W Suhl mieściły się zakłady Simson produkujące motocykle i motorowery. Zakładów już w zasadzie nie ma (jest firma która robi części do starszych Simsonów, ale nie jest ona bezpośrednią spadkobierczynią starych zakładów), ale jest muzeum. W muzeum stoją głównie motocykle i motorowery, ale również trochę samochodów. Bo zakłady Simson przed wojną produkowały luksusowe samochody Simson Supra.
Muzeum skupia się na pojazdach produkowanych na miejscu - mają tu chyba wszystko co robili, zarówno za NRD
jak i już po zjednoczeniu,
ale mają też motocykle innych marek, zwłaszcza NRD-owskich. Podobnie stoją tu również samochody z Eisenach.
Najważniejsze dla mnie było zrobienie własnego zdjęcia Simsona SR-50, żeby podmienić zdjęcie w notce 22.
W osobnym pomieszczeniu stoją pojazdy częściowo powykrawane, żeby można było zobaczyć co w środku. Z dzieckiem warto przyjść.
Muzeum zainteresuje raczej miłośników motocykli, do których nie należę. Ale mimo to jest fajne. Adres:
Fahrzeugmuseum Suhl Friedrich-König-Straße 7Ten adres to sam środek miasta, centrum kongresowe. Muzeum otwarte codziennie od 10 do 18, wstęp 5,50 EUR.
]]>Pani który nim przyjechała zapewniała że oryginalne, NRD-owskie.
Najpierw jej nie za bardzo wierzyłem, bo nie pamiętałem takich z NRD, ale przyjrzałem się im i dojrzałem logo Pneumant.
O Simsonach już było, i to dwa razy, wiele więcej napisać trudno, więc może o Pneumancie.
Pneumant był NRD-owską marką opon. Firma je produkująca powstała już w roku 1906 jako część Deutsche Kabelwerke AG (DeKaWe), a od roku 1922 stała się samodzielną firmą o nazwie DEKA Pneumatik GmbH. Była to pierwsza firma oponiarska na świecie, która produkowała opony z kauczuku syntetycznego. Marka Pneumant powstała już za NRD, w roku 1959. Nazwa miała oznaczać, że robią "płaszcze na powietrze" (Mantel um die Luft).
Pod tą marką produkowano opony i wyroby z tworzyw sztucznych głównie dla przemysłu motoryzacyjnego oraz zabawki. Na przykład te zdalnie (przewodowo) sterowane czołgi były firmy Pneumant.
Od roku 1973 Pneumant produkował opony radialne na licencji Kléber-Colombes (dziś Michelin). Opony Pneumant były dostępne również w Polsce.
Po zjednoczeniu nawet jakoś im szło, a w 1995 kupiła całość spółka córka Dunlopa - SP Reifenwerke GmbH. Opony pod marką Pneumant produkowano nadal, ale sprzedaż ich była coraz niższa. Szły głównie w byłym NRD, a i to nie najlepiej. Niedawno - bo w styczniu bieżącego roku - Dunlop zarządził że przestają produkować pod tą marką. Żal jest głównie miłośnikom Trabantów, którzy nie wyobrażali sobie używania opon innych marek. Ale i oni to przeżyją.
Nie oznacza to jednak likwidacji fabryk - produkują one opony lepszych marek, tańsze robione są pod markami Sava i Dębica.
]]>A na dziś coś z tematu NRD. Wreszcie udało mi się zrobić zdjęcia Simsona serii S.
Było już o Simsonach Schwalbe, a o tych serii S trochę w notce o NRD-owskiej motoryzacji. Postaram się nie powtarzać.
Egzemplarz na zdjęciach to S 50 N - pierwszy i najprostszy model w tym kształcie. Produkowano go od roku 1975 do 1980. Motorowery z serii N były dostępne tylko w kolorze niebieskim, Wyposażenie było dość słabe - nie było ani kierunkowskazów, ani nawet stacyjki - model N zwany był potocznie Nichts (nic). Równolegle produkowano lepiej wyposażony model B. Do momentu zastąpienia tego modelu przez nowszy S51 wyprodukowano ich ponad 560.000 sztuk.
