one, o ile dobrze pamiętam, znacznie krótsze i jednak trochę inne - drobniej mielone i bardziej papierowe.

Thüringer Bratwurst

Thüringer Bratwurst

A potem pojechaliśmy do Apoldy. Co tak ciekawego jest w Apoldzie? O tym w następnym odcinku.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj

Żegnaj NRD Extra: Mahlzeit DDR (2)

Znalazłem jednak czwarty odcinek cyklu Mahlzeit DDR - jest o alkoholu. O wielu z omawianych tam spraw pisałem już w cyklu Żegnaj NRD, ale dodam dwie ciekawostki:

O słowo Pilsner nazwie eksportowego piwa Radeberger Pilsner toczył się ciągły spór z Czechosłowacją. Co prawda nazwy Pilsner używano też w RFN, ale Niemcy zachodni wybronili się tym, że pierwszy Pilsner powstał co prawda w Plilsnie, ale zrobił go Bawarczyk. NRD-owcy nie mieli takiego argumentu, więc cały czas brali na przeczekanie. No i jakoś przetrzymali aż do końca. Jedyne ustępstwo jakie musieli zrobić było takie, że w pociągach jadących przez Czechosłowację piwo Radeberger (bo można było je kupić w Mitropie) miało etykietki bez słowa Pilsner.

Butelka od piwa Radeberger, NRD

Butelka od piwa Radeberger, NRD

Teraz coś o mocniejszych alkoholach: Honecker wymagał na imprezach partyjnych ze swoim udziałem żeby zawsze pić kieliszek do końca, a potem odstawiać odwrócony do góry dnem. Żeby nikt nie oszukiwał. W dawnej Polsce stosowano w tym samym celu lepszy patent - kieliszki tzw. "kulawki". Za to Honecker miał inny pomysł - specjalnie dla niego robiono niskoprocentową wódkę (8%), żeby za szybko się nie upił.

A teraz odcinek cyklu. W tubkach dołączonych do poprzedniego odcinka zablokowano embedding, jak by i tu to się stało to trzeba kliknąć i obejrzeć na youtubie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (3)

Żegnaj NRD Extra: Mahlzeit DDR

Obejrzałem wczoraj na eins Extra (EDIT: Teraz ten program nazywa się tagesschau24) trzy odcinki programu pod tytułem Mahlzeit DDR ("Smacznego NRD")  Program był o kilku artykułach spożywczych w NRD. To ciekawe i pasuje do mojego bloga, więc streszczę, dodając co nieco od siebie.

Pierwszy odcinek był o kurczakach. NRD po wojnie przeżywało ciężki okres. Najpierw bezwzględnie zabierali co się dało Rosjanie. Ale po wydarzeniach roku 1953 trochę odpuścili i dali towarzyszom NRD-owskim trochę swobody. No i towarzysze zaczęli myśleć, jak by zapewnić ludności więcej żywności, zwłaszcza mięsa.

Nie umknęło uwagi Partii otwarcie w części zachodniej sieci restauracji z potrawami z kurczaka pod nazwą Wienerwald (1955). W restauracjach tych podawano kurczaki właśnie w RFN wyhodowanej rasy, która miała dużo smacznego mięsa i osiągała właściwą wagę w 10 tygodni. Potrawa ta nazywała się Goldhähnchen. Firma z Bremy, która je wyhodowała sprzedała rasę firmie amerykańskiej, która opracowała technikę przemysłowego tuczu tych kurczaków, linie do uboju, inkubatory itd. itd. Sprzedawała też tą technologię do innych krajów. NRD-owcy zainteresowali się tym szybko, jednak ponieważ mieli ciągle nieuregulowane stosunki z Zachodem nie mogli sobie tego kupić sami. Zapośredniczyła Jugosławia. W niemieckiej Wikipedii piszą o Bułgarii, ale w programie bezpośredni świadkowie mówili że jednak Jugosławia. Są tam nawet kawałki filmu z Ulbrichtem na fermie w Jugosławii. Nie miałem pojęcia, że Tito mówił swobodnie po niemiecku.

Tak więc w połowie lat 60-tych NRD-owcy rozpoczęli budowę pierwszych przemysłowych ferm drobiu. Polska poszła tą drogą dopiero w latach 70-tych. No i trzeba było wymyślić dla nich nazwę. Musiała ona być inna niż na Zachodzie, i stąd wziął się Goldbroiler. Znowu Wikipedia niemiecka wysnuwa kilka fantastycznych koncepcji na temat tej nazwy, a w programie opowiada człowiek który sam podjął decyzję.

W roku 1967 w Berlinie otwarto trzy pierwsze restauracje kurczakowe podające Goldbroilery. Podobno były super. Ja byłem w takiej w Erfurcie około 1988, to już aż takie super nie było - remont by się powoli przydał. Ale kurczaki były smaczne. Ciekawostką był rząd umywalek na sali - kurczaka pieczonego nie da się zjeść bez pobrudzenia rąk, a tam nie trzeba było chodzić przez parę drzwi do toalety, tylko wprost od stolika można było podejść do umywalki nie dotykając po drodze żadnych klamek i nie musząc się przeciskać. W początku lat 90-tych jadłem też kiedyś w Wienerwaldzie, ale mi nie smakowało.

Jajek w handlu nagle zrobiło się dużo i wkrótce wyparły one jaja chłodnicze. Pojawiły się nawet reklamy "Nimm ein Ei mehr" ("Weź jajko więcej") zachęcające do używania większej ich ilości. Z Polski pamiętam jaja chłodnicze jeszcze w latach 70-tych. Wyjaśnienie dla młodszych czytelników: W czasach sprzed przemysłowej produkcji drobiu produkcja jajek podlegała sezonowym wahaniom, nadmiar z pewnych okresów trzeba było przechowywać w chłodniach, do użycia w okresie kiedy kury znosiły ich mniej. Takie przechowywane jaja były to właśnie jaja chłodnicze. Standardową procedurą przy zakupie jajek było prześwietlanie ich (światłem, w sklepach stały takie urządzenia) żeby rozpoznać te zepsute (zbuki). Jajek wtedy nie wbijało się prosto do potrawy albo na patelnię - zawsze najpierw na talerzyk, obejrzeć, powąchać, i dopiero potem do reszty jedzenia. Dziś tak już nie trzeba, zepsute jajko, widziałem ostatnio ze 20 lat temu.

Znalazłem ten program na Youtubie, tutaj odcinek o kurczakach (i paru potrawach na dodatek):

Drugi odcinek był o kawie. Tu też było parę ciekawych historii.

Na przykład o kryzysie kawowym w 1976. Mimo że sporo kawy trafiało do NRD w paczkach od rodzin z Zachodu, albo było przywożone przez emerytów, to sprowadzana za twardą walutę kawa była dużym obciążeniem dla budżetu kraju. Było tam nawet tak, że kawiarnie musiały się rozliczać ze zużytej kawy, prowadzić dokładną dokumentację, a odpowiednik naszej Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej sprawdzał zapisy i czy nie dają za mało na filiżankę. Kiedy więc w roku 1976 na skutek nieurodzaju w Brazylii ceny kawy na rynkach światowych poszybowały w górę, to NRD-owcom zabrakło pieniędzy na zakup kawy na potrzeby krajowe. Wymyślono więc nowy produkt - Kaffee Mix. Była w nim 51% prawdziwej kawy, a resztę dopchano różnymi wypełniaczami, była tam nawet mączka z grochu która zapychała filtry w kawiarnianych ekspresach i powodowała ich eksplozje. Ludzie nie chcieli tego pić i masowo słali listy protestacyjne do władz. Listy trafiały do Stasi, która to wszystko rejestrowała, a było tego mnóstwo. Kaffee Mix nazywano złośliwie "Honecker-Krönung". Wkrótce (1978) trzeba było się z tego mixu wycofać i wygospodarować pieniądze na prawdziwą kawę. Próbowano jeszcze ograniczyć spożycie zabraniając podawania kawy na zebraniach, a w kawiarniach zabraniając sprzedaż kawy na dzbanuszki - tylko na filiżanki. Ale wiele to nie dało. Postarano się więc kupować kawę nie za dewizy, tylko barterowo za maszyny.

W roku 1980 zawarto porozumienie z Wietnamem. Wietnam produkował wtedy niewiele kawy, ale NRD miało założyć tam duże plantacje, który miały przynieść pierwsze plony w roku 1990. No i rzeczywiście tak się stało, ale NRD w międzyczasie zabrakło. Ale dzięki temu Wietnam jest dziś największym producentem kawy w regionie.

Jeszce jedna ciekawostka: Dzięki tym problemom z kawą NRD-owscy naukowcy wynaleźli nową metodę palenia kawy - Wirbelschichverfahren (proces fluidyzacyjny) - poprawiającą wydajność procesu i smak kawy.

Ponieważ w tych czasach kawy praktycznie nie pijałem (a i teraz piję niewiele) to nie mam za wiele osobistych wspomnień o kawie z NRD. Zapraszam za to do obejrzenia programu.

Trzeci odcinek był o bananach i pomarańczach. Jak dla mnie był mniej ciekawy. Ze wspomnień: Nie pamiętam, żebym widział w NRD banany. Pewnie bywały raczej w dużych miastach. Nawet pracownicy lipskiego ZOO w programie opowiadali, że czasem musieli jeździć po banany dla małp do Berlina. Też nie bardzo pamiętam pomarańczowe pomarańcze, tylko kubańskie. To może opowiem NRD-owski dowcip o bananach:

 Przychodzi zajączek do sklepu prowadzonego przez misia i mocno machając łapkami pyta:

- Są banany?

- Nie ma. - Odpowiada miś. 

I taka sytuacja powtarza się co dzień.  Po pewnym czasie miś się zdenerwował i krzyczy:

- Jak nie przestaniesz tak machać łapkami to przybiję cię za uszy do ściany! 

Następnego dnia znowu zajączek machając łapkami pyta się o banany. No to miś, zgodnie z ostrzeżeniem przybił go za uszy do ściany obok portretu Honeckera. Na co zajączek:

-  On też się pytał o banany?

Program ma zdaje się cztery części, ale nie udało mi się ustalić o czym jest czwarta. (EDIT: już się udało - zapraszam do następnego odcinka)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

Komentarze: (3)

Nürnberger Würstchen czyli „Rzeczpospolita” bredzi

Przeczytałem na stronach Rzeczpospolitej artykuł Filipa Frydrykiewicza:

Nie ma nic bardziej charakterystycznego dla gastronomii Norymbergi niż norymberki, czyli frankfurterki, czyli norymberki. No, chodzi o kiełbaski. Problem z nazewnictwem polega na tym, że u nas podobne kiełbaski znane są jako frankfurterki, a w Niemczech – norymberki, czyli kiełbaski z Norymbergi (Nürnberger Rostbratwurst). Ich nazwa i skład zostały zastrzeżone przez producentów jako wyrób, który może powstać tylko w Norymberdze. Podobnie jak prawdziwa pizza pochodzi tylko z Neapolu, a oscypek z Podhala.

Facepalm. Tak to jest jak się pisze artykuły o żywności na podstawie Wikipedii, nie widząc tego jedzenia na oczy. Bo autor nie widział Nürnberger Rostbratwurst albo Frankfuter Würstchen albo obu nawet z daleka w sklepie (polską frankfurterkę zapewne tak), nie mówiąc o ich spróbowaniu. Redakcji artykułu też nie było wcale - powtórzenie za powtórzeniem.

Chociaż tak właściwie to już zajrzenie do Wikipedii pozwoliłoby zauważyć różnicę w kolorze, więc pan Frydrykiewicz musiał po prostu ssać kciuka. I jeszcze pisze on:

Fikuśny ludzik z suszonych śliwek na stole, anielica ze złotej metalowej folii na choince i prezenty od Christkindle’a, czyli Jezuska. Bez tych atrybutów Boże Narodzenie w Norymberdze byłoby nieważne

Nie, definitywnie nie było żadnego researchu, tylko ssanie kciuka. Christkindl to wbrew pozorom nie jest Jezusek, tylko taki anioł. I to właśnie dlatego:

Dzisiaj podczas jarmarku bożonarodzeniowego w Jezuska wciela się złotowłosa nastolatka, wybierana do pełnienia tej funkcji na dwa lata.

Że też autora nie zastanowił tytuł jego własnego artykułu - "Jarmark pod złotym aniołem"! Nastolatka jest przebrana właśnie za złotego anioła, a nie za jakiegoś Jezuska.

Nürnberger Christkindl

Nürnberger Christkindl Żródło: bureau.comandantina.com

 O Frankfurter Würstchen już pisałem, dziś o Nürnbergerach. Nie sposób jest pomylić obu wyrobów, bo Frankfurterka to parówka, a Nürnberger to kiełbaska biała, parzona, drobno mielona. Podobnie nie da się pomylić polskiej Śląskiej z polską białą parzoną.

Różne rodzaje kiełbasy białej są popularne w różnych regionach Niemiec. Niektóre odmiany jada się jako gotowane (na przykład najsłynniejszą, z Monachium, ale to temat na osobną notkę), inne z grilla, jak odmiany z Turyngii i z Norymbergi. Większość niemieckich kiełbas białych jest drobno mielona (szczególnie drobno Thüringer), inaczej niż w Polsce.

Nürnberger Rostbratwürste

Nürnberger Rostbratwürste Źródło: Wikipedia Autor: Schlurcher

Nürnbergery są cienkie, w jelicie owczym, krótkie (15 cm) i mocno przyprawione majerankiem. Majeranek prześwituje aż przez osłonkę jako czarne punkty. Nürnbergery serwowane na ulicy są podawane po trzy w bułce i polane do wyboru musztardą albo ketchupem.

Drei im Weggla

Drei im Weggla Źródło: Wikipedia Autor: Jarlhelm

Ale jako miejscowa specjalność jest to też podstawowe danie w restauracjach na Starym Mieście. W restauracji podawane są po kilka (3, 6, 9, ...) z sałatką ziemniaczaną z majonezem (Kartofelsalat mit Majo) i kiszoną kapustą gotowaną. Do tego miejscowe piwo.

Nürnbergery mają historię znacznie dłuższą niż frankfurterki - najstarsze normy na Nürnbergera datowane są na rok 1497, ale mniej interesującą. Kiełbaska jak kiełbaska. Opowieści mówią, że ich średnica była przystosowana do przekazywania przez dziurkę od klucza bramy miejskiej albo więziennej, ale to klasyczne legendy miejskie. Wszystkie kiełbaski w jelicie owczym mają podobną średnicę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Zielony sos frankfurcki

Drugą potrawą z Frankfurtem w nazwie jest zielony sos frankfurcki (Frankfurter Grüne Sauce).

Zielony sos robi się z dużej ilości liści siedmiu ziół. W jego skład według klasycznego miejscowego przepisu wchodzą:

Niezły zestaw, poza pietruszką, szczypiorkiem i szczawiem nie rozpoznałbym na polu właściwych roślin. Nawet rzeżuchy nie, bo normalnie widzi się ją tylko małą, hodowaną na talerzu. W dobrym zestawie żadnego z ziół nie ma więcej niż 30%, dodawanie koperku lub zastępowanie nim brakujących gatunków jest uznawane za fałszerstwo (bo wtedy wychodzi Kasseler Grüne Sauce - Zielony sos z Kassel).

A tych liści bierze się dużo, paręset gram. Sieka się je bardzo drobno, miesza z czymś mlecznym (Schmandem, kwaśną śmietaną albo jogurtem) i pokrojonymi jajkami na twardo, przyprawia solą, pieprzem i czym tam kto lubi i podaje, na zimno, na ziemniaki. I to jest naprawdę dobre. Oczywiście jak to w takich przypadkach każdy ma trochę inny przepis.

Odpowiedni zestaw ziół można kupić świeży, zawinięty w wilgotny papier,

Frankfurcki Zielony Sos świeży

Frankfurcki Zielony Sos świeży

albo mrożony, już posiekany.

Frankfurcki Zielony Sos mrożony

Frankfurcki Zielony Sos mrożony

Dla leniwych są też gotowe sosy, tylko polać ziemniaki i już, ale to oczywiście nie to.

Tradycyjnym miejscem uprawy ziół na zielony sos frankfurcki jest sąsiednia dzielnica Oberrad. Tam też powstał Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego.

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Składa się on z siedmiu małych szklarni, po jednej na każde zioło, każda w nieco innym odcieniu koloru zielonego.

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Pomnik Zielonego Sosu Frankfurckiego

Nazwa zielonego sosu frankfurckiego ma status Chronionej Nazwy Pochodzenia.

Nie wiadomo dokładnie skąd ta potrawa do Frankfurtu przywędrowała, jako możliwe inspiracje podaje się włoski Salsa verde który miałby być przywieziony przez włoską rodzinę Bolongaro, albo francuski Sauce verte przywieziony przez osiedlających się w tej okolicy po roku 1685 Hugenotów. Zioła trudne do zdobycia na miejscu miałyby być zastąpione miejscowymi i tak miał się narodzić zielony sos frankfurcki.

Wielkim fanem zielonego sosu frankfurckiego miał być Goethe, jako minister w Weimarze kazał podobno przysyłać sobie karetą pocztową z Frankfurtu zielony sos robiony przez jego mamusię. Jego mamusia miałaby ten sos wymyślić, ale inni twierdzą, że to wszystko to tylko legendy miejskie. W listach Goethego nie ma żadnej wzmianki o zielonym sosie, a karety pocztowe woziły z Frankfurtu salceson.

W każdym razie wariant frankfurcki zielonego sosu pojawia się w źródłach pisanych dopiero od 1860 roku.

 

Wszystko to podaję jako ciekawostki, bo nie bardzo wierzę w możliwość zrobienia dokładnie takiego sosu gdzieś z dala od Frankfurtu - trudno będzie kupić część z wymaganych ziół. No chyba że ktoś się dobrze zna i zbierze sobie na łące. Radziłbym raczej przy okazji wizyty we Frankfurcie spróbować tej potrawy w jakiejś knajpie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Frankfurterki

Dziś o jednej z dwu potraw z Frankfurtem w nazwie - Frankfurter Würstchen. Wbrew pozorom to co innego niż Frankfurter czy frankfurterka.

W Polsce parówki uważane są za poślednią wędlinę i jest to uzasadnione - polskie parówki nigdy mi nie smakowały i nadal nie smakują - ale generalnie to tak nie jest. Dobre parówki są dobre. Żeby zrozumieć różnicę wystarczy porównać w Wikipedii hasło Parówka z hasłem Wiener Würstchen. Otóż w wersji polskiej pod podstawowy skład czytamy:

Wikipedia polska, hasło Parówka

odpadki mięsne nie nadające się do spożycia w formie nie przetworzonej i nie wykorzystywane w produkcji innych wędlin

 

Natomiast w wersji niemieckiej mamy:

Wikipedia niemiecka hasło Wiener Würstchen

verschiedene Teile Rindfleisch und/oder Schweinefleisch der Klasse I, Speck der Klasse II,

 

czyli wołowina i wieprzowina klasy I, boczek klasy II.

I chyba wszystko jasne.

Frankfurter Würstchen to parówki wyłącznie z mięsa wieprzowego, w jelicie owczym, w specjalny sposób wędzone. We Frankfurcie produkowane są podobno od średniowiecza. Ograniczenie wyłącznie do mięsa wieprzowego wynikało z tego, że kiedyś (przynajmniej we Frankfurcie) jeden rzeźnik nie mógł zajmować się i wieprzowiną i wołowiną, stąd produkty wieprzowo-wołowe nie istniały.

W początku XIX wieku jeden z frankfurckich rzeźników przeniósł się do Wiednia, uruchomił tam produkcją takich parówek, ale dodał do nich mięsa wołowego - tam frankfurckie ograniczenie nie istniało. Parówki te nazwał Frankfurter - frankfurterkami. Poza Austrią znane są one raczej jako Wariant wiedeński, czyli Wiener Würstchen.

Dziś Frankfurter Würstchen nie są produkowane w samym Frankfurcie, ale w pobliskim Neu-Isenburgu. A było to tak: W połowie XIX wieku, jeden z frankfurckich rzeźników, Georg Adam Müller, chciał powiększyć swój zakład i produkować parówki na większą skalę. Ponieważ frankfurckie przepisy na to nie pozwalały, w 1860 roku przeniósł produkcję do Neu-Isenburga. Po początkowych problemach z akceptacją przez klientów frankfurterek spoza Frankfurtu interes zaczął się kręcić. Najlepiej kręcił się konkurentowi MülleraWilhelmowi Luftowi, który  wymyślił metodę konserwacji parówek przez zalanie ich słoną wodą i zamknięcie w puszce. Od tego momentu możliwy stał się eksport wyrobów poza region. Było to w końcu lat 80-tych XIX wieku.

Original Frankfurter Würstchen

Original Frankfurter Würstchen

W 1903 roku Hans Wirth otworzył w Neu-Isenburgu kolejną firmę produkującą Frankfurter Würstchen. Szło mu tak dobrze, że w 1969 przejął również firmę Lufta. Obie firmy - G. A. Müller GmbH i Hans Wirth GmbH & Co. KG istnieją i produkują Frankfurter Würstchen do dziś.

POPRAWKA: Właśnie zajrzałem na stronę Hans Wirth GmbH i widzę, że niedawno zaprzestali działalności.

W Polsce prawdziwe Frankfurter Würstchen nie są znane, pod nazwą frankfurterka produkowane są małe kiełbaski. Często niezłe, ale to zupełnie co innego.

Jeszcze jedna historyjka o Frankfurter Würstchen: Kilka lat temu, przy okazji jakiejś dyskusji w Usenecie przeczytałem, że po I wojnie przy okazji Traktatu Wersalskiego odebrano Niemcom między innymi prawa do nazwy Echte Frankfurter Würstchen na teren USA (że niby ten znak towarowy tak wartościowy był), jednak teraz nie udaje mi się potwierdzić tej opowieści mimo intensywnego guglania.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (3)

Las miejski: Czosnek niedźwiedzi

Kiedyś nawet nie wiedziałem, że taka roślina istnieje - Bärlauch czyli czosnek niedźwiedzi. A tutaj na wiosnę cały las pachnie czosnkiem, czuć go nawet w samochodzie gdy się jedzie drogą przez las.

Czosnek niedźwiedzi

Czosnek niedźwiedzi

Niemcy to jedzą. Siekane liście tej rośliny  dodaje się do sałatek. W dawnych czasach było to pierwsze nadające się do jedzenia warzywo wiosenne, stąd jego popularność.

Czosnek niedźwiedzi

Czosnek niedźwiedzi

Natomiast w sklepie widziałem Bärlauch w słoiku na półkach z żywnością rosyjską. Jak widać tam też jest popularny.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (6)

Jak to się robi w Niemczech: Szparagi

Pamiętam, że w Polsce w latach 70-tych jadało się czasem szparagi, ale nie była to jakaś szczególnie poszukiwana potrawa. Dziś na pewno je się ich więcej - nie jestem na bieżąco - ale wielkiego szału nie ma. Tymczasem w Niemczech uwielbiają szparagi.

Szparagi są oczywiście dostępne przez cały rok w postaci konserwowej, ale nie cieszą się wielka popularnością.

Szparagi w słoiku

Szparagi w słoiku

Szał szparagów świeżych zaczyna się na wiosnę. W końcu kwietnia na ulicach pojawiają się budki, w których okoliczni rolnicy sprzedają szparagi. A przy okazji również truskawki i młode ziemniaki.

Budka ze szparagami

Budka ze szparagami

Szparagi występują w dwu odmianach: białej i zielonej. Są to w zasadzie te same rośliny, tyle że zielone to te pędy, którym pozwolono wyrosnąć ponad powierzchnię ziemi, a białe to te, które były sporym nakładem pracy zasypywane ziemią i przykrywane ciemną folią. Zbiór szparagów to ciężka ręczna praca, przy której zatrudnieni są robotnicy z Europy Wschodniej, w dużej części z Polski. W ostatnich latach na szczeblu rządowym pojawiła się koncepcja żeby zamiast Polaków zatrudniać miejscowych bezrobotnych, jednak nic z tego nie wyszło. Zgodnie z przewidywaniami rolników okazało się że niemieccy bezrobotni pracują źle i trzeba było wrócić do Polaków.

Bardziej cenione są szparagi białe, mimo że zielone wystarczy ugotować i już, natomiast białe trzeba fachowo i dość grubo obrać. Osoby nie posiadające odpowiedniego sprzętu i doświadczenia mogą kupić szparagi już obrane w automacie do obierania.

Automat do obierania szparagów

Automat do obierania szparagów

Ponieważ przy obieraniu powstają spore straty, szparagi sprzedawane są w kilku kategoriach grubości. Najtańsze są te najcieńsze (bo niewiele z nich zostaje), dalej im grubsze tym droższe.

Stoisko ze szparagami

Stoisko ze szparagami

Aby szparagi porządnie ugotować trzeba mieć odpowiedni sprzęt. Przy gotowaniu w całości w zwykłym garnku zanim grubsze ich części będą miękkie to delikatne i najsmaczniejsze końcówki już się rozpadają. Dlatego produkowane są specjalne garnki do szparagów.

Garnek do gotowania szparagów

Garnek do gotowania szparagów Źródło: www.otto.de

Do takiego garnka szparagi wkłada się pionowo, końcówkami do góry. Końcówki mają wystawać ponad powierzchnię wody i dzięki temu się nie rozgotowują. Ugotowane szparagi polewa się sosem holenderskim, w niektórych regionach używa się masła z bułką tartą chociaż ten sposób podawania warzyw gotowanych nazywa się polnisch (po polsku).

Mnie to wszystko jednak nie rusza, szparagi czasem mogę zjeść, ale żebym miał zaraz kupować garnek i płacić po 10 Euro za kilo za te najgrubsze to jednak nie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Komentarze: (4)

Strona 1 z 212