Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Warto zobaczyć: Hellevoetsluis

Podejrzewam, że praktycznie nikt z czytelników nie słyszał dotąd tej nazwy. Ja wcześniej też jej nie słyszałem, więc może najpierw napiszę w jaki sposób wybieram cele do zwiedzania, zanim się gdzieś wybiorę.

Oczywiście zaglądam do przewodników po okolicy docelowej, oglądam telewizyjne programy o podróżach (najlepsze mają oczywiście na WDR), ale moje zainteresowania bardzo odbiegają od mainstreamu, więc nie mogę na tym poprzestać, bo będzie nudno. Najważniejszą metodą jaką używam to Google Maps w trybie "Satelita". Trzeba dać mocny zoom i systematycznie skanować okolicę. Pokazują się wtedy znaczniki bardzo różnych obiektów, warto zaglądać co to, zwłaszcza jeżeli nie widać na pierwszy rzut oka, co to właściwie jest. Pomaga też wrzucenie filtra na przykład na "muzeum". No i na "satelicie" widać od razu ciekawe struktury. Tak znalazłem na przykład Het Keringhuis - coś w rodzaju muzeum powodzi koło ruchomej zapory na rzece Maas. Byliśmy tam, przyjechaliśmy na trzy kwadranse przed zamknięciem i powiedzieli nam, że nie musimy płacić, wyszedł taki "happy hour". W sumie to dobrze, bo muzeum było nudne, nie polecam. Oprowadzali tam też po instalacjach zapory, ale to konstrukcja jak konstrukcja, robi wrażenie przez jej wielkość, ale poza tym całkiem normalna. Polecam wejść na usypany obok kopiec widokowy, ale muzeum sobie darować.

het Keringhuis, Maeslantkeringweg, Hoek van Holland, Rotterdam, Holandia Południowa, Niderlandy, 3151 ZZ, Holandia
Zapora przeciwpowodziowa na rzece Maas
Zapora przeciwpowodziowa na rzece Maas

Podobnie na Mapsach znalazłem Hellevoetsluis. Uwagę moją zwróciły uwagę trzy przycumowane tam statki - muzea, a potem w pobliżu zobaczyłem kilka innych interesujących obiektów. W przewodnikach które miałem pod ręką nic o tym wszystkim nie było.

Poczytałem o tym miejscu i okazało się, że jest bardzo historyczne. Ludzie mieszkali tu jeszcze przed Rzymianami, i od zawsze miejsce było związane z wodą. Tutaj od początku wieku XVII był port wojenny, potem nawet główny port wojenny Holandii. Człon "sluis" w nazwie brzmi prawie jak po polsku, i rzeczywiście oznacza "śluzę" - zbudowano ją (i jeszcze suchy dok) w roku 1798. Dopiero w 1930 marynarka wojenna przeniosła swoją główną siedzibę do Den Helder.

Dygresja a propos tej "śluzy": Zawsze mnie dziwiło, że polskie słownictwo marynistyczne związane z żaglowcami pochodzi od holenderskiego, a nie sąsiedniego Polsce niemieckiego. Na przykład polski "fokmaszt" jest od holenderskiego "fokkenmast", a nie niemieckiego "Vormast", "grotmaszt" od "grotte mast" a nie "Großmast", a rzeczona "śluza" od "sluis" a nie od "Schleuse". Pewnie jest jakieś proste wyjaśnienie, ale nigdy nie dziwiło mnie to aż tak bardzo, żeby go poszukać.

Suchy dok jest podzielony na dwie części, można w jednej budować statek, a jednocześnie w drugiej naprawiać drugi. Dok jest nadal u użyciu, ale oczywiście do pompowania wody nie używa się już maszyny parowej (była markowa, od Watta). Podobnie brama doku nie jest oryginalna, drewniana, tylko z nitowanej stali z roku 1880. Ale zasadniczo wszystko jest XIX-wieczne. Jest tam też jakieś muzeum tego doku, ale nie byliśmy w środku.

Hellevoetsluis - Suchy dok
Hellevoetsluis - Suchy dok

Dalej możemy zobaczyć XIX-wieczne fortyfikacje i stanowiska dział, jedno z dział jest na pozycji. Działo jest z roku 1880, ładowane od przodu i stoi na obrotnicy do celowania, z szynami, żeby można było je odsuwać do ładowania. (EDIT: Jak z pomocą @boni udało się wyjaśnić, działo jest ładowane od tyłu, a szyny służą do kompensacji odrzutu). Na terenie portu leży też mnóstwo znacznie starszych luf dział. Są też fortyfikacje XX-wieczne - była to część Wału Atlantyckiego.

Hellevoetsluis - Umocnienia
Hellevoetsluis - Umocnienia, po prawej wiek XIX, po lewej Wał Atlantycki
Hellevoetsluis - Działo
Hellevoetsluis - Działo

Dalej mamy śluzę, wiatrak, latarnię morską (chociaż tu raczej "rzeczną") i port. W porcie stoją trzy statki-muzea.

Pierwszy to latarniowiec Noord Hinder. Statek jest relatywnie nowy, z 1963, w służbie był do 1994. Byliśmy przed sezonem i nie było zwiedzania (tylko lipiec-sierpień), ale to niewielka strata - statek jak statek, tylko ma zamontowaną wieżę ze światłem. Podobno zwiedzanie jest za darmo, godziny otwarcia radzę sprawdzić na jego stronie, bo czasem otwarty jest rano, a czasem po południu (a w poniedziałki zawsze zamknięty, jak prawie wszystko w Holandii).

Hellevoetsluis - Latarniowiec Noord Hinder
Hellevoetsluis - Latarniowiec Noord Hinder

Drugi statek, a raczej okręt, to trałowiec klasy Beemster, budowanej w USA na zamówienie Holandii, bazowanej na klasie Adjutant. Między 1952 a 1978 nabudowano tych Adjutantów ponad 200 sztuk dla różnych odbiorców, dla Holandii 14 w początku pięćdziesiątych. Ciekawostką jest to, że te okręty były całkowicie drewniane, na pewno po to, żeby nie drażnić min magnetycznych. W Hellevoetsluis stoi okręt o nazwie "Bernisse", ale głupia sprawa - nie mogę znaleźć go w wiki na listach wyprodukowanych statków klasy Beemster i Adjutant. Wszystkie holenderskie Beemstery mają nazwy na "B", ale nie ma wśród nich "Bernisse", i przy żadnym z nich nie ma nic o tym, żeby był to okręt-muzeum. Ten okręt też nie był do zwiedzania kiedy tam byliśmy, jeżeli ktoś chce go zobaczyć polecam sprawdzić kiedy jest otwarty na jego stronie. Ale to też nie jest jakaś bardzo szczególna czy zabytkowa jednostka, nie ma problemu że zamknięty.

Hellevoetsluis - Trałowiec Bernisse
Hellevoetsluis - Trałowiec Bernisse

A teraz clou notki: XIX-wieczny, wczesny okręt pancerny "Buffel". Już wyłącznie parowy, ale robiąc research do notki znalazłem, że Holendrzy mają też okręt pancerny generację wcześniejszy - jeszcze parowo-żaglowy (jest do oglądania w Den Helder).

Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel
Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel

"Buffel" został zwodowany w roku 1868 w Glasgow. Holendrzy zbudowali jeszcze drugi taki sam okręt (Guinea) u siebie. Oba były w służbie prawie do końca lat dziewięćdziesiątych XIX wieku, potem Guinea została zezłomowana, a Buffel zamieniony w hulk. Oba okręty nie brały udziału w żadnych akcjach bojowych, bo w okresie ich służby Holandia nie prowadziła żadnej wojny.

"Buffel" jako hulk służył jako miejsce zamieszkania i nauki młodych marynarzy, i to bardzo długo, aż do wyjścia ze służby w roku 1973. Potem, po różnych perypetiach częściowo odtworzono jego pierwotny stan i uzbrojenie, i został on okrętem muzeum

Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, pomieszczenia kadetów
Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, pomieszczenia kadetów

Teraz trochę o technice: "Buffel" miał stalowy, nitowany kadłub, dwie maszyny parowe i ostrogę do taranowania. Ostroga była typowa dla okrętów tamtych czasów, ale ten pomysł był marny - działał praktycznie wyłącznie na drewniane żaglowce, bo w realnej bitwie parowych okrętów pancernych z już w miarę porządnymi działami trudno było dojść do staranowania manewrującego i strzelającego przeciwnika.

Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, wieża działowa
Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, wieża działowa

Głównym uzbrojeniem okrętu były dwa działa 230 mm (brytyjskie, Armstrong) umieszczone w obracanej wieży. Działa były jeszcze ładowane od przodu, ale strzelały nie kulami, tylko pociskami (chociaż chyba jeszcze bez ładunku wybuchowego EDIT: Pociski są wystawione w wieży, są warianty z ładunkiem wybuchowym i bez niego). Nie jestem pewien, czy lufy były gwintowane - pociski mają odpowiednie występy, w lufach gwintu nie zauważyłem, ale lufy chyba nie są oryginalne, to raczej nowe, plastikowe atrapy. (EDIT: Lufy to faktycznie atrapy, oryginały były gwintowane). Ładowanie od przodu było problematyczne, więc wkrótce (1887) zamieniono stare działa na jedno, ładowane od tyłu działo Kruppa o kalibrze 280 mm. Przy zamianie na hulk uzbrojenie oczywiście zdemontowano, ale przy robieniu muzeum przywrócono wieżę i atrapy dwóch pierwotnych dział. Obecnie wieża nie może się obracać, a dział nie da się cofnąć do ładowania, bo pod wieżą zrobiono szerokie zejście dla turystów i brak jest miejsca.

Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, wnętrze wieży
Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, wnętrze wieży

Oprócz wnętrza wieży możemy obejrzeć pomieszczenia gdzie spali, jedli i uczyli się kadeci, łaźnię, kajuty oficerskie, pomieszczenia kapitana, kotły, maszyny parowe (dwie różne, więc mam wątpliwości czy oryginalne) itd. Warto zobaczyć.

Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, mesa oficerska
Hellevoetsluis - Okręt pancerny Buffel, mesa oficerska

Oprócz tego wszystkiego w Hellevoetsluis możemy zobaczyć muzeum straży pożarnej (nie byliśmy). Ogólnie to jeden z ciekawszych punktów w okolicy, mało znany, ale naprawdę warto zobaczyć.

Hellevoetsluis, Voorne aan Zee, Holandia Południowa, Niderlandy, Holandia
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


9 komentarzy do “Warto zobaczyć: Hellevoetsluis”

  1. Avatar photo boni pisze:

    Dzięki za notkę i abso-kurde-lutnie przeoczonego np. przeze mnie Buffela, a w życiu nie myślałem, że w Europie jest gdzieś coś w miarę całego i bardziej zabytkowego niż Averoff (Grecja), Aurora (Rosja) i Caroline (Belfast/UK).

    A teraz będą uwagi 😉

    Nomenklatura holenderska w PL w sprawach morskich i okolicy to IIRC efekty osadnictwa Holenderskiego (Olędrów) na wybrzeżu, wzdłuż dużych rzek, Żuławy, itd itp. w XVI-XVIIw. Bodaj kilkaset etnicznie holenderskich wsi itp. (nie „na prawie holenderskim”, bo to mogli być Szkoci czy ktokolwiek, ale etnicznie holenderskich).

    Ciężkie działo baterii nabrzeżnej stoi na wózku na szynach na obrotnicy nie w celu ładowania, ale w celu opanowania odrzutu, tj, kąt szyn jest tak dobrany wzg. masy działa i odrzutu, że wózek odjeżdżał i wracał na miejsce przy strzale, W MIARĘ miękko – wtedy jeszcze nie było ani oporo- ani -powrotnika, a utrzymanie i zaciąganie z powrotem linami, jak mniejszych dział poprzedniej epoki, zrobiło się w praktyce niemożliwe.

