W tym roku ze względu na różne ograniczenia czasowe musieliśmy pojechać na wakacje bardzo wcześnie, już w czerwcu. Pierwszy tydzień spędziliśmy w kraju pomagając rodzicom, a na drugi wybraliśmy Holandię. Bo to relatywnie blisko, a przy tym nad morzem innym niż Bałtyk. Ponieważ dwa lata temu byliśmy w Hadze, tym razem zdecydowaliśmy się na okolice Rotterdamu.
- Znalazłem fajny hotel pod Rotterdamem. Nie był całkiem tani, ale miał duży, darmowy parking, co wcale nie jest oczywiste. Hotel był położony nad samą rzeką, a restauracja hotelowa wręcz częściowo wystawała nad wodę. Wzięliśmy pokój z widokiem na rzekę, za oknem ciągle pływały różne statki. Najczęściej barki, ale również i znacznie większe, głównie tankowce (bo w zasięgu wzroku i dalej były głównie bazy paliwowe). Widok z okna był lepszy i ciekawszy niż telewizja. Największy statek jaki przepłynął był taki:

- Ze Szczecina do Rotterdamu wyszło ponad 900 kilometrów (parę razy trzeba było jakiś zamknięty odcinek drogi objechać). Na zewnątrz było 40 stopni, na szczęście klima w samochodzie dawała radę. A pod koniec złapała nas straszna ulewa z gradem, według doniesień z radia do 3 cm średnicy. Łupało strasznie, aż obawiałem się o całość szyb i wgniecenia w blachach, ale wszystko skończyło się dobrze.
- Teraz w hotelach liczą sobie za śniadanie rzędu 20 EUR na osobę, a bywa i więcej. Uważam to za grubą przesadę, już wcześniej przy podobnych cenach nie kupowaliśmy śniadania hotelowego, tylko chodziliśmy zjeść śniadanie na mieście. To świetnie działa w Niemczech i Austrii - po prostu idziesz do piekarni, zamawiasz dobre, mocno obłożone bułki i kawę czy herbatę, siadasz przy stoliku i masz fajne śniadanie za pół ceny hotelowej. Niestety w innych krajach nie jest to takie bezproblemowe. W Holandii okazało się że piekarnie to tam i owszem są, ale że mało która ma stoliki żeby zjeść na miejscu. A w niedzielę to już w ogóle jest poważny problem.
- Enshitifikacja knajp jest w Holandii już daleko posunięta. Dobra połowa lokali podaje tylko hamburgery i podobne rzeczy (za to drogo), następna część daje frytki z cholesterolem polane sosem cholesterolowym. Włochów mało, trochę Azjatów. Trudno znaleźć coś rozsądnego do jedzenia, ale żeby portfela nie urywało. Małych przegryzek na ulicy prawie nie ma, a jeżeli chcecie żywić się zdrowo, z dużą ilością warzyw albo wręcz wegetariańsko/wegańsko, to Holandia nie jest krajem dla was.
- Zauważyłem, że w holenderskiej drogerii za zwykły dezodorant Fa, który w Niemczech kosztuje 1,50 EUR wołają 4,50. Szukałem w sieci dlaczego tak drogo, i wyszło że po prostu bo mogą. Blisko granicy z Niemcami jest podobno znacznie taniej.
- Rotterdam nie jest zbyt ciekawy, zabytków tyle co kot napłakał, muzea niezbyt interesujące, architektura współczesna da się oglądać. Najciekawszy obiekt tam to Markthal. To taki duży budynek, w środku jest hala targowa (a raczej nagromadzenie małej gastronomii), a po zewnętrznej są mieszkania. Do jedzenia w tej małej gastronomii są rzeczy ciekawe z różnych stron świata, ale warzyw wśród tej różnorodności nadal mało.

- Spróbowaliśmy komunikacje miejską. W regionie Rotterdamu dwugodzinny bilet na wszystkie środki komunikacji kosztuje 5,50 EUR, a całodzienny 12. Bilety te działają w sporej okolicy - aż do Hagi. Tyle że przy dwóch osobach na bilety całodzienne trzeba wydać 24 EUR, a za tyle to jeżdżenie samochodem i płacenie za drogie parkingi wychodzi często taniej.
- Byliśmy w Lejdzie. Byliśmy tam też dwa lata temu, był poniedziałek po sezonie i miasto było prawie wymarłe, a muzea nieczynne (jak to zwykle w Holandii w poniedziałki). Teraz było całkiem inaczej, dużo atrakcji i warto było. O muzeum w którym byliśmy zrobię osobną notkę.
- Odwiedziliśmy Delft i manufakturę porcelany. Manufaktura jak manufaktura, w swoim muzeum trochę ładnych rzeczy mają, ale taki zakład trudno nawet uznać za przemysł. Materiału na notkę za mało.
- Znalazłem fajne, a mało znane miejsce o którym będzie notka techniczno-historyczno-marynistyczna.
- Pierwszy raz w życiu zapłaciłem za bak do pełna powyżej 100 EUR. Bolało.
- W tych okolicach jest mnóstwo kawek. Chyba nawet więcej niż gołębi. Jak widziałem, kawka nie wdaje się w spory z gołębiem, ale nie musi bo jest znacznie sprytniejsza.

- Na trawnikach widywałem ostrygojady. A na plaży nie. Ciekawe dlaczego akurat tak.

- W Delft w kanale w środku miasta zauważyłem perkoza. Po chwili obserwacji okazało się, że jest ich para i mają tam gniazdo.

- W drodze powrotnej do Frankfurtu odwiedziliśmy Eindhoven. Centrum miasta jest strasznie brzydkie, jeżeli ktoś uważa Frankfurt za brzydki powinien dla porównania zobaczyć Eindhoven. Ale za to w Eindhoven są dwie istotne firmy: Phillips i DAF. Obie mają swoje muzea. Strony w sieci muzeum Phillipsa nie zachęciły mnie do wizyty, ale byliśmy w DAFie, będzie notka.

I to by było na razie na tyle.