Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to sie robi w Niemczech: PIT

Ponieważ w Niemczech termin złożenia zeznania podatkowego (przynajmniej dla zwykłego etatowca) mija 31 maja, to jest to dobry pretekst do napisania teraz notki o podatkach od wynagrodzeń. Ale znowu zastrzeżenie: niemiecki system podatkowy jest baaardzo skomplikowany (spotkałem się z opinią że najbardziej skomplikowany na świecie), więc proszę nie oczekiwać od tej notki kompletności i bezbłędności. Chodzi mi raczej o przedstawienie ogólnych zasad i idei.

Zacznijmy od dużej różnicy w stosunku do Polski: W Niemczech każdy podatnik należy do jednej z sześciu klas podatkowych (Lohnsteuerklasse) - w pewnym zakresie odpowiada ona polskiej koncepcji wspólnego rozliczania się małżonków. Tyle że jest to o wiele bardziej skomplikowane. I tak:

  • Klasę I mają osoby samotne
  • Klasę II mają osoby samotnie wychowujące dzieci
  • Klasę III mają osoby żonate/zamężne, których partner(-ka) nie pracuje albo zarabia bardzo mało i ma klasę V
  • Klasa IV jest dla obojga małżonków zarabiających podobnie.
  • Klasa V to brak zarobków lub bardzo niewielkie zarobki, przy partnerze/partnerce z klasą III.
  • Klasa VI jest dla drugiego i następnych stosunków pracy obowiązujących jednocześnie - bo wtedy nie liczy się wtedy sumy wolnej od opodatkowania, wykorzystanej już w pierwszym.

Od klasy podatkowej zależą różne kwoty wolne od opodatkowania.

No dobrze, ale na co płacimy, żeby z naszego brutto zostało netto?

  • Składkę na emeryturę. O tym już było.
  • Składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Też już było.
  • Składkę na ubezpieczenie bezrobotnych (Arbeitslosenversicherung). Stawka wynosi 3% od przychodu brutto do 67.200 euro rocznie, płacone solidarnie przez pracodawcę i pracobiorcę, z tego finansowane są wszelkie świadczenia dla bezrobotnych. Zasadniczo nie jest to ubezpieczenie sensu stricto, tylko rodzaj podatku.
  • Składkę na ubezpieczenie opiekuńcze (? - nie wiem jak to będzie po polsku, po niemiecku Pflegeversicherung). Jest to 1,95% od przychodu brutto do 45.900 euro rocznie, płacone solidarnie przez pracodawcę i pracobiorcę. Bezdzietni pracobiorcy którzy ukończyli 23 rok życia płacą dodatkowo 0,25%. Z tego finansowana jest opieka nad ludźmi upośledzonymi, co się przecież każdemu może zdarzyć. A im dłuższe życie tym większe prawdopodobieństwo.

Teraz przystępujemy do podatkowania. Najpierw odliczamy kwoty wolne od podatku, jest to 8004 euro na osobę rocznie + 1000 euro ryczałtem na zatrudnionego (chyba że udokumentuje że ma więcej wydatków związanych z pracą, wtedy więcej) i 7008 euro rocznie na każde dziecko.

Możemy jeszcze odliczyć sporo różnych rzeczy, na przykład składki członkowskie na partię, związek zawodowy albo stowarzyszenie zawodowe; datki na organizacje dobroczynne albo kościoły (tylko za poświadczeniem, stąd gdy kościoły zbierają na tacę na cel dobroczynny to większe datki wrzuca się w specjalnych kopertach na których trzeba napisać nazwisko i adres, poświadczenie przychodzi pocztą).

Ciekawsze jest odliczenie na dojazdy do pracy. Suma odliczenia nie jest zależna od środka komunikacji a tylko od odległości z domu do pracy. Można nawet chodzić na piechotę. Trzeba podać oba adresy, odległość i ilość dni w których się w pracy było. Stawka za kilometr odległości (liczy w jedną stronę, nie tam i z powrotem) to 30 centów. No i to wychodzą spore pieniądze do odliczenia, jak się ma daleko do pracy.

Ogólnie z kosztów związanych z pracą daleko od domu można odliczyć sporo. Częste tutaj jest pracowanie jako Wochenendheimfahrer - znaczy w tygodniu pracuje się gdzieś daleko a na weekend jedzie do domu. Wiąże się to z wynajmowaniem mieszkania i te koszty też można odliczać.

Jest też możliwość odliczania sobie kosztów pokoju do pracy we własnym mieszkaniu, ale tu Finanzamt jest bardzo krytyczny. Jest powiedziane że pokój ten ma być "centralnym punktem działalności zawodowej" i to trzeba dobrze udowodnić, bo jak nie to mogą być z odliczaniem problemy.

Jak już poodliczaliśmy, to liczymy podatek. I to jest dopiero skomplikowane, bo skala między progami nie jest liniowa. I leci to tak:

  • do 8.004 euro podatku się nie płaci.
  • między 8.005 a 13.469 euro płaci się stawkę liniowo rosnącą od 14% (przy dolnej granicy) do 24% (przy górnej granicy).
  • między 13.470 a 52.881 euro płaci się stawkę liniowo rosnącą (ale wolniej) od 24% do 42%

dalej między progami jest już liniowo.

  • od 52.882 do 250.770 - 42%
  • powyżej 250.731 - 45%

Najwyższą stawkę płaci 1,74 miliona podatników, czyli wcale niemało. A progresja nie jest jakaś zabójcza, bogacze spokojnie znieśliby więcej.

Ale to jeszcze nie koniec. Bierzemy teraz naliczoną sumę podatku, wyliczamy od niej 5,5% i pobieramy od podatnika dodatkowo jako Solidaritätszuschlag (dodatek solidarnościowy). Podatek ten pojawił się w 1991 roku i przeznaczony był na finansowanie zjednoczenia Niemiec. Dziwnym trafem środki z tego podatku przeznaczono też na zapłacenie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, taka solidarność z USA czy jak? Ile NRD-owskiego sprzętu przy tym napsuli... (Zdjęcie: Wikipedia)

Ciężarówka IFA zniszczona w pierwszej wojnie w zatoce perskiej

Ciężarówka IFA zniszczona w pierwszej wojnie w zatoce perskiej Źródło: Wikipedia

No i został jeszcze jeden składnik - podatek kościelny, oczywiście tylko dla podatników którzy zadeklarowali wyznanie. Tu, tak jak przy Solidaritätszuschlagu, bierzemy sumę naliczonego podatku, liczymy 8-9% (zależnie od landu), ewentualnie ograniczamy sumę od góry (też zależnie od landu) i pobieramy to od podatnika dodatkowo.

Wcześniej każdy pracujący otrzymywał co roku z urzędu meldunkowego kartę podatkową (Lohnsteuerkarte) z wpisaną klasa podatkową, mnożnikiem zwolnienia podatkowego na dzieci i wyznaniem (ze względu na podatek kościelny) i musiał tę kartę dostarczyć pracodawcy. Po zakończeniu roku dostawał tę kartę z powrotem z wpisanymi danymi o zarobkach, wpłaconych zaliczkach na podatki i ubezpieczenia itd. Kartę tę trzeba było dołączyć do zeznania podatkowego. Od pewnego czasu papierowe karty zlikwidowano i teraz istnieją tylko w formie elektronicznej. Rozliczenia na koniec roku też przychodzą jako wydruki z komputera z numerem identyfikacyjnym, który trzeba wpisać do zeznania podatkowego i wysyłanie tego papieru nie jest już potrzebne.

Niemiecka karta podatkowa, 2009

Niemiecka karta podatkowa, 2009

Przejdźmy teraz do zeznania podatkowego. Nie jestem na bieżąco z systemem polskim, ale zajrzałem do formularza w znalezionego w sieci i widzę że nic się nie zmieniło - w Polsce całe wykonanie obliczenia jest zrzucone na podatnika, a urzędnik zajmuje się tylko szukaniem gdzie jest źle i czy da się przywalić jakąś karę. W Niemczech jest inaczej - do zeznania wpisujemy tylko dane wyjściowe a całe obliczenie robi Urząd Skarbowy - od tego przecież jest i po to ma swoje komputery. W Polsce jak urzędnik jakiegoś odliczenia nie uzna to trzeba latać do urzędu, poprawiać zeznanie w mnóstwie miejsc (bo całe obliczenie przestaje się zgadzać) - tutaj jak mi raz czegoś nie uznali to urzędnik zadzwonił mnie o tym poinformować i zapytał czy będę składał odwołanie, bo jak nie to zaraz skończy i mi decyzję wyśle, a jak tak to żebym napisał i wysłał odpowiednie pismo a on się do tego czasu wstrzyma z dalszym obrabianiem mojego zeznania.

Dodatkowo w Niemczech jest zasada, że jeżeli w jakimkolwiek fragmencie zeznania coś może zostać uwzględnione na różne sposoby, to zawsze przyjmuje się ten najkorzystniejszy dla podatnika.

Logo Elsterformular

Logo Elsterformular Źródło: Wikipedia

Przejdźmy teraz do kwestii technicznych. Oczywiście można udać się do urzędu, wziąć druki, wypełnić je ręcznie i wysłać pocztą, ale jest też lepszy sposób. Ministerstwo Finansów udostępnia już od kilkunastu lat za darmo w sieci program do robienia zeznania podatkowego. Nazywa się on Elsterformular (Elster to sroka, ktoś miał trochę poczucia humoru) i jest całkiem fajny. Zawiera wszystkie formularze, wraz z objaśnieniami i potrafi w pewnym zakresie sprawdzić sensowność i kompletność wpisanych danych. Potrafi też z grubsza i niewiążąco policzyć ile będzie zwrotu/dopłaty i przetransmitować zeznanie przez sieć do urzędu. Standardowo trzeba posłać jeszcze pocztą skrócony wydruk na papierze i ewentualnie oryginały załączników, a jeżeli ma się podpis elektroniczny to tylko te załączniki. Program jest dostępny również na MacOS i Linuxa, ale niekoniecznie na wszystkie rodzaje podatków. Developerzy mogą skorzystać z modułu klienta transmisyjnego, stąd programy komercyjne również potrafią transmitować zeznania do urzędu. W 2011 już co czwarty podatnik składał zeznanie na drodze elektronicznej.

W handlu co roku pojawia się mnóstwo komercyjnych programów do robienia zeznania podatkowego, w cenach od pięciu do kilkudziesięciu euro. Na początku ze dwa razy coś takiego w kategorii 10-15 euro kupiłem, ale nie oferowały one jakoś znacząco więcej niż ten darmowy Elster, więc myślę że nie warto. No może wyjaśnienia były napisane mniej fachowym językiem, ale jak ktoś nie rozumie tych urzędowych opisów to wątpię żeby zrobił rozliczenie dobrze przy uproszczonych. A te droższe programy w cenie ponad 50 euro to już się w ogóle nie opłacają, przynajmniej dla jednego zeznania - doradcy podatkowi liczą sobie za zrobienie zeznania jakieś 80 euro (dane niekoniecznie aktualne).

System podatkowy w Niemczech jest może i bardzo skomplikowany, ale jakoś o wiele przyjaźniejszy dla podatnika niż w Polsce. Co oczywiście nie oznacza tolerancji dla kombinacji i oszustw podatkowych - wywalenie drzwi u podejrzanego o oszukiwanie żeby skontrolować dokumenty nie jest niczym niezwykłym (jednemu mojemu znajomemu Portugalczykowi mającemu firmę tak weszli, teściowa z Polski była w domu ale się bała otworzyć bo nie umiała po niemiecku). Ale oni szukają faktycznych przestępstw - zaniżania podatków, zatrudniania na czarno albo na śmieciówki (czyli zaniżania składek na ubezpieczenia społeczne) - a przy tym znają przepisy, natomiast z działalności w Polsce pamiętam kontrole skupiające się na szukaniu brakujących kodów pocztowych odbiorcy faktury (no karygodne uszczuplenie przychodów Państwa o 0 złotych 00 groszy, rozstrzelać!). Inna kontrola uważała, że koszty wizyty u klienta można wliczyć w koszty uzyskania przychodu tylko jeżeli wizyta bezpośrednio zakończyła się sprzedażą (bo jak nie ma przychodu to nie ma kosztów jego uzyskania - facepalm stopą). I pamiętam też kontrolę co nam przywaliła absolutnie niesłuszną wysoką karę, bezprawność jej potwierdził po paru latach sąd, Skarb Państwa zwrócił z odsetkami, ale to była już musztarda po obiedzie (Bye, bye, Bolanda). Ale pani urzędniczka swoją premię za wykrycie nieprawidłowości dostała a po wyroku nie musiała jej zwrócić. Może przez ostatnie paręnaście lat coś się zmieniło, ale nie sadzę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

18 komentarzy

W lesie miejskim drzewo ma oczy

Miałem już notkę o olewającym drzewie, ale to nie jedyny dowcip w lesie miejskim. Jest ich więcej, a wszystkie wymyślił satyryk Friedrich Karl Waechter. W innym miejscu drzewo ma oczy.

Struwwelpeter - drzewo w lesie miejskim, Frankfurt

Struwwelpeter - drzewo w lesie miejskim, Frankfurt

To akurat drzewo skojarzyło się Waechterowi z fryzurą Struwwelpetera - jednego z bohaterów XIX-wiecznej  książki dla dzieci autorstwa Heinricha Hofmanna, pochodzącego zresztą z Frankfurtu. Struwwelpeter nie dawał sobie obcinać włosów i paznokci. (Rysunek autorstwa samego Hofmanna)

Struwwelpeter

Heinrich Hoffmann - Struwwelpeter Źródło: Wikipedia

Książka ta składa się z wierszyków o dzieciach zachowujących się w jakiś sposób "źle" i ponoszących z tego powodu straszliwe kary, nierzadko krwawe. Dzieło to od początku było bardzo kontrowersyjne. Z jednej strony książka sprzedawała się w wielkich nakładach w wielu krajach, z drugiej była przedmiotem krytyki, przeróbek i parodii. Waechter w roku 1970 napisał swojego antyautorytarnego Anti-Struwwelpetera.

Co ciekawe, niektóre z tych "złych" zachowań są dziś klasyfikowane jako zaburzenia psychiczne, na przykład Zappelphillipp ma wyraźne ADHD.

Wróćmy do drzewa: "twarz" Struwwelpetera jest łatwiejsza do rozpoznania na zdjęciu, niż w naturze. Oczy zrobione są z plastikowych kul osadzonych na sprężynach spiralnych.

Struwwelpeter - drzewo w lesie miejskim, Frankfurt

Struwwelpeter - drzewo w lesie miejskim, Frankfurt


Schwanheim
Frankfurt nad Menem, Niemcy

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Na ulicy widziane: Różne DKW na bazie F9

Poprzednio omówiłem modele DKW oparte na oryginalnej linii nadwozia DKW F9, dziś pora na konstrukcje o innym nadwoziu, ale z tą samą ramą albo silnikiem co F9.

Zacznijmy od busa. DKW produkowało taki pojazd, zwany DKW-Schnellaster (to znaczy Schnell-laster - szybka ciężarówka, w niemieckim nie może być więcej niż dwie takie same litery pod rząd, już trzecią się pomija) od roku 1949, jednak początkowo z silnikiem od F8 (czyli trabantowym). Wartburgowy silnik od F9 montowano w nim w latach 1955-1962. Była to bardzo nowatorska konstrukcja - bez "nosa", z sinikiem ustawionym poprzecznie, napędem na przód i niską podłogą. Samochód ten był bardzo popularny i ceniony - dzięki niskiej podłodze i dużym drzwiom tylnym można było sporo do niego załadować, na przykład wchodziło do niego bez problemu pianino. Jego design był podobno uważany za świetny, ja uważam to za brzydactwo - ale taki był styl tych czasów. Silnik od F8 był sporo za słaby do tego zastosowania, z tym od F9 już uszło.

DKW Schnellaster

DKW Schnellaster

Samochód ten produkowano również w fabryce w Hiszpanii, tam go trochę zmodyfikowano i w latach 1963-1965 dostarczano je na rynek niemiecki jako DKW F1000 L Imosa. O zdjęcie oryginału bardzo trudno, znajduję tylko zdjęcia zabawek, a takie to mam i swoje.

DKW F 1000 L Imosa (model)

DKW F 1000 L Imosa (model)

W 1965 DKW kupił Volkswagen, ale ponieważ miał swoje samochody dostawcze i to czterosuwowe, to zostawił tę fabrykę Mercedesowi, który był wcześniej głównym właścicielem DKW. Mercedes po pewnym czasie zarządził zmianę silnika na diesla, ale nie udało mi się znaleźć danych kiedy to się stało (między 1965 a 1975, sprzeczne dane). W każdym razie w Hiszpanii podobno na busa do dziś mówi się potocznie "DKW". A z tej Imosy z dieslem w 1981 zrobił się Mercedes MB100.

Oprócz tego, Schnellastera z dwusuwem produkowano na licencji w Argentynie, i to od 1960 aż do 1979!

NRD-owskim odpowiednikiem tej konstrukcji był oczywiście Barkas (1961).

Dalej mamy terenówkę - w NRD takiej konstrukcji nie było, były tylko "terenowe" Trabanty, ale nie o tej linii tu mówimy. Terenówka nazywała się DKW Munga (Mehrzweck-Universal-Geländewagen mit Allradantrieb - Wielozadaniowy, uniwersalny samochód terenowy z napędem na wszystkie koła) i była produkowana w latach 1956-1968. DKW wygrało przetarg rozpisany przez wojsko, wyprzedzając Borgwarda (Goliath Jagdwagen Typ 31, zresztą też dwusów, ale psuł się na potęgę) i Porsche (Typ 597, oczywiście z czterosuwowym, czterocylindrowym boxerem chłodzonym powietrzem, umieszczonym z tyłu), ale samochody te nie były lubiane przez żołnierzy. Silnik był trochę za słaby i awaryjny, a przy jeździe w kolumnie wdychanie spalin pojazdów jadących z przodu nie należało do przyjemności.

DKW Munga, Niemcy, 1956-1968

DKW Munga, Niemcy, 1956-1968

 

DKW Munga, Niemcy, 1956-1968

DKW Munga, Niemcy, 1956-1968

Teraz zajmiemy się samochodami sportowymi, po stronie NRD-owskiej występuje tu Melkus RS-1000 (1969). I bije na głowę DKW 3=6 Monza (1956-1958). No ale porównanie nie jest uczciwe, Monza to było po prostu nowe, lekkie, laminatowe nadwozie do F93 z seryjnym silnikiem, a Melkus był całkiem nową konstrukcją, od razu zaprojektowaną do sportów motorowych i mocno podpimpowaną. I do tego 12 lat późniejszą. Zaliczyć możemy jeszcze NRD-owcom Wartburga 313 i ten był porównywalny. A nawet znacznie ładniejszy.

Moje zdjęcia mam tylko zabawki - Monzy nie mają nawet w Audi Museum. Musi wystarczyć.

DKW 3=6 Monza (model)

DKW 3=6 Monza (model)

Monza była produkowana przez firmę zewnętrzną, niezależną od DKW i w momencie kiedy DKW wypuściło własny model sportowy (Auto Union 1000 Sp (1958-1965)), to odmówiło dostaw części do Monzy i jej produkcja musiała zostać zakończona.

Auto Union 1000 Sp Roadster, Niemcy, 1958-1965

Auto Union 1000 Sp Roadster, Niemcy, 1958-1965

 

Auto Union 1000 Sp Roadster, Niemcy, 1958-1965

Auto Union 1000 Sp Roadster, Niemcy, 1958-1965

Przy tym 1000 Sp łatwo zauważyć inspirację (inspirację, ale eufemizm) Fordem Thunderbirdem 1955-1957.

Ford Thunderbird 1955-1957

Ford Thunderbird 1955-1957 Źródło: Wikipedia Autor: Nminow

Tyle że prawdziwy Thunderbird miał silnik V8 4,8l i 200 KM - dwusuwowy AU 1000 SP to był Thunderbird dla ubogich.

Auto Union 1000 Sp Coupé, Niemcy, 1958-1965

Auto Union 1000 Sp Coupé, Niemcy, 1958-1965

Wracamy do normalnych osobówek. W latach 1959-1963 produkowane były modele DKW Junior i Junior de Luxe. Miały one nowocześnie wyglądające nadwozia z właśnie wchodzącymi w Europie w modę płetwami ogonowymi i zmniejszone silniki wywodzące się od tego z F9. Ich nadwozia nadal były osadzone na ramie podwozia. F9 i pochodne były to samochody klasy średniej, natomiast te modele były pomyślane jako konkurencja dla mniejszych samochodów, na przykład dla VW Garbusa i sprzedawały się nieźle.

DKW Junior

DKW Junior

DKW Junior

DKW Junior

W latach 1963 do 1965 produkowano ulepszone wersje tej konstrukcji o oznaczeniach F11 i F12. Ale czas dwusuwów powoli się już kończył.

DKW F12 Roadster, Niemcy, 1964

DKW F12 Roadster, Niemcy, 1964

 

DKW F12 Roadster, Niemcy, 1964

DKW F12 Roadster, Niemcy, 1964

W 1963 DKW pokazało ostatni model pod tą nazwą - DKW F102. Była to już nowa, nowoczesna konstrukcja z nadwoziem samonośnym, jedyne co zostało z F9 to był silnik, ale i ten został mocno zmodyfikowany, między innymi powiększony do 1200 cm3. Ale to niespecjalnie wyszło - linia samochodu była zbyt nowoczesna dla tradycjonalistycznie nastawionych klientów kupujących poprzednie DKW klasy średniej, a tych bardziej postępowych zniechęcał silnik dwusuwowy. A modyfikacja silnika polegała na rozdzieleniu oleju i paliwa - żeby nie trzeba było tankować mieszanki. Tyle że system podawania oleju zawodził w niskich temperaturach (olej gęstniał, w tamtych czasach oleje silnikowe miały problem z temperaturą, stosowano wtedy inny olej na lato a inny na zimę) i silniki się od tego zacierały.

DKW F-102

DKW F-102

DKW F-102

DKW F-102

W roku 1965 część Auto Union zajmująca się osobówkami została kupiona przez Volkswagena i nowy właściciel zarządził natychmiastowe zaprzestanie produkcji dwusuwów. Ale szkoda było ogólnie niezłej konstrukcji F102, więc zamontowano do niej silnik czterosuwowy, nieco zmodyfikowano wygląd przodu i wyszedł z tego samochód prawie nie do poznania. Nazwano go Audi (nazwa nie używana od wojny, ale zakupione Auto Union miało do niej prawa), wewnętrzne oznaczenie F103.

Audi 60L ( F103)

Audi 60L ( F103)

 

Audi 60L ( F103)

Audi 60L ( F103)

I to był ostateczny koniec linii DKW F9, ale jeszcze nie koniec dwusuwów w RFN. Tyle że w mniejszych samochodach - Goggomobila TS z dwusuwem produkowano do roku 1969.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , , , , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

9 komentarzy

Las Miejski: Jelonek rogacz (Lucanus cervus)

Sam skraj lasu miejskiego, już prawie wśród budynków, a po ścieżce chodzi sobie jelonek rogacz. W Polsce nie widziałem jelonka ani razu, Wikipedia twierdzi, że jest ich w całym kraju tylko około tysiąca.

Jelonek rogacz

Jelonek rogacz

Zdjęcia trochę słabe, bo już ciemnawo było. Żeby była skala położyłem obok pudełko od filtra o wymiarach 68x68 mm.

Jelonek rogacz

Jelonek rogacz

Tutaj pod budowę nowego pasa na lotnisku wycięli kawał lasu w którym jelonki żyły. Podobno przenieśli zbutwiałe drzewa, w których mogły być larwy jelonków do innych części lasu miejskiego. Może ten jest z wysiedleńców?

Jelonek rogacz

Jelonek rogacz

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Na ulicy widziane: Od DKW F89 do Auto Union 1000

Już od dawno chciałem opisać rozwój samochodów wywodzących się z DKW F9, ale po stronie zachodniej granicy systemów. Niestety brakuje mi trochę zdjęć, więc będę się musiał podpierać zdjęciami z sieci.

Przypominam, że DKW F9 zostało opracowane krótko przed wojną i miało być wprowadzone do produkcji w roku 1940. Tymczasem wybuchła wojna i nikt nie miał głowy do produkowania osobówek. Projekt przeleżał się trochę i został w 1950 roku wyciągnięty z szuflady w NRD. Uruchomiono tam jego produkcję pod nazwą IFA F9.

IFA F9 (EMW 309), NRD, 1950-1956

IFA F9 (EMW 309), NRD, 1950-1956

 

W części zachodniej też mieli szufladę z tym samym projektem, i w tym samym czasie też ją otwarli. Ale jakoś mieli tam problem z trzycylindrowym silnikiem tego samochodu, nie udało mi się dotąd dowiedzieć dlaczego właściwie. W każdym razie pierwszy zachodni model oparty na DKW F9 miał dwucylindrowy, dwusuwowy silnik od DKW F8, z grubsza ten sam co potem w Trabantach. Model ten nazywał się DKW Meisterklasse F8-9 (silnik od 8, nadwozie od 9). Od IFY F9 różnił się tylko silnikiem i atrapą. (Zdjęcie mi trochę nie wyszło).

DKW F89

DKW F8-9

W 1953 uruchomiono jednak produkcję silnika trzycylindrowego, nowy model DKW z tym silnikiem  nosił nazwę DKW Sonderklasse F9-1 (model 9 wariant 1).

DKW F91

DKW F91

W 1955 pojawił się nieco powiększony model DKW F93, zwany również 3=6. W tym oznaczeniu producent sugerował, że trzy cylindry dwusuwa są jak sześć cylindrów czterosuwa. Trochę racji w tym miał.

DKW F93 (3=6), Niemcy, 1955-1959

DKW F93 (3=6), Niemcy, 1955-1959

 

DKW F93 (3=6), Niemcy, 1955-1959

DKW F93 (3=6), Niemcy, 1955-1959

Tu synchronizujemy zegarki -  tym momencie (1956) NRD-owcy wypuszczają Wartburga 311, jednak dwie klasy ładniejszego od tych DKW. Proszę porównać tylne błotniki - Wartburga i DKW - prawie identyczne. Podobieństw znajdzie się więcej.

Wartburg 311/0, NRD, 1956-1965

Wartburg 311/0, NRD, 1956-1965

W 1957 DKW wypuszcza nieco poprawioną wersję F93 zwaną F94, w 1958 przemianowaną na Auto Union 1000 i produkowaną do roku 1963. Zmiana nazwy wiąże się ze zmianami własnościowymi w Auto Union ale temat jest tak skomplikowany, że nigdy nie udało mi się przez niego przebrnąć. W związku z tym notki o tym nie będzie.

I był to ostatni model z nadwoziem wywodzącym się z linii F9. Ale wcale nie ostatni z tym silnikiem.

Auto Union 1000S, Niemcy, 1958-1963

Auto Union 1000S, Niemcy, 1958-1963

 

Auto Union 1000S

Auto Union 1000S

Może podsumowanie: DKW F9 miało w 1940 rewelacyjny współczynnik oporu powietrza i było bardzo nowoczesne, ale w końcu lat 50-tych to już wyglądało archaicznie. A moim zdaniem najładniejsze było w wersji NRD-owskiej. Konstrukcja miała potencjał - na razie omówiłem tylko oryginalną linię nadwoziową, ale budowano na bazie tego silnika i podwozia wszystko co się dało - patrz hasła Barkas i Melkus. Wartburg 353 też był rozwinięciem F9.

Inne konstrukcje zachodnie z silnikiem od F9 omówię w jednej  kolejnych notek, planuję również ładny timeline Ost/West dla porównana.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

4 komentarze

Jak to się robi w Niemczech: Umowy śmieciowe i wyzysk pracowników

Niemcy są krajem socjalnej gospodarki rynkowej z silnymi związkami zawodowymi i mocnym prawem pracy, co oczywiście nie znaczy że wyzysk pracowników tu nie istnieje. O związkach zawodowych (szczególnie w kontekście dyskusji u WO na temat związku zawodowego programistów) przewiduję osobną notkę, dziś w charakterze wstępu do niej o wyzysku.

Podobnie jak w Polsce, istnieje oczywiście w Niemczech tendencja żeby zastępować etaty umowami/zleceniami albo o dzieło. Nie jest to jednak dla pracodawcy proste. Ustawodawca walczy z tym zjawiskiem (zwanym Scheinselbstständigkeit - pozorna samodzielność). Wygląda to tak, że pracownik z taką umową może zwrócić się z tym do sądu i jeżeli faktycznie wygląda to na umowę śmieciową to sąd nakaże zmienić ją na etat. Oczywiście to jest słaby mechanizm - kto zaryzykuje późniejsze zwolnienie albo szykany - ale jest też inny. Zauważmy, że osoba prowadząca działalność gospodarczą nie ma obowiązku odprowadzania składek na ubezpieczenia społeczne. W związku z tym ustawodawca traktuje pozorną samodzielność jako pracę na czarno, i jako taką law enforcement ściga ją również bez wniosku ze strony pracobiorcy. No i to już jest porządny bat. Jeżeli coś takiego się wykryje, to nie tylko będą dla pracodawcy kary, ale też będzie on musiał zapłacić zaległe składki na emeryturę i to obie jej części (znaczy i pracodawcy i pracobiorcy), do 30 lat wstecz. Bat jest chwilami nawet zbyt porządny - bywa że prawdziwy freelancer musi się bronić przed przymuszaniem go do etatu, bo ktoś się dopatrzył że on przez dłuższy czas robił projekt tylko dla jednego klienta siedząc u niego w biurze i to wygląda jak Scheinselbstständigkeit. Skala problemu jest trudna do oszacowania, ale nie jest porażająca - dotyczy to prawdopodobnie paruset tysięcy osób.

To wszystko nie znaczy jednak, że w Niemczech umowy śmieciowe nie sa problemem - są, ale nie w tak prymitywnym wydaniu. Umowy śmieciowe robi się w Niemczech inaczej. Służą do tego firmy od pracy tymczasowej (Zeitarbeitunternehmen).

Zjawisko Zeitarbeit nie jest jednorodne i nie można potępiać go w czambuł. Dla mnie na przykład zatrudnienie w firmie tego typu jest korzystne - jest to forma pośrednia między etatem a freelancingiem. Z jednej strony mam prawdziwy etat - z ubezpieczeniami, urlopem itd., z drugiej strony nie jestem związany z jednym miejscem pracy, a jeżeli chcę (lub muszę, bo na przykład projekt się skończył)  robić coś innego to szukaniem zajmuje się firma w której mam ten etat. Firma bierze też na siebie jakby chwilowo nic dla mnie do roboty nie było. Tak samo nie muszę się martwić całą biurokracją. Firma bierze oczywiście za to swoją dolę - ale to też jej zmartwienie ile wynegocjuje z klientem, ja mam zagwarantowaną sumę i już. Do tego gdy na przykład u klienta próbują zarządzić pracę w sobotę, to ja po prostu oznajmiam że mają porozmawiać o tym z moim szefem z mojej firmy i mam to gdzieś, bo sprawa upada natychmiast i bez żadnego rozmawiania.

Ale na niższych stanowiskach nie wygląda to już tak różowo. Ludzie miewają umowy, że dostają płacę tylko gdy pracują (a pracują tylko chwilami), muszą robić raz tu, raz tam (i nie mogą odmówić), dostają najczęściej mniej niż etatowi na tym samym stanowisku (bo klient ma na przykład zakładowy układ taryfowy, a pracownicy z zewnątrz mu nie podlegają), itd. itd. Strajkowanie i protestowanie jest dla takich pracowników bardzo utrudnione - bo firma gdzie faktycznie pracują zasadniczo nie jest stroną w konflikcie. Powszechne jest, zwłaszcza w szpitalach i domach starców, przemieszczanie personelu z firmy macierzystej do specjalnie założonej agencji pracy tymczasowej. Za marchewkę robi wówczas lekka podwyżka stawki godzinowej, ale inne warunki robią się wyraźnie gorsze.

Skala takich rozwiązań nie jest znowu aż taka olbrzymia, dotyczy to około miliona ludzi, z czego spora część to jednak fachowcy którym ten tryb odpowiada, a gdyby nie odpowiadał to bez większego problemu by pracodawcę zmienili.

Znacznie większym problemem niż umowy śmieciowe i Zeitarbeit jest w Niemczech forma zatrudnienia zwana potocznie 400-Euro-Job albo 400-Euro-Basis. Polega to na tym, że można zatrudnić pracownika płacąc mu do 400 Euro brutto miesięcznie. Pracobiorca nie płaci od tego podatku, składek na ubezpieczenia społeczne i tylko niewielki ryczałt na ubezpieczenie zdrowotne (ale tylko jeżeli ma jeden taki job, przy dwóch i więcej równolegle składki i podatki trzeba płacić). Pracodawca płaci trochę różnych składek, opłat i podatków, ale i tak wychodzi mu to znacznie taniej niż zatrudnianie na etacie. Kiedyś istniało w tym trybie ograniczenie do 15 godzin pracy tygodniowo, ale teraz tego już nie ma.

Pomyślane to było jako możliwość dorobienia sobie, bez zbędnej biurokracji i opłat. I rzeczywiście, dla studenta roznoszącego reklamy żeby sobie dorobić do stypendium to byłoby OK. Ale pracodawcy nie są w ciemię bici i wolą zatrudnić parę osób na ten 400-Euro-Job niż jednego etatowca. Trudno na przykład znaleźć inną ofertę pracy w sklepie niż na te 400 euro. I na takie umowy pracuje w tej chwili coś koło 7,5 miliona ludzi, to po prostu tragedia.

Ogloszenie o pracy na 400-Euro-Job

Ogloszenie o pracy na 400-Euro-Job

Ale można być dymanym jeszcze bardziej. Jest też coś takiego jak 1-Euro-Job. To euro to stawka za godzinę. Formalnie rzecz biorąc to nie jest płaca, tylko ryczałtowy zwrot kosztów, na przykład dojazdu do pracy. Czyli w zasadzie jest to praca za darmo, i to w wymiarze 20-30 godzin tygodniowo. Rzecz może nie jest masowa, bo dotyczy tylko bezrobotnych którzy w ten sposób mają zdobyć doświadczenie, mieć coś w CV i w ten sposób zdobyć normalna pracę. Kieruje do tego urząd pracy, są sytuacje że nie da się odmówić bez utraty zasiłku. W praktyce oczywiście pracodawca dyma takich pracowników na maksa, a przy ich pomocy również wszystkich innych, nawet tych na normalnych etatach.

Można też pracować całkiem za darmo - jest sporo ofert dotyczących wolontariatu. Ale tu od razu wiadomo, że nie da się oprzeć modelu biznesowego na pracy wolontariuszy - są to raczej oferty różnych stowarzyszeń szukających w ten sposób współpracowników. Inna kategorią są domy starców proponujące obcokrajowcom uczącym się dopiero niemieckiego rozmowy z pensjonariuszami, albo studentom prowadzenie ze staruszkami jakichś zajęć. Natomiast instytucje kulturalne szukają w ten sposób hobbystów do pomocy.

No i oczywiście można też być dymanym w różny sposób na etacie. Ale tutaj pracownicy mają więcej możliwości obrony. O tym napiszę wkrótce w osobnej notce.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

6 komentarzy

Blockupy Frankfurt

Od wczoraj do soboty różni lewicowi aktywiści robią we Frankfurcie Europejskie Dni Akcji Blockupy Frankfurt. W planie mieli dużo różnych akcji, w rodzaju blokady Europejskiego Banku Centralnego i innych banków, czy generalnego blokowania i robienia zadymy. (Obrazek z ich strony, tylko dlaczego go poprawnie przyciąć nie umieją?)

Ogłoszenie Blockupy Frankfurt

Ogłoszenie Blockupy Frankfurt Żródło

Miasto nie udzieliło zgody na większość z tych akcji, organizatorzy odwołali się do sądu, ale sąd potwierdził zakaz. Mimo to coś się dzieje. Na Römerze demonstrują przed ratuszem, rządek policjantów broni dostępu do środka. W ratuszu jest też Urząd Stanu Cywilnego - pary które planowały w tych dniach ślub musiały się przenieść do innego urzędu.

Blockupy Frankfurt

Blockupy Frankfurt

 Wśród uczestników demonstracji dominuje młodzież, widać trochę aktywistów różnych związków zawodowych i od Die Linken. Kręci się te sporo ludzi wyglądających na zadymiarzy.

Blockupy Frankfurt

Blockupy Frankfurt

 

Blockupy Frankfurt

Blockupy Frankfurt

 Ponieważ akcja skierowana jest przede wszystkim przeciwko bankom, policja blokuje sporą część śródmieścia, tam gdzie banki są. Usunięto obóz Occupy Frankfurt. O tym że do zadym może dojść świadczy fakt, że w ostatnich dniach mieszkańcy śródmieścia znaleźli w skrzynkach pocztowych pisma niby z FES (miejskiej firmy od śmieci) żeby wystawić akurat w piątek swój Sperrmüll. Chodzi oczywiście o to, żeby na barykady było.

Wygląda na to, że policjantów jest więcej niż protestujących.

Blockupy Frankfurt - samochody policji

Blockupy Frankfurt - samochody policji

Niektóre sklepy w zagrożonej okolicy na wszelki wypadek zabiły szyby dechami i w piątek będą miały zamknięte.

Blockupy Frankfurt - zabezpieczone wystawy sklepów

Blockupy Frankfurt - zabezpieczone wystawy sklepów

 

Blockupy Frankfurt - zabezpieczone wystawy sklepów

Blockupy Frankfurt - zabezpieczone wystawy sklepów

Termin akcji blokowania banków jest bardzo marnie wybrany. Dziś jest święto (Christi Himmelsfart), na piątek większość ludzi bierze urlop i w tych bankach prawie nikogo nie będzie. Zarządy banków zaleciły pracownikom którzy jednak w piątek do pracy przyjdą, żeby przyszli "po cywilnemu", czyli bez garniturów.

Blockupy Frankfurt - zablokowane przez policję dojście do banków

Blockupy Frankfurt - zablokowane przez policję dojście do banków

 

Blockupy Frankfurt - zablokowane przez policję dojście do banków

Blockupy Frankfurt - zablokowane przez policję dojście do banków

 

Blockupy Frankfurt - zablokowane przez policję dojście Europejskiego Banku Centralnego

Blockupy Frankfurt - zablokowane przez policję dojście Europejskiego Banku Centralnego

Jak już pisałem w notce o Occupy, akcję uważam za bezsensowną, banki to zły adres. Idźcie z tym do polityków.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

3 komentarze

Dzień otwartych drzwi w Deutscher Wetterdienst

Kiedyś już wspominałem, że mam tu pod bokiem, w Offenbachu, centralę Deutscher Wetterdienst, czyli na nasze Instytutu Meteorologii. Nawet przez parę lat pracowałem o rzut beretem od tego budynku. W tym czasie oni zdążyli go zburzyć i zbudować całkiem od nowa, bo im się komputery przestały mieścić. Wczoraj był tam dzień otwartych drzwi, więc postanowiłem zobaczyć ich sprzęt.

Deutscher Wetterdienst Offenbach - logo

Deutscher Wetterdienst Offenbach - logo

Deutsches Wetterdienst (DWD) kontynuuje tradycje założonego w roku 1847 Pruskiego Instytutu Meteorologicznego (Preusisches Meteorologisches Institut) w Berlinie. Pod obecną nazwą powstał w roku 1952, a centralę w Offenbachu zbudowano w latach 1955-1957.

Deutscher Wetterdienst Offenbach

Deutscher Wetterdienst Offenbach

Na dniu otwartym pokazywali sprzęt pomiarowy, dawny i aktualny, trochę różnych zabytków typu telemetrii lampowej do balonów meteorologicznych, zapisy pogody sprzed 100 lat itp.

Deutscher Wetterdienst Offenbach

Deutscher Wetterdienst Offenbach


Deutscher Wetterdienst Offenbach - heliograf

Deutscher Wetterdienst Offenbach - heliograf

Ja zapisałem się na Führung po centrum obliczeniowym - nie było to łatwe, bo co pół godziny wchodziło  po ok. 30 osób, po kartę wstępu trzeba było się ustawić godzinę wcześniej z odpowiednim wyczuciem momentu. Führung nie był niestety zbyt dobry, tylko opowiadali i pokazywali film. Rzecz odbywała się w sali kontrolerów, nie różni się ona od zwykłego biura.

Deutscher Wetterdienst Offenbach - stanowisko kontrolne superkomputera NEC SX-9

Deutscher Wetterdienst Offenbach - stanowisko kontrolne superkomputera NEC SX-9

Do sali z komputerami można było tylko zajrzeć przez szklane drzwi. Z wprowadzaniem wycieczek byłoby chyba trudno, ba na drzwiach było oznaczenie żeby wchodzić tylko ze środkami ochrony słuchu. Ale sprzętu mają tam trochę: Dwa superkomputery wektorowe NEC SX-9 po 480 procesorów każdy.

Deutscher Wetterdienst Offenbach - superkomputer NEC SX-9

Deutscher Wetterdienst Offenbach - superkomputer NEC SX-9

Procesorów chyba stale dokładają, bo w prospektach wydrukowanych w 2010 mowa jest o 224. W maksymalnej konfiguracji z 512 procesorami w momencie wejścia na rynek (2008) byłby to najszybszy komputer na świecie. Chodzi to na wariancie Unixa. Na zdjęciu: Procesor do superkomputera. Znaczy procesor to jest ta płytka na wierzchu, reszta to radiator.

Deutscher Wetterdienst Offenbach - procesor superkomputera NEC SX-9

Deutscher Wetterdienst Offenbach - procesor superkomputera NEC SX-9

Oprócz tego mają dwa komputery skalarne SUN X4600, do sterowania tamtymi, developmentu i testowania, też po 480 procesorów każdy. Te wywodzą się z pecetów - mają intelowskie procesory i chodzą na SuSe Linuksie. Do tego jeszcze cztery serwery bazodanowe SGI Altix 4700 po 96 procesorów każdy, razem 1125 TiB (też na SuSe).

Bierze ten sprzęt 2 MW mocy, jak to przy takich wymogach pracy ciągłej jest oczywiście generator zasilania awaryjnego zbuforowany kołem zamachowym. Generator potrzebuje 15 sekund na rozruch i 15 na synchronizację, wyobraziłem sobie koło zamachowe oddające 2MW (+ straty na generatorze) przez 30 sekund i wyszło mi duże.

Wszystko to po to, żeby liczyć prognozę pogody dla całej Ziemi - jest to jedno z 10 centrów na świecie liczących prognozy globalne. W każdym cyklu obliczeń liczą według dziesięciu różnych modeli.

To wszystko jest finansowane z budżetu państwa - podpada to pod ministerstwo komunikacji, a 10% wydatków finansuje wojsko. W zamian wojsko dostaje 10% czasu komputerów i może sobie liczyć na tym co chce. Wpływy ze sprzedaży prognoz nie lądują na koncie Wetterdienstu, tylko idą do budżetu państwa.

Frankfurter Strasse
Offenbach am Main
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Ciekawostki

4 komentarze

Kolejka linowa na wodę

EDIT: Dlaczego mnie nie dziwi, że ktoś podlinkował moją notkę jako przykład pojazdu na wodę? Przecież nawet napisałem coś o tym, ale może jeszcze raz DUŻYMI LITERAMI:

Uwaga niedorozwinięci technicznie:

Ta kolejka tak naprawdę to jest na prąd!

 Korzystając z przedłużonego, majowego weekendu i ładnej pogody wybrałem się z rodziną do Wiesbaden przejechać się kolejką linową. Ale nie wiszącą, tylko jeżdżącą po torach jak ta na Gubałówkę - czyli linowo-terenową, zwaną Nerobergbahn.

Konstrukcja ta jest o tyle ciekawa, że do napędu wagoników używa wody. Tu od razu umieszczę zastrzeżenie, żeby ktoś niedorozwinięty technicznie nie podlinkował mojej notki jako przykładu działającego pojazdu na wodę: W ostatecznym rozrachunku kolejka jest napędzana elektrycznie, a kiedyś była parą, woda jest tylko nośnikiem energii.

Nerobergbahn uruchomiono w roku 1888. Jak to kolejka linowo-terenowa ma ona dwa wagoniki jeżdżące po częściowo wspólnym torze o z grubsza stałym nachyleniu. Wagoniki połączone są liną, przełożoną przez koło linowe na górnej stacji. Tor ma trzy szyny, z których środkowa jest używana przez oba wagoniki. Oprócz tego na środku każdego z (jak to nazwać? Bo torem nazwałem już całość, ale niech będzie) torów umieszczona jest dodatkowa szyna zębata służąca do hamowania. No i oczywiście w połowie długości toru musi być mijanka. Dzięki użyciu trzech szyn mijanka nie potrzebuje skomplikowanych technicznie i drogich w utrzymaniu zwrotnic. Dla zainteresowanych schemat układu TUTAJ.

Nerobergbahn Wiesbaden - mijanka

Nerobergbahn Wiesbaden - mijanka

Teraz wszystko jest zbudowane tak samo - procesor plus parę silników krokowych, a w XIX wieku inżynierowie mieli bardzo ciekawe pomysły. Ta kolejka też jest interesująca - jest napędzana wodą. Wagoniki i koło linowe na górze nie mają żadnych silników. Za to wagoniki mają duże zbiorniki na wodę (7m3) i do tego na górze nalewa się po prostu wody. Ilość nalewanej wody zależy oczywiście od obciążenia obu wagoników - maszynista z dolnej stacji podaje ilość pasażerów w dolnym wagoniku, maszynista z górnej stacji liczy u siebie i nalewa odpowiednio dużo. Na zdjęciu: otwór do nalewania.

Nerobergbahn Wiesbaden - otwór do nalewania wody

Nerobergbahn Wiesbaden - otwór do nalewania wody

No i górny wagonik robi się cięższy niż dolny i zjeżdża w dół wciągając dolny wagonik na górę. Zadaniem maszynisty w wagoniku jadącym w dół jest hamowanie tak, żeby kolejka nie jechała za szybko. Po dojechaniu do dolnej stacji samoczynnie otwiera się zawór i woda ze zbiornika wylewa się do odpowiedniego kanału. Na zdjęciu: wylewanie wody.

Nerobergbahn Wiesbaden - wylewanie wody z wagonika

Nerobergbahn Wiesbaden - wylewanie wody z wagonika

Stąd pompa pompuje ją znów na górę, do zbiornika w górnej stacji. Pompa jest od 1916 roku napędzana elektrycznie, wcześniej napęd pompy był oczywiście parowy. W roku 1939 w planie była przeróbka kolejki na napęd elektryczny, ale ze względu na wybuch wojny projekt zarzucono. Jest to ostatnia kolejka takiego systemu (znaczy naziemna i na wodę) w Niemczech, a Wikipedia wymienia tylko sześć takich działających jeszcze na całym świecie, z tego dwie starsze od tej (ale niewiele, o 3 i 6 lat). Oprócz nich działa jeszcze jedna kolejka linowa napowietrzna z balastem wodnym.

Nerobergbahn Wiesbaden

Nerobergbahn Wiesbaden

Najniższa część trasy przebiega na murowanym wiadukcie. Ciekawostka: W momencie zbudowania go sporo ludzi uważało go za niedopuszczalną, techniczną ingerencję w przyrodę i psucie krajobrazu. Sam cesarz Wilhelm II w roku 1902 skrytykował tę konstrukcję z takich pozycji.

65193 Wiesbaden, Niemcy
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

8 komentarzy

Jak to się robi w Niemczech: Ubezpieczenia zdrowotne

Dostałem właśnie nową kartę ubezpieczenia zdrowotnego, więc to dobry pretekst żeby coś o tych ubezpieczeniach napisać.

Ubezpieczenia zdrowotne w Niemczech działają całkiem nieźle. Oczywiście w gazetach i telewizji narzekań jaka to wielka katastrofa jest pełno, ale według mnie to czysty objaw przewracania się w pewnych częściach ciała z dobrobytu. To czy tamto z pewnością należałoby zmienić, ale generalnie nie jest źle. Ale po kolei. Znowu nie będę robił rysu historycznego od Bismarcka do dziś, tylko to co istotne dla stanu aktualnego. I, podobnie jak przy notce o ubezpieczeniach emerytalnych, proszę nie traktować tej notki jak wyroczni - rzecz jest skomplikowana i pełne jej omówienie zajęłoby spore tomiszcze. I musiałby to zrobić ktoś bardziej fachowy niż ja.

Niemiecki system ubezpieczeń zdrowotnych oparty jest na Kasach Chorych i składa się z dwóch części. Pierwsza to ubezpieczenia tzw. ustawowe (gesetzlich), druga to prywatne (privat).

Ustawowe ubezpieczenie zdrowotne jest obowiązkowe dla wszystkich, oprócz zarabiających powyżej pewnej sumy rocznie, urzędników i prowadzących działalność gospodarczą. Suma graniczna wynosi obecnie około 50.000 EUR rocznie brutto, można jednak zarabiając więcej nadal być członkiem kasy ustawowej. Składki pobierane są od wynagrodzeń, do niedawna było to około 14% (szczegóły dalej) płacone solidarnie przez pracodawcę i pracobiorcę, od dochodów nie przekraczających 3850 EUR miesięcznie. Od tego, co powyżej już się nie płaci. Nie pracujący małżonek/małżonka i dzieci (niepełnoletnie i/lub uczące się) są automatycznie ubezpieczone razem z tym pracującym członkiem rodziny, bez opłacania dodatkowych składek.

Zebrane składki są używane przez Kasy Chorych na opłacanie świadczeń medycznych ich członków w tym samym roku - system nie przewiduje akumulacji składek na przyszłość. Dzięki temu zmiana kasy nie jest większym problemem. Do niedawna kasy różniły się między sobą wysokością stawek (szczegóły dalej), nadal różnią się zakresem finansowanych świadczeń ponadstandardowych i ogólną sprawnością działania i gospodarowania.

Kas Chorych jest cała masa (chociaż coraz mniej - bo się konsolidują), wiele z nich zaczynało jako kasy branżowe ale o dawna wszystkie są otwarte. Praktyka wykazała że im więcej członków, tym łatwiej działać, więc nie ma sensu zawężać kręgu przyjmowanych klientów. Zwłaszcza że ustawowa kasa chorych nie ma prawa odmówić przyjęcia w poczet członków ze względu na stan zdrowia. Kasa do której należę (Techniker Krankenkasse) była kiedyś (od 1884!) kasą dla architektów, inżynierów i techników (z rodzinami), teraz każdy może się do niej zgłosić.

No dobrze, ale co finansuje ustawowa kasa chorych? Dużo, prościej będzie wyliczyć za co się płaci z własnej kieszeni. A płaci się za:

  • Za każdą pierwszą w danym kwartale wizytę u danego lekarza lub w szpitalu (bez skierowania, jeżeli inny lekarz skierował to nie) płaci się tzw. Praxisgebühr w wysokości 10 EUR. Ta opłata idzie do kasy chorych i jest dość kontrowersyjna, ale jej sens jest taki, żeby ograniczyć doctor hopping - chodzenie z tym samym do paru lekarzy. Nie płaci się, jeżeli lekarz wykonuje tylko usługi nie płatne przez kasę albo badanie profilaktyczne z katalogu danej kasy.
  • Za większość leków płaci się ryczałt w wysokości od 5 do 10 EUR (ale nie więcej niż faktyczny koszt leku). Za preparaty nie będące lekami (typu witaminy) albo leki spoza obowiązujących procedur medycznych itp. płaci się 100% z własnej kieszeni.
  • Ubezpieczenie ustawowe pokrywa tylko koszty leczenia i profilaktyki, zabiegi typu kosmetycznego są w całości płatne.
  • Katalog refinansowanych przez kasy badań profilaktycznych jest spory, ale badania spoza tego katalogu są już płatne (chyba że lekarz je zaleci). Podobnie płaci się za zabiegi medyczne spoza katalogu.
  • Z zabiegów stomatologicznych kasa finansuje niezbyt dużo, zazwyczaj do ustalonej wartości najtańszego możliwego wariantu (np. plomba amalgamatowa). Protezy zębowe są refinansowane tylko w pewnym procencie (niewielkim, rzędu 10%, więcej jeżeli ma się udokumentowane regularne kontrole stomatologiczne przez ileś lat, najlepiej przynajmniej 10).
  • Za pobyt w szpitalu (do 28 dni w roku) płaci się stawkę dzienną w wysokości 10 EUR.

A teraz parę ciekawych rzeczy, za które się nie płaci (Uwaga, niektóre z nich mogą być usługami ponadstandardowymi - nie we wszystkich kasach musi tak być):

  • Generalnie nie płaci się za profilaktykę i leczenie dzieci i leki dla nich. Nie płaci się również tych 10 EUR Praxisgebühr za dziecko.
  • Nie płaci się za profilaktyczne badania ginekologiczne, przeglądy stomatologiczne, porządne przeglądy zdrowia po czterdziestce  (raz na 5 lat) itp.
  • Trzy cykle in vitro są dofinansowywane w połowie. Przez pewien czas w samym początku wieku kasy finansowały w 100% cztery cykle.

Do niedawna system działał tak, że kasy same ustalały sobie wysokość składki, na końcu roku obliczano wynik każdej kasy z osobna, a gdy któraś miała stratę, dostawała wyrównanie z funduszy tych kas, które miały zysk. Ten punkt systemu był zdecydowanie zły, bo część kas chorych dumpowała stawki żeby przyciągnąć nowych członków z kas chorych z wyższymi składkami, potem robiły minus i dostawały od tych samych, lepiej gospodarujących kas dofinansowanie. Ja bym zmienił to tak, że zrobienie straty zobowiązywałoby do podniesienia składki w następnym roku do poziomu pokrywającego te straty z nawiązką i dumping cenowy by się natychmiast skończył. Zmiany poszły jednak w trochę innym kierunku.

Od niedawna (2009) obowiązuje dla wszystkich kas jednolita i ustalona odgórnie stawka w wysokości 15,5%. Kasy, którym to nie wystarcza mogą pobierać opłaty dodatkowe. Składki sa płacone częściowo przez pracodawcę, częściowo przez pracobiorcę, już nie po równo, tylko 7,3% pracodawca a 8,2% pracobiorca. Zdaje się że udział pracodawcy został zamrożony i wszelkie podwyżki i opłaty dodatkowe mają iść z kieszeni pracobiorcy.

A teraz omówię drugą część systemu - ubezpieczenie prywatne. Dotyczy ono lepiej zarabiających - żeby w ogóle na nie przejść trzeba zarabiać sporo ponad średnią, być urzędnikiem albo mieć działalność gospodarczą. Firmy oferujące prywatne ubezpieczenia zdrowotne działają na zasadach komercyjnych i mogą sobie wybierać czy przyjmą kogoś na klienta. Składka na ubezpieczenie prywatne jest zależna od wieku klienta w momencie wstąpienia do kasy, jego płci, stanu zdrowia itp., ale niezależna od zarobków. Ponieważ składka jest ustalana w momencie przystąpienia do ubezpieczenia, na początku płaci się więcej niż się wykorzystuje. Ten "nadmiar" odkładany jest przez ubezpieczenie i używany jest do finansowania usług w przyszłości. W związku z tym zmiana firmy ubezpieczającej nie jest sensowna, bo te składki przepadają, a w nowej firmie ustalą składki według aktualnego wieku i stanu zdrowia klienta. Jeżeli w ogóle go przyjmą.

Do tego firma ma prawo w różnych wypadkach podwyższyć wysokość składki, na zasadach nieco podobnych do podwyżek stawek w ubezpieczeniach komunikacyjnych (koszty, "szkodowość" itp.). Jest też w tym haczyk (a nawet wielki hak) - bez problemu można przejść z ubezpieczenia ustawowego do prywatnego, ale z powrotem już są ograniczenia. Można to zrobić jeżeli spadnie się poniżej tej granicy zarobków, ale tylko jeżeli ma się w tym momencie mniej niż 55 lat. No i zgromadzone składki przepadają.

Jak z 10 lat temu sprawdzałem, dla zdrowego trzydziestoparolatka składka na ubezpieczenie prywatne wynosiła trochę ponad 1/3 składki ustawowej, ale trzeba by osobno płacić za dziecko, i jakby doliczyć ew. niepracującą żonę to wychodziłoby z grubsza na to samo co składki na kasę ustawową. Ale składki w ubezpieczeniu prywatnym stale rosną, średnio 6% rocznie. Tak czy inaczej bym się nie zdecydował, bo któż wie co będzie dalej. Z ubezpieczeniem prywatnym można sobie kiedyś w przyszłości nie poradzić, ustawowe jest pewniejsze.

No dobrze, ale co w ubezpieczeniu prywatnym jest lepsze niż w ustawowym?

  • Ubezpieczenia prywatne mają większy katalog usług refinansowanych. Chyba też w niektórych przypadkach wyższe stawki za usługi.
  • Nie ma tych 10 EUR Prexisgebühr.
  • W szpitalu ma się prawo do pokoju jedno albo dwuosobowego i żeby na obchód przychodził ordynator.
  • Jak się umawiać na termin do lekarza, to ubezpieczeni prywatnie często dostają bliskie terminy, a ustawowych spycha się na "za dwa tygodnie" itp.
  • Lepsze (ale też i droższe) ubezpieczenia prywatne pokrywają dużo więcej zabiegów dentystycznych, na przykład porządne koronki.

Czy warto przechodzić na ubezpieczenie prywatne? Moim zdaniem nie za bardzo. Dla młodego, zdrowego człowieka wygląda to atrakcyjnie, ale potem może być różnie.  Stawki na pewno wzrosną, można samemu wpaść problemy finansowe, może w problemy wpaść kasa. Nie jest dla mnie jasne, co się stanie, jeżeli kasa do której przez 30 lat wpłacało się pieniądze na ubezpieczenie prywatne zbankrutuje. Raczej może być bardzo przykro. Jeżeli chce się mieć powiedzmy trójkę dzieci, to w kasie prywatnej będzie trzeba płacić za każde osobno, w ustawowej nie zapłaci się dodatkowo ani centa. Itd. itd. W dyskursie publicznym obowiązuje narracja o "Zwei-Klassen-Medizin" (medycynie dwóch klas), ale im tu się naprawdę w odwłokach poprzewracało. Ja tam jestem zadowolony z ubezpieczenia ustawowego i mimo że zarabiam sporo powyżej tej granicy, nie przejdę na prywatne. Nawet gdyby dało mi to chwilowe oszczędności.

A ze społecznego punktu widzenia, ubezpieczenia prywatne to katastrofa. Messedż jest taki: Jak będziesz bogaty, to dostaniesz od państwa lepszą usługę taniej i nie będziesz musiał dokładać się do dobra wspólnego. I nie zakładaj rodziny, bo będziesz musiał dopłacić.

Prywatnie ubezpieczone jest tylko 13% ludności, reszta jest ubezpieczona ustawowo (Jak nie liczyć ok. 50.000 nie ubezpieczonych wcale, czy to z biedy, czy to z bogactwa). Możliwy jest też taki wariant, żeby ubezpieczyć się ustawowo, ale wykupić sobie ubezpieczenie dodatkowe na pewne usługi takie jak w ubezpieczeniu prywatnym (np. protezy dentystyczne, albo ordynatora na obchodzie). Ale policzyłem parę takich wariantów i według mnie się nie opłaca. A w ogóle to skąd to emo na ordynatora?

Może jeszcze parę szczegółów technicznych. W roku 1995 wszyscy ubezpieczeni otrzymali karty ubezpieczenia zdrowotnego. Karty ty były chipowe, jednak w tamtych czasach nie dało się w nie włożyć wielu funkcji. Karty te pełniły tylko rolę identyfikatora, a na chipie były zapisane tylko dane osobowe i numer ubezpieczonego. Na karcie nie było nawet zdjęcia, słyszałem o kombinacjach z pożyczaniem karty żeby pójść do lekarza za darmo. Byle płeć i mniej więcej wiek się zgadzały.

Stara (do 2012) niemiecka karta ubezpieczenia zdrowotnego

Stara (do 2012) niemiecka karta ubezpieczenia zdrowotnego

Lekarze powszechnie i od dawna prowadzą kartotekę na komputerze (karty to i tak wymuszają), tylko nieliczni piszą jeszcze rozpoznania na papierze. Dziś prawie wszyscy mają system na Windowsach, ale kiedyś znacząca część lekarzy miała małego IBM-a AS/400 i terminale. Rozliczenia z kasą chorych ta taka biurokracja, że bez komputera nie da rady.

Akurat teraz wprowadzane są karty ubezpieczeniowe całkiem nowej generacji. Na karcie znajduje się zdjęcie ubezpieczonego (można było podesłać przez sieć), a chip ma sporo pamięci i kryptografię. Na razie uruchomiona jest tylko funkcja identyfikacyjna, taka jak i w poprzednich kartach, ale wkrótce ma tam być możliwość zapisu dokumentacji medycznej, recept itp. Dane mają być mocno szyfrowane i odczytywalne tylko wtedy, gdy do czytnika włożona jest również karta autoryzacyjna lekarza.

Nowa (od 2012) niemiecka karta ubezpieczenia zdrowotnego

Nowa (od 2012) niemiecka karta ubezpieczenia zdrowotnego

Notka zrobiła się bardzo długa, a jeszcze bym napisał jak działa kasa chorych, o kontrowersyjnym finansowaniu altmedu, o in vitro... . Więc następne notki naturalnie nastąpią.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

4 komentarze