Jak to się robi w Niemczech: Prześladowanie Polonii
Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Prześladowanie Polonii

Ostatnio znowu głośno jest w mediach o tym, jak to w Niemczech prześladowana jest polska mniejszość narodowa. Aż muszę coś o tym napisać.

Rodło

Rodło Źródło: Wikipedia

Dawno temu chodziłem do szkoły podstawowej która była imienia Michała Kmiecika, jednego z założycieli przedwojennego Związku Polaków w Niemczech. W ramach lekcji wychowawczych i innego urabiania ideologicznego wtłoczono nam sporo informacji o Polonii w Niemczech w okresie międzywojennym, nie tak dawno postanowiłem sprawdzić to wszystko w źródłach i się zgadzało, komuniści w tym przypadku przynajmniej nie kłamali. Związek Polaków w Niemczech naprawdę był organizacją walczącą o prawa naprawdę uciskanej mniejszości narodowej.

Od czasu gdy mieszkam w Niemczech docierają do mnie czasem informacje, że ta organizacja istnieje nadal. Ale jak to jest z tym uciskiem?

Przez te już 12 lat ani razu nie zetknąłem się ani osobiście, ani pośrednio z przypadkami dyskryminacji Polaków ze względu na narodowość. Nie, no oczywiście że widziałem Polaków, którym w urzędzie odmówiono tego czy tamtego. Ale to dlatego że nie mieli wymaganych dokumentów albo nie spełniali wymagań, a nie po uważaniu czy bo ich ktoś nie lubił. Oczywiście ci Polacy uważali inaczej, dla nich to była oczywista dyskryminacja. Zresztą nie tylko dla Polaków, spotkałem też podobnie myślących Rosjan.

Ostatnio znowu stała się tematem organizacja lekcji polskiego w szkołach niemieckich. Że niby niemiecka mniejszość w Polsce ma lekcje niemieckiego, to polska w Niemczech powinna też mieć polski.

Zacznijmy od pytania, czy w ogóle istnieje coś takiego jak mniejszość polska w Niemczech? Moim zdaniem nie, trudno nawet mówić o Polonii. Zresztą nie tylko moim, tego samego zdania jest na przykład proboszcz parafii polskiej tu, we Frankfurcie. Wśród Polaków w Niemczech można wyróżnić kilka grup:

  • Największą grupą są ludzie, którzy przyjechali tu czasowo do pracy. Najczęściej mają oni w Polsce rodziny, nie integrują się w ogóle albo słabo, i absolutnie nie liczą się do żadnej mniejszości, bo wkrótce wrócą do kraju.
  • Drugą grupą jest dawna emigracja na pochodzenie. Większość z nich to Ślązacy i tak od wieków na pograniczu. Wielu z nich nadal uważa się za Ślązaków, a nie Polaków czy Niemców.
  • Kolejna grupa to emigracja, mniej lub bardziej sprzed 1989. Byli to najczęściej ludzie wykształceni i/lub przedsiębiorczy, są dobrze zintegrowani, a dzieci ich  mówią po polsku zazwyczaj słabo, albo i wcale. Oni w większości wcale nie odczuwają potrzeby istnienia organizacji polonijnych a poza tym pamiętają, jak bardzo te organizacje były zinfiltrowane przez SB.
  • Następna grupa to ludzie którzy wyjechali stosunkowo niedawno na raczej stałe w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Ci lepiej wykształceni i bardziej otwarci nie widzą potrzeby przynależenia do XIX-wiecznych narodów w zintegrowanej Europie. Tylko niewielka część tych ludzi poszukuje jakichś organizacji, ale powiedziałbym że raczej w celach "usługowych". Na przykład w celach towarzyskich albo żeby prowadziły lekcje polskiego dla ich dzieci.

Więc dochodzimy do tych lekcji polskiego. Zacznijmy od problemów technicznych: W szkole podstawowej do której chodzi (jeszcze) moje dziecko dzieci polskojęzycznych jest wszystkiego trójka na cztery roczniki. Jak zorganizować im sensowne lekcje polskiego i kto za to zapłaci? Ja nie mam ochoty za to płacić, nawet w podatkach. Wolę już żeby te pieniądze przeznaczyć na poprawę nauki innych przedmiotów. W Polsce, tam gdzie jest mniejszość niemiecka da się bez problemu zorganizować większe grupy, ale tu nie.

No ale właściwie jaki miałby być cel tych lekcji polskiego? Z moich obserwacji wynika, że część rodziców chciałaby sobie zrzucić odpowiedzialność za utrzymanie tego języka u dzieci na kogoś innego. Jest tu na przykład przy parafii polskiej szkoła polska, rodzice przywożą dzieci na zajęcia czasem nawet ze sporej odległości, ale efekt jest taki że na zajęciach dzieci mówią trochę po polsku (wiele z nich tylko łamanym polskim albo z silnym akcentem niemieckim), ale jak tylko wyjdą z sali rozmawiają między sobą po niemiecku. Bez intensywnej pracy rodziców dzieci nie utrzymają polskiego, ile by lekcji tego języka w szkole nie miały. Moje dziecko nie chodzi na żadne lekcje a mówi bardzo dobrze po polsku, wiem ile wysiłku to kosztuje żeby w domu konsekwentnie mówić tylko po polsku. Niestety nie ma czasu i siły na nauczenie go polskiej ortografii. Ale szkoła nic tu nie da jeżeli rodzice z lenistwa przejdą w rozmowach z dzieckiem na niemiecki. Znam osobiście sporo przykładów.

Wróćmy do dzisiejszego Związku Polaków w Niemczech. Moje wrażenie jest takie, że to jest dokładna kopia polskiej polityki: Korzenie w PRL i SB, niewielka baza społeczna, wielkie ambicje i chęć zrobienia skoku na kasę. A ciemny lud ma to wszystko kupić. Ostatnio kupują to politycy w kraju.

Ja w każdym razie w żaden sposób ich nie poprę, żadnego apelu im nie podpiszę, nie zagłosuję  na żadne ugrupowanie w którym są kandydaci Polacy (chyba że dobrze zintegrowani i proeuropejscy). Przecież po to wyjechałem z kraju, żeby się od nich uwolnić.

EDIT: Ulało mi się wczoraj na organizacje polonijne i postulowane przez nich lekcje polskiego i podarowałem sobie wątek "co to właściwie jest mniejszość narodowa". Słusznie wytknął to miasto.maßa.maszyna w swojej notce, zapraszam do niego po uzupełnienie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


16 komentarzy do “Jak to się robi w Niemczech: Prześladowanie Polonii”

  1. rpyzel pisze:

    Z punktu widzenia Polaka czytającego polskie media, to dyskryminacja „naszych” i języka polskiego to robota urzędników z Jugendamtu. Wpisz w google pytanie nie może rozmawiać z dzieckiem po polsku i zobacz co wyskoczy. Są liczne skargi i petycje do PE
    w tej sprawie.

  2. cmos cmos pisze:

    @rpyzel

    Ja to wiem, to jest głównie jeden facet który bardzo wykręca swój przypadek żeby wyszło że jemu, Bogu ducha winnemu Polakowi, faszystowski Jugendamt tak ze złej woli zabrania rozmawiac z dzieckiem po polsku. Kiedys starłem się z nim w dyskusji w sieci (przypadkiem, przy wejściu nie wiedziałem że to on), to przypadek kliniczny. Ale dobrze trafia w obraz świata pewnej części Polaków. Na sf-f też się pojawiał jeden taki „prześladowany”, bohoun, czy jakoś tak mu było.
    Takie podejście najlepiej scharakteryzował jeden spotkany przeze mnie w kolejce do urzędu Rosjanin (bynajmniej nie autoironicznie): „Tylko dwóch dokumentów mi brakowało, a ta bliadź nie chciała załatwić”.

  3. janekr pisze:

    Ktoś się kiedyś skarżył, że nie dostał zezwolenia na założenie anteny satelitarnej w sytuacji, gdy w kablu nie było żadnych polskich programów.

    Podobno (właśnie…) przedstawiciele niedyskryminowanych mniejszości dostają takie zezwolenia.

  4. enzowy pisze:

    ja nigdy nie staralam sie nawiazywac kontaktow z tzw Polonia. jak spotykalam w Ffm Polakow to w naturalny sposob, ale zadna z tych osob nie nalezy, ani nie nalezala do polonijnych organizacji. moze to nie ten przedzial wiekowy? nie wiem. w kazdym razie podczas ostatnich prezydenckich wyborow mialam nieprzyjemnosc spotkac taka „polonijna-koscielna” grupke. i dziekuje, obejde sie;-)
    przez 10 lat z zadna dyskryminacja sie nie spotkalam: byly dokumenty sprawa zalatwiona, brakowalo czegos, to coz – moja wina.
    antena satelitarna? szczerze powiem, ze obojetne mi to czy mam polskie programy czy nie, to nie jest cos co jest niezbedne do zycia;-)

  5. cmos cmos pisze:

    @janekr i talerz

    Ileś lat temu interesowałem się tym tematem – zgody udziela nie żaden urząd, tylko właściciel budynku. I sama przynależność do mniejszości narodowej nie wystarcza, są jeszcze na kwestie techniczne (typu na przyklad czy nie dziurawisz w tym celu docieplenia). Jeżeli programy w twoim języku masz w kablu to zgody na talerz też nie dostaniesz. Poza tym zgoda jest potrzebna na przymocowanie talerza na stałe na zewnątrz budynku, a są inne rozwiązania – gdy znajomi Japończycy nie dostali takiej zgody to nie skarżyli się na dyskryminację tylko postawili talerz na balkonie, na specjalnym, mobilnym stojaku dociążonym płytą z betonu. Sorry, dyskryminacja po narodowości w Niemczech to nie są fakty tylko stan umysłu „dyskryminowanego”.

  6. spirit_of pisze:

    Zachowaj mnie losie od takich „polskich klubów”, gdzie podstawowymi tematami sa: jak dostac wiecej z socjalu, jak wydrzec z Caritasu na wyprawke dla dziecka, od kogo kupic najtaniej fajki.

  7. cmos cmos pisze:

    @miasto-masa-maszyna

    Wiem, zauważyłem wczoraj po statystykach, nawet zdążyłem już podlinkować na końcu notki.

  8. Ja czytam przez RSS, więc nie zauważyłem.

  9. cmos cmos pisze:

    @culture.vulture
    Ten ciężki kliniczny przypadek to nie jest czasem imć Mirosław Kraszewski,

    Oczywiście że tak.

  10. @autor
    Ten ciężki kliniczny przypadek to nie jest czasem imć Mirosław Kraszewski, jeden z pacjentów psychiatryka24, który w ramach walki o polskość wykazał prof. Bartoszewskiemu, że nie jest profesorem? Wyjątkowo podłe indywiduum, w każdym razie.

  11. No dobra, a co konkretnie pomija/przekręca ów prześladowany przez Jugendamt ojciec?

  12. cmos cmos pisze:

    @smutnyfrustrat
    No dobra, a co konkretnie pomija/przekręca ów prześladowany przez Jugendamt ojciec?

    W jego wersji to on był super mąż i ojciec, a faszystowski sąd tak z nienawiści rasowej zabronił mu rozmawiać z dzieckiem po polsku żeby je wynarodowić.

    Tak naprawdę, to sąd ze względu na różne zaszłości z jego strony (rękoczyny itp.) zarządził, że widzenia z dzieckiem mają się odbywać pod nadzorem pracownika Jugendamtu, a rozmowa po niemiecku została nakazana żeby ten pracownik rozumiał o czym mówią. Wiesz, nastawianie przeciw matce i takie tam. Nie jest tak łatwo o tym wyguglać, bo Kraszewski zalał sieć swoją wersją wydarzeń, ale była o tym dyskusja chyba u WO i gdzieś tam padł link do uzasadnienia wyroku, teraz nie mam czasu szukać.

  13. cmos cmos pisze:

    @smutnyfrustrat
    Choć można sie zastanawiać, czy bezpowrotna utrata dwujęzyczności to nie za wysoka cena za spokój.

    Z obserwacji Ci powiem, że rozmowa po polsku 2-3 godziny w tygodniu absolutnie nie wystarczyłaby do utrzymania dwujęzyczności. To było małżeństwo mieszane (matka Niemka), w takiej sytuacji utrzymanie polskiego to więcej niż full time job. Poznawszy w bezpośredniej dyskusji tego pana mam wątpliwości czy był skłonny do przyłożenia się takiej roboty nawet jak miał możliwość. Zwalanie winy na cały świat dookoła raczej nie idzie w parze ze skłonnością do wysiłku i poświęceń.

  14. Zatem sprawa jest zdecydowanie smutna i frustrująca, nie będę jej badał. Dziekuje. Choć można sie zastanawiać, czy bezpowrotna utrata dwujęzyczności to nie za wysoka cena za spokój.

  15. brytnej pisze:

    @cmoscmos: Z tą anteną nie do końca tak jest. Oprócz tego, że właściciel wynajmowanego budynku musi wydać zezwolenie na wszelkie zmiany na elewacji (bo stosunek najmu (Mietverhältnis) inaczej niż dzierżawa (Pacht) zazwyczaj nie przewiduje prawa do zmian na rzeczy wynajmowanej bez zgody właściciela), każda zmiana musi być rozpatrzona pod kątem zgodności z przepisami publicznego prawa budowlanego. Lokalnie istnieją mianowicie „uchwały o estetyce” (Gestaltungssatzungen, macie lepsze tłumaczenie?), które takich anten u.U. zakazują. Tutaj taki przykład, który mi się ad hoc wygóglał: http://www.remshalden.de/pdf/GestaltungssatzungueberAntennenanlagenimGebietSchlarth09.PDF
    Ponadto, niezależnie od powyższego, o ile w większości krajów związkowych zmiana elewacji nie wymaga już pozwolenia na budowę, to istnieje wyjątek dla obiektów zabytkowych lub znajdujących się w strefach zabytkowej okolicy („Ensambleschutz”) – tam potrzebne jest zezwolenie konserwatorskie.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów