Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Pomyślmy: Schyłki różnych systemów bywają podobne

Mam taką przypadłość, że łatwo dostrzegam podobieństwa, nawet mocno różnych rzeczy. Bywa że staje się to problemem, na przykład jeżeli znowu pomyliłem kogoś z kimś innym - bo w niektórych cechach podobni. W innych sytuacjach to bardzo korzystne - na przykład w programowaniu obiektowym. W jeszcze innych wypadkach może być to niezły temat na notkę - miałem już taką o podobieństwach katastrof w Czarnobylu i Smoleńsku. Teraz będzie o podobieństwie okresów schyłkowych. Wezmę na tapetę rozgrywający się na naszych oczach schyłek Kościoła Katolickiego w Polsce.

Trudno nie zauważyć, że przeżywamy okres schyłkowy KK w Polsce. Nawet nie o to chodzi że od lat systematycznie maleje odsetek dominicantes (40% w 2012 - uwaga: faktycznie oznacza to 32% ludności obecnej w niedzielę na mszy), że wiara Polaków jest prawie wyłącznie obrzędowa - to nic nowego, pamiętam wykład na ten temat na obozie przygotowawczym do studiów zagranicznych w 1984, i już wtedy prelegent zwracał na to wszystko uwagę. W Polsce nigdy nie było tradycji czytania i dyskutowania Biblii, dziś mam wrażenie że lepiej od "prawdziwych" katolików Biblię znają sceptycy i ateiści. Ale to wszystko nic, przez wieki tak było i nie było mowy o schyłku. Dlaczego uważam że obserwujemy schyłek uzasadnię dalej.

Dziś ciągle w mediach widzimy, słuchamy i czytamy wypowiedzi hierarchów, którzy z jednej strony opowiadają o Wartościach Chrześcijańskich i jak żyć, ale często w tej samej wypowiedzi walą po oczach nienawiścią, żądzą władzy i zysku. A ja ciągle - przez tą moją przypadłość - mam wrażenie że już to wszystko kiedyś widziałem i słyszałem w zupełnie innym systemie.

No bo przecież podobną dwoistość prezentowała duża część partyjnej wierchuszki za komunizmu. Tak samo było o Wartościach, Dobrobycie, Sprawiedliwości Społecznej ITP., a równolegle pogróżki, zastraszanie i Waadza.

No i co mnie szczególnie uderza to to, że bardzo wielu przedstawicieli obu systemów dokładnie tak samo wydaje się być niewierzącymi w głoszone poglądy i dokładnie tak samo instrumentalnie wykorzystywać hasła i retorykę swoich świętych ksiąg.  

Pamiętam oficjalną demonstrację z okazji Pierwszego Maja, w Szczecinie w roku 1982. Nie było pochodu - bo stan wojenny - tylko wszystkich spędzono na Jasne Błonia. Atmosfera była strasznie wysilona - praktycznie nikt z obecnych nie miał ochoty w tym miejscu być, nie tylko ta spędzona ludność, ale i organizatorzy i milicja. Gdy wszyscy przyszli na miejsce, jakiś sekretarz partii wygłosił wielkopatriotyczne przemówienie przyjęte znudzoną ciszą, a potem zaintonował hymn, którego nie podchwycił nikt z obecnych - i oficjel musiał dośpiewać do końca solo, fałszując strasznie (ale chociaż tekst znał, nie jak niektórzy dzisiejsi "patrioci"). A jak już dośpiewał, zaczęła się część artystyczna i już w tym momencie wszyscy sobie poszli. Orkiestry marszowe nawet z muzyką. Czuć było, że wszystkim ulżyło, z milicjantami i partyjniakami włącznie. System był już nie do uratowania - nikt go już nie chciał. No ale systemy nie padają natychmiast, temu potrzebne było jeszcze kilka lat i - co najistotniejsze - osłabienie nacisku zewnętrznego przez nastałego parę lat później Gorbaczowa. Ale już w tym momencie było widać że się kończy.

Potem pojechałem do NRD. I tam już po paru miesiącach zobaczyłem podobne oznaki. W system nie wierzył niemal nikt, ani z ludności, ani z Partii. Tylko retoryka, bezwładność, oportunizm, wyparcie i lęk przed nadzorcami z Moskwy. Prawdziwie wierzący byli nieliczni, tak naprawdę kojarzę tylko jednego - Harry'ego który miał z nami ćwiczenia z Naukowego Socjalizmu na trzecim roku. To musiało paść, stwierdziłem nawet że ciekawe czy zdążymy skończyć przedtem studia. Był koniec roku 1984 i pomyliłem się niewiele - skończyliśmy w kwietniu 1989, rypnęło się ostatecznie w październiku.

No i teraz widzę wszystko to samo. Wierchuszkę instrumentalnie operującą retoryką, ale z całą pewnością nie wierzącą w głoszone przez siebie hasła i coraz bardziej niechętną rzeszę tych, którzy jeszcze w to chociaż trochę wierzą albo się do tych rytuałów i tej retoryki przyzwyczaili.

A ostatnio w watykańskiej centrali nastał nowy zwierzchnik, który - podobnie jak kiedyś Gorbaczow - wydaje się wierzyć w głoszone przez siebie ideały. Z mównicy padają nieprawdopodobnie odkrywcze oczywistości, od dawna zapisane w Świętych Księgach i masowo używane w retoryce funkcjonariuszy. Ale teraz padają na poważnie, chociaż na razie głównie postulatywnie. System ma być dla ludzi, a nie ludzie dla systemu. Za Gorbaczowa było dokładnie tak samo.

Władze PRL-u były gotowe na Pieriestrojkę, NRD nie. W NRD zaczęto cenzurować wypowiedzi władz radzieckich, nie wpuszczać niektórych numerów radzieckich gazet itp., żeby tylko wierni tych herezji nie słyszeli. Ale to nie działało nawet w latach 80-tych ubiegłego wieku i to w komunizmie.  Dziś w Polsce obserwujemy podobne próby ograniczania zasięgu wypowiedzi papieskich przez biskupów, w rodzaju tłumaczenia co autor miał na myśli i dlaczego nie to, co powiedział, ale dziś możliwości blokowania są jeszcze mniejsze niż za NRD.

Tak więc rypnąć się musi. Ciekawe tylko ile to potrwa? Dziś nie poważę się na prognozę, niewiadomych jest zbyt wiele. Religia tkwi w ludziach o wiele głębiej niż komunistyczny totalitaryzm. Z drugiej strony KK nie ma środków przymusu bezpośredniego, może działać wyłącznie w sferze gróźb symbolicznych. Tu nie ma realnych pałek w rękach ZOMO, tu są tylko bariery w głowach ludzi. Z trzeciej strony łatwiej jest wygrać z pałkami, niż z tym co w głowach. A grono tych, którzy mają posłuszeństwo KK wprogramowane do niewymazywalnego ROM-u jest znacznie większe niż tych, którzy w swoim ROM-ie mieli firmware PZPR albo SED. 

Niektórzy z wierzących bronią się jeszcze twierdząc, że polski KK bardzo się zmienił na gorsze po 1989. Myślę że jednak nie. Z wszystkimi niedobrymi zjawiskami wśród funkcjonariuszy tej instytucji zetknąłem się już przed 1989. Była i głupota, i hipokryzja, i pijaństwo, i doniesienia o pedofilii, i rozrzutność, i wystawny styl życia, i związki księży z kobietami... Wszystko już było. Może się wydawać, że kiedyś było tego mniej, ale to raczej kwestia dostępu do informacji. Kiedyś nie sposób było dotrzeć do doniesień o wcześniejszym życiu księdza przydzielonego do lokalnej parafii. Co biskup powiedział dowiadywaliśmy się od wielkiego dzwonu z listu pasterskiego odczytanego z ambony, tak przynudziastego że mało kto go słuchał. I generalnie nie wierzyliśmy partyjnej prasie i telewizji. Dziś mamy gugla i jako tako niezależną prasę - głupoty, grzeszki i wielkie grzechy, kiedyś z łatwością ukrywane, dziś są stale na widoku. Kościół się nie zmienił - po prostu wiemy o nim więcej.

Przy okazji wspomnienie z PRL-u połowy lat 70-tych. Pamiętam że w szkole podstawowej, w klasie bodajże piątej, pani od plastyki i muzyki się kiedyś na lekcji ulało i wygłosiła półgodzinną tyradę na temat pazerności KK. Coś musiało ją dotknąć osobiście, bo nie była to drętwa pogadanka ideologiczna tylko autentyczna złość. Wszyscy oczywiście siedzieliśmy jak trusie, ale po lekcji przedyskutowaliśmy temat. Byliśmy może mali, ale nie całkiem głupi - wiedzieliśmy że coś jest na rzeczy, ale jednak uznaliśmy że pani trochę przesadza, bo "kiedyś faktycznie tak było, ale teraz już nie aż tak". Ale jednak było aż tak.

Chociaż tak myśląc trzeźwo, to wszystko zależy od kasy. Póki będzie finansowanie, póty hierarchia KK będzie się trzymać. To właśnie z braku kasy w Polsce A.D. 1982 nikt nie miał już ochoty na kontynuację, i właśnie z braku kasy NRD-owcy dali sobie spokój z tym murem akurat w październiku 1989.

Wniosek: Koniecznie trzeba odciąć biskupów od kasy, zaraz złagodnieją.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Pomyślmy

Sledz donosy: RSS 2.0

Wasz znak: trackback

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


8 komentarzy do “Pomyślmy: Schyłki różnych systemów bywają podobne”

  1. red1grzeg red1grzeg pisze:

    Różnica jest taka że PZPR (itp) w pewnym momencie przestał zaspokajać jakiekolwiek potrzeby. KK jest jednak ogromnej rzeszy ludzi realnie potrzebny, nawet tylko w warstwie obrzędowej – ludzie praktycznie mocno się odcinający notorycznie biorą śluby kościelne itp – bo prostu sprawdzony, jakiejś tam jakości towar. Podobnie te przeróżne pielgrzymki, grupy maryjne i sam nie wiem co jeszcze. Kasa ma znaczenie drugorzędne, mam poczucie że brak kasy mógłby nawet pomóc uwiarygdniając rozmaite rzeczy;-) Siła KK w Polsce bierze się również z tego że tradycyjnie to, dla wielu, w miarę stabilna i uniwersalna instytucja. Problemy w rodzaju alkoholizmu są niejako tradycyjne i – tak naprawdę akceptowane, bo niewiele zmieniają.

    • cmos cmos pisze:

      Różnica jest taka że PZPR (itp) w pewnym momencie przestał zaspokajać jakiekolwiek potrzeby.

      Nie zgadzam się. Wielu osobom był on na przykład potrzebny do robienia kariery.

      KK jest jednak ogromnej rzeszy ludzi realnie potrzebny, nawet tylko w warstwie obrzędowej – ludzie praktycznie mocno się odcinający notorycznie biorą śluby kościelne itp

      Już miałem napisać że #miałemotymnotkę, ale w porę sobie przypomniałem że notka jest dopiero trzecia w kolejce do publikacji i do tego po niemiecku.
      Ślub kościelny ci ludzie biorą zazwyczaj nie z własnej potrzeby, tylko żeby się rodzice, dziadkowie, czy jeszcze inni nie czepiali.

      Podobnie te przeróżne pielgrzymki, grupy maryjne i sam nie wiem co jeszcze.

      Tu się zgadzam, że KK to najprościej osiągalne poczucie przynależności i prosta (nie mylić ze „skuteczna”) recepta na polskie ogólnospołeczne zaburzenia lękowe (o tym jest mój blog po niemiecku, ale może muszę napisać te notki jeszcze raz, tym razem dla czytelników z Polski).

  2. dasmaulwurfchen pisze:

    Świetna notka. Wg mnie problemem jest głównie to, że Kościół przestał całkowicie reagować na potrzeby ludzi (co jeszcze w PRL nie stanowiło problemu), ale o tym najchętniej napisałbym swoją notkę. Szkoda tylko, że nie mam bloga.

    • cmos cmos pisze:

      Wg mnie problemem jest głównie to, że Kościół przestał całkowicie reagować na potrzeby ludzi (co jeszcze w PRL nie stanowiło problemu),

      To dłuższy temat, ale według mnie KK nadal zaspokaja te same potrzeby co od wieków, tyle że większości ludzi potrzeby się zmieniły.

      ale o tym najchętniej napisałbym swoją notkę. Szkoda tylko, że nie mam bloga.

      Nic prostszego, darmowych platform jest do wyboru, do koloru.

      • dasmaulwurfchen pisze:

        Chodziło mi zasadniczo o to, że Kościół jest teraz kompletnie nieelastyczny i na siłę wciska ludziom swoją ideologię, zamiast spróbować ją dopasować do obecnych czasów, tak jak zawsze to robił — choćby i początki: większość założeń (i np. chyba wszystkie święta) religii jest wzięta z pogaństwa (inaczej chyba modlilibyśmy się teraz do Trygława i Swarożyca, albo mówili po niemiecku także „po godzinach”), potem krucjaty kontrastujące mocno z „nie zabijaj”, walka z komuną etc. Przecież nawet spowiedź miała zastosowanie jako forma terapii psychologicznej (i przy okazji źródło różnych informacji), ale teraz już tego wszystkiego nie ma i KK każe ludziom robić wszystko tak jak on chce (np. zakaz antykoncepcji — nie do przepchnięcia w dzisiejszych czasach), a gdy ludzie nie chcą, reaguje oburzeniem. To musi się źle skończyć i już widać pewne symptomy — uczniowie w szkołach ponoć masowo rezygnują z religii (jeszcze 5 lat temu nie do pomyślenia), a Kościół mówi im tylko, że za to pójdą do piekła. Nikt tego już nie kupi.

  3. brysio76 pisze:

    Hahaha. Jeśli chodzi o obecnego papieża to mam identyczne skojarzenia. Czyli że nie ma nic gorszego dla instytucji od szefa naprawdę wierzącego w oficjalną odeologię. Dlatego Franciszek jest dla KK gorszy od Aleksandra VI i wszystkich renesansowych papieży razy wziętych.

  4. frabro pisze:

    „Mam taką przypadłość, że łatwo dostrzegam podobieństwa, nawet mocno różnych rzeczy.”
    Taką przypadłość ma niestety niewielu ludzi.
    Ma to swoje zalety i wady. Zaleta jest taka, że potrafisz dostrzec przyszłość i tym samym tak pokierować swoim życiem, aby zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę. Wadą jest samotność. Jak masz rozmawiać z kimś o czymś, co twój rozmówca nie jest w stanie dostrzec?
    W moim przypadku – wyjechałem z żoną do Niemiec na stałe – jestem uważany, także w najbliższej rodzinie, za zdrajcę, karierowicza, faszystę i parę jeszcze innych soczystych określeń. Doszło do tego, że żona poprosiła mnie, abym nic nie mówił o powodach, które były podstawą tej decyzji, tylko mówił, że zauroczyła mnie przyroda Saksonii.

Skomentuj i Ty

Komentowanie tylko dla zarejestrowanych i zalogowanych użytkowników. Podziękowania proszę kierować do spamerów