Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Czas nieutracony (9) – Trochę żelastwa

Przy okazji parę polecanek co do różnego sprzętu biurowego, w który zainwestowałem.

Headset Jabra Evolve2 65

W korpo używają headsetów firmy Jabra, dostałem do użytkowania przewodowy model entry level o nazwie Jabra Evolve 20. (Entry level w tej konfiguracji kosztuje u producenta aż 72 EUR :-)). Przy pandemicznych przenosinach do home office zabrałem go razem  firmowym notebookiem. No i on bardzo fajny jest, chociaż mocno plastikowy, tylko ten kabelek.

Jabra Evolve 20 SE (Źródło: Jabra)

Poszukałem więc, jakie Jabra robi headsety bezprzewodowe. Powiem: drogie są. Flagowy model Jabra Evolve2 85 jest baardzo fajny i ma mnóstwo bajerów, ale kosztuje około 550 EUR. Ostatecznie wybrałem sobie model drugi od góry, Jabra Evolve2 65, u producenta w mojej konfiguracji za 300 EUR (znalazłem za 185). Ale musiałem na niego poczekać, bo w pandemii chwilowo zabrakło.

Jabra Evolve2 65 (Źródło - Jabra)

No i działa to świetnie. Bajery są takie:

  • Headset może być połączony bluetoothem z nawet ośmioma urządzeniami na raz. Mam firmowego notebooka z którego robię meetingi i własne komputery włączone równolegle, słucham muzyki ze swojego komputera linuksowego, jak ktoś dzwoni z firmy przez Skype/Teamsy to muzyka sama się zatrzymuje i headset przełącza się na meeting. Po zakończeniu meetingu wraca muzyka. Ten ficzer może być szczególnie ważny dla freelancerów robiących równolegle projekty dla różnych klientów, gdy od każdego mają osobnego notebooka z VPN. Wtedy jednym headsetem można obskoczyć wszystkie, bez żadnego przełączania wtyczek.
  • Headset ma fajną podstawkę do ładowania, nie trzeba ciągle wtykać wtyczki
  • Akumulator ma wystarczyć na 35 godzin nieprzerwanego działania - chyba intencją był 35 godzinny tydzień pracy i ładowanie przez weekend.
  • W środku są trzy mikrofony, aż trzy żeby tłumić niepożądane dźwięki z zewnątrz (ten najlepszy model ma takich mikrofonów podobno 20!)
  • Podniesienie ramienia mikrofonu w górę powoduje wyciszenie, opuszczenie odblokowuje znowu. To jest dobre.
  • Headset ma czerwone ledy, świecące w trakcie meetingu. Znaczy sygnał dla otoczenia "nie przeszkadzać, jestem zajęty".
  • Ten mój model jest on-ear, ale nie uciska uszu zbyt mocno, jak wiele tanich headsetów. W over-ear, jak model 85, w lecie jest za gorąco.

Jest parę problemów, ale bez winy producenta headsetu:

  • Jeżeli na jednym komputerze chodzi jednocześnie Skype i MS Teams, to czasem się coś im się miesza, na przykład:
    • Podnoszenie/opuszczanie mikrofonu robi mute w headsecie, ale aktywna rozmowa w komputerze nie odzwierciedla tego stanu. Znaczy trzeba ręcznie kliknąć unmute, a rozmówcy cały czas widzą stan unmuted, mimo podniesionego ramienia mikrofonu i faktycznego wyciszenia.
    • Czasem przy meetingu Teamsowym, pracujący równolegle Skype zaczyna co kilkadziesiąt sekund robić głośne DINGGGG! Albo przycisza głośność. Strasznie wkurzające, pomaga wyłączenie Skype.
  • W Linuksie (przynajmniej Ubuntu) ciągle nie dorobili się 16-kilohercowej obsługi profilu HSP/HFP w Bluetooth. Znaczy przy rozmowie przez Linuksa jakość jest tylko 8-kilohercowa (słuchanie muzyki idzie przez profil A2DP i jest OK). No katastrofa. Badałem temat, wymagane do dodania tej obsługi były zmiany w czterech modułach, w trzech zrobiono je już dawno temu, w czwartym nadal ich brak i nie wiadomo kiedy będą. W sieci jest sporo skarg korporacyjnych developerów, że managerstwo i administracja chodzą sobie w trakcie meetingów po kawę z bluetoothowymi headsetami, a oni muszą siedzieć przywiązani kabelkami do ich linuksowych developerskich pecetów.

Drukarka

Miałem kiedyś atramentówkę Epsona ze skanerem, niedrogą, ale była nawet niezła, tyle że tusze drogie. I krótko po gwarancji zaczęła robić problemy, wyglądało jak planned obsolescence - wywaliłem ja i kupiłem podobnego Canona. Canon miał dodatkowy, większy czarny tusz do drukowania dokumentów - czyli w eksploatacji wychodził trochę taniej (z naciskiem na trochę), ale jako drukarka był gorszy. No i ciągłe dokupowanie tuszu po kilkanaście euro od koloru nadal było bardzo wkurzające. Ostatnio musiałem wydrukować rozliczenie godzin, i nagle się okazało że  tabelki w kolorze nie-całkiem-czarnym w dokumencie nie są robione z czarnego, tylko przez mieszanie trzech podstawowych. I ponieważ któryś tusz się skończył, wydrukowało się na bladozielonkawo. Miałem zapasowy tusz w szafce ale wyszło, że kupił mi się niewłaściwy, kasetka pasowała mechanicznie, ale drukarka jej nie rozpoznawała. Oczywiście rozpakowanego tuszu nie da się już oddać, więc jest w plecy.

Wkurzyłem się mocno i zacząłem rozglądać się za nową drukarką, może teraz laserówką? No ale kolorowa laserówka w domu to trochę overkill. Akurat był w Stiftung Warentest test różnych drukarek dla home office, analizując wyniki zauważyłem, że koszt strony wydruku w niektórych drukarkach atramentowych był szokująco niski - jakieś ułamki centa! Sporo niżej niż w laserówkach! No to się kompletnie nie zgadzało z moimi doświadczeniami, podejrzewałem wręcz błąd w tabelce, więc zacząłem drążyć temat.

Okazało się, że od stosunkowo niedawna pojawiły się na rynku atramentówki z tuszem nalewanym z butelki. Butelka na parę tysięcy stron kosztuje jakieś 10-13 EUR, a w zestawie z drukarką przychodzą już tusze na wiele tysięcy stron. Takie modele mają HP, Epson i Canon.

Postawiłem sobie w wymaganiach, żeby drukarka miała ethernet (bo w miejscu gdzie stoi kabelek mam, a to nie jest zbyt blisko routera WiFi), i żeby miała skaner. Podajnik do skanera niekonieczny, ale duplex do druku dwustronnego pożądany. No i żeby nie kosztowała przesadnie, w końcu nie drukuję tysięcy stron. I tu wybór się już mocno zawęził.

HP wyeliminowałem bardzo szybko, bo ich drukarki wymagają rejestracji u producenta, oni nawet sprawdzają ID butelki z której dolewasz tuszu. Serio, butelka ma podobno RFID, drukarka to czyta, i trzeba przy tej operacji mieć dostęp do internetu. No bez jaj, czegoś takiego wspierał nie będę.

Epson i Canon nie różnią się bardzo, głównie tym że Canon (Megatank) ma osobne głowice do koloru i do czarnego, a Epson (Ecotank) załatwia to jedną. Podobno Epsony drukują trochę lepiej, ale nie jestem wydrukofilem. Epson już na starcie dostał dużego minusa za obsolescence tej starej drukarki. Po porównaniu modeli wyszło mi, że optymalny dla mnie jest Canon PIXMA G6050. Ma ethernet, kolor, nie ma faksów i innych głupot, ma skaner i duplex, i nie jest przesadnie drogi (dał się znaleźć za 300 EUR). W tej cenie są trzy butelki tuszu czarnego po 170 ml, nominalnie każda na jakieś 6000 stron, i po jednej butelce  kolorowych, po 70 ml, na niby do 7700 stron. Ja wiem, your mileage may vary, ale to i tak zupełnie inny rząd wielkości niż przy kasetkach.

Canon PIXMA G6050

Canon PIXMA G6050 (Źródło: Canon)

Drukarka przyszła. Instalacja nie była całkiem trywialna (Ethernet jest defaultowo zablokowany, musiałem podłączyć ją na początek kabelkiem USB z wtyczką B, nie dołączonym do drukarki, dobrze że miałem taki, bo jednak jest dość rzadko spotykany). Potem się okazało, że dałoby się prościej, tylko instrukcja instalacji była marna. Przy wlewaniu tuszu trzeba trochę pokombinować żeby w butelce nie został jakiś centymetr sześcienny - trzeba na koniec trochę podsunąć butelkę w górę i dać mu spłynąć (chociaż przy tej cenie ten centymetr czy dwa nie robią różnicy, inaczej niż przy kasetkach). Ale wydruki są super, jestem pod wrażeniem (chociaż jeszcze nie próbowałem ze zdjęciami). Są też drivery do Linuksa, działają. Wyświetlacz na drukarce jest trochę przedpotopowy - dwie linie tekstu, mono, bez żadnego podświetlenia - ale po jaką cholerę właściwie miałby w tym miejscu być potrzebny kolorowy graficzny?

Drukarka ogólnie mi się podoba, jest co prawda mocno plastikowa, ale w tej kategorii cenowej OK. Parę plusów które zauważyłem dotąd:

  • Można drukować A4 bez marginesów.
  • Drukarka ma wbudowane robienie papieru w linie i w kratkę (w paru rodzajach), papieru nutowego, checklisty, formularzy kalendarzowych, ...- fajny pomysł, zwłaszcza że może być całkiem bez białych marginesów. Przy tych cenach tuszu to może się nawet opłacać w porównaniu z kupowaniem gotowych bloków. Jeden z rodzajów kratki może robić za papier milimetrowy (niestety kratka jest niebieska i dzielona co 5 mm). Szkoda tylko, że nikt nie wpadł na pomysł dołożenia papieru calowego.

Jedno co jest dyskusyjne to panel z przyciskami i wyświetlaczem z przodu. Panel w położeniu spoczynkowym jest pionowo i żeby zobaczyć co jest na wyświetlaczu trzeba kucnąć koło drukarki. W związku z tym można go odchylić, nawet całkiem do poziomu. No ale co za twit wymyślił, że jeżeli panel jest w pozycji pionowej, to nie można drukować? Tak, próba drukowania bez odchylenia panelu kończy się meldunkiem błędu na drukarce. Albo panel musi się kurzyć, albo za każdym razem trzeba go odchylić. Nie widać żeby w pozycji pionowej coś było zasłonięte i drukowanie miało być technicznie niemożliwe, a nawet jak by tak było, to co szkodziło zaprojektować go tak, żeby nie przeszkadzał?

Obudowy komputerów

Od czasu kiedy zrobiłem sobie serwer, zrobiłem też parę innych komputerów.  Ponieważ byłem bardzo zadowolony z obudowy serwera, nadal używam obudów tej firmy. Tyle że ta firma to nie jest Cooltek - to tylko niemiecki sprzedawca (i to wcale nie wyłączny), producentem jest firma Jonsbo z Chin.

Moimi faworytami są:

Jonsbo V4

Jonsbo V4

Jonsbo V4 (Źródło: Jonsbo)

Zalety:

  • Wchodzi do środka normalna płyta główna MicroATX i normalny zasilacz
  • Do tego mieszczą się się nawet trzy dyski twarde (2*3,5'' i 1*2,5'')
  • Wygląda super
  • Mieści się w regale o głębokości ok 40cm.

Oczywiście bardzo wypasiona karta graficzna w taką obudowę się nie zmieści - więc rzecz do gamingu się nie nadaje, ale na komputer do pracy jest super. Jest też wersja w naturalnym kolorze aluminium. Nie ma miejsca na DVD, ale jeżeli jest naprawdę potrzebny to można dołożyć zewnętrzny. Polecam użycie zasilaczy "modularnych", znaczy żeby wtykać im tylko potrzebne kabelki, bo przy pełnym pakiecie wszystkich kabli może być problem z miejscem. Cena - ok. 60 EUR.

Jonsbo C2

Jonsbo C2

Jonsbo C2 (Źródło: Jonsbo)

Zalety:

  • Wchodzi do środka normalna płyta główna MicroATX (chociaż tu już trzeba trochę uważać na jej wymiary) i normalny zasilacz
  • Do tego mieści się dysk twardy 3,5'' albo 2,5'' (chociaż czasem trzeba trochę kombinować, zależy jak wtyczki się układają)
  • Wygląda super
  • Mieści się nawet w regale Billy, na biurku też nie zajmuje dużo miejsca.

Oczywiście to też nie jest obudowa do gamingu, ale w większości zastosowań całkowicie wystarcza. Są jeszcze wersja srebrna, biała, czerwona i różowa (sic!). Tu zasilacz modularny jest absolutnie niezbędny. Cena - ok. 40 EUR.

Syn ma inne priorytety i jego faworytem jest:

Jonsbo UMX4 (Window version)

Jonsbo UMX4 (Window version)

Jonsbo UMX4 (Window version) (Źródło: Jonsbo)

To jest obudowa gamingowa, tu się zmieści wszystko. Zasilacz jest umieszczony nietypowo, bo z przodu obudowy i wylotem do góry. Ja bym nie kupił wersji z szybą, no ale ja nie gaminguję, przynajmniej chwilowo. Ale przyznaję, że wygląda super. Jest też wersja srebrna oraz oba kolory z blachą zamiast szyby. Cena- jakieś 120 EUR.

Zasilacze do komputerów

Nadaj używam zasilaczy firmy BeQuiet!, ale odpuściłem już używki serii Dark Power Pro - są trochę przyduże do tych małych obudów i to jest w sumie overkill - one są do wypasionych konfiguracji gamingowych.

Teraz przerzuciłem się na serię o oczko niższą - Straight Power, aktualnie generacja 11, ale już nówki. W tej chwili już wszystkie zasilacze tej firmy są modularne. Do moich niegamingowych komputerów kupuję najsłabszy model z tej serii - Gold 450W, za niecałe 100 EUR, i całkowicie wystarcza. Szczególnie dobre mają w nich wentylatory (można je też kupić osobno, nazywa się ta seria Silent Wings 3), one według danych technicznych mają oczekiwany czas życia 300.000 godzin - no tyle to żaden komputer raczej nie wytrzyma, każdy powinny przeżyć. W praktyce tych zasilaczy nie słychać prawie wcale, nawet w komputerze z SSD (oczywiście niegamingowym, przy dużym obciążeniu może być inaczej).

Zasilacz BeQuiet! Straight Power

Zasilacz BeQuiet! Straight Power (Źródło: BeQuiet)

Radiatory do procesorów

To jest dość bolesny temat, bo procesor pudełkowy ma zazwyczaj dołączony jakiś badziewny radiator z wentylatorem, który turkoce już od pierwszego włączenia. Ale ponieważ coś już jest, to szkoda wyrzucać i wydawać kasę na inne.

Tymczasem nauczyłem się, że tu jednak nie warto oszczędzać - bo nawet wentylator na radiatorze w moim serwerze, markowy jak najbardziej, mi się tymczasem rozsypał, i przez parę dni zanim przyszedł nowy nie miałem serwera. Do serwera po prostu kupiłem tego SilentWings 3 (za kilkanaście euro), i przyczepiłem go na trytytki. Aha - polecam kupować wentylatory z PWM, płyty znacznie lepiej sterują prędkością obrotową takich, i jest ciszej.

Wentylator BeQuiet! Silent Wings 3

Wentylator BeQuiet! Silent Wings 3 (Źródło: BeQuiet!)

Do innych komputerów w obudowach V4 kupuję teraz od razu cały radiator od BeQuiet!, model Shadow Rock LP (za trzydzieści kilka EUR), też z tymi dobrymi wentylatorami.

Radiator BeQuiet! Shadow Rock LP

Radiator BeQuiet! Shadow Rock LP (Źródło: BeQuiet!)

Niestety nie mieści się on do obudowy C2, i w tych komputerach muszę używać nie tak dobrych rzeczy - radiatorów Arctic Alpine 12 LP. One też mają PWM, mają hydrodynamiczne łożyska ślizgowe, i kosztują tylko 12 EUR. Ogólnie są spoko, jedynym problemem jest mocowanie do płyty - one mają rozwiązanie podobne do tych stockowych radiatorów, z plastikowymi rozporami. Raz to jakoś działa, ale za każdym zdjęciem i ponownym założeniem jest gorzej. Te droższe mają mocowanie całkiem metalowe i na śrubki, to zupełnie inna klasa.

Radiator Arctic Alpine 12 LP

Radiator Arctic Alpine 12 LP (Źródło: Alpine)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy:

Kategorie:Programowanie

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


4 komentarze do “Czas nieutracony (9) – Trochę żelastwa”

  1. igor pisze:

    Mamy od 4 lat drukarkę Brothera z uzupełnianiem atramentu. Rewelacja, poszły na tym tysiące stron (żona nie lubi czytać artykułów i podręczników z ekranu i często drukuje mocno ilustrowane pdf-y), a niedawno po raz drugi kupowałem atrament za coś w okolicach 100 zł za komplet.

    PS
    Mam nadzieję, że nie zniechęciłeś się brakiem komentarzy pod notkami o automotive. Bardzo ciekawe, tylko nie mam nic mądrego to dodania. Podejrzewam, że reszta czytelników myśli podobnie 🙂

  2. boni pisze:

    Nahle poczułem potrzebę, że też muszę opisać naszą graciarnię za ostatni rok, a szczególniej Epopeję Drukarkową w kontekście dostaw na kraniec cywilizowanego świata, bo dalej, to już się spada z krawędzi (tj. do Irlandii).

    PS. A wszystkie literki o projekcie, systemach i programowaniu wyczytałem z najwyższą przyjemnością, oczywiście. Kiedyś myślałem, że jak będę duży, to też będę robił rzeczy „w tym stylu”, w mojej branży, ale potem mi przeszło…

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów