Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Prześladowanie Polonii

Ostatnio znowu głośno jest w mediach o tym, jak to w Niemczech prześladowana jest polska mniejszość narodowa. Aż muszę coś o tym napisać.

Rodło

Rodło Źródło: Wikipedia

Dawno temu chodziłem do szkoły podstawowej która była imienia Michała Kmiecika, jednego z założycieli przedwojennego Związku Polaków w Niemczech. W ramach lekcji wychowawczych i innego urabiania ideologicznego wtłoczono nam sporo informacji o Polonii w Niemczech w okresie międzywojennym, nie tak dawno postanowiłem sprawdzić to wszystko w źródłach i się zgadzało, komuniści w tym przypadku przynajmniej nie kłamali. Związek Polaków w Niemczech naprawdę był organizacją walczącą o prawa naprawdę uciskanej mniejszości narodowej.

Od czasu gdy mieszkam w Niemczech docierają do mnie czasem informacje, że ta organizacja istnieje nadal. Ale jak to jest z tym uciskiem?

Przez te już 12 lat ani razu nie zetknąłem się ani osobiście, ani pośrednio z przypadkami dyskryminacji Polaków ze względu na narodowość. Nie, no oczywiście że widziałem Polaków, którym w urzędzie odmówiono tego czy tamtego. Ale to dlatego że nie mieli wymaganych dokumentów albo nie spełniali wymagań, a nie po uważaniu czy bo ich ktoś nie lubił. Oczywiście ci Polacy uważali inaczej, dla nich to była oczywista dyskryminacja. Zresztą nie tylko dla Polaków, spotkałem też podobnie myślących Rosjan.

Ostatnio znowu stała się tematem organizacja lekcji polskiego w szkołach niemieckich. Że niby niemiecka mniejszość w Polsce ma lekcje niemieckiego, to polska w Niemczech powinna też mieć polski.

Zacznijmy od pytania, czy w ogóle istnieje coś takiego jak mniejszość polska w Niemczech? Moim zdaniem nie, trudno nawet mówić o Polonii. Zresztą nie tylko moim, tego samego zdania jest na przykład proboszcz parafii polskiej tu, we Frankfurcie. Wśród Polaków w Niemczech można wyróżnić kilka grup:

  • Największą grupą są ludzie, którzy przyjechali tu czasowo do pracy. Najczęściej mają oni w Polsce rodziny, nie integrują się w ogóle albo słabo, i absolutnie nie liczą się do żadnej mniejszości, bo wkrótce wrócą do kraju.
  • Drugą grupą jest dawna emigracja na pochodzenie. Większość z nich to Ślązacy i tak od wieków na pograniczu. Wielu z nich nadal uważa się za Ślązaków, a nie Polaków czy Niemców.
  • Kolejna grupa to emigracja, mniej lub bardziej sprzed 1989. Byli to najczęściej ludzie wykształceni i/lub przedsiębiorczy, są dobrze zintegrowani, a dzieci ich  mówią po polsku zazwyczaj słabo, albo i wcale. Oni w większości wcale nie odczuwają potrzeby istnienia organizacji polonijnych a poza tym pamiętają, jak bardzo te organizacje były zinfiltrowane przez SB.
  • Następna grupa to ludzie którzy wyjechali stosunkowo niedawno na raczej stałe w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Ci lepiej wykształceni i bardziej otwarci nie widzą potrzeby przynależenia do XIX-wiecznych narodów w zintegrowanej Europie. Tylko niewielka część tych ludzi poszukuje jakichś organizacji, ale powiedziałbym że raczej w celach "usługowych". Na przykład w celach towarzyskich albo żeby prowadziły lekcje polskiego dla ich dzieci.

Więc dochodzimy do tych lekcji polskiego. Zacznijmy od problemów technicznych: W szkole podstawowej do której chodzi (jeszcze) moje dziecko dzieci polskojęzycznych jest wszystkiego trójka na cztery roczniki. Jak zorganizować im sensowne lekcje polskiego i kto za to zapłaci? Ja nie mam ochoty za to płacić, nawet w podatkach. Wolę już żeby te pieniądze przeznaczyć na poprawę nauki innych przedmiotów. W Polsce, tam gdzie jest mniejszość niemiecka da się bez problemu zorganizować większe grupy, ale tu nie.

No ale właściwie jaki miałby być cel tych lekcji polskiego? Z moich obserwacji wynika, że część rodziców chciałaby sobie zrzucić odpowiedzialność za utrzymanie tego języka u dzieci na kogoś innego. Jest tu na przykład przy parafii polskiej szkoła polska, rodzice przywożą dzieci na zajęcia czasem nawet ze sporej odległości, ale efekt jest taki że na zajęciach dzieci mówią trochę po polsku (wiele z nich tylko łamanym polskim albo z silnym akcentem niemieckim), ale jak tylko wyjdą z sali rozmawiają między sobą po niemiecku. Bez intensywnej pracy rodziców dzieci nie utrzymają polskiego, ile by lekcji tego języka w szkole nie miały. Moje dziecko nie chodzi na żadne lekcje a mówi bardzo dobrze po polsku, wiem ile wysiłku to kosztuje żeby w domu konsekwentnie mówić tylko po polsku. Niestety nie ma czasu i siły na nauczenie go polskiej ortografii. Ale szkoła nic tu nie da jeżeli rodzice z lenistwa przejdą w rozmowach z dzieckiem na niemiecki. Znam osobiście sporo przykładów.

Wróćmy do dzisiejszego Związku Polaków w Niemczech. Moje wrażenie jest takie, że to jest dokładna kopia polskiej polityki: Korzenie w PRL i SB, niewielka baza społeczna, wielkie ambicje i chęć zrobienia skoku na kasę. A ciemny lud ma to wszystko kupić. Ostatnio kupują to politycy w kraju.

Ja w każdym razie w żaden sposób ich nie poprę, żadnego apelu im nie podpiszę, nie zagłosuję  na żadne ugrupowanie w którym są kandydaci Polacy (chyba że dobrze zintegrowani i proeuropejscy). Przecież po to wyjechałem z kraju, żeby się od nich uwolnić.

EDIT: Ulało mi się wczoraj na organizacje polonijne i postulowane przez nich lekcje polskiego i podarowałem sobie wątek "co to właściwie jest mniejszość narodowa". Słusznie wytknął to miasto.maßa.maszyna w swojej notce, zapraszam do niego po uzupełnienie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

16 komentarzy

Samolot w zebrę, kaczka się nazywa

Włączyłem telewizor i trafiłem na stary film, o którym od dawna chciałem napisać notkę. Notka ma się zacząć od zdjęcia:

Dornier Do-27 Bernhard Grzimek (replika) w zoo we Frankfurcie

Dornier Do-27 Bernhard Grzimek (replika) w zoo we Frankfurcie

 Zdjęcie pochodzi z frankfurckiego ZOO, na pierwszy rzut oka samolot jak samolot, tyle że w paski. Ale ten samolot jest też dostępny jako model do sklejania firmy Revell (EDIT 2014.02.25 - właśnie zniknął ze stron Revella, musiałem odlinkować) Czyli musi być w nim coś więcej.

Pewną wskazówką może być nazwa pawilonu na którym samolot stoi. Jest to Grzimek-Haus. Bernhard Grzimek urodził się w roku 1909 w Nysie. Studiował weterynarię, zrobił z niej doktorat, a potem pracował  w ministerstwach związanych z rolnictwem. W czasie wojny był weterynarzem w wojsku, ale jednocześnie robił hobbystycznie i na własną rękę badania nad zachowaniem koni. Pod koniec wojny podpadł Gestapo, bo dostarczał żywność ukrywającym się Żydom. Musiał więc uciekać i tak trafił do Frankfurtu, gdzie wkraczający właśnie Amerykanie zrobili go dyrektorem ZOO.

Grzimek jako dyrektor ZOO radził sobie doskonale, nie dopuszczając do jego likwidacji. Tymczasem jednak zawistnicy oskarżyli go o zatajenie przynależności do NSDAP. Trochę potrwało, zanim udało mu się odeprzeć zarzuty.

W latach 50-tych Grzimek zajął się problematyką ochrony dzikich zwierząt w Afryce. I tu dochodzimy do filmu, który starsi czytelnicy może pamiętają, bo chyba leciał w telewizji w początku lat 70-tych. W każdym razie wydaje mi się że jak byłem mały widziałem przynajmniej kawałek jego na czarno-białym telewizorze. Film miał tytuł "Serengeti darf nicht sterben" (Serengeti nie może umrzeć) i był to pierwszy po wojnie film niemiecki, który dostał Oscara. W kategorii filmów dokumentalnych. Był rok 1959.

Film został zrealizowany podczas badań prowadzonych przez Bernharda Grzimka i jego syna Michaela w Tanzanii. Specjalnie dla tych badań obaj nauczyli się pilotażu, z powietrza liczyli zwierzęta i obserwowali trasy ich wędrówek. Używali do tego samolotu Dornier Do 27, pierwszego powojennego typu samolotu niemieckiego który był produkowany w dużej serii. Samolot był charakterystycznie pomalowany i miał rejestrację D-ENTE (Ente to kaczka). Przy tym realizowali film, co wtedy wcale nie było tak oczywiste jak dziś. Badania te miały być podstawą pracy doktorskiej Michaela. Stało się jednak inaczej - Michael zderzył się na wysokości 200 metrów z sępem, samolot utracił sterowność i rozbił się, a sam Michael Grzimek zginął.

W Niemczech zachodnich istnieje instytucja zajmująca się oceną filmów i od jej werdyktu dość mocno zależy sukces kasowy filmu (jak dadzą ocenę "szczególnie wartościowy" to bilety kupuje o wiele więcej ludzi). Więc filmowcy idą często na ustępstwa, działa to prawie jak cenzura prewencyjna. No i ci "cenzorzy" kazali zmienić w filmie dwie wypowiedzi czytane przez narratora, które były krytyczne w stosunku do ludzkości generalnie. Serio, bez problemu przepuścili sceny z kąpiącymi się nago miejscowymi dziewczynami - biała kobieta pokazująca cycki w roku 1959 nie przeszłaby na 100%, ale pewnie czarnych nie uważali za ludzi - a zakwestionowali górne i chmurne teksty w stylu "Lwy nie zabijają osobników ich gatunku, ludzie dobrze by zrobili, gdyby się zachowywali tak jak lwy". Drugi zakwestionowany fragment tekstu jest tak górnolotny, że dziś by po prostu żenował, ale to raczej nie ze względu na żenę kazano go zmienić.

Film oglądany dziś jest - nawet w porównaniu z bieżącą, nieporównanie lepszą technicznie i realizacyjnie produkcją - całkiem niezły i interesujący, jedno co się zestarzało to teksty czytane przez narratora. Narrator ciągle opowiada to, co widać na ekranie (to jeszcze nie jest specjalny zarzut, bo kamery nie rejestrowały dźwięku więc komentarz musiał być), ale czyni to w sposób nieznośnie patetyczny. Młody Grzimek prezentuje swoją nordycką sylwetkę i jest filmowany na Übermenscha, co dziś cokolwiek drażni.

Mimo to film polecam, nie tylko jako dokument tamtych czasów. W niemieckiej telewizji można zobaczyć go dość często. Na zachętę tubka:

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:Ciekawostki

2 komentarze

Strzał w stopę: Nowość! Bez manipulacji genetycznych!

Kupiłem ostatnio w sklepie mozzarellę. Opakowanie było prawie jak zwykle, ale pojawiły się na nim nowe napisy.

Nowość: Bez manipulacji genetycznych

Nowość: Bez manipulacji genetycznych

Te z lewej, to normalne bla bla bla, jesteśmy wspaniali, bla bla bla. Robimy bez tego i tamtego i bez użycia składników manipulowanych genetycznie. To nowa moda żeby się tym chwalić.

Nowość: Bez manipulacji genetycznych

Nowość: Bez manipulacji genetycznych

Ale spójrzmy w prawy górny róg:

Nowość: Bez manipulacji genetycznych

Nowość: Bez manipulacji genetycznych

A tym napisane: Nowość! Bez modyfikacji genetycznych. Hm. Skoro nowość, to coś musiało się zmienić. Znaczy wcześniej było ze składnikami modyfikowanymi genetycznie? I nic o tym nie pisali na opakowaniu? Coś to podejrzane. Ale może nie trzeba się tak tym teraz chwalić?

Ktoś mocno strzelił sobie w stopę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Strzał w stopę

6 komentarzy

Na ulicy widziane: Mercedes W108/W109

Zapowiedziałem w komentarzach notkę o NRD-owskich motocyklach, ale dziś zobaczyłem na ulicy dwa stare samochody, więc najpierw o nich.

Pierwszy to Mercedes W108 (280SE) z lat 1986-1972.

Mercedes W108 (280 SE), 1967-1972

Mercedes W108 (280 SE), 1967-1972

 

Mercedes W108 (280 SE), 1967-1972

Mercedes W108 (280 SE), 1967-1972

 Drugi, stojący jako następny (zlot jaki, czy co?) to Mercedes W109 (300 SEL), czyli trochę lepsza wersja tego poprzedniego, różniąca się przede wszystkim tym, że zamiast sprężyn miała zawieszenie pneumatyczne. Na zdjęciu najlepsza wersja, z silnikiem V8 6,3 litra.

Mercedes W109 (300 SEL 6.3), 1967-1972

Mercedes W109 (300 SEL 6.3), 1967-1972

Ten model, przerobiony na landaulet kupił Watykan dla papieża Pawła VI, potem częściowo go opancerzono dla JPII. Drugi egzemplarz, przedłużony o 65 cm, używano do wożenia watykańskich gości.

Mercedes W109 (300 SEL 6.3), 1967-1972

Mercedes W109 (300 SEL 6.3), 1967-1972

Samochody całe żółte od pyłków - drzewa kwitną, alergicy cierpią.

Mercedes W109 (300 SEL)

Mercedes W109 (300 SEL)

Oba te samochody miały mechaniczne systemy wtrysku paliwa z wyliczanymi mechanicznie charakterystykami, rzecz straszliwie skomplikowana. Podobno pompa wtryskowa do tego modelu z silnikiem 6,3 litra kosztowała jako część zamienna 40.000 DM i była jedną z najdroższych części zamiennych do samochodu w historii automobilizmu. Stopień komplikacji regulacji i naprawy wtrysku w tych samochodach podobno nie miał sobie równych. Stało się to impulsem do opracowania elektronicznych systemów wtrysku paliwa, bo z tym się żyć nie dało.

A tak w ogóle, to widziałem dziś jeszcze przejeżdżające: Citroena DS Cabrio, Astona Martina DBS i jakiś zupełnie egzotyczny zabytkowy trójkołowiec (dwa koła z przodu, jedno z tyłu), ale mimo że w torbie miałem aparat to nie zdążyłem zrobić zdjęć. Szczególnie żal mi tego trójkołowca (Morgan?).

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

4 komentarze

Jak to się robi w Niemczech: Satyra polityczna

Parę notek temu wspominałem o Die PARTEI - przedsięwzięciu pisma satyrycznego Titanic. Przyjrzałem się ich plakatom wyborczym i muszę się podzielić.

Znaczna cześć Polaków, zwłaszcza związana ze środowiskami Rzeczpospolitej i Psychiatryka24 za najlepszą satyrę polityczną uważa okropnie dosłowne rysunki dla idiotów według wzorców nachalnej propagandy wojennej albo radzieckiego pisma Krokodił. A można inaczej, inteligentniej. Tu jeden z plakatów wyborczych Die PARTEI ściągnięty z ich strony internetowej:

Muzułmańscy bracia zintegrują wszystko

Plakat Die PARTEI - Muzułmańscy bracia zintegrują wszystko Żródło: www.die-partei.de

Tłumaczenie: "Mniej Skyline (czyli wieżowców) dzięki muzułmańskim braciom. Zintegrujemy wszystko!"

Niezadowolenie z frankfurckiej architektury jest od lat jednym z tematów wyborów samorządowych. Jeden z kandydatów na burmistrza (architekt z SPD zresztą) w wyborach kiedyś głosił ze każe wysadzić szpetny budynek Ratusza Technicznego koło katedry. Nie został wybrany, ale Ratusz Techniczny został niedawno rozebrany za sprawą pani burmistrz z CDU. Po przyjrzeniu się plakatowi kandydatów Die PARTEI i uruchomieniu ciągów skojarzeniowych możemy zauważyć jaka metodę poprawy zabudowy miasta oni proponują. Jeżeli ktoś jeszcze nie załapał to podpowiem, że w tle znajdują się dwie wieże Deutsche Banku.

 

A oto drugi plakat.

Bałkańscy bracia zintegrują wszystko

Plakat Die PARTEI - Bałkańscy bracia zintegrują wszystko Żródło: www.die-partei.de

 Tłumaczenie: "Frankfurt bez samochodów dzięki bałkańskim braciom. Zintegrujemy wszystko!"

I znowu: Ograniczenie ruchu samochodowego w mieście również jest stałym tematem kampanii wyborczych. Narzędzia do rozwiązania problemu kandydaci trzymają w rękach.

Nie wiem jak was, ale mnie rozbawiło.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

3 komentarze

You are leaving the roman sector!

Oddzielanie terytorium murem ma na terenach Niemiec tradycję znacznie dłuższą niż te marne 50 lat. Zapoczątkowali ją Rzymianie tworząc Limes.

Limes - dawna granica Cesarstwa Rzymskiego

Limes - dawna granica Cesarstwa Rzymskiego

Limes przebiega niedaleko ode mnie, trochę na północ od Frankfurtu (Pozdrowienia ze strony rzymskiej dla strony barbarzyńskiej).  Mimo że minęło prawie dwa tysiące lat od jego zbudowania to jeszcze go widać w terenie.

Limes - dawna granica Cesarstwa Rzymskiego

Limes - dawna granica Cesarstwa Rzymskiego

Limes miał parę etapów swojego rozwoju. Najpierw składał się tylko z drewnianych wież obserwacyjnych i drogi patrolowej. Potem dodano wysoki płot z połówek pni a drewniane wieże zastąpiono murowanymi. (TUTAJ ilustracja) Na zdjęciu rekonstrukcja fragmentu płotu:

Limes - rekonstrukcja płotu granicznego

Limes - rekonstrukcja płotu granicznego

Z biegiem lat zaczęły się problemy z drewnem na naprawy płotu, zastąpiono go wtedy rowem i nasypem. I właśnie ten rów i nasyp jeszcze widać.

Limes - dawna granica Cesarstwa Rzymskiego

Limes - dawna granica Cesarstwa Rzymskiego

W tym miejscu gdzie rekonstrukcja płotu znajdowało się przejście graniczne. Jak wykazują najnowsze badania granica ta nie miała jednak charakteru obronnego, a ekonomiczny.  Chodziło o skierowanie ruchu osób i towarów do przejść granicznych, gdzie można było prowadzić kontrole i nakładać cła.

Do tradycji rzymskich próbowało nawiązywać cesarstwo niemieckie, trochę na wyrost bo niewielka tylko część obecnych Niemiec leży na dawnych terenach  rzymskich. Na fali tego zainteresowania w końcu XIX wieku, na zlecenie cesarza Wilhelma II zrekonstruowano zabudowania rzymskiego garnizonu ochrony granicy zlokalizowanego obok tego przejścia granicznego. Miejsce to nazywa się Saalburg.

Saalburg - garnizon rzymski na Limesie

Saalburg - garnizon rzymski na Limesie

Zabudowania odtworzono według XIX-wiecznego stanu wiedzy, dziś niektóre rzeczy zrobiono by inaczej. Na przykład mury były by otynkowane na biało i na nich narysowane były by imitacje fug. Tak jak na tym fragmencie:

Saalburg - garnizon rzymski na Limesie

Saalburg - garnizon rzymski na Limesie

Dookoła odbudowanego garnizonu jest jeszcze wiele fundamentów pochodzących z innych okresów.

Saalburg - resztki zabudowań z innych okresów

Saalburg - resztki zabudowań z innych okresów

Poprzednio byłem w Saalburgu dobre kilka lat temu, w międzyczasie dopisano Limes do Listy Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO i rozpoczęto uatrakcyjnianie okolicy. Za cesarza uatrakcyjnianie polegało na doprowadzeniu na miejsce tramwaju, teraz otoczono stanicę podwójnym płotem i przeniesiono kasę z bramy (tej widocznej na zdjęciu) na zewnętrzną linię płotu. Widzę w tym pewną symbolikę, ale niezbyt dla mnie atrakcyjną.

Niemcy

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Ciekawostki

3 komentarze

I to też jest po niemiecku: Tangerine Dream

Ten zespół znają zapewne tylko czytelnicy w moim wieku albo starsi. A był to jeden z najbardziej znanych na świecie zespołów kierunku muzyki elektronicznej.

Muzykę elektroniczną w omawianym sensie wywiódłbym z muzyki progresywnej końca lat 60-tych i początku 70-tych. Grano wtedy długie, często tylko instrumentalne utwory, nierzadko na całą stronę czarnej płyty, albo i na całą płytę. Twórcy muzyki elektronicznej robili mniej więcej to samo, ale jako instrumentarium używali praktycznie wyłącznie skonstruowanych właśnie dużych syntezatorów analogowych, później również sterowanych komputerowo. Niektórzy wykonawcy sami dłubali się w sprzęcie i oprogramowaniu i konstruowali własne instrumenty. Scena na koncertach wyglądała często jak centrum obliczeniowe i to w technice analogowej.

Tangerine Dream

Tangerine Dream Źródło: Gdzieś z sieci

Muzyka elektroniczna miała szczyt swojej popularności w końcu lat 70-tych i początku 80-tych, jako prąd muzyczny prawie zaniknęła gdzieś koło połowy lat 80-tych - szybko rozwijająca się technologia cyfrowa spowodowała że instrumenty elektroniczne stały się standardowym wyposażeniem większości zespołów prawie niezależnie od granego przez nich repertuaru. Szyld muzyka elektroniczna stał się nagle anachroniczny - bo prawie cała muzyka stała się elektroniczna. Dziś podobne brzmienia i melodykę spotykamy pod szyldem muzyki relaksacyjnej, chill-out czy ambiente.

Tangerine Dream założył w już w roku 1967 gitarzysta Edgar Froese. Na początku skład był jeszcze "normalny" - gitary elektryczne, perkusja, trochę skrzypiec, fletu czy saksofonu, a muzyka ich była typowo rockowa. W roku 1969 Froese miał okazję zapoznać się z nowymi na rynku syntezatorami i bardzo mu się to spodobało. Trochę później Froese spotkał również zafascynowanego tym sprzętem perkusistę Klausa Schulze i wkrótce obaj przenieśli Tangerine Dream w całkiem inne okolice - tak powstał najbardziej znany zespół muzyki elektronicznej.

Słuchając Tangerine Dream dziś trudno uwierzyć, że koncerty zespołu grającego spokojne, długaśne, medytacyjne kawałki instrumentalne mogły zapełniać  spore hale. Ale tak było, zespół miał trasy koncertowe po całym świecie. Na przykład był pierwszym zespołem "rockowym" z Zachodu który wystąpił w NRD, było to w roku 1980, Amiga wydała z tego płytę. Zespół miał też sporo zleceń na muzykę filmową - zrobili na przykład muzykę do filmów Firestarter, Flashpoint, Legend i wielu innych. A Klaus Schulze zrobił między innymi muzykę do filmu dla dorosłych Body Love - soundtrack sprzedał się o wiele lepiej niż sam film.

Zespół w 1983 miał też trasę koncertową po Polsce (i też była z tego płyta). W tym samym roku podobną trasę koncertową w Polsce miał Klaus Schulze, który odszedł od Tangerine Dream już w roku 1973 ale solowo grał muzykę stylistycznie bardzo podobną. Na koncercie Klausa Schulze w Poznaniu byłem, w tych czasach robiło to duże wrażenie. Całkowicie elektroniczne brzmienia, duży ekran na którym wyświetlane były efekty świetlne, ekrany komputerów (zielony na czarnym - technologia kosmiczna) - zupełnie inny świat niż szary PRL. Artysta się nie oszczędzał, po półtorej godziny koncertu dał jeszcze 45 minut bisów. Z tej trasy powstała płyta pod tytułem "Dziękuję Poland".

Niemieckich wykonawców grających muzykę elektroniczną było o wiele więcej, wymienię na przykład takie nazwy jak Ash Ra Tempel albo Agitation Free. Ale wątpię, żeby ktoś ich jeszcze pamiętał.

 

Dlaczego niemieckość ludzi o nazwiskach Froese i Schulze była dla mnie zaskakująca? Wtedy Niemiec to był ktoś z NRD, wszyscy inni pochodzili z mitycznej krainy o nazwie Zachód, konkretny kraj był nieistotny. Ale jednak: Muzyka elektroniczna była głównie po niemiecku.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Muzyka

11 komentarzy

I to też jest po niemiecku: Lou Bega

Dziś coś, co mnie naprawdę zaskoczyło: Lou Bega też jest po niemiecku.

Lou Bega urodził się w Monachium. Jego rodzicami byli Ugandyjczyk i Włoszka. Jako nastolatek spędził kilka lat w Miami, ale nagrywać zaczął dopiero po powrocie do Niemiec.

Mambo No. 5 to bardzo stary kawałek, napisany w roku 1949 przez Kubańczyka, Pereza Prado, szefa orkiestry tanecznej. Kawałek był oczywiście taneczny i instrumentalny. To nie Lou Bega go wybrał, zrobili to managerowie od repertuaru firmy Peermusic (Germany) GmbH, która ma prawa do około 500.000 utworów z minionych czasów. Managerowie ci ciągle przeglądają zasoby swojej firmy, żeby znaleźć kawałki które pasują do aktualnych mód i mogą się sprzedać. W ten sposób wybrali Mambo No.5.

Lou Bega dostał ten kawałek do nagrania od swojego managera z wytwórni płytowej. Nie zrobili z tego prostego coveru, a raczej remake. I był to niesamowity sukces, singiel sprzedał się w ponad 8 milionach egzemplarzy.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Muzyka

2 komentarze

Jak to się robi w Niemczech: Partie polityczne

Przy okazji kart do głosowania w wyborach samorządowych opisałem drobny folklor polityczny, dziś może o partiach ogólnokrajowych.

Krajobraz partyjny w Niemczech jest nieco inny niż w Polsce. Jego trzon stanowią trzy wyraziste partie z dużymi tradycjami: jedna socjaldemokratyczna, jedna liberalna i jedna chadecka.

Logo SPD

Logo SPD Źródło: Wikipedia

Najstarszą działającą partią w Niemczech jest Sozialdemokratische Partei Deutschlands (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec) w skrócie SPD. Powołuje się ona na tradycje założonego w 1863 roku Allgemeine Deutsche Arbeiterverein (ADAV) - Ogólnoniemieckiego Związku Robotników. Pod nazwą SPD występuje ona już od roku 1890. Jest to praktycznie podręcznikowa socjaldemokracja. Tradycyjnym kolorem używanym przez SPD jest kolor ruchu robotniczego, czyli czerwony.

Logo CDU

Logo CDU Źródło: Wikipedia



Logo CSU

Logo CSU Źródło: Wikipedia

Kolejne partie powstały zaraz po wojnie. Pierwszą z nich była Christlich Demokratische Union Deutschlands (Niemiecka Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna) w skrócie CDU. Ta partia też jest całkowicie stereotypowa - to typowa chadecja. Jej chrześcijańskość opiera się głównie na wyznaniu ewangelickim. CDU działa w ścisłej koalicji z lokalną katolicką chadecją z Bawarii zorganizowaną jako Christlich-Soziale Union in Bayern (Unia Chrześcijańsko-Socjalna w Bawarii), czyli CSU. Obie partie posługują się kolorem czarnym nawiązując do tradycji Lützowsches Freikorps - ochotniczych oddziałów armii pruskiej walczących w latach 1813-14 z wojskami napoleońskimi. Ochotnicy byli najczęściej biedni i nie otrzymywali żadnego żołdu, jedyną metodą w miarę jednolitego ich umundurowania było zafarbowanie ich prywatnych ubrań na czarno. Stąd wziął się też kolor czarny na fladze niemieckiej. CSU używa dodatkowo kolorów białego i niebieskiego - kolorów Bawarii.

Logo FDP

Logo FDP Źródło: Wikipedia

Freie Demokratische Partei (Wolna Partia Demokratyczna) czyli FDP powstała w roku 1948 i jest typową partią liberalną. Jej kolorem jest żółty w połączeniu z niebieskim. Zawsze była mniejsza i słabsza od SPD i CDU, ale ponieważ nie miała dużego problemu z wchodzeniem w koalicje i z jednymi i z drugimi przez dziesięciolecia grała rolę "języczka u wagi" współtworząc rządy i dostając znacznie więcej władzy niż wynikało to z wyniku wyborów. Żadna inna partia nie była dłużej przy władzy niż oni. Dziś osłabła znacznie, nierzadko musi walczyć o przekroczenie 5% progu wyborczego.

Logo Die Grünen

Logo Die Grünen Źródło: Wikipedia

Scena polityczna Niemiec od wojny była praktycznie zabetonowana, pierwsze wyłomy zaczęły się pojawiać dopiero w końcu lat 70-tych. Różnego rodzaju ruchy społeczne, ekologiczne, antyatomowe i anarchistyczne zaczęły się wtedy formalnie organizować i brać udział w wyborach samorządowych. Jako jednolita partia Die Grünen (Zieloni) powstali w roku 1980, jednak w wyborach do Bundestagu wtedy dostali tylko 1,5%. Po raz pierwszy do parlamentu dostali się w 1983, ale przez wiele lat jeszcze ciągle byli trudno wybieralni dla normalnego obywatela. Bo chodzili na okazje oficjalne w swetrach i sportowych butach, fryzury mieli hippisowskie, kojarzyli się z anarchistycznymi rozróbami itp. Ucywilizowali się dopiero w latach 90-tych, dziś są już poważną konkurencją nawet dla tych dużych partii z tradycjami. Program mają oczywiście lewicowo-ekologiczny, a kolorem partii jest - jakże by inaczej - zielony.

Logo Die Linke

Logo Die Linke Źródło: Wikipedia

Następną z nowych partii jest Die Linke (Lewica). Wywodzi się ona w prostej linii z NRD-owskiego SED, przekształconego w 1990 w PDS, ma nawet tą samą osobowość prawną. Die Linke powstała przez połączenie PDS-u ze skrajną frakcją SPD pod przywództwem Oskara Lafontaine. Kolorem partii, podobnie jak SPD, jest czerwony. Partia ta ma swoich posłów w parlamencie, ale nadal jest trudno wybieralna bo odwołuje się wprost do socjalizmu w wersji NRD-owskiej, a wielu jej prominentnych członków było funkcjonariuszami SED (na przykład Gregor Gysi), albo kadrowymi pracownikami Stasi (np. Lutz Heilmann). Program ich jest bardzo populistycznie lewicowy, podejrzewam że na wyniki bardzo by im pomogło radykalne odcięcie się od przeszłości. Bo teraz wiarygodność i zdolność koalicyjna tej partii jest bardzo ograniczona.

Zostały do omówienia jeszcze dwie partie o zasięgu krajowym, ale raczej marginalne.

Logo NPD

Logo NPD Źródło: Wikipedia

Jedną z nich jest neofaszystowska Nationaldemokratische Partei Deutschlands (Narodowo-Demokrytyczna Partia Niemiec) - NPD. To mała partia mocno infiltrowana przez służby bezpieczeństwa, balansująca ciągle na granicy zakazu działalności. Trzeba przyznać, że trochę zaczynają w niej myśleć - odchodzą oni powoli od image skinów wykrzykujących rasowe hasła i organizujących burdy, wkładają teraz garnitury i grają porządnych obywateli. Partia powstała w roku 1964, największe sukcesy odnosiła w latach 1966-1968. Potem poparcie dla niej było śladowe, w ostatnich latach jednak trzy razy udało im się umieścić posłów w parlamentach landów wschodnich. Koloru brak.

Logo Die Republikaner

Logo Die Republikaner Źródło: Wikipedia

Są jeszcze Die Republikaner (Republikanie) - to taka trochę bardziej cywilizowana wersja NPD, powstali w 1983, zasięg mają krajowy ale sukcesów brak, koloru też.

Kolory przypisane do każdej partii umożliwiają tworzenie zręcznych określeń dla różnych koalicji, popularne są na przykład Ampel-Koalitionen (Koalicje sygnalizatora świetlnego czyli czerwony-żółty-zielony) albo mowa jest o Jamaica-Koalition (koalicja jamajska czyli czarny-żółty-zielony). Niektóre z drobnych partyjek usiłują przypiąć się do palety, na przykład wspomniani we wcześniejszej notce Allianz Graue Panther z kolorem szarym (w zasadzie chodzi o siwy). Jeszcze lepszy numer był kilka lat temu, przypadkiem w telewizji zobaczyłem spot wyborczy partii Die Violetten – für spirituelle Politik (Fioletowi - dla polityki duchowej). Spot robił wrażenie marnej, amatorskiej parodii spotu wyborczego, ale potem się okazało że to na poważnie. W spocie zachwalano między innymi literaturę ezoteryczną. Było to coś w stylu polskich wkładek do butów z wyborów 1995, ale chyba jednak prawdziwy psychiczny odjazd a nie kalkulacja biznesowa.

 

No dobrze, ale kogo wybierać? Żadna z tych partii nie jest oczywiście idealna, te trzy skrajne z lewa i prawa nie kwalifikują się żeby na nie głosować, ale z czterech najważniejszych każdy może wybrać coś dla siebie. Podziały są klarowne (przynajmniej znacznie klarowniejsze niż w Polsce), organizacje są stabilne, partie zorientowane programowo a nie wodzowsko, demokracja wewnątrzpartyjna działa, żadna z tych czterech nie jest za bardzo walnięta (no może poza Zielonymi, ale to też w granicach tolerancji). Kombinacje i przekręty poszczególnych partii oczywiście istnieją, ale są znacznie lepiej nagłaśniane niż w Polsce, można bez problemu się dowiedzieć kto przy czym i jak kręci. 100% dopasowania poglądów na pewno się nie znajdzie, jednak da się zdecydować na którąś beż dużego wstrętu albo wyrzutów sumienia.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

4 komentarze

Las miejski: Żaby wędrują

Co roku wczesną wiosną żaby wędrują przez las do stawu, żeby się tam rozmnożyć. Ponieważ muszą do tego przejść przez wąską drogę prowadzącą do knajpy koło stawu, droga na ten czas jest zamykana.

Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare

Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare


Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare

Droga zamknięta ze względu na wędrujące ropuchy szare

 Już od paru tygodni chodzę do lasu żeby zrobić zdjęcia żabom na drodze, ale jakoś się nie udało. Dziś okazało się, że żaby już przeszły i kłębią się w wodzie.

Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare

i kopulują ile wlezie.

Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare

 Nie wszystkie przeżywają trudy wędrówki po zimowaniu.

Ropuchy szare

Ropuchy szare

Ale skrzeku jest dość żeby populacja nie zmalała.

Ropuchy szare

Ropuchy szare


Ropuchy szare

Ropuchy szare

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

8 komentarzy