Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Gimnazjum (2)

Ostatnio pojawiły się kolejne wyniki testów PISA i zarówno w Polsce jak i w Niemczech pieją z zachwytu jak to cudownie jest. A ja powoli jestem zrozpaczony. Ale po kolei.

Ostatnio pisałem o niemieckim systemie edukacji ze dwa lata temu, od tego czasu mam sporo nowych obserwacji i doświadczeń na temat niemieckiego gimnazjum, a przynajmniej niższych jego klas.

Schillerschule Frankfurt w czasie matur

Schillerschule Frankfurt w czasie matur

Syn chodzi do gimnazjum, i to takiego z lepszych (żeby nie było że to tylko jednostkowy wypadek, a gdzie indziej na pewno jest lepiej). Dla ustalenia uwagi: Land Hesja - szkolnictwo jest w gestii landów, w każdym jest trochę inaczej. Klasa w tej chwili siódma.

No to jedźmy po przedmiotach:

  • Niemiecki. Wiadomo, podstawowy przedmiot. Ale tak szczerze mówiąc to oni prawie nic nie czytają (jedną-dwie książki na rok), na gramatyce znają się słabo, omawiają w tej chwili gatunki dziennikarskie. Przedtem był wywiad, teraz mają reportaż. Żadnego porównania z tym, co było za moich czasów na komunistycznym polskim, nawet w mojej, niezbyt dobrej szkole podstawowej.
  • Matematyka. No po prostu tragedia. Połowa klasy siódmej, a oni ciągle tylko tłuką ułamki  i procenty w różnych kombinacjach. O równaniach nawet nie słyszeli. W klasie szóstej myślałem, że to przez marnego nauczyciela (nauczycielka matematyki poszła na macierzyński, uczył ich nauczyciel fizyki, ale słaby bardzo), ale teraz mają lepszego i nic się nie zmieniło - taki jest program. Mimo że to nadal tylko ułamki to połowa dzieci i tak ma z nimi problemy. Bo oni im wytłumaczyć nie potrafią - w książce do klasy szóstej było na przykład pięęęęknie, geometrycznie wyjaśnione mnożenie ułamków, aż byłem pod wrażeniem, ale nauczyciel to sobie pominął. Ręce opadają. Trochę lepiej było z geometrią, ale też brakuje w tym spójności i systemu. Mnie to już tak osłabiło, że zacząłem uczyć syna matematyki sam. Przecież to proste rzeczy. Wprowadziłem mu równania i układy równań, załapał bez problemu, tylko sprawności jeszcze brakuje. Więc poszedłem do księgarni po zbiór zadań, przeglądałem je najpierw przez dobre pół godziny, ale wszystkie były bez sensu - mało zadań, dużo nie związanych rysunków i pustego miejsca. Kupiłem ten najmniej bezsensowny, ale nie jestem zadowolony. Jak pojedziemy na święta do Polski spróbuję kupić coś w Polsce, jak by nie było sensownych nowych to w antykwariacie jakiś stary, porządny. Raz przy tym uczeniu był kolega syna, klasowy kujon zresztą, i on po przyjrzeniu się sam ze siebie stwierdził, że te równania powinni już dawno mieć w szkole. Ach i jeszcze - wszyscy muszą mieć kalkulatory. Niemal wszyscy kupili ten model Casio który nauczyciel zaproponował i centralnie zamówił, syn wziął moje ćwierćwieczne Casio Fx-107, zresztą lepsze i ładniejsze niż tamte.
  • Fizyka. Zaczęła się fizyka, ale absolutnie podstawowy problem jest taki, że brak im aparatu matematycznego i nie da się wprowadzić żadnego wzoru. Teraz mają optykę, w książce dalej widzę coś o cieple, coś o prądzie, no ale samo ujęcie jakościowe - to przecież bez sensu! Syn próbował rozmawiać z nauczycielem na temat wprowadzenia równań - skoro nie ma ich na matematyce, to może chociaż na fizyce - ale pan stwierdził, że kiedyś próbował je wprowadzić i zaraz przylecieli rodzice że tak męczy te dzieci najwyższą matematyką i to niedopuszczalne.
  • Chemia. Zaczęła się też chemia. Na razie nic specjalnego, ale to początek. Może się rozkręci.
  • Biologia. Ta akurat jest z jakim-takim sensem, chociaż nie po kolei po złożoności organizmów. Ale ujdzie. Zaczęli od człowieka i jego kolejnych podsystemów (nie pomijając rozrodczego), teraz przeszli do roślin. Jak na koniec będą bakterie i wirusy to się pewnie podłamię.
  • Angielski. W poprzedniej klasie mieli nauczycielkę która sobie wyraźnie nie radziła, nauczyła ich mało. Teraz jest trochę lepiej. Trudno mi to jednak z czymkolwiek porównać, bo angielskiego w swojej szkole ani podstawowej ani średniej (ani nawet na studiach) nie miałem, i w ogóle w tym języku jestem raczej samoukiem (+ nieregularne lekcje w poprzedniej firmie).
  • Łacina. To drugi język obcy, do wyboru był jeszcze francuski. No ten przedmiot wygląda mi na najlepiej prowadzony ze wszystkich, szkoda tylko że to akurat jeden z najmniej potrzebnych.
  • Historia. Teraz robią starożytność - Rzym. Ale nie skupiają się na datach, osobach i bitwach, tylko mówią raczej o przemianach społecznych i politycznych. Uważam że to bardzo dobrze, ja też wolę patrzeć na historię w ten sposób.
  • Polityka. Ten przedmiot akurat jest całkiem sensowny - zaczęli od zmieniającego się społeczeństwa, a teraz mieli o Internecie i jego ryzykach, i edukację medialną - jak działają media, jak czytać wiadomości, według jakich kryteriów są one wybierane na pierwszą stroną, że nie można im bezkrytycznie wierzyć itp. To mi się podoba.
  • Muzyka. Tu od pokoleń katują wszystkie dzieci Bedřichem Smetaną i jego "Wełtawą" i życiorysem Mozarta. No i zapisem nutowym, ze znacznie większymi szczegółami niż było u nas. Ale może to kwestia nauczyciela - ten w poprzedniej klasie był od muzyki klasycznej, dyrygował dużymi chórami, komponował itp. W tej klasie mają sensowniejszego i współcześniejszego - przy "Obrazkach z wystawy" puszczał im też Emersona, Lake'a & Palmera i Isao Tomitę (pamiętam go z ejtisów, ale zestarzał się straszliwie, tego się nie da już słuchać). Ale w sumie nadal jest to głównie teoria muzyki - dzieci nic nie grają i mało co śpiewają. Z tym że jako antytalent muzyczny nie mam nic przeciwko temu. Wkrótce nauczyciel zamierza im zrobić tour po gatunkach muzycznych nie wyłączając metalu i podobnych, tu jestem zdecydowanie za - spora część klasy słucha głównie dubstepu i nie ma pojęcia o niczym innym, przyda im się.
  • Religia. To dłuższy temat w trzech wariantach i jednym eksperymencie, zrobię o tym osobną notkę.
  • Sport. Jak sport. Znaczy idzie ostrzej niż było średnio za moich czasów, ale w Niemczech kultura fizyczna zawsze była dość wysoko w hierarchii.

Są jeszcze przedmioty do wyboru. Każdy uczeń musi w ciągu nauki parę takich przedmiotów z listy wybrać, i na nie chodzić. Są one dość różne, często średnio atrakcyjne. W tym roku syn wybrał przedmiot "Historia Frankfurtu", w ramach zajęć chodzą w różne miejsca we Frankfurcie, zwiedzają to i tamto, sporo się dowiadują, ogólnie nieźle. Problemem jest zapisywanie się, bo ilość miejsc jest ograniczona, obowiązkowo trzeba podać dwa przedmioty, a problem jest taki że bywa że z listy atrakcyjny bywa z biedą jeden. I teraz jak się nie dostać na ten atrakcyjny, to trzeba pójść na ten nieatrakcyjny.

Trochę lepiej wygląda tutejsze nauczanie soft skilli. Wszyscy naprawdę się starają żeby dzieci pracowały zespołowo, uczyły się rozwiązywania konfliktów, itp. I wydaje mi się, że akurat to działa znacznie lepiej niż kiedykolwiek działało w Polsce. Skutek jest taki, że jak mam z kimś pracować, to wolę z średnio fachowym Niemcem niż z super fachowym Polakiem. Bo z tym Polakiem to najczęściej nie idzie czegokolwiek ustalić, żeby potem się tego trzymał.

Ogólnie to nie jestem zachwycony, żeby nie używać grubych słów. Nie jestem w stanie poświęcić tyle czasu na homeschooling ile bym w tej sytuacji chciał i uważam za konieczne, a zważmy że jeszcze nie byłoby źle zająć się językiem polskim.  No ale robię co mogę. Teraz wnioski.

  • To wszystko nie są tylko problemy tego konkretnego gimnazjum. Koledzy syna chodzą do dwu innych gimnazjów w dzielnicy, i tam nie jest jakoś wiele inaczej. A program nauczania jest ten sam w całym landzie.
  • W całym kraju panuje ogólna panika moralna związana z nieudaną próbą skrócenia nauki w gimnazjum z dziewięciu lat (G9) do ośmiu (G8). Bo te dzieci będą musiały się tak dużo uczyć, to nieludzkie... Jak patrzę czego i ile oni się uczą, to mi macki opadają. To jest marnowanie czasu tych dzieci! Jestem za bezkompromisowym G8 + poszerzenie programu, zwłaszcza z matematyki!
  • Nie pamiętam już zbyt dokładnie co miałem w szkole w siódmej klasie, ale z polskiego oprócz czytania sporej ilości lektur jeszcze umieliśmy części mowy i zdania na wyrywki, tak samo rozbiór zdania. I pamiętam, że na końcu ósmej brałem udział w konkursach matematycznym i fizycznym  (z fizyki byłem trzeci w województwie) i one polegały na robieniu prawdziwych zadań, z matematyki chyba były nawet funkcje trygonometryczne, a z fizyki trzeba było przekształcać wzory i liczyć. Gdzie im do tego poziomu?
  • Z roku na rok coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że za komunizmu szkolnictwo było najlepsze. Może nie zawsze praktyka wychodziła tak jak miała, ale programy nauczania (przynajmniej z przedmiotów ścisłych i polskiego) były niezłe. Lepsza w dzisiejszych Niemczech jest tylko historia i polityka. Z tego co widzę, Polska idzie jednak intensywnie w stronę systemu niemieckiego, czyli w złą. Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby przejmować te soft skille z systemu niemieckiego, ale kto miałby tego uczyć? Skończy się to na pewno słabym wykształceniem bez soft skilli.
  • Przy takim nauczaniu matematyki i fizyki inżynierów w Niemczech będzie coraz mniej, to gwarantowane. I nadal będzie ich masowo brakowało. W sumie to sam się dziwię, skąd się ci inżynierowie biorą dziś. Jak macie dzieci o zainteresowaniach inżynierskich, albo już na studiach w tym kierunku, to każcie im się uczyć niemieckiego - będą miały pracę za nie najgorsze pieniądze, w fajnym kraju i po sąsiedzku.
  • W prawdziwej pracy soft skills są naprawdę ważne, wydaje mi się że na tym się cały tutejszy system jeszcze jakoś trzyma. Ale gdyby połączyć polską albo NRD-owską szkołę z czasów komunizmu z zachodnimi soft skillami to wychodziliby z tego systemu ludzie nie do pokonania.
  • Ostatnio media donoszą ploty, że tworząca się właśnie w Hesji koalicja zielono-czarna ma ochotę drastycznie zredukować etaty nauczycielskie. Ja mimo to będę w stanie wyuczyć moje dziecko na inżyniera, ale większość innych skończy pewnie wtedy na jakichś Wyższych Kursach Tego i Owego, płatnych oczywiście. A potem 400 euro Job  (Tak, wiem, teraz trochę więcej niż 400, ale brzmi gorzej) przy wykładaniu towarów na półkę. Bo już teraz to jest katastrofa.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


14 komentarzy do “Jak to się robi w Niemczech: Gimnazjum (2)”

  1. janekr pisze:

    Dzisiaj widziane na wydziale matematyki UW

    http://blabler.pl/s/sM1E

    Za moich czasów nie do pomyślenia…

  2. red1grzeg red1grzeg pisze:

    W czasach późnej podstawówki trafił do nas kolega który do tej pory chodził do szkoły w Niemczech. Do dzisiaj pamiętam jego twarz na pierwszej lekcji matematyki, gdzie tłukliśmy układy równań z x-ami i y-grekami. Nigdy w życiu nie widział nic podobnego.

  3. dasmaulwurfchen pisze:

    A ja się nie zgodzę. Niedawno ukończyłem polskie LO (jeszcze przed ostatnią reformą odnośnie profilowania) i widzę, że w niemieckiej szkole jest dużo więcej rzeczy przydatnych bądź ciekawych, których w polskich szkołach zdecydowanie brakuje, a mniej nikomu niepotrzebnego mambo-dżambo typu Słowacki wielkim poetą był albo kiedy była bitwa pod Pasikurowicami. W sumie bardziej zaawansowane dręczenie cyferek też mogłoby się przydać, ale znowu nie każdy musi być matematykiem

    • cmos cmos pisze:

      Zgadzam się co do dat na historii i wielkich poetów, ale nie co do matematyki.

      Praktyka jest taka, że większości uczniów zostanie w głowie znacznie mniej niż było w programie. Jak program skończy się na ułamkach i procentach, to młodzi ludzie nawet tych, całkiem podstawowych dla codzienego życia umiejętności nie będą mieli dobrze opanowanych. Jak pójść dalej, to te procenty będą miały większe szanse.

      Poza tym nie piszę przecież o szkole powszechnej, tylko o torze dla górnych iluś procent populacji (coraz więcej, w tej chwili około 30, ale to zdecydowanie za dużo żeby poziom nie spadał).

  4. dasmaulwurfchen pisze:

    No w sumie ja też się zgodzę, za ułamki i procenty w LO wartoby wyjść, to jest do zrobienia.

  5. meinglanz pisze:

    7 klasa to się liczy od początku edukacji? Jeśli to jest 7 klasa gimnazjum czyli 11 rok w szkole to faktycznie z matematyką dramat.

  6. meinglanz pisze:

    Tak myślałem i nie jest to dziwne – ja też wg starego programu miałem równania dopiero w 7 klasie podstawówki, a układy równań zdaje się w 8 klasie.

    Teraz równania z jedną niewiadomą są w programie gimnazjum czyli odpowiednik 7-9 klasy niemieckiej. Układy równań przesunięto do szkół średnich i to jest regres w stosunku do przedreformowego programu.

    • cmos cmos pisze:

      A ja sobie przypominam proste równania z jedną niewiadomą w pierwszych klasach podstawówki. Coś koło klasy trzeciej albo i wręcz drugiej, nie pamiętam dokładnie, ale na 100% przed połową klasy piątej (bo wspomnienie związane jest z mieszkaniem z którego wyprowadziliśmy się w tym czasie).

      Wydaje mi się, że matematyka w szkołach polskich była wtedy pod wpływem grupy „Nicolas Bourbaki” i „Nowej Matematyki” – na przykład było sporo teorii mnogości, już na bardzo wczesnym etapie.
      I komu to przeszkadzało?

      • meinglanz pisze:

        Druga klasa na pewno nie – wtedy się robi ułamki. Proste równania to były najwcześniej w trzeciej klasie, w formie „zadań z treścią”. Teraz proste równania są w polskich podstawówkach w klasach 4-6 ale bez przenoszenia niewiadomej na drugą stronę równania. Gimnazjum to już powinny być równania z dwiema niewiadomymi, przenoszenie x-ów, skracanie równań itp. Ja to miałem w 7 i 8 klasie.

        • cmos cmos pisze:

          Proste równania to były najwcześniej w trzeciej klasie, w formie „zadań z treścią”.

          Pamiętam dokładnie równania typu „x + 5 = 8″ nie biorące się z zadań z treścią i w większych ilościach, bo coś mi się ubzdurało, ojciec musiał mi korygować mój sposób rozwiązywania i tak mi się to jakoś utrwaliło razem z całą sytuacją i paroma przedmiotami użytymi przy tłumaczeniu (orzechy, podkładka pod garnek itp.).

  7. robertp pisze:

    „Jak pojedziemy na święta do Polski spróbuję kupić coś w Polsce, jak by nie było sensownych nowych to w antykwariacie jakiś stary, porządny.”

    Idź od razu do antykwariatu, mam w domu drugą gimnazjum, chciałem kupić zbiór zadań. Większość to „zadania z ….” konkursów, olimpiad, testów itd.
    Zbiór w starym stylu, czyli 20 stron tylko równania pierwszego stopnia z jedną niewiadomą, potem 20 stron potęgowania itd. tylko w antykwariacie dostaniesz.

    „A ja sobie przypominam proste równania z jedną niewiadomą w pierwszych klasach podstawówki.”

    W młodszych klasach nie było zmiennych tylko zadania z „kratką”. Trzeba było odgadnąć/obliczyć jaka liczba pasuje. Zmienne i operacje z nimi związane, metody przekształceń itd. to już starsze klasy starej podstawówki, chyba 5 i 6 (no bo w dalszych klasach to chyba był trójmian kwadratowy i już wtedy trzeba było być biegłym).

  8. anche pisze:

    Czy mógłby Pan napisać coś więcej o nauczaniu chemii?

    • cmos cmos pisze:

      Na razie nie za wiele – moje dziecko dopiero w tej klasie (7) chemię zaczęło. Jak dotąd omawiali ogólne zasady BHP w chemii, własności różnych materiałów a ostatnio różnice między zmianami fizycznymi a reakcjami chemicznymi. Do atomów dopiero dochodzą, jakiekolwiek bardziej konkretne informacje o reakcjach itp. to będą chyba dopiero w następnej klasie.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów