Notka o teoriach spiskowych nadal jest w pisaniu, a na razie o czymś innym.
Przyznam, że sytuacja na rynku jest marna, od czasu bankructwa mojego klienta w końcu lutego nie miałem żadnego zlecenia. Są dwie firmy który by chciały żebym dla nich robił, ale robota będzie dopiero jak dostaną zlecenia, które są w trakcie negocjacji. A sytuacja rynkowa jest na tyle zła, że te zlecenia też się opóźniają.
Na szczęście zapasy mam, głód mi na razie nie grozi. Tymczasem pracuję nad swoim nowym projektem, jeszcze nie napiszę co to dokładnie ma robić, bo takiego czegoś na rynku jeszcze nie ma i nie będę zdradzał przed czasem. Ale technicznie to jest oparte na Raspberry Pi Pico W i wyświetlaczu 2'' (z czterema przyciskami) plus parę sensorów. Pracuje to na systemie FreeRTOS, można się do tego podłączyć przez WiFi i z przeglądarki monitorować stan i zmieniać ustawienia. Dużo już chodzi, ale dalsze szczegóły za pewien czas.
Problemem przy takich urządzeniach zawsze była obudowa, kiedyś trzeba było coś dopasowywać z dostępnych uniwersalnych albo kombinować gdzie zamówić i w jakiej technologii. Ale dziś sprawa jest relatywnie prosta - obudowę się drukuje. Pierwsze egzamplarze obudów do mojego urządzenia wydrukował mi syn, który bawi się w to od kilku lat, ale on mieszka dość daleko (250 km), a w ogóle ostatnio pojechał na kilka miesięcy do Szwecji. I do tego jego drukarka też ma kilka lat, i w związku z tym już się moralnie zestarzała. Stąd postanowiłem kupić coś do drukowania 3D. Moją strategią przy takich rzeczach jest zawsze żeby na początek kupić coś niezbyt drogiego, zapoznać się z tym, określić potrzeby i zdobyć trochę doświadczenia, a dopiero potem zmienić na coś lepszego, dokładnie dopasowanego do mojego zastosowania.
Przedyskutowałem temat z synem i wnioski były takie:
- Na rynku jest wiele firm i wiele modeli, wybór tylko po charakterystykach technicznych jest trudny.
- Jest trochę firm chińskich oferujących dobre drukarki naprawdę tanio.
- Problem z Chińczykami jest taki, że ich drukarki są, i owszem, tanie i dobre, ale ich programowanie jest najczęściej zamknięte, drukarki chodzą tylko jeżeli są podłączone do sieci, i najprawdopodobniej każdy drukowany model jest transmitowany do Chin w celach szpiegowskich.
- Ostatnio była afera z dobrymi i tanimi drukarkami chińskimi firmy Bambu Lab, bo jeden użytkownik (z Polski zresztą) zmodyfikował ich slicer (czyli program przerabiający model 3D na rozkazy dla drukarki) tak, żeby on pracował również off-line i nie wysyłał modeli do Chin. Producent drukarki wszedł na drogę prawną, modyfikacja została usunięta z sieci. To nie jest dobry znak, w zastosowaniach biznesowych lepiej w takie rzeczy nie wchodzić.
- Z firm nie-chińskich syn polecił mi czeską firmę Prusa Research. Nazwa pochodzi od nazwiska założyciela (Josef Prusa). Drukarki Prusa pracują również off-line, nie zbierają danych, a jak by co to każdą ich część można dokupić (wiele z nich można sobie samemu wydrukować). Firma jest europejska, więc to jest poważny plus.
Porównałem drukarki Prusa ze zbliżonymi Bambu Labami, i chińskie są oczywiście znacznie tańsze, szybsze, i wykonane bardziej typowo dla produktów konsumpcyjnych. Dyskusje w sieci o zaletach i wadach obu rozwiązań bardzo przypominają niegdysiejsze dyskusje "Mac/Windows kontra Linux", w sensie "evil korpo vs. community" (nie w sensie techniki/ekonomii, bo rozkład techniczno-ekonomicznych wad i zalet jest tu trochę inny niż w tamtym przypadku). I mam wrażenie, że dziś opowiedzenie się za jednym lub drugim waży znacznie więcej niż wtedy. To już nie jest tylko idealizm, tu powoli zaczyna chodzić o nasze przeżycie.
Poglądałem strony firmy Prusa i ich drukarki spodbały mi się. Miałem jednak poważne ograniczenie przy wyborze - ponieważ kupowałem na firmę, chciałem żeby nie wchodziła w środki trwałe, więc musiała kosztować poniżej 800 EUR netto. Prusa ma dwa modele w takich cenach, ten prostszy (MINI+) nie podobał mi się, bo poziome ramię po którym przesuwa się extruder było podparte tylko z jednej strony. To jednak zbyt marne rozwiązanie, nawet jak na początek.
Pozostał do wyboru model MK4S, w wersji podstawowej za 800 EUR brutto. Można też kupić taką drukarkę w częściach, do samodzielnego montażu, za 650, i to jest świetny pomysł. Chętne wziąłbym zaraz jeszcze terrarium dla niej (znaczy taką szafkę) za 322, ale w sumie to przekraczałoby 800 netto, więc szafka musi poczekać do następego kwartału (to już blisko). Dla porównania: trochę prostszy Bambu Lab A1 kosztuje zaledwie 259 EUR brutto (zmontowany, w wersji podstawowej, wyraźnie delikatniejszy od Prusy), model P1S (też zmontowany i już w wersji podstawowej ma szafkę) 379. Obie te ceny są promocyjne, ale to taka "stała promocja". Na moje oko to dumping dla zdobycia rynku.
Zawsze byłem linuksiarzem (w sensie WO), więc zamówiłem Prusę MK4S w zestawie do samodzielnego montażu. Przyszła prosto z Czech, szybko (tylko dwa dni!), i nie musiałem płacić VATu. Teraz wrażenia:
- Wszystkie części mieszczą się w zgrabnej paczce wagi 11 kg.
- Zestaw jest superprofesjonalny - wszystkie części są starannie zapakowane w dobrze opisane kartoniki, w kartonikach są opisane woreczki z pogrupowanymi częściami, w woreczkach znowu opisane woreczki...
- Samych śrubek/nakrętek jest w zestawie 26 rodzajów.
- Dołączone są prawie wszystkie potrzebne do montażu narzędzia: szczypce, klucze do nakrętek w stylu starych rowerowych (znaczy blacha z wycięciami), klucze fajkowe w kilku rozmiarach, śrubokręt krzyżowy, wszystko całkiem porządne. Dodatkowo trzeba użyć własnych nożyczek (głównie do otwierania woreczków ze śrubkami i łożyskami), pisaka permanentnego i ręcznika papierowego. W sumie to i tak używałem raczej swoich narzędzi, ale cieniutkie a długie fajkowe torxy z zestawu też się przydały.
- Trochę części jest metalowych (stalowe pręty po których jeżdżą łożyska liniowe, aluminiowe kawałki ramy i odcinki profili, i jeszcze parę). Większość elementów plastikowych jest wydrukowana 3D, tylko nieliczne (te, które mają dobrze wyglądać) są wtryskiwane.
- Oczywiście jest trochę elektroniki - zasilacz, płyta sterownika, płytka z wyświetlaczem i enkoderem, parę pomniejszych płytek, silniki krokowe, itd. Są też wszystkie kabelki we własciwych długościach i z właściwymi końcówkami.
- I tak dalej, i tak dalej, części jest bardzo dużo, złożenie drukarki to dużo roboty, w sumie to nie wiem jak im się to za te 150 euro opłaca składać u nich.
- Instrukcja montażu jest online, i powiem że jest rewelacyjna, wyznaczyła mi nowe standardy robienia takich rzeczy. Na początku każdego fragmentu jest spis potrzebnych narzędzi (ze zdjęciami), potem lista potrzebnych elementów (też ze zdjęciami), potem każdy najdrobniejszy krok jest opisany i zilustrowany zdjęciami z użyciem kolorowych strzałek itd. Przy każdym kroku użytkownicy mogą wpisywać swoje komentarze. Będę musiał zrobić coś podobnego do mojego urządzenia.
- Jest też trochę humoru - do zestawu dołączona jest paczka misiów gumowych, a w instrukcji po każdym większym etapie proponują zjedzenie pięciu misiów, twierdząc że to ważne żeby dokładnie tyle, a jak miałoby zabraknąć to koniecznie do sklepu i dokupić.
- Śrubek we wszystkich rodzajach jest więcej niż trzeba, a oprócz tego jest jeszcze woreczek z nadmiarowymi częściami na zapas. Z jednej strony to dobrze, bo nie zabraknie, ale z drugiej uniemożliwia to kontrolę na koniec, czy nie ma braku/nadmiaru któregoś rodzaju.
- W zestawie są nawet takie drobiazgi jak chusteczka nasączona izopropanolem (do odtłuszczenia miejsca klejenia anteny NFC), smar do przekładni planetarnej extrudera i USB stick z przykładami do druku.
- Montaż to kupa roboty - zacząłem w sobotę, skończyłem w poniedziałek po południu. Ale to przyjemna robota, lepsza nawet niż budowanie LEGO. A zestaw LEGO który by się budowało od soboty do poniedziałku chyba by nie był tańszy niż taka drukarka. I po zbudowaniu stałby gdzieś na szafie, a zabawa z drukarką wtedy dopiero się naprawdę zaczyna.
- Na początku trzeba długo szukać potrzebnych elementów, potem jest lepiej, ale w instrukcji trochę brakuje przy każdej części nazwy kartonika/woreczka w których część jest. A przeszukiwanie co chwilę dwudziestu sześciu woreczków ze śrubkami żeby znaleźć właściwe jest dość męczące.
- Do ustalania naciągu pasków zębatych firma ma stronę w sieci którą trzeba otworzyć na telefonie, dać jej dostęp do mikrofonu, a potem brzdąkać paskiem jak struną. Strona na podstawie częstotliwości drgań paska pokazuje, czy pasek jest napięty dobrze, za bardzo, czy za słabo. Nie jest całkiem bezproblemowe, ale działa.
Problemy przy montażu były bardzo nieliczne:
- Tak jak się spodziewałem przewody nie mają nadmiaru długości i nie należy zaciągać zapinek przed podłączeniem wszystkiego i ostatecznym ułożeniem przewodów, nawet jeżeli instrukcja mówi żeby to zrobić wcześniej. Ponieważ się spodziewałem, zrobiłem dobrze i nie trzeba było poprawiać.
- W jednym miejscu były problemy z wkręceniem śrubki w otwór w części z odlewanego aluminium, nagwintowany od przeciwnej strony. I przy tym nie było prostego dostępu do tej śrubki, bo pasek zębaty ją przysłaniał. Pomogło wzięcie innego egzemplarza śrubki.
- W tym samym miejscu był problem z napięciem paska zębatego, bo w sumie to nie wiadomo jak daleko go kotwiczyć w odpowiednim elemencie. Zakotwiczenie dwa ząbki dalej pomogło.
Po montażu drukarka ruszyła od pierwszego kopnięcia, nic nie trzeba było poprawiać. Ale tak ogólnie to montaż wymaga wiele skupienia i staranności, osobom nie obytym technicznie lub niecierpliwym raczej odradzam.

Nie mam co prawda specjalnego porównania, ale drukarka jest bardzo porządna (i pierwszorzędnie złożona 😉 ), drukuje naprawdę dobrze, znacznie lepiej niż drukarka syna. Soft jest spoko, sterowanie OK, wyświetlacz czytelny. Polecam. Ale zrozumiem (chociaż nie pochwalę) jeżeli ktoś wybierze znacznie tańszą drukarkę z Chin.



























No dobra, na intencję św. Prokrastyny znalazłem w końcu definitywną odpowiedź - to są o jeszcze jedną generację starsze francuskie,…