    Śluzy/kesony jak tego doku były powszechne, np. podobny dok i oryginalne zamknięcie można zobaczyć w Titanic Belfast, trzymają tam w doku jako muzealny SS Nomadic, prom-tender przypisany do onego SS Titanic.

    Buffel:
    Działa 9″ były gwintowane z gwintowanym pociskami, kosztowne rozwiązanie, coś tam dawało, ale niewiele w porównaniu z późniejszymi.
    Amunicji było z 7 rodzajów, bodaj ze 3 z ładunkiem wybuchowym, jeden klasy „slug”, i ze trzy rodzaje kartaczy.
    W temacie ładowane od tylca – od wylotu, to nie jest proste, co było lepsze, a co gorsze i kiedy, w tamtych dekadach; można o tym książki popełnić i parę popełniono. Te były akurat odprzodowo, bo Armstrong robił do wyboru do koloru.

    • cmos - avatar cmos pisze:

      w życiu nie myślałem, że w Europie jest gdzieś coś w miarę całego i bardziej zabytkowego niż Averoff (Grecja), Aurora (Rosja) i Caroline (Belfast/UK).

      Jak napisałem w notce, Holendrzy mają jeszcze generację wcześniejszego, parowo-żaglowego Skorpiona z 1868, ale jak patrzę na zdjęcia to musieli mu odtworzyć jeszcze znacznie więcej niż Buffelowi.

      Dzięki za uwagi. Co do amunicji, to w wieży stało kilka różnych pocisków, i jak patrzę na zdjęcia to jeden z nich wygląda że ma odkręcany zapalnik/wieczko, więc pewnie z ładunkiem wybuchowym.
      Tu zdjęcie: https://nrdblog.cmosnet.eu/files/2026/07/IMG_2232-scaled.jpg

      • Avatar photo boni pisze:

        Uwaga do uwagi – trochę źle sformułowałem opis tych skośnych szyny działa nabrzeżnego, one były głównie do „łapania” odrzutu diabelnie ciężkiego działa, a co do ładowania, to różnie bywało. Czasem był „zatrzask” i ładowanie w pozycji „tylnej” a potem zjazd w dół/przód do strzału; sądząc po umieszczeniu żurawika nad działem, o ile zdjęcie nie oszukuje, to mógł być ten przypadek.

        • cmos - avatar cmos pisze:

          Zdjęcie oszukuje – żurawik jest przy dziale, nie na końcu szyny. Mam jeszcze dwa zdjęcia:
          https://nrdblog.cmosnet.eu/files/2026/07/IMG_2207-scaled.jpg
          https://nrdblog.cmosnet.eu/files/2026/07/IMG_2206-scaled.jpg
          Zakres ruchomości wózka z działem na szynie wygląda na ograniczony, ale może to dołożone później, żeby turyści się nie bawili.

          • Avatar photo boni pisze:

            Zakres wózka na szynach zawsze był ograniczony (no nie chcemy, żeby 7 czy 15 ton choćby minimalnie spadło poza szyny). BTW tam były tak potworne masy, energie i naprężenia, że problemem bywały nie tylko oczywiste siły w osi działa, ale i „przekoszenie” tego wózka na szynach, nawet minimalne mogło wszystko zablokować, a odblokowanie 7 czy 15 ton na takich szynach słabo rymuje się z BHP.

            Teraz to już „sama nie wiem”, wydaje mi się, że to działo jest odtylcowe (po pierwszych zdjęciach myślałem, że to tylko mechanizm odpalania itp. ale jednak to raczej resztki zamka i żurawik jest jak dla odtylcowego), a nie ładowane odprzodowo. Dwa, proporcje i szczegóły ma takie, że powiedziałbym, że to francuskie a nie angielskie, ale podstawa jednak nie jest dokładnie jak typowa francuska (ale podstawa to tylko podstawa). Oraz typowe francuskie tego rozmiaru i czasu miały przy wózku „amortyzatory” hydrauliczne, których na zdjęciach nie ma (ale w wielu zabytkach zdemontowano).

            Był tam jakiś dokładniejszy opis? bo nic nie potrafię w sieci znaleźć o działach w tym forcie. Coś jakby z rodziny Canon de 19C https://en.wikipedia.org/wiki/Canon_de_19_C_mod%C3%A8le_1875 i podobnych, tylko że nikt nigdzie nie wspomina, że trafiły jakieś do Holandii (ale skoro do USA trafiły…)

          • cmos - avatar cmos pisze:

            Zakres wózka na szynach zawsze był ograniczony

            Chodzi mi o tą solidną blokadę przykręconą do szyny, nie pozwalającą na przesunięcie wózka o więcej niż jakieś 20 cm. Zajrzałem na zdjęcia w google maps, i z drugiej strony jest taka sama.
            Na innym zdjęciu lawety jest napis „Smederij Frits Kramer” https://maps.app.goo.gl/rEnb5f2tNXGBFnmc6 , zajrzałem, to kowal artystyczny, warsztat założony w 1881 ale działający do dziś. Podejrzewam, że to on robił renowację lawety i dorobił to zabezpieczenie.

            Podejrzewałem też że lufa to może być atrapa, jak na Buffelu, ale znalazłem zdjęcie od strony wylotu i lufa jest gwintowana, więc raczej oryginał: https://maps.app.goo.gl/v7UjhX4RvSqvV1aB6
            Na tym zdjęciu daje się mniej więcej odczytać rok produkcji (187x), widać też jakąś nazwę, ale nie mogłem jej odczytać. Dalej poszukałem po „Kustbatterij Hellevoetsluis” i znalazłem: https://fronttaal.myonline.store/c-6283803/geschut-24cm-ijzer/
            To jest kaliber 24 cm, ładowane od tyłu, szwedzkie, firmy Finspong. https://de.wikipedia.org/wiki/Finsp%C3%A5ngs_styckebruk
            Jak czytam opis i patrzę na rysunek z epoki https://cdn.myonlinestore.eu/7b12e671-8e9e-4ca6-8dd4-74bb3ce46c75/images/24cmijzer%2001.jpg , to ta „blokada” to jest chyba hamulec cierny.

          • Avatar photo boni pisze:

            Ok, ładny research! Po pierwsze, myślałem, że to coś mniejszego, po drugie zapomniałem o Szwedach z Finspong, ale to nawet zgadza się, że najbardziej przypominało mi francuskie, ładowane od tyłu. To jest jakaś pochodna Canon de 24 C modèle 1870, https://en.wikipedia.org/wiki/Canon_de_24_C_mod%C3%A8le_1870 Tak jak znalazłeś, to właśnie Szwedzi je robili „na licencji”, i jest takich trochę w Szwecji, Danii i jak widać w Holandii też.

          • Avatar photo boni pisze:

            No dobra, na intencję św. Prokrastyny znalazłem w końcu definitywną odpowiedź – to są o jeszcze jedną generację starsze francuskie, w wersji „licencyjnej” robione przez Szwedów z Finspong dla Holendrów: Canon de 24C mod 1864 https://en.wikipedia.org/wiki/Canon_de_24_C_mod%C3%A8le_1864#24_cm_ijzer
            a wiki wydaje się OK, bo podobnie wspomina te holenderskie działa Le nouveau matériel naval z 1889, w sekcji „działa różnych nacji”.

  2. dobiasz pisze:

    Widzę, że Boni mnie ubiegł, ale swoje 3 centy wtrącę 😉

    Raz że Olędrzy ściągani nie tylko na wybrzeże, ale wszędzie gdzie trzeba było cokolwiek z wodą robić — nawet w Krakowie są Oleandry. Dwa: Gdańsk handlował głównie z Niderlandami, które przecież były kolonialnym mocarstwem w czasach kiedy Niemcy były zlepkiem skłóconych mikropaństewek.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów