Będąc w kraju odwiedziliśmy między innymi osobę z dalekiej rodziny, dla uproszczenia nazwijmy ją "Ciotką". Ciotka jest emerytowaną lekarką z małego miasteczka w Poznańskim, bardzo zaangażowaną w lokalną społeczność. W tym roku stuknie jej dziewięćdziesiątka, ale jest nadal w pełni sprawna intelektualnie. Ona nawet prowadzi samochód! Oburzonych informuję, że jechałem trochę za jej samochodem, obserwowałem jak jej idzie, i nie było się do czego przyczepić.
W trakcie wieczornych dyskusji wypłynął temat wiary w teorie spiskowe (na bazie mojego, a raczej "naszego", Putinverstehera, ale nie tylko). Ciotka chciałaby zrozumieć, dlaczego ludzie wykształceni wierzą w takie rzeczy, a ja wyjaśniłem jej moją koncepcję rozdzielności modelu świata i modelu językowego z wcześniejszej notki.
No i, jak to zwykle przy tłumaczeniu czegoś komu innemu (i dyskusji z trochę lepiej znającą się na rzeczy osobą), parę rzeczy mi samemu się wyklarowało. A przy tym połączyło z tematem który niedawno znowu wypłynął w różnych dyskusjach na różnych blogach - z "nieistnieniem wolnej woli".
Dla czytelników nie będących w temacie: Chodzi o interpretację wyników badań nad podejmowaniem decyzji. Doświadczenie polegało na tym, że uczestnikom kazano samodzielnie podjąć decyzję o ruszeniu ręką w wybranym przez siebie momencie. Jednocześnie mieli oni patrzeć na sekundową wskazówkę zegara i zapamiętać moment, w którym decyzję podjęli. Wyszło, że mierzalna aktywność mózgu związana z inicjacją ruchu następowała średnio jakieś pół sekundy wcześniej niż ten zapamiętany czas. (tu link do badania, niestety za paywallem). Niektórzy interpretują to jako "nieistnienie wolnej woli", bo najpierw jest inicjacja ruchu, a dopiero potem decyzja o tym. Znaczy człowiek ma bezwolnie wykonywać polecenia czegoś niesprecyzowanego. Ta interpretacja od zawsze wydawała mi się być totalnie bezsensowną i błędną, teraz postaram się moje zdanie uzasadnić.
Tak po pierwsze, to nie jestem przekonany czy ten efekt nie wynika po prostu z opóźnień w torze w którym mózg rejestruje czas, znaczy że osoba badana po prostu zapamiętuje czas późniejszy niż ten o który chodziło badaczom. Przy tym mowa jest o obserwacji wskazówki sekundowej, a pomierzone czasy są znacznie poniżej jednej działki. Przecież przy danych prędkościach transmisji i przetwarzania pół sekundy to bardzo niewiele. Co to w ogóle ma być za wniosek? (chyba że nie wiem czegoś o tym badaniu, mogłem przeczytać tylko abstract, może coś tam robili dla poprawy dokładności i eliminacji innych opóźnień). No ale najpierw załóżmy że efekt ten jednak nie jest artefaktem. Nawet wtedy nie świadczy to moim zdaniem o "nieistnieniu wolnej woli". Dalej będę uzasadniał.
Oczywiście nie znam się na neurobiologii i podobnych tematach i nie będę udawał, że się znam. Czyli w szczegółach mogę pobredzać, brednie proszę wytykać w komentarzach. Myślę jednak, że te szczegóły nie będą miały wpływu na moje generalne tezy. Nie znam się, więc się wypowiem. Ale wypowiem się jako architekt od systemów, o czym jednak trochę pojęcia mam. Na początek zróbmy mały reverse engineering systemu o którym mówimy. Ten reverse engineering to mój pomysł zupełnie znikąd, nic podobnego dotąd nie widziałem, na żadnym takim modelu nie będę się opierał i z niczym nie będę tu polemizował. Będzie tak na zupełnie świeżo, po prostu będę czytał w wikipedii jakie funkcje kolejne kawałki realizują, i wyrażał to w języku architektury systemów.
Najpierw uwaga generalna: System jest straszliwie przekombinowany. I to wcale nie przekombinowany na sposób "niemieckiego inżyniera". Porównałbym go raczej z systemami Microsoftu: Microsoft nigdy niczego nie wyrzuca, i w najnowszych systemach nadal znajdziemy warstwy i mechanizmy z najwcześniejszych ich wersji. One niekoniecznie są w bezpośrednim użyciu, albo są używane tylko w bardzo specyficznych sytuacjach, ale w systemie są. Dokładnie tak samo zrobiony jest nasz system.
Analiza będzie w kierunku bottom-up. Proszę zwrócić uwagę na słownictwo sugerujące budowę warstwową i hierarchiczną, to ważne, wrócę do tego później.
Najpierw coś o komunikacji w systemie: Mamy tu dwa, niezależne (chociaż słowo "niezależne" nie jest całkiem pasujące, w tym systemie wszystko jest w jakimś stopniu zależne od wszystkiego, nie ma pełnej separacji) systemy komunikacji: jeden elektrochemiczny przewodowy dla łączności point-to-point, i drugi czysto chemiczny bezprzewodowy dla broadcastów.
Na najniższym poziomie system ma całą masę sensorów i efektorów. I jedne i drugie są podłączone point-to-point do scentralizowanego sterowania przy pomocy przewodów, łączących się w centralną wiązkę przeprowadzoną przez giętką tuleję ochronną (rdzeń kręgowy / kręgosłup). To jest faktyczna wiązka, a nie jakiś bus (stegozaury miały mieć coś w rodzaju routera / lokalnego sterownika w okolicy tylnego mostu, ale okazało się że raczej jednak nie). Wiele sensorów i efektorów może zarówno reagować na broadcasty, jak i wysyłać je. Niektóre efektory (na przykład centralna pompa) mają trochę logiki generującej i synchronizującej potrzebne przebiegi, ale to jest raczej zrealizowane sprzętowo. A tak po prawdzie, to w wielu miejscach systemu granica między sprzętem a softem jest bardzo płynna. Transmisja, zarówno przewodowa, jaki i broadcastowa jest stosunkowo wolna, więc sensory wymagające dużego pasma przesyłania umieszczone są bezpośrednio przy jednostce centralnej.
Idziemy w górę systemu. Centralna wiązka dołączona jest do sterowników niskiego poziomu (rdzeń przedłużony), w których biegną drivery podstawowych sekwencji, jak oddychanie, kichanie czy żucie. Tu nie ma specjalnie o czym mówić.
Na następnym poziomie (móżdżek) zaczynają się poważne problemy w analizie - tu już chodzi całe mnóstwo różnych procesów, które są raczej słabo poznane. Na pewno ta warstwa robi koordynację między sensorami a efektorami i ich kalibrację, aby skompensować niskie prędkości transmisji i rozrzuty parametrów elementów. Ten kawałek hardware pochodzi ze znacznie wcześniejszych wersji, gdzie bywał nawet głównym sterownikiem, a logika rozwoju systemu jest taka, że raz zimplementowana funkcjonalność raczej zostaje, co najwyżej jest tłumiona na wyższych poziomach (wspominałem Microsoft w tym kontekście). Wiec prawdopodobnie zakres odpowiedzialności elementu jest spory, tylko cokolwiek ukryty.
Dalej mamy śródmózgowie, które wygląda na kolejny poziom sterowania motoryką. Jak na razie przynajmniej motoryka jest dość klarownie podzielona na poziomy, też bym mniej więcej tak dzielił (miałem pokusę żeby robić diagramy strukturalne, ale się powstrzymałem). Tutaj mamy planowanie ruchów i ich motywację. Ten element ma być również odpowiedzialny za sekwencje sleep/wakeup, regulację temperatury i mieć jakiś udział w widzeniu i słyszeniu. Wydaje mi się, że chodzi tu raczej o reakcje odruchowe niż właściwe widzenie/słyszenie. Znaczy jak bym to ja dzielił funkcjonalność, to tu by było szybkie rozpoznawanie wzorców alarmowych. W przypadku widzenia to byłby na przykład "wąż", "pająk" czy ogólnie "jakaś potwora", przy słyszeniu na przykład inicjacja wakeupu przy nagłym hałasie. Ponieważ tu są generowane sekwencje sleep/wakeup to należy podejrzewać, że ten element (a przynajmniej większa jego część) pracuje cały czas, również w stanie sleep. Dzięki temu może być tu rozpoznawane na przykład, że zrobiło się jasno i trzeba wystartować wakeup. Gdybym ja to projektował, to dałbym tu jeszcze rozpoznawanie zapachów alarmowych (taki mechanizm istnieje, ale nie mam pojęcia w którym kawałku systemu biegnie) - bardzo by to pasowało do logiki systemu. Ponieważ jest tu planowanie ruchów, to pewnie tu inicjowane są reakcje typu odskoczenie gdy w polu widzenia pojawi się coś, co odpowiada wzorcowi alarmowemu (jak robi kot na widok ogórka).
Następnie mamy międzymózgowie, które na moje oko jest dość zaawansowanym routerem. Składa się on z kilku części, ale nie będę wchodził z analizą zbyt głęboko, przynajmniej za darmo. Tutaj integrowane są sygnały z sensorów dotykowych i ruchowych, są też generatory broadcastów (szyszynka, przysadka). Jest też monitoring energii/wody (niedobory sygnalizowane jako głód i pragnienie). Tu też (konkretnie w podwzgórzu) są generowane alarmy (stress, lęk). Ta generacja alarmów wydaje mi się bardzo istotna dla działania całości systemu, wrócę do niej później.
Jedziemy jeszcze wyżej, dochodzimy do kresomózgowia. Ono też składa się z różnych elementów. Mniej istotne dla dalszego wywodu (jak na przykład węchomózgowie) sobie pominę. Ale mamy tu bardzo ważny hipokamp. On robi głównie za pamięć długoterminową i orientację. Logicznie pasowałby tu ten mój "model świata". Mam jeszcze poważniejszy argument za tym umiejscowieniem - hipokamp jest elementem który najszybciej degeneruje się przy Alzheimerze, a obserwacja zachowania osób z Alzheimerem wskazuje, że psuje im się właśnie ich "model świata".
Następnym elementem jest wyspa, tu ma być mowa, smak, reprezentacja stanu ciała, uczucia i decyzje. Tu umieściłbym mój "model językowy", w sumie to dla moich tez nie takie ważne gdzie który z tych dwóch modeli jest, istotne jest tylko że one są rozłączne.
No i mamy jeszcze korę mózgową. Tu jest jeszcze trudniej z analizą, bo tu leci wielkie mnóstwo równoległych procesów. Na moje wyczucie, to jest przede wszystkim processing power dla wszelkiego rodzaju zadań. Warstwa te jest zorganizowana bardzo elastycznie, o ile dobrze rozumiem to istnieje jakieś mniej więcej standardowe przypisanie zadań do niektórych regionów kory, ale w razie potrzeby (na przykład uszkodzenie fragmentu przez wylew) albo wolnych możliwości (np. nie działający któryś z sensorów głównych) zadanie może być przejęte przez inny region, albo region standardowy może obrabiać inne zadania. Tutaj biegną procesy zajmujące się wysokopoziomową analizą danych z sensorów, wnioskowaniem logicznym, oraz proces (czy też grupa procesów), który roboczo nazwę "świadomością".
Wiele głębiej nie chcę w to wchodzić, bo to skomplikowane, wiem o tym za mało, i nie jest to aż tak istotne dla tematów, które chcę tu omówić.
Teraz wróćmy do tematu wolnej woli i jej braku. Interpretacja, że decyzja jest podjęta zanim dotrze do świadomości to nieistnienie wolnej woli, zawiera według mnie niezwerbalizowane i nieuzasadnione założenia. Najważniejsze z nich jest takie, że budowa systemu jest ściśle hierarchiczna, i to co w opisie jest "wyżej" i jest ewolucyjnie nowsze, jest też ważniejsze i kontroluje wszystko, co jest "poniżej". Tak jest typowo w systemach tworzonych przez człowieka i tak wygląda typowy sposób myślenia o systemach naturalnych. Ssak jest lepszy od owada, człowiek od małpy, mózg od móżdżku, a mężczyzna od kobiety. To tkwi głęboko w ludziach i nie tak łatwo się od takiego myślenia uwolnić.
Koncepcja "braku wolnej woli" milcząco zakłada, że ten proces "świadomość" jest procesem nadrzędnym, a wszystkie inne procesy są jemu podporządkowane. Dlatego jedynym "prawdziwym" źródłem decyzji miałby być tylko proces "świadomość", a inne nie miałyby mieć nic do rzeczy. I teraz jeżeli "świadomość" tylko dowiaduje się o wyniku procesu decyzyjnego wykonanego przez inne procesy (lub wręcz inne elementy systemu) i przyjmuje go jako swój, to jest jakaś "Olaboga! Nie ma wolnej woli!". Znaczy "człowiek" to ma być tylko ten jeden proces, taki duch w bezdusznej poza tym maszynie, a wszystko inne to tylko procedury pomocnicze.
No ale przecież to jakaś bzdura jest. W dobrze zaprojektowanym systemie technicznym rzeczywiście często staramy się mieć jakiś proces nadrzędny podejmujący decyzje, ale system który analizujemy wcale nie jest dobrze zaprojektowany. Tak w zasadzie, to on w ogóle nie został zaprojektowany, ukształtowały go wyłącznie mechanizmy ewolucyjne. Mamy tu wiele redundancji, konkurencyjne ośrodki robiące podobne rzeczy, mnóstwo różnych broadcastów wpływających na pracę systemu i co najgorsze: mamy te alarmy, które potrafią wyłączać całe podsystemy.
Zadajmy sobie teraz parę pytań:
- Dlaczego właściwie proces "świadomość" nie mógłby delegować zadań (również decyzyjnych) do innych procesów? Przecież wiadomo że "z decyzją należy się przespać", w stanie sleep proces "świadomość" nie biegnie, a rano decyzja jakoś się pojawia. Nie słyszałem, żeby ktoś to nazywał "brakiem wolnej woli".
- Sam proces "świadomość" to jest raczej duża grupa procesów, cześć z nich odbywa się na poziomie werbalnym, inna część na niewerbalnym. Dużą część decyzji podejmujemy tak po prostu, bez żadnych monologów wewnętrznych, a w sprawach często powtarzanych nawet "na automatyce", bez udziału świadomości. Na przykład zazwyczaj nie monologujemy wewnętrznie przy decydowaniu kiedy zmienić bieg podczas jazdy samochodem. A czasem zdarzy się wrzucenie biegu i ruszenie spod świateł całkowicie bez udziału świadomości. I tu też jakoś nikt nie woła o "braku wolnej woli".
- I co to właściwie jest ta świadomość? Ten proces z "monologiem wewnętrznym"? Ale podobno spora część ludzi go nie ma. Czy oni są z związku z tym pozbawieni świadomości?
Ogólnie postawiłbym tezę, że "świadomość" wcale nie jest procesem nadrzędnym, ani nawet głównym. Ten proces daje się przecież wyłączyć wpływami zewnętrznymi (na przykład przez podanie większej dawki alkoholu), a człowiek jakośtam mimo to funkcjonuje (nie mówię, że funkcjonuje dobrze, ale jakoś funkcjonuje). Są nawet sytuacje, że ten proces zostaje wyłączony całkowicie wewnętrznie, na przykład pod wpływem gwałtownych uczuć albo silnego lęku. To ma być proces nadrzędny? Według mnie w tym systemie nie ma czegoś takiego jak "proces nadrzędny", jest tylko mnóstwo procesów z dynamicznie ustalanymi priorytetami. "Człowiek" i jego wolna wola to suma tych procesów, a nie tylko jeden z nich.
Jeszcze mogę podać hipotezę wyjaśniającą efekt obserwowany w doświadczeniu, ale nie naruszającą świętego dogmatu Jedynie Świadomej Wolnej Woli. Wyobrażałbym to sobie tak:
- Decyzja podejmowana w doświadczeniu dotyczy motoryki.
- Jak omówiłem wyżej, tor motoryki ma kilka poziomów sterowania, kompensujące opóźnienia w torze sterowania i przesyłania.
- Jeżeli chcemy poruszyć efektorem tak, aby we właściwym czasie znalazł się we właściwym miejscu, to ze względu na opóźnienia w torze sterowania inicjacja ruchu musi nastąpić z pewnym wyprzedzeniem. Paręset milisekund wyprzedzenia (jakie wychodziło w doświadczeniu) wydaje mi się realistycznym oszacowaniem.
- Proces "świadomość" nie obserwuje żeby ruchy lagowały, mimo że tak naprawdę to one jednak lagują. Sugeruje to istnienie mechanizmu kompensacji tych lagów - opóźnienie między inicjacją ruchu a samym ruchem musi być uwzględniane przy ocenie stanu ciała.
- Czyli to, że inicjacja ruchu następuje przed decyzją o ruchu to raczej tylko artefakt kompensacji opóźnień w torze motoryki. To się tylko tak procesowi "świadomość" wydaje, że podjął decyzję później, niż ją faktycznie podjął, ale dzięki temu wewnętrzny obraz stanu ciała jest spójny z rzeczywistością.
W komentarzach oczekuję polemik i wytykania, gdzie napisałem jakieś głupoty. A może i moje tezy nie mają większego sensu?
Notka wyszła mi bardzo długa i bez obrazków, więc podzieliłem ją na dwie części. Myślę, że z problemem "braku wolnej woli" sprawa jest załatwiona, ale jak już mam opis systemu, to w drugiej części notki mogę na jego podstawie zająć się jeszcze problemem wiary w teorii spiskowe.



