Późniejszego S51 wyprodukowano o wiele więcej - ponad 1,2 miliona! Duża część z nich została wyeksportowana, przede wszystkim do innych krajów socjalistycznych. W początku lat 80-tych można było je bez dużego problemu kupić w Polmozbycie. Ceny nie pamiętam, ale pamiętam że były zdławione żeby nie przekraczały dopuszczalnych w Polsce 40 km/h, a Polmozbyt oferował w komplecie usługę usunięcia tego ograniczenia.
W NRD Simson S50/S51 był bardzo popularny, zwłaszcza wśród ludzi młodych. Na samochód trzeba było czekać latami, motor wymagał specjalnego prawa jazdy, a motorower był do kupienia od ręki, koszty eksploatacji były niskie, a cena niezbyt wysoka. Nie mogę na poczekaniu znaleźć ile to było dokładnie, ale cena zaczynała się chyba od jakichś 1300 marek, czyli z grubsza 200 DM, mniej więcej tyle samo co Praktica BC1.
Dziś Simsony są popularne nadal, bo na mocy traktatu zjednoczeniowego wolno na nim z prawem jazdy na motorower jeździć 60 km/h. Technicznie trzeba był powymieniać w nich parę słabych części (łańcuch, niektóre łożyska), ale poza tym są ok, a części zamienne są dostępne.
]]>Rzeczywiście jest to Simson Schwalbe, ale zinterpretowany na nowo. Elektryczny. eSchwalbe.
Wszystko jest nowe, tylko wygląd stary. Hamulce są już tarczowe, inne materiały, ale ktoś uznał akurat ten kształt za warty odtworzenia.
EDIT: Jak znalazłem, jest to produkt spadkobiercy zakładów Simson - firmy efw-suhl GmbH. Ma być dostępny na wiosnę przyszłego roku w dwóch wersjach, z silnikiem 4kW i 8kW (najmocniejszy z oryginalnych, spalinowych miał 3,7 kW). Zasięg obu wersji - 60 km, czas ładowania 5 godzin. Mocniejsza wersja wyciąga nawet 80 km/h, słabsza 40 (można zamówić ograniczoną do 25). Tylko ta cena - 4699/5799 EUR.
]]>DUO było chyba jedynym pojazdem dla inwalidów produkowanym w krajach bloku wschodniego. Zbudowany był na bazie Simsona Schwalbe. Na zdjęciach stoją obok siebie i widać to bardzo wyraźnie.
DUO miało trzy koła, siedzenie i płócienną budę na stalowym szkielecie - dzięki temu nie była wymagana jazda w kasku. Podobno istniała wersja hardtop, ale nigdy takiej nie widziałem. Urządzenie to wyciągało nawet do 60 km/h.
DUO nie było produkowane przez zakłady Simson w Suhl, tylko przez zupełnie inną firmę o nazwie „Firma Krankenfahrzeugfabrik Krause" Firma została założona w roku 1880 i produkowała bardzo różne pojazdy inwalidzkie. Po wojnie pozostała prywatna, została upaństwowiona dopiero w 1972. Potem nazwa tej firmy parokrotnie się zmieniła, a firma padła ostatecznie w roku 1992.
Nowe DUO w NRD można było kupić tylko będąc inwalidą i za zgodą odpowiedniego urzędu, po paru latach czekania w kolejce, jednak używane można było kupować bez ograniczeń. Nie wiem jak to wyglądało w Polsce, ale pojazdy te też się pojawiały i widywało się je na ulicach.
]]>Jest to Simson Schwalbe KR51 (Schwalbe to jaskółka), produkowany w Suhl. Nie znam się za dobrze na motorach, ale pamiętam że w NRD jeździło takich dużo. Jednak ze względu na jego nieco staromodny wygląd w końcu lat 80-tych jeżdżenie takim było dla młodych ludzi nieco obciachowe, szpanu zadawało się takim normalnym Simsonem (jak uda mi się zrobić własne zdjęcia to też o nich napiszę).
