Jak to się robi w Niemczech: Testy artykułów konsumenckich
Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Testy artykułów konsumenckich

Niemcy są krajem, w którym bardzo rozwinięta jest ochrona konsumentów. Dziś o testach produktów obecnych na rynku.

Logo Stiftung Warentest

Logo Stiftung Warentest Źródło: Wikipedia

W roku 1964 roku, po wieloletnich dyskusjach powstała powołana do życia przez rząd niemiecki instytucja o nazwie Stiftung Warentest (Fundacja Testowania Produktów). Jest to niezależna fundacja dofinansowywana z budżetu, której zadaniem jest, jak sama nazwa wskazuje, testowanie obecnych na rynku produktów i publikacja wyników testów. Drugim (a w zasadzie pierwszym) oprócz dotacji budżetowej źródłem finansowania fundacji jest sprzedaż tych właśnie wyników testów. Dofinansowanie budżetowe ma być wyłącznie rekompensatą za zakaz publikowania reklam.

Fundacja wydaje sporo:

Logo Test

Logo Test Źródło: Wikipedia

Miesięcznik Test, zawierający właśnie testy produktów. Wydawany jest już od 1966 roku i rozchodzi się średnio w nakładzie ponad 500.000 egzemplarzy. Zdecydowana większość nakładu (432.000) sprzedawana jest w prenumeracie. Oprócz regularnego miesięcznika wydawane są wydania specjalne zawierające testy pogrupowane tematycznie i roczniki z wszystkimi testami wykonanymi w danym roku.

Logo Finanztest

Logo Finanztest Źródło: Wikipedia

Miesięcznik Finanztest, w którym publikowane są testy i porady dotyczące lokat, ubezpieczeń i podatków. Pismo to pojawiło się na rynku w roku 1991 i jego nakład jest niższy - ok. 250.000 egzemplarzy (z czego 205.000 w prenumeracie). Tu też są wydania specjalne i roczniki.

Książki

Fundacja wydaje sporo książek poświęconych omówieniu jakiejś grupy produktów. Na przykład była taka, w której przeanalizowano dużą grupę leków bezreceptowych oceniając, co działa na pewno, co ma szanse działać, a co jest tylko nabijaniem kasy. Mimo że drogie, warto kupić.

Fundacja Warentest bardzo dba o swoje dobre imię a zwłaszcza o to, aby nie powstał nawet cień podejrzenia o stronniczość lub zależność od jakiejkolwiek firmy. Nie zamieszcza na przykład w swoich publikacjach jakichkolwiek reklam (poza reklamami własnych wydawnictw).

Podobnie wysokie standardy obowiązują przy testach. Towary do testów zawsze są kupowane anonimowo w kilku sklepach w różnych rejonach kraju. Testy wykonywane zlecane niezależnym, specjalistycznym instytutom naukowym. Test użytkowania przeprowadza odpowiednio pod względem statystycznym dobrana grupa amatorskich testerów. Metodologia testów i kryteria oceny są zawsze publikowane i jest to bardzo interesująca lektura, przynajmniej dla inżyniera.

Zdarza się, że jakiś producent poczuje się niesprawiedliwie oceniony, niektórzy idą z tym nawet do sądu, ale tylko wyjątkowo sąd przyznaje im rację. W zdecydowanej większości wypadków okazuje się, że ocena była uzasadniona. Właściwie w ostatnich 20 latach to chyba tylko dwa razy fundacji zdarzyła się poważniejsza wpadka: raz gdy w tabelce zrobionej w Excelu, w której oceniali jakieś ubezpieczenia coś im się pomieszało i wyniki były błędne, drugi raz gdy oceniali bezpieczeństwo stadionów na Mundial 2006 i ich zastrzeżenia rzeczywiście były niesłuszne a opierały się na błędnych pomiarach.

Każda taka wpadka to dla prasy, radia i telewizji omalże breaking news, dostaje im się wtedy od wszystkich. To jest dopiero nacisk. Ale z drugiej strony fundacja ma nieprawdopodobny wpływ na rynek - pamiętam że w początku lat 90-tych producenci chwalili się na plakatach gdy otrzymali ocenę befriedigend (zadowalający). Dziś produkt który otrzyma taką ocenę nierzadko wypada z rynku!

Testy fundacji można nabyć w różny sposób. Na przykład kupując ich pismo. Ale oczywiście akurat gdy potrzebny jest test jakiejś grupy produktów to w aktualnym numerze go nie ma. Można pismo zaprenumerować, ale jest lepsza i tańsza metoda: Wszystkie testy i artykuły są dostępne w sieci. Jest jednak drobny haczyk: Nowsze testy są płatne. Cena jednego artykułu wynosi od 0,50 do 2 Euro. Jak potrzeba jeden, czy dwa, to nie ma sprawy, ale wzięłoby się jeszcze o tym, albo o tamtym...

W takiej sytuacji trzeba podejść inaczej. Trzeba zapłacić za ograniczony tylko czasowo dostęp do archiwum. W tej chwili kosztuje to 7 Euro za miesiąc, wcześniej oferowano dwie godziny za parę euro, ale w dobie szybkiego internetu to nie był dla fundacji dobry interes. Przez te dwie godziny można było sobie ściągnąć wszystko, co podeszło i jak leci, a poczytać dopiero później.

 

Logo Ökotest

Logo Ökotest Źródło: Wikipedia

Fundacja ma też prywatnego konkurenta - pismo "ÖKO-TEST". Ale ja ich nie cenię. Oni robią swoje testy maksymalnie tanio i w praktyce ograniczają się do analizy chemicznej na zawartość szkodliwych substancji + absolutnie podstawowy test użytkowania. O ile przy żywności albo kosmetykach byłoby to jeszcze mniej więcej OK, to ocena na przykład tornistra na tej podstawie nie jest jakaś szczególnie miarodajna. Bardziej złożonych produktów, na przykład elektroniki nie testują wcale. Więc jeżeli na produkcie widzicie dobrą ocenę ÖKO-TESTu to nie znaczy, że ten produkt jest dobry. Znaczy to najwyżej, że jest nieszkodliwy dla zdrowia.

Na koniec jeszcze anegdota: Pamiętam że w początku lat 90-tych fundacja przetestowała różne prezerwatywy, w tym również produkcji polskiej (nie pamiętam dokładnie skąd im się wzięła akurat polska, ale chyba postanowili zrobić porównanie ponadregionalne). Polska prezerwatywa wypadła w teście bardzo źle, i jakaś pani z polskiego ministerstwa zdrowia publicznie w radiu wysuwała w stosunku do fundacji zarzuty o chodzenie na pasku rządu i celową walkę z polskimi producentami. Gdyby powiedziała to w Niemczech, to by wkrótce dostała pozew.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


1 komentarz do “Jak to się robi w Niemczech: Testy artykułów konsumenckich”

  1. janekr pisze:

    U nas takiej instytucji nie ma, a szkoda. (Tzn. równie silnej i wiarygodnej – Federacja Konsumentów ma wpływ przyzerowy).

    Można by zacząć po prostu od kupowania w polskim i niemieckim sklepie tego samego produktu (np. proszku do prania konkretnej marki) i porównywania jakości…

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów