Dziś o kolejnym muzeum w Normandii, znowu takim "porządnym" i specjalnie wybudowanym.
Miasteczko Sainte-Mère-Église znane jest przede wszystkim z historii amerykańskiego spadochroniarza Johna Steele, którego spadochron zaczepił się o wieżę miejscowego kościoła. Na pamiątkę tego wydarzenia na wieży miejscowego kościoła wisi manekin spadochroniarza zaczepiony spadochronem o wieżę.
Sainte-Mère-Église - John Steele na wieży kościelnej
Muzeum położone jest o całkowicie dosłowny rzut beretem od tego kościoła. Tematem muzeum są wojska spadochronowe, bo akurat w tej okolicy Lądowanie polegało na zrzuceniu spadochroniarzy i szybowców.
Najciekawszym eksponatem jest szybowiec desantowy Waco CG-4A, jedyny taki w Europie kontynentalnej. Poza nim na świecie zostały jeszcze ze trzy w Wielkiej Brytanii i z dziesięć w USA.
Oglądanie tego szybowca w tym muzeum zrobiło mi wielki WTF!? Znaczy nie sam szybowiec, tylko jego umieszczenie na ekspozycji. Bo to było tak: Według danych technicznych szybowiec ma długość 14,8 m i rozpiętość 25,5 m. Tymczasem stał on w okrągłym budynku o średnicy około 20 m, no góra ze 22 jak mierzyć po zewnętrznej, a wcale nie przycięli mu skrzydeł.
Obyło się bez zakrzywiania przestrzeni - do budynku wchodziło się przez kilkumetrowy korytarzyk wyraźnie dobudowany później - bo stylistycznie pasował do reszty jak pięść do nosa. Parę metrów skrzydła wetknięte było w ten korytarzyk. Sam szybowiec musiał być ustawiony pod odpowiednimi kątami żeby to wszystko się spinało a przez korytarzyk dało się przejść, i że komuś udało się to skutecznie zaprojektować raczej nie metodą prób i błędów zrobiło na mnie spore wrażenie.
Airborne Museum, Sainte-Mère-Église - Przedsionek na skrzydło szybowca
Jak właśnie sprawdziłem, w zeszłym roku zbudowali tam nową halę na ten szybowiec i teraz diorama jest inna. Wcześniej można było przejść w poprzek przez kabinę i obejrzeć sobie wnętrze z manekinami żołnierzy, teraz diorama przedstawia Jeepa wyjeżdżającego z szybowca.
Tytuł może być trochę mylący, ale po kolei: Muzeum w Arromanches jest też "porządne", też mieści się w specjalnie zbudowanym budynku. Ekspozycja podzielona jest na kilka części omawiające różne aspekty, wszystko według reguł sztuki muzealniczej.
Arromanches - Muzeum
Problem jest taki, że to wszystko może być interesujące dla kogoś, kto nic o temacie Lądowania na tym odcinku nie wie. Nie mam nawet jednego zdjęcia ze środka. Dla mnie jedynym w miarę interesującym eksponatem była makieta portu Mullbery B, zbudowanego tutaj przy Lądowaniu, ale nie na tyle żeby zrobić zdjęcie. Resztki prawdziwego portu można oglądać z tarasu na dachu muzeum, a potem można pójść na plażę i zobaczyć je z bliska.
Arromanches - Resztki portu Mulberry B
Arromanches - Resztki portu Mulberry B
Arromanches - Resztki portu Mulberry B
Ogólnie: To, co naprawdę interesujące jest nie w muzeum, tylko poza nim. Tutaj betonowe pontony zwane Beetle.
Arromanches - Resztki portu Mulberry B, Ponton "Beetle"
Jeden z nich jest dostępny omalże suchą nogą nawet przy maksymalnym przypływie, do kilku innych można dotrzeć na piechotę przy niższym stanie wody. Byliśmy tam w porze przypływu, stąd zdjęcie z bliska tylko jednego. Jak widać, zrobiony jest z cienkościennego (grubości rzędu cala) betonu, trochę zbrojonego.
Arromanches - Resztki portu Mulberry B, Ponton "Beetle"
A tutaj stalowy segment drogi zwany Whale, na nim spychacz.
Arromanches - Resztki portu Mulberry B, pomost "Whale"
Ogólnie: Plażę Gold naprawdę warto zobaczyć, muzeum tylko jeżeli nie wiecie o Lądowaniu prawie nic.
Musée d'Arromanches, Place du 6 Juin 1944, Résidence du Mézeray, Arromanches-les-Bains, Bayeux, Calvados, Normandia, Francja metropolitalna, 14117, Francja
Kontynuujemy Normandię z roku 2016. Dziś Musée du Débarquement de Utah Beach, jak sama nazwa wskazuje leżące koło plaży Utah. I to naprawdę blisko - muzeum od plaży oddziela tylko wydma.
Plaża Utah i Musée du Débarquement de Utah Beach od strony morza
Własnooczne obejrzenie różnych miejsc Lądowania wiele wyjaśnia. Tutaj widać od razu, dlaczego straty na tym odcinku były najniższe - to teren decyduje. W innych miejscach zaraz za plażą zaczynają się całkiem spore pagórki, tutaj najwyższym wzniesieniem w okolicy jest ta wydma. Z drugiej strony to za tą wydmą nie ma specjalnie istotnych obiektów do zdobywania, to raczej kierunek pomocniczy.
Musée du Débarquement de Utah Beach
W otoczeniu muzeum stoi sporo pomników, większość z nich to klasyczny obelisk plus tablica, ale jeden jest naprawdę dobry - przedstawia on żołnierzy amerykańskich wybiegających z łodzi desantowej, żołnierze są w skali 1:1, a łódź to prawdziwe LCVP.
Plaża Utah - pomnik
Przejdźmy do muzeum. Muzeum jest "porządne" i mieści się w specjalnie dla niego zbudowanym budynku. W samym jego środku, na honorowym miejscu stoi Martin B-26 Marauder, jedyny taki zachowany w Europie, poza nim na świecie zostało tylko 6, wszystkie w USA.
Musée du Débarquement de Utah Beach - Martin B-26 Marauder
Inne eksponaty nie są już tak spektakularne, ale i tak warto zobaczyć.
Zestaw muzeów polecanych w tej notce może wydawać się dziwny, ale istnieje między nimi związek.
Pierwsza z polecanek jest z Normandii. To malutkie muzeum, jedna sala plus podwórko, ale mają tam coś, co mają tylko nieliczne duże muzea na świecie, a w dwóch egzemplarzach obok siebie nie ma nikt inny.
Musée des Épaves Sous-Marines du Débarquement (Muzeum Podwodnych Wraków z Lądowania) jest prywatne, należy do firmy zajmującej się pracami podwodnymi. Część tych prac to wydobywanie z morza wraków przeszkadzających w żegludze. Muzeum znajduje się na skraju miejscowości Port-en-Bessin.
W sali muzeum jest wystawione trochę drobnego złomu wydobytego spod wody, a na podwórku stoją czołgi, między innymi dwa Shermany DD z okolic plaży Omaha. Firma wydobyła takie trzy, ale jeden poszedł do USA. Oczywiście stan czołgów po dobrych 40 latach leżenia w słonej wodzie nie jest rewelacyjny (są tam reklamy środka antykorozyjnego, którym pokryto wraki po wydobyciu, jest to Owatrol Rustol).
Sherman DD
Sherman DD
Sherman DD
Sherman DD
Ogólnie przy Lądowaniu Shermany DD nie popisały się za bardzo, bo do plaży dotarły tylko dwa z trzydziestu paru, ale w sumie nie była to wina konstruktora, tylko fala była zbyt wysoka, kilkukrotnie powyżej specyfikacji. I tak cud że chociaż te dwa dopłynęły.
Oprócz Shermanów DD mają tu inne czołgi - Shermana Dozer, Stuarta, haubicę Priest.
Sherman Dozer
Stuart M5A1
M7 Priest
I inny duży złom militarny.
Złom podwodny
Może i nie jest to taka atrakcja, żeby specjalne tam jechać z daleka, ale będąc w okolicy warto zobaczyć. Adres: Musée des Épaves Sous-Marines du Débarquement 26 Rte de Port, 14520 Commes, Francja
26, Route de Port, La Chenevière, Commes, Bayeux, Calvados, Normandia, Francja metropolitalna, 14520, Francja
Teraz druga polecanka: Central Garage. To jest muzeum (chociaż muzeum to raczej za dużo powiedziane - to jest po prostu parę pomieszczeń wystawowych, bez własnych zbiorów), o którym od lat wiedziałem, które jest blisko, ale nigdy nie było okazji go odwiedzić. Nawet kiedyś mieszkałem w okolicy a pracowałem z kilometr od tego miejsca w linii prostej, ale wtedy muzeum tam jeszcze nie było.
Przy wycieczce do Braun Sammlung wziąłem sobie broszurkę o aktualnych wystawach okresowych w muzeach w sporej okolicy, i przy Central Garage było napisane że mają wystawę o samochodach firmy Glas. Glas produkował między innymi Goggomobila, ale jeszcze też parę innych modeli, których nigdy nie widziałem ani nie miałem ich zdjęć. Wybrałem się więc.
Na miejscu okazało się, że wystawa jest całkiem, ale to całkiem inna: Była o samochodach angielskiej firmy Alvis. Broszurka o wystawach okresowych była wydrukowana w 2020, planowana była inna wystawa, z przyczyn pandemicznych wyszło inaczej.
Akurat angielskie samochody nie interesują mnie specjalnie, o firmie Alvis nawet dotąd nie słyszałem. W sumie samochody jak samochody, ale zauważyłem interesujące rozwiązanie techniczne: Większość tych samochodów miała typowe dla tamtego okresu resory piórowe. Oprócz tego miały one coś w rodzaju mechanicznego amortyzatora, a oko działającego na tarcie. Twardość zawieszenia można było ustawić dociągając albo popuszczając śrubę ściągającą elementy trące.
Alvis, model nieustalony
Jak to się wiąże z pierwszą polecanką? Z tablic na wystawie dowiedziałem się, że to właśnie jeden z głównych inżynierów firmy Alvis - Nicholas Straussler - wymyślił ten system przerobienia czołgu na pływający i opracował Shermana DD.
Central Garage jest w Bad Homburgu. Wstęp za darmo, proszą o co łaska na cel dobroczynny. Otwarte od środy do niedzieli 12:00 do 16:30, w święta zamknięte. Adres: Central Garage Niederstedter Weg 5 61348 Bad Homburg v.d.Höhe
Central Garage, 5, Niederstedter Weg, Berliner Siedlung/Gartenfeld, Bad Homburg vor der Höhe, Hochtaunuskreis, Hesja, 61348, Niemcy
Wreszcie nadszedł czas na relację z historycznych miejsc inwazji, to jest notka, którą zacząłem pisać w 2016. Zaczynamy od Pointe du Hoc.
Pointe du Hoc
Pointe du Hoc był kluczową pozycją niemiecką, której zdobycie miało być warunkiem do powodzenia inwazji. Jest to strategicznie położony, nieduży (ale dość wysoki) półwysep pomiędzy plażami Utah i Omaha. I oczywiście w takim miejscu rozlokowana była bateria dział mająca obie te plaże w zasięgu i dobrej widoczności. Atak na tą pozycję poszedł w pierwszym rzucie. Żeby nie przedłużać części historycznej: pozycja została zdobyta dość szybko (chociaż przy sporych stratach), ale na górze się okazało, że działa to atrapy. Bateria została przeniesiona do sąsiedniej miejscowości Maisy, bliższe informacje w dalszej części notki.
Pointe du Hoc - widok na plażę
Pointe du Hoc to miejsce jest historyczne pozostawione w historycznym stanie. Nie ma tam muzeum, wstęp jest bezpłatny (parkowanie też), postawiono tam tylko niezbyt duży pawilon w którym można zapoznać się z informacjami historycznymi. Również na zewnątrz możemy na tablicach zapoznać się z losami kilkunastu żołnierzy i oficerów biorących udział w szturmie.
Pointe du Hoc
Na terenie zostały nawet leje po bombach, a o to żeby nie zarósł on lasem starają się zatrudnione tam owce. Bunkry są praktycznie puste, sufity ich pokryte są jakimiś deskami wyglądającymi na spalone. No i oczywiście jest tam pomnik - zresztą cała okolica jest pełna pomników, w większości postawionych przez Amerykanów.
Pointe du Hoc - bunkier
Pointe du Hoc - bunkier
Zwiedzających jest sporo, z całego świata, mimo że wydawało by się, że to nic takiego. Kilka bunkrów i trochę trawy. Zajrzałem na aktualny Street View i widzę, że teraz jest inaczej niż na moich zdjęciach - wytyczono tam ogrodzone ścieżki dla turystów. Pewnie jakiś amerykański turysta wpadł do leja po bombie i procesował się o odszkodowanie.
Pointe du Hoc - lej po bombie
Pointe du Hoc - leje po bombach
Jednak jest to miejsce, w którym rozstrzygała się historia, i dlatego warto zobaczyć. Adresu to tam chyba nie ma, załączę mapkę.
Pointe du Hoc, Cricqueville-en-Bessin, Bayeux, Calvados, Normandia, Francja metropolitalna, 14450, Francja
A teraz Bateria Maisy. Położenie jej nie jest zbyt oczywiste - bateria na wzniesieniu, jak Pointe du Hoc, pozwala na bezpośrednią obserwację wyników strzelania, a ta jest położona jakiś kilometr od wybrzeża i na prawie płaskim terenie. Znaczy musiała mieć obserwatorów gdzieś w innych miejscach.
Baterie Maisy
Baterie Maisy
Budowa tej pozycji była ściśle tajna, a po wojnie miejsce to zostało opuszczone i zapomniane. Odkrył je ponownie w 2004 amerykański historyk-amator Gary Sterne, na podstawie ręcznie narysowanej mapki którą znalazł w kieszeni kupionego historycznego munduru. Sterne kupił teren baterii, i w 2006 otworzył tu muzeum.
Bateria Maisy jest, i owszem, interesująca, ale to raczej coś dla hardkorowych miłośników historii WWII i militariów. Na terenie znajduje się kilka bunkrów zbudowanych według standardowych, niemieckich projektów, bunkry są połączone siecią okopów, i to praktycznie wszystko. Przy wejściu stoi łódź desantowa, ale jest w złym stanie. Oprócz tego stoi tam parę dział, leży trochę historycznego złomu i jest baraczek z kasą i sklepikiem muzealnym. Czy warto zobaczyć, trzeba zdecydować samemu. Muzeum jest otwarte od początku kwietnia do końca września, ale generalnie cała okolica średnio nadaje się do zwiedzania w porze zimnej i mokrej.
Adres: Batterie Maisy 7 Les Perruques 14450 Grandcamp-Maisy
Batterie de Maisy, Route des Perruques, Résidence des Cyprès, Hameau Adam, Grandcamp-Maisy, Bayeux, Calvados, Normandia, Francja metropolitalna, 14450, Francja
Nadrobiłem mnóstwo zaległości, ale naprawdę duży blok jeszcze został: Normandia z roku 2016. Nie pamiętam już dlaczego nie zrobiłem tych notek wtedy (jedną nawet napisałem ale nie puściłem), ale na pewno jedną z przyczyn była ta, o której teraz napiszę.
To jest tak: Przy wizycie w Normandii chodziło oczywiście o Lądowanie i historyczne miejsca. Mieszkaliśmy w Grandcamp-Maisy (skąd widać La Pointe du Hoc na wschodzie i plażę Utah na zachodzie) i jeździliśmy po okolicy. No i zwiedzaliśmy niemal każde muzeum jakie spotkaliśmy. Nazbierało się ich przez te kilka dni aż dziesięć.
No i te muzea bardzo różne są. Niektóre są "porządne", z jakąś koncepcją, inne to po prostu składy rzeczy znalezionych. Tyle że w tej okolicy bardzo łatwo było znajdować rzeczy do wstawienia do muzeum wojskowego. A pewne z tych rzeczy leżały tylko w jednym miejscu, więc lokalny składzik rzeczy znalezionych miewa parę eksponatów, których nie ma nikt inny. Tyle że o tych trzech wyjątkowych rzeczach na krzyż wśród mnóstwa masówki nie za bardzo da się napisać sensownej notki. A od robienia notek z dwoma zdjęciami, dwoma zdaniami i adresem to mnie odrzuca, to jest poniżej moich standardów (nawet jak takie gdzieś na moim blogu znajdziecie 🙂 ).
Teraz pomysł mam taki: O tych "porządnych" muzeach zrobię osobne notki. A o tych "składzikach" będzie jedna czy dwie notki zbiorcze, albo będzie wspomniane przy tych porządnych.
Dzisiejsza notka to świeżynka w porównaniu, bo z zeszłego roku. Będzie o Louwman Muzeum w Hadze, wcześniej znanym jako Louwman Collection.
Jest to kolekcja starych samochodów założona przez osobę prywatną, biznesmena, i tu zaraz nasuwają się porównania z braćmi Schlumpf. Porównajmy więc.
Założyciel kolekcji, Pieter Louwman był holenderskim importerem i dystrybutorem samochodów firm Dodge i Chrysler. W roku 1934 kupił on sobie dwudziestoletniego Dodge'a, czyli zabytek z roku 1914, sprzed jakichś dwóch epok rozwoju motoryzacji. I tak zaczęło się jego nowe hobby.
Nie znajduję wiele o tym, jak kolekcja rozwijała się z biegiem czasu, wiem jednak że gdzieś tak od lat sześćdziesiątych kolekcją zajmuje się syn Pietera - Evert, holenderski importer marek Lexus, Toyota, Chrysler i Suzuki.
I to wszystko. Żadnych tajemnic, bankructw, ucieczek za granicę, kombinowania na podatkach (no chociaż kto ich tam wie?), batalii prawnych, kompulsji... Nuda, panie... Nie to co przy braciach Schlumpf.
Sama kolekcja też jest o wiele lepiej przemyślana i wybrana niż ta z Mulhouse. Bo powiedzmy sobie otwarcie: Po jaką cholerę mieć w kolekcji dwadzieścia takich samych wyścigówek, nawet jak są firmy Bugatti? Tutaj każdy z wystawionych samochodów jest albo w jakiś sposób pionierski lub oryginalny, albo naj* w czymśtam, albo jest niepowtarzalnie dziwaczny.
Na przykład najstarszy samochód w kolekcji - parowy czterokołowiec firmy De Dion, Bouton & Trépardoux z 1887. Przypominam, że Benz dostał patent na swój samochód zaledwie rok wcześniej - w 1886. W ogóle uważam przypisywanie wynalezienia samochodu Benzowi za niezupełnie słuszne, ale może kiedyś napiszę o tym osobną notkę.
Louwman Museum - De Dion-Bouton & Trepardoux Steam Quadricycle
Tutaj mamy jednego z pierwszych hybrydów - Armstrong Petrol-Electric Hybrid z 1896. Lohner-Porsche Mixte był dopiero parę lat później - w 1902. Ten Armstrong miał już elektryczny starter do silnika spalinowego, automatyczne sterowanie wyprzedzeniem zapłonu, elektrycznie sterowane sprzęgło, półautomatyczną skrzynię biegów i kierownicę zamiast powszechnego wtedy drążka sterowego.
Louwman Museum - Armstrong Petrol-Electric Hybrid
Dalej mamy pierwszy samochód z silnikiem sześciocylindrowym, jednocześnie pierwszy samochód spalinowy z napędem na cztery koła i z czterema kołami hamowanymi. I do tego miejscowy, holenderski - Spyker 60 HP z 1903.
Louwman Museum - Spyker 60 HP
A tutaj najstarsza Toyota jaka się zachowała - Toyoda AA z 1936. Ponieważ kupuję moje Toyoty w salonie, firma przysyła mi pisemka reklamowe i pamiętam że jak ten samochód znaleźli gdzieś na wschodzie rosji, to pół numeru o tym było.
Louwman Museum - Toyoda AA
Dla odmiany teraz parę dziwactw. To jest Sunbeam-Mabley Motor Sociable z 1901. Zdjęcie wymaga trochę wyjaśnień: Przód jest z lewej, tam gdzie silnik. Pojazd ma cztery koła, ale w bardzo nietypowym układzie - po jednym z przodu i z tyłu, oraz dwa na środku. Przednie i tylne koło są kierowane, napęd łańcuchem na koła środkowe. Kierowca siedzi z tyłu, na miejscu matki, i jest skierowany twarzą skosem w prawo. Pasażerowie siedzą przed kierowcą jeden twarzą skosem w lewo a drugi całkiem w lewo (a nawet w lewo do tyłu). To wszystko po to, żeby im było łatwiej gadać w czasie jazdy.
Louwman Museum - Sunbeam-Mabley Motor Sociable
Teraz inne dziwactwo - Curtiss Aerocar Land Yacht holowany przez Graham Blue Streak Coupe (1932). Samochód holujący jest prawie normalny, ma tylko dorobiony hak do naczepy, dziwactwem jest naczepa zrobiona przez firmę Curtiss, tak tę od samolotów. Naczepa miała wewnątrz biurko, lodówkę i spłukiwaną toaletę. Całość zażyczył sobie amerykański bankier Hugh McDonald żeby dojeżdżać tym do pracy.
Louwman Museum - Graham Blue Streak Coupe i Curtiss Aerocar Land Yacht
Następne dziwadło: Pegaso Z-102 Cúpula (1953). To był samochód prezydenta Dominikany Rafaela Trujillo.
Louwman Museum - Pegaso Z-102 Cúpula
Wydaje wam się że te Sunbeam trochę wcześniej był bardzo dziwaczny? Przebijam: Pininfarina X z 1960. Układ kół taki sam, ale odjazd o wiele większy.
Louwman Museum - Pininfarina X
I tak można o niemal każdym samochodzie z tego muzeum. Naprawdę warto zobaczyć - to najlepsza kolekcja samochodów jaką widziałem.
Adres: Louwman Museum Leidsestraatweg 57 2594BB Den Haag
Technoseum Mannheim liczy się do największych niemieckich muzeów techniki, a mimo to mam wrażenie, że jest mało znane. Może dlatego, że jest dość nowe - zostało otwarte dopiero w roku 1990.
Byliśmy tam już trzy razy, bo to jest najbliższe Frankfurtu duże muzeum ogólnotechniczne - tylko 85 kilometrów. Następne są Speyer (110 km) i Sinsheim (125 km), ale oba nie są ogólnotechniczne, tylko zorientowane na wszelkiego rodzaju pojazdy. A takie ogólnotechniczne lepiej nadaje się do pokazywania odwiedzającym nas młodym krewnym.
O muzeum dowiedziałem się gdzieś tak w połowie dwutysięcznych, z reklamy okresowej ekspozycji astronautycznej. Reklama była na pobliskim dworcu kolejowym. Zajechaliśmy tam po drodze na imprezę firmową w Austrii, wystawa była fajna, mieli tam wiele oryginałów, ale oczywiście zazwyczaj nie tych, które poleciały - na przykład prototyp Łunochoda do prób naziemnych. Tyle że nie dali na tej wystawie robić zdjęć.
Przy następnych wizytach nie było tak spektakularnych wystaw okresowych, ale ekspozycja stała jest wystarczająco ciekawa. Niestety moje zdjęcia są słabe i paru przydatnych do notki brakuje - muszę więcej myśleć o notkach przy następnych wizytach w różnych ciekawych miejscach.
Muzeum położone jest bardzo dogodnie - na skraju miasta, kilkaset metrów od autostrady A6, i ma duży parking. Zwiedzanie zaczynamy od najwyższego piętra, gdzie możemy robić różne doświadczenia. Drugie podobne miejsce jest na jednym z niższych poziomów. Owszem, to typowa rzecz w dzisiejszych muzeach techniki/centrach nauki, ale parę z dostępnych tu jest naprawdę fajne.
Mannheim i jego okolice to od bardzo dawna było centrum przemysłowe i muzeum w dużym stopniu zajmuje się historią okolicznej techniki. Na kolejnych poziomach wystawione są dawne maszyny włókiennicze, papiernicze, prądnice, parowozy itp.
Technoseum Mannheim
Technoseum Mannheim - Maszyna żakardowa
Technoseum Mannheim - Hanomag Komissbrot
Z ciekawostek, to na przykład można wsiąść na bicykl. Syn jako rowerofil musiał to zrobić, ale jeździć tym bicyklem oczywiście nie można, było by zbyt ryzykowne. Bicykl stoi na stojaku można wsiąść i pokręcić pedałami.
Technoseum Mannheim - Bicykl
Ogólnie jest trochę o historii rowerów, przecież Karl von Drais był z Karlsruhe, niezbyt daleko stąd.
Technoseum Mannheim - Laufrad Karla von Draisa (replika)
Jest też oczywiście spory dział z zabawkami technicznymi, również z komputerami domowymi i grami komputerowymi.
Technoseum Mannheim - Commodore 64
Najbardziej podobała mi się duża komora pęcherzykowa, tak z metr na metr, można gapić się na nią godzinami. Aż pomyślałem żeby sobie coś takiego sprawić (oczywiście nie taką dużą, bo gdzie to trzymać?). Posprawdzałem trochę, i nawet da się takie urządzenie kupić za rozsądną cenę, problem polega na tym, że do pracy potrzebuje to suchego lodu. Niby suchy lód też można kupić, ale spontaniczna zabawa nie wchodzi w rachubę - nie da się go kupić na zapas na dłuższy czas, trzeba albo w godzinach otwarcia firmy pojechać go kupić, albo z wyprzedzeniem zamówić z wysyłką. Czyli praktyka była by taka, że raz, góra dwa razy bym się pobawił, a potem by leżało w piwnicy. Więc lepiej dać sobie spokój.
Technoseum Mannheim - komora pęcherzykowa (słabo wyszło na zdjęciu)
Jak już jesteśmy przy Danii to jeszcze jedna rzecz, którą można by nazwać "muzeum techniki" - Lego House Billund. Właśnie przyszło mi do głowy, że w każdym muzeum ogólnotechnicznym jest dział z zabawkami technicznymi, najczęściej jest w nim i Lego, więc czemu by nie klasyfikować Lego House jako muzeum techniki?
Bardziej popularny jest oczywiście Legoland, ale Legoland to park rozrywki, rzecz której nigdy nie lubiłem, syn zresztą też nie, nawet jak był mały. Byliśmy kiedyś (dawno temu - 2008) w niemieckim Legolandzie, w Günzburgu, ale obu nam najbardziej podobał się tam sklep, w którym mieli części na sztuki i na wagę. Widziałem tam ludzi, którzy kupili nietani bilet do całego parku (rzędu 30 euro) tylko po to, żeby wejść do tego sklepu i się obkupić.
Legoland Günzburg - Römer we Frankfurcie jak żywy
Lego House nie ma nic wspólnego z "atrakcjami" parku rozrywki, dlatego był dla nas o wiele bardziej akceptowalny. Spoiler: Sklepu z częściami na sztuki tam nie ma.
Lego House mieści się w oryginalnym budynku nawiązującym kształtem oczywiście do klocków Lego.
Lego House Billund
Lego House Billund
Zacznijmy od samego muzeum firmowego. Zaczyna się od pierwszych produktów firmy, jeszcze całkowicie z drewna.
Lego House Billund - Pierwsze produkty firmy Lego
Dalej mamy patent na klocek Lego.
Lego House Billund - Patent na klocek Lego
A potem mnóstwo setów z różnych okresów rozwoju firmy.
Lego House Billund - Muzeum Lego
Dalej reszta ekspozycji. Jest tam spory dział z twórczością fanów Lego.
Lego House Billund - kreacje fanów Lego
Oraz wiele miejsc, gdzie można się pobawić, na przykład nakręcić film poklatkowy w scenografii z klocków, albo coś budować. Tyle że duże kolejki i trudno się dostać. A w ogóle to raczej coś dla dzieci w różnym wieku.
No i oczywiście klocki wszędzie.
Lego House Billund
Lego House Billund
Na koniec można pooglądać małą linię produkującą klocki (czerwone bricki 2x4) i pakującą je po 6 do woreczka (set 624210). Po zeskanowaniu biletu każdy zwiedzający dostaje taki set wraz z instrukcją złożenia z nich indywidualnej, niepowtarzalnej konstrukcji. Konstrukcja oczywiście nie ma sensu, ale naprawdę każdy ma inną.
Lego set 624210 - Lego House 6 Bricks
Adres: Lego House Ole Kirks Plads 1 7190 Billund, Dänemark
LEGO House, Ole Kirks Plads, Billund, Gmina Billund, 7190, Dania
Ta notka w porównaniu z poprzednimi jest prawie świeża - 2022. Muzeum też jest raczej mało znane i nie było go w naszym planie podróży - po drodze zobaczyliśmy reklamę i drogowskaz i ponieważ mieliśmy trochę czasu spontanicznie zdecydowaliśmy się na wizytę. Musieliśmy kawałek zjechać z trasy, tak z 10 kilometrów.
PanzerMuzeum East jest w Danii i jest prywatne, wystawiony jest tu sprzęt krajów Układu Warszawskiego. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to właścicielem jest jakiś emerytowany oficer, który za bezcen nakupił wschodniego sprzętu z demobilu. W sumie to raczej ciekawostka, specjalnie jechać nie ma co - lepiej odwiedzić na przykład Lešany. Ale jeżeli będziecie tamtędy przejeżdżać (droga z Kopenhagi w stronę mostu przez Wielki Bełt), to dlaczego by nie?
Panzermuseum East
W muzeum byliśmy już po ataku rosji na Ukrainę, i były tam już tabliczki informujące które z wystawionych modeli sprzętu uczestniczą w konflikcie.
Panzermuseum East
Mieli tam też sporo pojazdów służb pomocniczych, trochę innych niż w Lešanach.
Panzermuseum East - Star 66
Panzermuseum East - Honker
Oprócz tego była tam spora kolekcja enerdowskich mundurów i odznaczeń z różnych krajów.
Panzermuseum East - enerdowski magazyn mundurowy
Panzermuseum East - odznaczenia polskie
I jeszcze szczególna ciekawostka - w stojącym tam samolocie (akurat nie wschodnim, tylko brytyjskim - BAC 1-11) urządzona była mała sala kinowa i na sporym telewizorze leciał tam pierwszy odcinek "Czterech pancernych" w polskiej wersji językowej z napisami po angielsku.
Panzermuseum East - sala kinowa i "Czterej pancerni"
Czy naprawdę warto zobaczyć, trzeba zdecydować samemu.