Skutery te są nadal popularne, bo są bardzo trwałe, tanie i na mocy traktatu zjednoczeniowego wolno na nich wyciągać 60 km/h, jak było i wolno w NRD. Ich oldskulowy wygląd jest dziś zaletą. Jadąc do pracy widywałem na ulicy inny egzemplarz (w rejestracji ma litery DDR). Zdjęcie niewyraźne, bo zrobione komórką z jadącego samochodu.
Ten egzemplarz stoi w tym miejscu nie ruszany od co najmniej miesiąca, wcześniej na mojej ulicy też stał dłuższy czas w jednym miejscu. Obok niego pojawiła się wystawka (notka o wystawkach też w drodze), więc mimo że wygląda na zadbany to jeszcze ktoś go zabierze na śmietnik.
]]>Przedpłaty to system sprzedaży dziś już prawie niespotykany. Jest to praktycznie odwrotność sprzedaży ratalnej: Przy kupnie na raty najpierw dostajemy towar, a potem spłacamy go, przy przedpłatach najpierw spłacamy a dopiero potem dostajemy. Dziś odmiana systemu przedpłat jest stosowana w niektórych systemach finansowania mieszkań lub domów, nie wiem czy występuje coś takiego w Polsce, ale w Niemczech nazywa się to Bausparen.
Na nowy samochód czekało się bardzo długo, nawet kilkanaście lat. W NRD był nawet taki dowcip, oparty o banknot 10 markowy: Tak wygląda kobieta, która właśnie wpłaciła na Trabanta... (rewers):
...a tak, gdy go odbiera. (awers):
Anegdota: Trabanty były produkowane w niewielkiej gamie kolorystycznej, większość z nich miała szarobeżowy kolor "trabantowy". Jeden z Niemców z roku pewnego dnia kupił sobie używanego Trabanta w takim właśnie kolorze. Zaraz z paroma kolegami wybrali się na przejażdżkę, zaparkowali w mieście i gdzieś poszli. Po godzince chcieli wrócić samochodem na campus. I wtedy pojawił się problem: Nikt z nich nie mógł sobie przypomnieć gdzie dokładnie zaparkowali, co gorsza dowód rejestracyjny zostawili w samochodzie a żaden z nich nie pamiętał numeru rejestracyjnego. Wszystkie Trabanty takie same, który ich? Trochę trwało zanim znaleźli.
Dlaczego właściwie w NRD tak uparcie produkowano samochody z silnikami dwusuwowymi? We wszystkich innych krajach RWPG wycofano się z tego przecież dość szybko. W NRD usprawiedliwiali się postanowieniami Układu Poczdamskiego który podobno zabraniał produkowania a nawet projektowania silników nadających się do czołgów. Wtedy nie można było tak łatwo tego sprawdzić, ale dziś, w epoce Internetu, dotarcie do tekstu źródłowego zajęło mi tylko chwilę. I nic tam takiego nie ma, jest tylko bardzo ogólnie powiedziane o konieczności uniemożliwienia produkcji na cele zbrojeniowe (III.A.3.(I)). A przecież czterosuwowy silnik do osobówki i tak się do czołgu nie nadaje.
W 1988, na targach jesiennych w Lipsku pokazano nową wersję Wartburga, z silnikiem 1.3 od VW Polo. Był to niewątpliwie postęp, ale nieduży. Na stoisku wszystkie telewizory pokazywały na okrągło "reklamę" tego nowego samochodu - ale ktoś kto ją wymyślił nie rozumiał chyba samej idei reklamy - były to kilkunastosekundowe scenki sportowe, na przykład przedstawiające judo albo kendo w tradycyjnych strojach, na przemian z widoczkiem nowego Wartburga po prostu sobie jadącego. Jedno z drugim nie wiązało się w jakikolwiek sposób. Zmiana silnika nie ucieszyła klientów za bardzo, bo jednocześnie samochód podrożał o 30%, co wielu ludziom wpłacającym od lat na samochód jeszcze bardziej odsunęło możliwość zakupu. Jako ciekawostkę podam, że z ceny najtańszej wersji wynoszącej 30.200 marek 3.650 (czyli 12%) wynosił opisywany przeze mnie wcześniej odpis.
W 1989 opracowano też wersję Trabanta z silnikiem 1.1 też od VW Polo. Ale było już za późno - prawie żadnego z tych samochodów nie sprzedano w NRD, bo NRD padło. Większość z nich poszła do Polski i na Węgry. W Polsce rozeszły się jak ciepłe bułeczki, w mojej szczecińskiej rodzinie były takie trzy, nawet rodzina z Warszawy przyjechała kupić sobie jednego. Ale nie był to dobry samochód, jedyne co w nim było dobre to silnik. Przy okazji chciałem sprostować legendy miejskie jakoby to urządzenie wyciągało 140 km/h. Silnik miał oczywiście dość mocy, ale nadwozie się do takich prędkości absolutnie nie nadawało. Ograniczono więc prędkość maksymalną tego pojazdu zmieniając odpowiednio przełożenie na czwartym biegu. Dlatego można było takim Trabantem bez problemu wyciągnąć 120, ale tak już przy stu dwudziestu kilku silnik pracował w zakresie obrotów maksymalnych i szybciej się już nie pokręcił. Sprawdzone osobiście.
Za samochód jako-tako luksusowy w NRD robiła Łada 2107. To było maksimum tego, co normalny człowiek mógł mieć (pisałem już o bardzo ograniczonej możliwości zakupu Golfa I i Mazdy 323 - to nie była opcja dla zwykłego, nawet zamożnego człowieka). Na uczelni Ładami 2107 jeździli tylko co lepiej ustawieni profesorowie, na przykład profesor Philippow z elektrotechniki. Profesor Philippow pochodził z Bułgarii i był już w dość podeszłym wieku. Wsławił się jadąc na uczelnię swoją Ładą po chodniku i rozganiając w ten sposób idących na zajęcia studentów, bo wzrok był już nie ten i mu się pomyliło.

Łada 2107 Źródło: Wikipedia Autor: FSO
Z ciekawostek: Istniał projekt opracowania jednego modelu samochodu osobowego dla całego RWPG. W praktyce miała być to współpraca NRD-owsko - Czechosłowacka. I domyślacie się o co się rozbiło? Oczywiście Czesi mieli duże emo na silnik z tyłu a NRD-owcy preferowali silnik z przodu. Do tego również fabryki NRD-owskie konkurowały ze sobą. I tak przez te spory po władowaniu w projekt mnóstwa kasy rzecz zarzucono.
Co miejsca na silnik, to rację mieli jednak NRD-owcy. Pojechałem kiedyś z Ilmenau do Lipska na targi i z powrotem Skodą 100, pożyczoną mi przez Palestyńczyka Saida. Miałem mu tylko załatwić w konsulacie wizę do Polski. Said był szczęśliwy, bo pani przystemplowała w jego paszporcie pieczątkę "Bez wymiany obowiązkowej".
Obywatele krajów dewizowych przyjeżdżający do krajów bloku musieli przymusowo wymieniać określoną sumę w dolarach na każdy dzień pobytu po kursie oficjalnym (czyli złodziejskim, w rodzaju 1 DM = 1 marka NRD). Było to dla krajów bloku jedno z istotnych źródeł dewiz, a dla podróżnych z Zachodu jawna szykana.
Ale wróćmy do Skody: Na krętej drodze koło Ilmenau miałem na każdym zakręcie wrażenie (na szczęście tylko wrażenie), że zaraz wylecę z drogi, takie to paskudztwo było nadsterowne. Silnik - z przodu albo centralnie, nigdy z tyłu.
Poniżej zdjęcie jednego z prototypów (a raczej concept car) samochodu RWPG-owskiego.
No ale na samochodach osobowych świat motoryzacji się nie kończy. NRD-owcy znacznie lepsi byli w jednośladach. (Od razu mówię, że nie jestem fanem motorów, więc nie traktujcie moich wynurzeń jak wyroczni). Produkowali parę serii motocykli cenionych nie tylko w NRD, ale również eksportowanych do wielu krajów świata. Na przykład serię MZ TS:
i serię MZ ETZ:
Ale tym co naprawdę motoryzowało NRD były motorowery "Simson", produkowane niedaleko Ilmenau, w Suhl.
Simsony były w NRD prawie tak popularne, jak skutery we Włoszech. Mogę się mylić, ale Simsony nie musiały mieć chyba nawet tablic rejestracyjnych (u nas w Ilmenau nie miały, ale w innym mieście widziałem, że tak). Wystarczyło pójść do sklepu, kupić i jeździć. Było tego pełno, wielu studentów miało takie. Jeden z kolegów przewiózł kiedyś takiego do Polski, do Berlina transportował go pociągami a potem wsiadł na niego i pozostałe do Szczecina 150 kilometrów po prostu pojechał autostradą. Nie było to jego najlepsze wspomnienie w życiu, ale się dało.
Pracujący w Glasie i Pocelanie Wietnamczycy wszystkie zarobione pieniądze poświęcali na zakup towarów, które zamierzali na koniec kontraktu przewieźć do siebie do kraju. Ale oni nie byli detalistami, jak robotnicy polscy opisani w poprzednich odcinkach. Każdy z nich miał wielką skrzynię, jakieś 2x2x4 metry, którą napychał towarem. Skrzynie stały w idealnie równych rządkach na podwórkach osiedli, na których mieszkali. Z tego co widziałem, kupowali oni masowo włóczkę, ale nie taką lepszą, jak panie z Polski, tylko najtańszą, z włókien sztucznych. Dalej: ubrania, uwielbiali zwłaszcza ciemnozielone kurtki, takie jesienno-zimowe. A najważniejszym zabieranym towarem był właśnie motorower Simson - sprzedany w Wietnamie ustawiał ich podobno finansowo na parę lat.
Model S51 produkowano do 1989 roku, ale cieszy się on nadal dużą popularnością (również dlatego, że wyciąga 60 km/h, a wszystkim innym w tej klasie wolno tylko 45).
Miały te motorowery jeden drobny problem: W pewnym momencie wymyślono zmianę w przepisach - motorowery miały przez cały dzień jeździć na światłach. I nagle się okazało, że prądnica w nich jest zbyt słaba, nie może uciągnąć tych świateł i przy jeżdżeniu cały czas na światłach akumulator się rozładowuje. Pamiętam programy w telewizji, w których zalecali wyjęcie żarówki ze światła pozycyjnego z tyłu. Wtedy wystarczało. Nie pamiętam, czy kazali wkładać tę żarówkę z powrotem przy jeździe w nocy.
NRD-owcy zrobili też skuter, nawet całkiem fajny, miał elektryczny rozrusznik i podobne bajery. Robili go do 1992 i temu też wolno jest wyciągać 60 km/h. Miał parę problemów technicznych, ale podobno wiele egzemplarzy jest nadal w użyciu.
Samochody dostawcze Barkas niezłe w momencie skonstruowania w latach 80-tych odpadły już dawno od aktualnego stanu techniki. Dwusuwowy silnik od Wartburga to już nie było to. Podobno Honeckerowi w Wandlitz dźwięk Barkasa dowożącego towar do osiedlowego sklepiku tak przeszkadzał, że specjalnie sprowadzono elektryczny samochód dostawczy z RFN.
Trudno mi powiedzieć, jak wyglądała jakość NRD-owskich ciężarówek, ale produkowano je tym pod dwoma markami: Robur (pokrewieństwo nazwy z postacią z Verne'a niewyjaśnione):
i IFA:
O jeszcze jednym produkcie przemysłu motoryzacyjnego NRD - mini ciężarówce Multicar - pisałem w odcinku 12.
Jak to wszystko przetrwało zjednoczenie? No raczej słabo.
Zakłady w Ludwigsfelde, produkujące ciężarówki IFA zostały przejęte przez Mercedesa i produkują samochody dostawcze.
Marka Multicar, po przekształceniach własnościowych zakładu, istnieje i nieźle się sprzedaje do dziś.
Zakłady Simson przetrwały o własnych siłach (choć nie bez problemów) do 2002. ale potem ostatecznie zbankrutowały. W sumie szkoda, wydaje mi się że właśnie oni, obok Multicara, mieli największe szanse ze wszystkich NRD-owskich firm motoryzacyjnych.
Cała reszta zbankrutowała prawie natychmiast, ewentualnie została po marce kupiona przez inne firmy, ale nawet wtedy raczej nie odniosła sukcesu.
]]>