Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Nie warto zobaczyć: Muzeum BMW w Monachium

Ostatnim punktem programu wycieczki było muzeum BMW w Monachium. Muzeum mieści się w budynku w kształcie filiżanki (i pod nim), stojącej obok znanego biurowca BMW i centrum BMW Welt. Pod centrum mieści się parking podziemny w którym można zaparkować - całe szczęście, bo w Monachium z parkowaniem jest generalnie ciężko.

Wieżowiec BMW i muzeum BMW

Wieżowiec BMW i muzeum BMW

BMW Welt to miejsce, gdzie można pooglądać aktualne modele i odebrać zamówiony samochód, ale aktualne modele to można zobaczyć wszędzie. W środku jeździła prawdziwa Isetta, chyba można było nawet dać się nią przewieźć.

BMW Isetta w BMW Welt

BMW Isetta w BMW Welt

No ale Isetta jak Isetta, więc poszliśmy do muzeum. I już na początku wychodzi, że to muzeum jest strasznie drogie jak na przedsięwzięcie reklamowe. U Audi zapłaciliśmy razem 3 EUR, tutaj 15 + parkowanie.

A w środku nagle się okazuje, że BMW nie bardzo ma co pokazać! W końcu żaden inżynier ani przedsiębiorca z tej firmy nie był pionierem motoryzacji, fabrykę samochodów produkującą jeden, licencyjny model kupili mniej więcej w tym samym czasie, gdy Opel sprzedał się GM, kupiona fabryka do wojny zrobiła zaledwie kilka swoich modeli, a cała firma najbardziej znana była z motocykli. I oczywiście silników lotniczych, ale z nich trudno zrobić większą wystawę samochodową.

Po wojnie też niespecjalnie im szło - najpierw wpadka z BMW 501/502 i spory z NRD-owcami, potem badziewna Isetta i inne mikrosamochody w rodzaju BMW 600, dopiero od Neue Klasse zaczęło się jako tako kręcić. Ale to były już lata sześćdziesiąte, chwilę potem pojawiły się pozostałe rekiny spotykane na ulicach jeszcze dziś, i już jesteśmy w teraźniejszości. I z czego tu skręcić ciekawą ekspozycję?

A nawet jakichś szczególnych innowacji technicznych do pokazania nie ma - samochody jak samochody, BMW nic szczególnego ani rewolucyjnego nie wymyśliło, nie miało wśród pracowników słynnych inżynierów... No bida z nędzą.

Najstarszym pokazanym samochodem jest BMW 3/15 z Eisenach, czyli zasadniczo Austin Seven vel Dixi 3/15. Informacje że to Austin/Dixi są skromne i dyskretne.

BMW 3/15 z fabryki w Eisenach

BMW 3/15 z fabryki w Eisenach

Parę przedwojennych samochodów jeszcze jest, rzeczywiście do pochwalenia się jest parę BMW 328 w wersji aerodynamiczno-wyścigowej. Uzupełniłem sobie zdjęcia paru mniej popularnych modeli powojennych (503, 507, 700)  sprzed Neue Klasse, będę mógł napisać nowe notki. No ale poza tym to rekiny, rekiny, rekiny - takie same jak na pierwszej lepszej wystawie starych samochodów.

A już szczytem jest sala nazwana Schatzkammer (skarbiec) w której stoją: jedno przedwojenne BMW 328 w wersji aerodynamicznej, BMW 3.0 CSi i jakiś nowy prototyp. No weź, to ma być skarbiec? Już ciekawsze samochody mają w bieda-muzeum w Eisenach!

BMW 328 "Mille Miglia"

BMW 328 "Mille Miglia"

Samo muzeum może i efektowne, ale w środku nie wiadomo którędy iść i czy już się wszystko widziało - bo kierunek zwiedzania wyznaczony słabo. Chyba przez to pominęła mi się sala z silnikami lotniczymi (nie żebym specjalnie żałował, w Deutsches Museum było lotniczych BMW na pewno więcej). A toaletom przydałby się gruntowny remont, nie tylko postawienie bajeranckich umywalek w pomieszczeniu jak toalety przy hali u nas w fabryce. Chociaż u nas toalety przy hali są w lepszym stanie.

No i jeszcze osobna wystawa czasowa - od niezbyt dawna należąca do BMW marka Rolls Royce. Brzydactwa straszne, w ogóle mnie nie biorą. Jedyny jako tako ładny to ten klasyczny Silver Ghost.

Rolls Royce Silver Ghost

Rolls Royce Silver Ghost

Czyli ogólnie: Darujcie sobie. Drogie i słabe. Nie warto zobaczyć. To najsłabsze z muzeów fabrycznych firm samochodowych, jakie dotąd widziałem. I to mimo że szmal wylewa się z wielu kątów (ale z toalety nie). Wybierzcie się lepiej do Ingolstadt. Albo do Zwickau. Albo do Eisenach. Albo na bawarskie piwo, będzie więcej funu .

Adres:

BMW Museum
Am Olympiapark 2
80809 München

Otwarte:

  • Wtorek-Niedziela 10-18

Wstęp:

  • Dorośli 9 EUR
  • Dzieci 6 EUR

 

Am Olympiapark 2, 80809 Monachium, Niemcy

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

2 komentarze

Warto zobaczyć: Deutsches Museum – Verkehrszentrum

No i trzecia część Deutsches Museum - poświęcona pojazdom kołowym. Ten oddział mieści się w zabytkowych halach targowych i jest w nim jeszcze sporo miejsca na nowe eksponaty. Przeniesiono tu niemal wszystkie samochody, pociągi i rowery, które do niedawna stały w głównej siedzibie muzeum.

Deutsches Museum - Verkehrszentrum

Deutsches Museum - Verkehrszentrum

I znowu jest tu tyle różnych ciekawych rzeczy, że trudno coś wyróżnić. Mnóstwo samochodów, od bardzo wczesnych z prawie oryginalnym Patentmotorwagenem Nummer 1 Benza (prawie, bo ten był tylko jeden, Benz go potem rozebrał i użył części do czego innego, ten egzemplarz zawiera trochę części odzyskanych, trochę co się jeszcze po warsztacie walały, a reszta została dorobiona w roku 1903) na czele, do całkiem nowych - ale tylko tych oryginalniejszych i ciekawszych. Uzupełniłem trochę brakujących zdjęć, wymienię w starych notkach obce na własne.

Prawie oryginalny Benz Patentmotorwagen Nummer 1

Prawie oryginalny Benz Patentmotorwagen Nummer 1

Mają też rowery, motocykle, lokomotywy, pociągi, funkcjonalne modele kawałków samochodów... Znowu nie wiem co wybrać do omówienia - radzę po prostu pojechać i zobaczyć, naprawdę warto.

Deutsches Museum - Verkehrszentrum

Deutsches Museum - Verkehrszentrum

 

Pierwsza na świecie lokomotywa elektryczna Siemensa

Pierwsza na świecie lokomotywa elektryczna Siemensa

 

Deutsches Museum - Verkehrszentrum

Deutsches Museum - Verkehrszentrum

Adres

Deutsches Museum - Verkehrszentrum
Am Bavariapark 5
Theresienhöhe 15 (adres dla nawigacji)
80339 München

Czynne:

  • Codziennie 8-17

Wstęp:

  • Dorośli 6 EUR
  • Dzieci 3 EUR
  • Dorosłym polecam Kombiticket na wszystkie trzy oddziały za 15 EUR.
Am Bavariapark 5, 80339 Monachium, Niemcy
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Deutsches Museum Monachium

Podstawowym punktem programu wycieczki było oczywiście Deutsches Museum. Na początek porady praktyczne:

  • Jeden dzień to tyle, żeby dość szybko przejść przez całość ekspozycji, nie oglądając jej zbyt gruntownie - to podobno największe muzeum naukowo-techniczne na świecie. 
  • Ale na takie przejście trzeba być kondycyjnie przygotowanym.
  • Muzeum otwierają o dziewiątej a zamykają o siedemnastej. Radzę pojawić się tam zaraz po dziewiątej i zwiedzać do upadłego, albo aż wyrzucą bo będą zamykać (ale żeby dotrwać do zamykania trzeba mieć sporo odporności w nogach i pojemności na wrażenia w głowie).
  • Można posilić się w bufecie, mają tam między innymi prawdziwego miejscowego Weißwursta ze słodką musztardą i preclem - zwiedzając Bawarię obowiązkowo trzeba coś takiego zjeść, tu można to załatwić bez szukania. Tylko nie przychodzić do bufetu za późno - prawdziwy bawarski Weißwurst produkowany jest tylko rano i jak się skończy to już nie ma. O technice jedzenia Weißwursta innym razem.

 Co do eksponatów: Jest ich tyle, tak różnych i tak dobrze pokazanych, że trudno się zdecydować co w punktach wymienić jako najciekawsze. Może kilka subiektywnie, losowo i niereprezentatywnie dobranych przykładów:

Messerschmitt Me-262 i Me-163

Messerschmitt Me-262 i Me-163

  • Spora kolekcja silników lotniczych. Najciekawsze jest to, że są bardzo dydaktycznie porozkrajane i można naocznie przekonać się o różnicach w koncepcji i konstrukcji. Zresztą tak jest generalnie w każdym dziale - muzeum pokazuje co ciekawsze konstrukcje w taki sposób, że można zobaczyć i zrozumieć istotne szczegóły.
  • Trochę rakiet. Na przykład jedną z pierwszych rakiet przeciwlotniczych na świecie - Rheintochter R1, Opla-Sandersa RAK-1, kapsułę Mercury...
  • Samochodów i innych pojazdów kołowych tu praktycznie nie ma - mają swój specjalny oddział w innej części miasta.
  • W piwnicy zbudowane są kawałki różnych kopalni, tak dobrze, że trzeba popukać w ścianę żeby poznać że sztuczna.
Makieta kopalni w podziemiach muzeum

Makieta kopalni w podziemiach muzeum

  • Bardzo dobra część z eksperymentami, głównie z fizyki. Ale nie takimi efekciarskimi jak większości podobnych instytucji, tylko dość solidnie prezentującymi podstawy.
  • Bardzo ciekawa wystawa o fotografii.
Aparat fotograficzny nagołębny

Aparat fotograficzny nagołębny

  • W dziale komputerowym mają między innymi maszynę Zuse Z-4 i Craya.
Komputer Zuse Z4

Komputer Zuse Z4

  • Zawsze mi się wydawało że mikroskop elektronowy to stosunkowo nowy wynalazek (skaningowy sądziłem lata siedemdziesiąte, zwykły wydawało mi się gdzieś pięćdziesiąte-sześćdziesiąte). A tu stoi seryjny, przedwojenny Siemens z 1939 i wcześniejszy prototyp. Całe życie człowiek się uczy.
Mikroskop elektronowy Siemens z roku 1939

Mikroskop elektronowy Siemens z roku 1939

No i jeszcze można by długo. Jeden dzień to za mało, ale rozłożenie na dwa kolejne też mija się z celem - to za duża porcja, trzeba zrobić sobie dłuższą przerwę. Najlepiej byłoby mieszkać w Monachium albo okolicy, wtedy warto byłoby kupić bilet roczny, chodzić często i oglądać po trochu. Ale ja mam pod 400 kilometrów i takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę.

Adres:

Deutsches Museum
Museumsinsel 1
80538 München

Otwarte:

  • Codziennie 9-17

Wstęp:

  •  Dorośli 8,50 EUR
  • Dzieci 3 EUR
  • Dorosłym polecam Kombiticket na 3 oddziały za 15 EUR.
Museumsinsel 1, 80538 Monachium, Niemcy
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

2 komentarze

Warto zobaczyć: Flugwerft Schleissheim

Dalej pojechaliśmy do Monachium. A w Monachium głównym celem jest oczywiście Deutsches Museum. Tyle że teraz ono ma jeszcze dwa specjalistyczne oddziały - jednym z nich jest Flugwerft Schleissheim.

Flugwerft (dosłownie stocznia lotniczaSchleissheim leży koło czynnego lotniska używanego przez aeroklub i jednostkę lotniczą policji. Przeniesiono tu większość samolotów, które dotąd stały w Deutsches Museum (Dornier Do31E1 jak pamiętam stał kiedyś na dziedzińcu muzeum), albo gdzieś w magazynie, bo się nie mieściły. 

Flugwerft Schleissheim

Flugwerft Schleissheim

Dojazd jest trochę uciążliwy, bo trzeba objechać całe lotnisko prawie dookoła, kilka kilometrów, cały czas z ograniczeniem do 30 km/h. Na końcu drogi jest trochę miejsc do parkowania, ale niezbyt dużo, w okresach kiedy może być duży ruch radziłbym poszukać innej możliwości dotarcia tam - na przykład zaparkowania z drugiej strony lotniska i podejścia pieszo, nie powinno być daleko, a na pewno szybciej.

Flugwerft Schleissheim

Flugwerft Schleissheim

Ekspozycja jest interesująca, sporo miejsca poświęcone jest badaniom nad samolotami pionowego startu. Oprócz tego oczywiście Tornado, Phantom, Starfighter i trochę innych, miejscami powycinanych żeby było widać co jest w środku. To pokazanie "co jest w środku" jest znakiem szczególnym Deutsches Museum, warto się przyglądać.

Flugwerft Schleissheim

Flugwerft Schleissheim

Aż trudno coś szczególnego wyróżnić, wszystko ciekawe. Warto zobaczyć.

Zdjęć daję mało, bo przydadzą się w notkach.

Adres:
Deutsches Museum Flugwerft Schleißheim
Ferdinand-Schulz-Allee (adres dla nawigacji) 
85764 Oberschleißheim

Otwarte:

  • codziennie 9-17

Wstęp:

  • Dorośli - 6 EUR
  • Dzieci - 3 EUR
  • Dla dorosłego polecam Kombikarte na wszystkie trzy części Deutsches Museum, 15 EUR i nie trzeba iść jednego dnia do wszystkich. Dla dzieci taki bilet się nie opłaca.
Effnerstraße 18, 85764 Oberschleißheim, Niemcy
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Warto zobaczyć: Audi Museum Ingolstadt

Następnym punktem programu było muzeum fabryczne Audi w Ingolstadt.

Audi Museum Ingolstadt

Audi Museum Ingolstadt

Audi w Ingolstadt jest zakładem już powojennym. A było to tak, że niemal wszystkie fabryki Auto Union znalazły się w radzieckiej strefie okupacyjnej. Została im tylko fabryka w Berlinie Spandau. W ramach ratowania co się da zarząd Auto Union zaczął gromadzić co się dało w jednym z regionalnych magazynów części zamiennych akurat w Ingolstadt - bo w pozostałych nie było miejsca na uruchomienie produkcji. I stąd wzięła się akurat tu fabryka. 

Potem Auto Union zostało wykupione przez Mercedesa, później przez Volkswagena. Ale o tym wszystkim dokładniej kiedyś, w osobnej notce. Krótko mówiąc Audi jako marka pojawiła się (ponownie) dopiero po przejęciu przez VW, głównie po to żeby odciąć się od skojarzenia DKW/Auto Union => dwusuw.

Ale dzięki tej całej skomplikowanej historii w muzeum jest co pokazać - można nawiązać i do Augusta Horcha, i do marek Horch, Wanderer, DKW, Auto Union, a nawet NSU (wchłonięte w roku 1969). 

Horch 10-12PS

Horch 10-12PS

Oprócz tego Audi już jako Audi (slogan reklamowy "Vorsprung durch Techik" - "Przewaga dzięki technice") sporo rzeczy wymyśliło i jako pierwsze wprowadziło na rynek. Na przykład napęd na cztery koła w osobówce nieterenowej albo całkowicie aluminiowe, samonośne nadwozie. 

Horch 901 Typ 40

Horch 901 Typ 40

No i muzeum jest bardzo ciekawe. Szmal się nie wylewa, wszystko zrobione prosto, ale elegancko. Do tego bajecznie tanio - wstęp kosztuje 2 EUR dla dorosłego i 1 EUR dla dziecka, z oprowadzaniem zaledwie dwa razy drożej - taniej to nie ma nigdzie. Parkowanie dla zwiedzających też za darmo.

Audi Museum Ingolstadt

Audi Museum Ingolstadt

W środku trochę starych produktów Auto Union (na przykład te same luksusowe Horche co w Zwickau), dalej te powojenne - DKW F8-9, F91, 3=6, 1000, Schnelllaster, aż do F102. No i Audi, od F103, przez pierwsze 80 i 50 i te kanciaste Quatro do najnowszych (chociaż dla najnowszych nie ma co iść do muzeum).

Audi Quattro

Audi Quattro

Polecam. Polecam również sąsiednią, zakładową kantynę, zjedliśmy bardzo dobry makaron (ich własnej produkcji) z sosem bolognese.

Adres:

Audi Museum Mobile
Ettinger Strasse
85045 Ingolstadt

Czynne:

  •  Codziennie 9-18

Wstęp:

  • Dorośli 2 EUR
  • Dzieci 1 EUR
  • Z oprowadzaniem 4 i 2 EUR

 

Ettinger Strasse

85045 Ingolstadt, Niemcy

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

2 komentarze

Warto zobaczyć: Muzeum kultury przemysłowej w Norymberdze

Korzystając z najdłuższych w Niemczech, heskich ferii świątecznych wybraliśmy się z synem w trzydniowy rajd po bawarskich muzeach techniki. Ten termin był bardzo dobry, bo wszystkie inne landy ferii już nie miały i wszędzie było pusto, a obłożenie hoteli bardzo małe. 

Na początek wybraliśmy się do Norymbergi, do Museum Industriekultur. Muzeum to jest położone niedaleko głównej siedziby firmy w której wcześniej pracowałem, przechodziłem obok nie raz, ale zawsze było za późno żeby wejść.

Muzeum znajduje się na terenie dawnych zakładów metalowych Juliusa Tafela (Tafla?, w mianowniku Julius Tafel), w swoim czasie (XIX w.) była to największa wytwórnia wyrobów ze stali walcowanej w Niemczech.

W muzeum wystawione są głównie wyroby firm z Norymbergi i okolic, było tych firm trochę. Ekspozycja zaczyna się od motocykli firm Victoria-Werke, Mars-Werke , Hercules-Werke, i Zündapp. A marek motocykli z Norymbergi było jeszcze znacznie więcej. 

Motocykle z Norymbergi

Motocykle z Norymbergi

Dalej mamy dziwne i ciekawe rowery, zazwyczaj też z Norymbergi

Różne dziwne rowery

Różne dziwne rowery

W następnej część stoją samochody marek Mars, Maurer-Union i Faun, oczywiście wszystkie norymberskie.

Samochód z Norymbergi, prawdopodobnie "Mars"

Samochód z Norymbergi, prawdopodobnie "Mars"

a dalej powojenne - Zündapp Janus zestawiony z concept carem Dornier Delta - o tej parze zrobię notkę (Uwaga: podobno ten Dornier Delta czasem jest tu, czasem u Dorniera we Friedrichshafen, a czasem w muzeum Hymera w Bad Waldsee), i Victoria Spatz (też zrobię notkę). No i Porsche Typ 12 czyli Zündapp Käfer, chwilowo jako model (samochód pewnie rotacyjnie w innym muzeum) - o tym przy okazji notki o początkach Garbusa. Więc na razie bez zdjęć.

Na dokładkę mamy trochę innego sprzętu, już niekoniecznie norymberskiego. Maszyny parowe, generatory elektryczne, stara elektronika, stare komputery domowe, dawne mieszkanie robotnika, sprzęt gospodarstwa domowego... Dzieci i młodzież może postukać sobie na mechanicznych maszynach do pisania, można usiąść na motorze Zündappa i w jego wózku bocznym.

Motocykl "Hercules W 2000" z silnikiem Wankla

Motocykl "Hercules W 2000" z silnikiem Wankla

Ogólnie bardzo polecam.

Adres:

Museum Industriekultur 
Äußere Sulzbacher Straße 62
90491 Nürnberg
 

Otwarte:

  • wtorek-piątek 9-17
  • sobota i niedziela - 10-18

Wstęp:

  • dorośli - 5 EUR
  • dzieci - 3 EUR
  • bardzo tani bilet "Kleingruppe 1" - dorosły + 1-3 dzieci za 5,50 EUR
  • również tanio "Kleingruppe 2" - dwoje dorosłych + 1-3 dzieci za 10,50 EUR
Äußere Sulzbacher Straße 62, 90491 Norymberga, Niemcy
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

3 komentarze

Warto zobaczyć: August Horch Museum Zwickau

Dawno nie było o tym co warto zobaczyć. Ale jadąc do i z kraju zaliczyłem dwa interesujące punkty, a potem zrobiliśmy sobie z synem rajd po bawarskich muzeach techniki, więc będzie notek z tego cyklu kilka. Dziś pozycja z mapki nie sprawdzonych - muzeum Augusta Horcha w Zwickau.

August Horch Museum Zwickau

August Horch Museum Zwickau

Mimo że August Horch należy do zasłużonych pionierów niemieckiego automobilizmu, to jest dziś mało znany i prawie zapomniany. Być może dlatego, ze marka Horch - inaczej niż na przykład Opel czy Porsche - nie przetrwała do dziś. Do dziś istnieje marka Audi, ale mało kto wie że ta nazwa pochodzi on nazwiska Horcha

No ale o Auguscie Horchu i markach Horch i Audi przy innej okazji, dziś o muzeum. W jakimś innym muzeum wpadła mi w ręce ulotka reklamująca to, zajrzałem do sieci - ładna strona, ale spodziewałem się że to tylko PR, a samo muzeum będzie czymś w stylu muzeum w dawnym AWE w Eisenach, czyli Wartburgowego.

Ale jednak jest różnica miedzy tymi firmami. Wartburg był co prawda wcześniej, ale robił głównie samochody klasy popularnej (Dixi) potem jako BMW raczej klasę średnią, i to tylko kilka modeli, zazwyczaj licencyjnych. Natomiast Horch robił głownie w wyższych klasach, aż do luksusowej. I jeszcze to jego firma weszła w skład Auto Union i to w Zwickau produkowano DKW - więc jest co pokazać. No i w związku z tym to muzeum to nie kawałek starego budynku prawie bez żadnej adaptacji, tylko coś specjalnie zbudowanego i mocno zaadaptowana cześć z bardzo dobrą i efektowną ekspozycją. 

Horch 375

Horch 375

Ekspozycja zajmuje dwa piętra i zaczyna się od wczesnych pojazdów Horcha. Są tam też silniki, pierwszy pojazd uważany za skuter 

PER PW 25

PER PW 25

ma blaszaną obudowę, lampy karbidowe i przeniesienie napędu paskiem klinowym.

Dalej mamy Wanderery, Audi i duży asortyment pięknych, luksusowych Horchów.

Horch 853

Horch 853

W następnej części ustawionych jest trochę oryginalnych maszyn z okresu międzywojennego i umywalnia - bardzo ciekawa - robotnicy nie myli się w wodzie bieżącej, tylko napuszczali wodę do misek, które potem można było na osi odwrócić i w ten sposób je opróżnić.

Umywalnia dla robotników

Umywalnia dla robotników

Następnie schodzimy poziom niżej, i tam, przy brukowanej ulicy z międzywojennymi sklepami stoją zaparkowane DKW kolejnych modeli serii F, od F1 do już NRD-owskich F8 i F9.

Uliczka DKW serii F

Uliczka DKW serii F

A dalej - oczywiście konstrukcje z NRD - prototyp P50 (ten co im nie wyszedł, będzie o tym notka, mam od dawna prawie gotową, tylko zdjęć brakowało), P70 i wszelakie Trabanty. Spore kawałki wystawy dotyczą technologii nadwozi - najpierw, przy Horchach pokazuje się drewniane szkielety pokryte sklejką i skajem, potem klepanie blachy na szablonach i na koniec technologię nadwozi z tworzyw sztucznych stosowaną w Trabantach (to właśnie ta notka co już od dawna prawie gotowa).

Przekrój Trabanta P50

Przekrój Trabanta P50

Na deser mamy Sachsenringi i prototypy, będzie z tego notek a notek. 

Prototypy P100 i P610

Prototypy P100 i P610

Sklepik muzealny też interesujący, zwłaszcza dla miłośników NRD.

Piaskowy Dziadek w sklepiku muzealnym

Piaskowy Dziadek w sklepiku muzealnym

Zdjęcia lepsze niż dotąd (chociaż mocno tracą po zmniejszeniu), bo zmieniłem aparat, ale notką na ten temat ożywię bloga hobbystycznego.

Muzeum bardzo polecam, uprzedzając następne notki napiszę, że z muzeów aktywnych i byłych niemieckich producentów samochodów które widziałem, lepsze jest tylko muzeum Mercedesa - no ale tam poszły co najmniej o rząd wielkości większe pieniądze. Tutaj szmal się nie wylewa z każdego kąta, ale muzeum jest świetne. 

Adres:

August Horch Museum
Audistr. 1
Zwickau

Otwarte:

  • Wtorek - niedziela 9:30 - 17:00

Wstęp:

  • Dorośli: 5,50 EUR
  • Dzieci: 3,50 EUR
  • Fotografowanie: 2,50 EUR od osoby
  • Są też bilety rodzinne.
Audistraße 7, 08058 Zwickau, Niemcy
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , ,

Kategorie:Warto zobaczyć

Skomentuj

Polscy biskupi i Gabriele Kuby

Za tą wizytą w Polsce poczułem się jak na froncie walki ideologicznej. Przygotowanie ogniowe trwało już od pewnego czasu, szturm nastąpił w ostatnią niedzielę. Jak się zapewne domyślacie, zapoznałem się ze sławetnym listem i przypomniały mi się enerdowskie czasy - potem nie spotkałem się z podobnym stężeniem kłamstw, manipulacji i ustawiania wyimaginowanego wroga.

Nie zamierzam wyjaśniać gdzie te kłamstwa i przeinaczenia leżą, to nie ma sensu. List był przeznaczony do wiernych wyznawców, nie uznających argumentów rozumowych i faktów niezgodnych z biskupim nauczaniem. A ludzie myślący samodzielnie mogą się dowiedzieć wszystkiego z innych źródeł. Ale ja rozpoznałem źródło, z którego biskupi spore kawałki przepisali i o tym chciałem napisać. Bo to źródło jest w Niemczech i wszystko to, co było o seksualizacji w przedszkolach również mówiło o przedszkolach niemieckich i cytowało broszurkę do wychowania seksualnego w niemieckiej szkole podstawowej, o której pisałem już TUTAJ.

Tym źródłem jest pani Gabriele Kuby. Poczytałem o niej już przed świętami i dlatego nie powstrzymam się od napisaniem o niej notki. Bo niestety w sieci ciekawe informacje o niej znajdują się praktycznie wyłącznie po niemiecku i są niedostępne dla ogromnej większości mieszkańców Polski. A jest o czym poczytać, ta pani to niezły model. TUTAJ jej strona w sieci (tylko po niemiecku).

Gabriele Kuby

Gabriele Kuby z Benedyktem XVI Źródło: www.gabriele-kuby.de

Zacznijmy od dowodu na odpisywanie: Bardzo proszę, TUTAJ wywiad z panią Kuby po polsku, z Gościa Niedzielnego, sprzed półtora roku. Pani Kuby dosłownie powtarza w nim tezy ze swoich książek, nie chce mi się porównywać, ale od razu zauważyłem że pojawiają się one dość dokładnie w inkryminowanym liście. Jak kogoś to bawi może poszukać czy zostały chociaż trochę przeformułowane, czy też przerżnięte 1:1 bez podania źródła.

 Teraz może parę ciekawych faktów z życia pani Kuby:

  • Jej wujkiem był Werner Heisenberg, tak, ten Heisenberg.
  • Na szybko nie udało mi się ustalić czy jest spokrewniona z Christine Kuby - terrorystką z RAF, ale trop jest interesujący.
  • Gabriele nie była wychowywana religijnie, ale w wieku 8 lat zażyczyła sobie, żeby ją ochrzcić w obrządku ewangelickim. Jak to się stało nie wiem, trzeba by więcej researchu i to raczej pozasieciowego.
  • Studiowała i ukończyła socjologię, więc teoretycznie powinna mieć jakieś przygotowanie fachowe.
  • Potem "studiowała" na International Academy for Continuous Education w Londynie. To był jakiś straszliwy new age'owy miks wszelkich religii (patrz hasło John G. Bennett)
  • Zawodowo pani Kuby głównie tłumaczyła książki.
  • W 1996, rozpadło się po 18 latach jej małżeństwo. Gabriele Kuby miała wtedy 52 lata i trójkę dzieci.
  • W tym samym roku pani Kuby skonwertowała się na katolicyzm. Ta historia jest bardzo dziwna, bo było to w trakcie pielgrzymki do Medjugorie. Medjugorie w ogóle jest bardzo nie ten tego, bo oficjalnie KK tamtejszych cudów nie uznaje (z dość konkretnym i spójnym uzasadnieniem ideologicznym), ale absolutnie nie przeszkadza to w kręceniu się biznesu i organizowanym przez księży katolickich pielgrzymkom. Wracając do pani Kuby - ona, mimo że nie katoliczka, pojechała na taką pielgrzymkę i na niej przystąpiła do katolickiej spowiedzi (ŹRÓDŁO po niemiecku), a potem doznała oświecenia.
  • Jak to często z konwertytami bywa, przeszła na pozycje skrajnie fundamentalistyczne.
  • Trzy lata po konwersji ostatecznie się rozwiodła.
  • Należy do bardzo fundamentalistycznej organizacji niemieckich katolików świeckich - Forum Deutscher Katholiken. Nie tak dawno ta organizacja jako jedyna broniła biskupa Tebartza-van Elsta (pamiętacie, Limburg, 31 milionów), że on taki biedny, niewinny, niezrozumiany i niesprawiedliwie atakowany.
  • Po konwersji zajęła się pisaniem książek, głównie o tematyce moralno-religijnej. O ich treści będzie dalej.
  • Dwie z jej książek traktują o Harrym Potterze, jaki od zły i jakie spustoszenie wśród młodzieży szerzy. Pierwszą z nich pani Kuby posłała kardynałowi Ratzingerowi, on raczej nie czytał Pottera, ale na pewno przeczytał książkę Kuby - bo jej potem, już jako Benedykt XVI, dziękował i powtarzał jej tezy.

Teraz coś o jej pomysłach. Ale najpierw skąd wzięła się "ideologia gender", bo wydaje mi się że jeszcze nikt w Polsce tego nie załapał - bo wszyscy tłumaczą że studia genderowe to coś całkiem innego. Ale biskupom raczej nie chodzi o studia genderowe, ale o faktycznie istniejące zalecania ideowe, tylko oni sami raczej nie wiedzą jak to się nazywa po angielsku. A nazywa się to "Gender mainstreaming", wyobraźcie sobie że jest o tym nawet w polskiej wikipedii. Tak jest u pani Kuby w miejscach, gdzie biskupi mówią "ideologia gender". Tyle że pewnie jakiś tłumacz nie miał pojęcia co tłumaczy, nie sprawdził co to jest i przetłumaczył jak mu się wydawało. Mogę się założyć, że biskupi sami nie wiedzą czym straszą i czego się boją. Tak przeczytali i tak powtarzają. Ale teraz wróćmy do przemyśleń Gabriele Kuby:

  • Pani Kuby uważa, że "być albo nie być" chrześcijaństwa zależy od zachowania tradycyjnych norm odnośnie seksualności.
  • Według niej cały upadek zaczął się od wydarzeń roku 1968, bo przedtem było wszystko cacy.
  • Pedofilia to według niej problem całego społeczeństwa, a ujawnianie że istnieje w kościele to "próba powalenia go na kolana", bo w kościele akurat ten problem nie jest znaczący.
  • Ona uważa jakiekolwiek planowanie rodziny za złe i jest zafiksowana na "czystość" w rozumieniu chrześcijańskim.
  • Żłobek prowadzi według niej do nieodwracalnych szkód psychicznych wśród dzieci, na co podobno ma kwity.
  • Protestuje ona przeciw zajęciom z wychowania seksualnego, bo to promuje homoseksualizm i zaciera różnice między płciami.
  • Największa jej obsesja to to wychowanie seksualne. Wszystkie te teksty o narządach płciowych itp. przytoczone w liście biskupów pochodzą z broszurki którą dzieci otrzymują po cyklu zajęć z wychowania seksualnego w szkole podstawowej. Przeczytałem tą broszurkę bardzo dokładnie - i uwaga - te zwroty rzeczywiście w niej występują. Tu pani Kuby nie kłamie. Nie kłamie, ale - świadomie lub nie - manipuluje. Ona wyrwała te stwierdzenia z kontekstu. Myślę, że jej się myślenie przy tych zwrotach wyłącza, znam parę takich osób. A kontekst jest taki - autorzy broszurki (i całego programu wychowania seksualnego) starają się za wszelką cenę nie produkować dzieciom żadnych lęków, fobii czy poczucia winy związanego z kwestiami seksualnymi. Stąd stwierdzenia, że zrobienie tego czy tamtego jest OK, ale również - czego pani Kuby nie zauważa - że NIE ZROBIENIE jest co najmniej tak samo OK. Szkoła daje informacje (nawiasem mówiąc również o tzw. naturalnych metodach antykoncepcji, tyle że nie już w szkole podstawowej), i mówi "Nic nie musisz, to ty decydujesz, nie dawaj sobie narzucać że coś trzeba. Nieważne czy rówieśnikom, czy dorosłemu. Jeżeli czujesz że coś jest niewłaściwe to nie rób tego i nie zgadzaj się na to". Ta myśl przewija się przez cały materiał wychowania seksualnego, nie wiem jak zboczonym trzeba być, żeby zauważać w tym tylko penisy i waginy.
  • A już szczytem wszystkiego jest o tym uczeniu masturbacji w przedszkolu. Moje dziecko chodziło tu do przedszkola - nigdy czegoś takiego nie było, nie słyszałem żeby gdziekolwiek było. Przeciwnie - wychowawcy i wychowawczynie zwracają uwagę dzieciom gmerającym sobie przy siusiakach i cipkach. To musi być jakaś prywatna obsesja seksualna pani Kuby. W sumie nic dziwnego - jak ktoś w tych broszurkach widzi same penisy to musi mieć z tym jakiś problem. Ja tam bym nie dopuścił pani Kuby do jakiegokolwiek dziecka na bliżej niż 10 metrów.

Jak widać pani Kuby bardzo dobrze pasuje krajowym fundamentalistom. Warto wiedzieć gdzie jest znana (na podstawie wpisów w Wikipedii):

  • oczywiście w Niemczech
  • we Włoszech z książki o Potterze
  • na Słowacji i w Chorwacji z książki o seksualności
  • w Polsce z książek o Potterze i o genderze

I nigdzie indziej.

Dziś wróciłem z kraju i jestem padnięty, więc dość tej notki, mimo że jeszcze sporo można by napisać. W następnej kolejności będzie dużo o NRD, bo po drodze tam i z powrotem odwiedziłem dwa ciekawe miejsca. Stay tuned.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Polityka, polityka

Komentarze: (1)

Jak to się robi w Niemczech: Gimnazjum (2)

Ostatnio pojawiły się kolejne wyniki testów PISA i zarówno w Polsce jak i w Niemczech pieją z zachwytu jak to cudownie jest. A ja powoli jestem zrozpaczony. Ale po kolei.

Ostatnio pisałem o niemieckim systemie edukacji ze dwa lata temu, od tego czasu mam sporo nowych obserwacji i doświadczeń na temat niemieckiego gimnazjum, a przynajmniej niższych jego klas.

Schillerschule Frankfurt w czasie matur

Schillerschule Frankfurt w czasie matur

Syn chodzi do gimnazjum, i to takiego z lepszych (żeby nie było że to tylko jednostkowy wypadek, a gdzie indziej na pewno jest lepiej). Dla ustalenia uwagi: Land Hesja - szkolnictwo jest w gestii landów, w każdym jest trochę inaczej. Klasa w tej chwili siódma.

No to jedźmy po przedmiotach:

  • Niemiecki. Wiadomo, podstawowy przedmiot. Ale tak szczerze mówiąc to oni prawie nic nie czytają (jedną-dwie książki na rok), na gramatyce znają się słabo, omawiają w tej chwili gatunki dziennikarskie. Przedtem był wywiad, teraz mają reportaż. Żadnego porównania z tym, co było za moich czasów na komunistycznym polskim, nawet w mojej, niezbyt dobrej szkole podstawowej.
  • Matematyka. No po prostu tragedia. Połowa klasy siódmej, a oni ciągle tylko tłuką ułamki  i procenty w różnych kombinacjach. O równaniach nawet nie słyszeli. W klasie szóstej myślałem, że to przez marnego nauczyciela (nauczycielka matematyki poszła na macierzyński, uczył ich nauczyciel fizyki, ale słaby bardzo), ale teraz mają lepszego i nic się nie zmieniło - taki jest program. Mimo że to nadal tylko ułamki to połowa dzieci i tak ma z nimi problemy. Bo oni im wytłumaczyć nie potrafią - w książce do klasy szóstej było na przykład pięęęęknie, geometrycznie wyjaśnione mnożenie ułamków, aż byłem pod wrażeniem, ale nauczyciel to sobie pominął. Ręce opadają. Trochę lepiej było z geometrią, ale też brakuje w tym spójności i systemu. Mnie to już tak osłabiło, że zacząłem uczyć syna matematyki sam. Przecież to proste rzeczy. Wprowadziłem mu równania i układy równań, załapał bez problemu, tylko sprawności jeszcze brakuje. Więc poszedłem do księgarni po zbiór zadań, przeglądałem je najpierw przez dobre pół godziny, ale wszystkie były bez sensu - mało zadań, dużo nie związanych rysunków i pustego miejsca. Kupiłem ten najmniej bezsensowny, ale nie jestem zadowolony. Jak pojedziemy na święta do Polski spróbuję kupić coś w Polsce, jak by nie było sensownych nowych to w antykwariacie jakiś stary, porządny. Raz przy tym uczeniu był kolega syna, klasowy kujon zresztą, i on po przyjrzeniu się sam ze siebie stwierdził, że te równania powinni już dawno mieć w szkole. Ach i jeszcze - wszyscy muszą mieć kalkulatory. Niemal wszyscy kupili ten model Casio który nauczyciel zaproponował i centralnie zamówił, syn wziął moje ćwierćwieczne Casio Fx-107, zresztą lepsze i ładniejsze niż tamte.
  • Fizyka. Zaczęła się fizyka, ale absolutnie podstawowy problem jest taki, że brak im aparatu matematycznego i nie da się wprowadzić żadnego wzoru. Teraz mają optykę, w książce dalej widzę coś o cieple, coś o prądzie, no ale samo ujęcie jakościowe - to przecież bez sensu! Syn próbował rozmawiać z nauczycielem na temat wprowadzenia równań - skoro nie ma ich na matematyce, to może chociaż na fizyce - ale pan stwierdził, że kiedyś próbował je wprowadzić i zaraz przylecieli rodzice że tak męczy te dzieci najwyższą matematyką i to niedopuszczalne.
  • Chemia. Zaczęła się też chemia. Na razie nic specjalnego, ale to początek. Może się rozkręci.
  • Biologia. Ta akurat jest z jakim-takim sensem, chociaż nie po kolei po złożoności organizmów. Ale ujdzie. Zaczęli od człowieka i jego kolejnych podsystemów (nie pomijając rozrodczego), teraz przeszli do roślin. Jak na koniec będą bakterie i wirusy to się pewnie podłamię.
  • Angielski. W poprzedniej klasie mieli nauczycielkę która sobie wyraźnie nie radziła, nauczyła ich mało. Teraz jest trochę lepiej. Trudno mi to jednak z czymkolwiek porównać, bo angielskiego w swojej szkole ani podstawowej ani średniej (ani nawet na studiach) nie miałem, i w ogóle w tym języku jestem raczej samoukiem (+ nieregularne lekcje w poprzedniej firmie).
  • Łacina. To drugi język obcy, do wyboru był jeszcze francuski. No ten przedmiot wygląda mi na najlepiej prowadzony ze wszystkich, szkoda tylko że to akurat jeden z najmniej potrzebnych.
  • Historia. Teraz robią starożytność - Rzym. Ale nie skupiają się na datach, osobach i bitwach, tylko mówią raczej o przemianach społecznych i politycznych. Uważam że to bardzo dobrze, ja też wolę patrzeć na historię w ten sposób.
  • Polityka. Ten przedmiot akurat jest całkiem sensowny - zaczęli od zmieniającego się społeczeństwa, a teraz mieli o Internecie i jego ryzykach, i edukację medialną - jak działają media, jak czytać wiadomości, według jakich kryteriów są one wybierane na pierwszą stroną, że nie można im bezkrytycznie wierzyć itp. To mi się podoba.
  • Muzyka. Tu od pokoleń katują wszystkie dzieci Bedřichem Smetaną i jego "Wełtawą" i życiorysem Mozarta. No i zapisem nutowym, ze znacznie większymi szczegółami niż było u nas. Ale może to kwestia nauczyciela - ten w poprzedniej klasie był od muzyki klasycznej, dyrygował dużymi chórami, komponował itp. W tej klasie mają sensowniejszego i współcześniejszego - przy "Obrazkach z wystawy" puszczał im też Emersona, Lake'a & Palmera i Isao Tomitę (pamiętam go z ejtisów, ale zestarzał się straszliwie, tego się nie da już słuchać). Ale w sumie nadal jest to głównie teoria muzyki - dzieci nic nie grają i mało co śpiewają. Z tym że jako antytalent muzyczny nie mam nic przeciwko temu. Wkrótce nauczyciel zamierza im zrobić tour po gatunkach muzycznych nie wyłączając metalu i podobnych, tu jestem zdecydowanie za - spora część klasy słucha głównie dubstepu i nie ma pojęcia o niczym innym, przyda im się.
  • Religia. To dłuższy temat w trzech wariantach i jednym eksperymencie, zrobię o tym osobną notkę.
  • Sport. Jak sport. Znaczy idzie ostrzej niż było średnio za moich czasów, ale w Niemczech kultura fizyczna zawsze była dość wysoko w hierarchii.

Są jeszcze przedmioty do wyboru. Każdy uczeń musi w ciągu nauki parę takich przedmiotów z listy wybrać, i na nie chodzić. Są one dość różne, często średnio atrakcyjne. W tym roku syn wybrał przedmiot "Historia Frankfurtu", w ramach zajęć chodzą w różne miejsca we Frankfurcie, zwiedzają to i tamto, sporo się dowiadują, ogólnie nieźle. Problemem jest zapisywanie się, bo ilość miejsc jest ograniczona, obowiązkowo trzeba podać dwa przedmioty, a problem jest taki że bywa że z listy atrakcyjny bywa z biedą jeden. I teraz jak się nie dostać na ten atrakcyjny, to trzeba pójść na ten nieatrakcyjny.

Trochę lepiej wygląda tutejsze nauczanie soft skilli. Wszyscy naprawdę się starają żeby dzieci pracowały zespołowo, uczyły się rozwiązywania konfliktów, itp. I wydaje mi się, że akurat to działa znacznie lepiej niż kiedykolwiek działało w Polsce. Skutek jest taki, że jak mam z kimś pracować, to wolę z średnio fachowym Niemcem niż z super fachowym Polakiem. Bo z tym Polakiem to najczęściej nie idzie czegokolwiek ustalić, żeby potem się tego trzymał.

Ogólnie to nie jestem zachwycony, żeby nie używać grubych słów. Nie jestem w stanie poświęcić tyle czasu na homeschooling ile bym w tej sytuacji chciał i uważam za konieczne, a zważmy że jeszcze nie byłoby źle zająć się językiem polskim.  No ale robię co mogę. Teraz wnioski.

  • To wszystko nie są tylko problemy tego konkretnego gimnazjum. Koledzy syna chodzą do dwu innych gimnazjów w dzielnicy, i tam nie jest jakoś wiele inaczej. A program nauczania jest ten sam w całym landzie.
  • W całym kraju panuje ogólna panika moralna związana z nieudaną próbą skrócenia nauki w gimnazjum z dziewięciu lat (G9) do ośmiu (G8). Bo te dzieci będą musiały się tak dużo uczyć, to nieludzkie... Jak patrzę czego i ile oni się uczą, to mi macki opadają. To jest marnowanie czasu tych dzieci! Jestem za bezkompromisowym G8 + poszerzenie programu, zwłaszcza z matematyki!
  • Nie pamiętam już zbyt dokładnie co miałem w szkole w siódmej klasie, ale z polskiego oprócz czytania sporej ilości lektur jeszcze umieliśmy części mowy i zdania na wyrywki, tak samo rozbiór zdania. I pamiętam, że na końcu ósmej brałem udział w konkursach matematycznym i fizycznym  (z fizyki byłem trzeci w województwie) i one polegały na robieniu prawdziwych zadań, z matematyki chyba były nawet funkcje trygonometryczne, a z fizyki trzeba było przekształcać wzory i liczyć. Gdzie im do tego poziomu?
  • Z roku na rok coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że za komunizmu szkolnictwo było najlepsze. Może nie zawsze praktyka wychodziła tak jak miała, ale programy nauczania (przynajmniej z przedmiotów ścisłych i polskiego) były niezłe. Lepsza w dzisiejszych Niemczech jest tylko historia i polityka. Z tego co widzę, Polska idzie jednak intensywnie w stronę systemu niemieckiego, czyli w złą. Nie byłoby jeszcze tak źle, gdyby przejmować te soft skille z systemu niemieckiego, ale kto miałby tego uczyć? Skończy się to na pewno słabym wykształceniem bez soft skilli.
  • Przy takim nauczaniu matematyki i fizyki inżynierów w Niemczech będzie coraz mniej, to gwarantowane. I nadal będzie ich masowo brakowało. W sumie to sam się dziwię, skąd się ci inżynierowie biorą dziś. Jak macie dzieci o zainteresowaniach inżynierskich, albo już na studiach w tym kierunku, to każcie im się uczyć niemieckiego - będą miały pracę za nie najgorsze pieniądze, w fajnym kraju i po sąsiedzku.
  • W prawdziwej pracy soft skills są naprawdę ważne, wydaje mi się że na tym się cały tutejszy system jeszcze jakoś trzyma. Ale gdyby połączyć polską albo NRD-owską szkołę z czasów komunizmu z zachodnimi soft skillami to wychodziliby z tego systemu ludzie nie do pokonania.
  • Ostatnio media donoszą ploty, że tworząca się właśnie w Hesji koalicja zielono-czarna ma ochotę drastycznie zredukować etaty nauczycielskie. Ja mimo to będę w stanie wyuczyć moje dziecko na inżyniera, ale większość innych skończy pewnie wtedy na jakichś Wyższych Kursach Tego i Owego, płatnych oczywiście. A potem 400 euro Job  (Tak, wiem, teraz trochę więcej niż 400, ale brzmi gorzej) przy wykładaniu towarów na półkę. Bo już teraz to jest katastrofa.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

14 komentarzy

Na wystawie widziane: Opel 4PS Laubfrosch

Nie będę omawiał wszystkich modeli produkowanych przez Opla, bo - tak szczerze mówiąc - to nudne. Po okresie pionierskim wyobrażenie tego jak powinien wyglądać i być skonstruowany samochód ustabilizowało się, i wszystkie samochody zaczęły być do siebie bardzo podobne. Ciekawe jest raczej jak i dlaczego jedne firmy samochodowe rosły, a inne upadały.

No i oprócz tego mam niezbyt dużo własnych zdjęć, a nie lubię notek takich jak poprzednia - z jednym moim zdjęciem a resztą z sieci. To takie niesportowe. Do tego stare Ople z niektórych zdjęć trudno jest zidentyfikować - nie znalazłem żadnej w miarę kompletnej strony na ten temat. Tak więc dziś jedno moje zdjęcie Opla z okresu między Doktorwagenem a końcem przedsiębiorstwa rodziny Opel, i o najważniejszym ich modelu.

No to jedźmy. Sukces Doktorwagena umocnił pozycję Opla na niemieckim rynku samochodowym. W roku 1911 przyszedł cios - większa część fabryki się spaliła. Ale odbudowano ją i Opel produkował dalej. Głównie samochody, ale ciągle również rowery.

Tu mała wycieczka wstecz: Bracia Opel byli również kolarzami, jeździli i wygrywali w wyścigach reklamując w ten sposób swoje produkty. Ale wyścigi wyglądały wtedy inaczej niż dziś. Większość startujących byli to amatorzy, a wielkie ekipy techniczno-medyczne nie istniały jeszcze. Przeciętny uczestnik wyścigu wcześnie rano wsiadał na rower, jechał nim na miejsce startu, często dobrze ponad 100 kilometrów, potem jechał wyścig, powiedzmy 80-100 km i wieczorem wracał rowerem do domu. Dzisiejsi zawodowcy to przy tych ludziach ciepłe, leniwe kluchy.

Fritz Opel jako kolarz Źródło: Sport im Bild, 1897

Fritz Opel jako kolarz Źródło: Sport im Bild, 1897

Firma Opel rozwijała się intensywnie i była coraz ważniejsza dla regionu.  Wkrótce (1917-1918) wywodzący się z chłopskiej rodziny trzej najstarsi bracia bracia Opel (Carl, Wilhelm i Heinrich) zostali kolejno obdarzeni przez księcia z Darmstadt tytułem szlacheckim i mogli używać Adelszusatzu von. Tytuł ten był dziedziczny - więc całe ich potomstwo też zostało von Opel.

Opel8/25 PS

Opel8/25 PS (1920-1924)

Firma się rozwijała, ale wszystkie te tysiące samochodów były produkowane jak w manufakturze. A tymczasem z USA do europejskiej branży samochodowej przyszła nowa koncepcja - produkcja taśmowa. Pierwszy wdrożył ją u siebie Citroën produkując tak od roku 1919 model A, a od 1922  model C, zwany też 5CV albo 5HP. Model C był dostępny tylko w kolorze cytrynowożółtym - stąd Citroën wielu krajach do dziś popularnie nazywany jest "Cytryną".

Citroen 5CV (1922)

Citroen 5CV (1922)

Citroen 5CV (1922)

Citroen 5CV (1922)

Opel też uruchomił w roku 1924 produkcję taśmową swojego modelu Opel 4PS. Chociaż "swojego" nie całkiem się zgadza. Była to tak naprawdę kopia Citroëna 5CV. Znaczy samochód nie był przerżnięty co do śrubki - miał trochę inną chłodnicę, parę różnic w silniku, i dwunastowoltową instalację elektryczną zamiast sześciowoltowej.

Opel 4 PS Laubfrosch

Opel 4 PS Laubfrosch

 

Opel 4 PS Laubfrosch

Opel 4 PS Laubfrosch

No i największa różnica: Opel 4PS był nie cytrynowy tylko trawiastozielony, stąd nazwa "Laubfrosch" - "Rzekotka". Samochód na początku produkcji kosztował 4500 Reichsmarek - w porównaniu z innymi było to mało, ale i tak za tyle można było mieć domek.

Opel 4 PS Laubfrosch

Opel 4 PS Laubfrosch

No i to był prawdziwy sukces, przez niecałe 7 lat wyprodukowano tych samochodów prawie 120.000. Dzięki Laubfroschowi firma Opel stała się największym producentem samochodów w Niemczech, z udziałem w rynku rzędu 27%. Citroën próbował wytargować sądownie opłaty licencyjne od Opla, ale niemieckie sądy odrzucały pozwy motywując to innym kształtem chłodnicy. Trudno powiedzieć czy sądy były stronnicze, czy niefachowe, pewnie obie te rzeczy naraz.

Opel 4 PS Laubfrosch

Opel 4 PS Laubfrosch

Tu rozwinięcie modelu 4 PS - Opel 4/16 z roku 1928

Opel 4/16 (1928)

Opel 4/16 (1928)

Ale dla rodziny Opel skończyło się to wszystko marnie. O tym w następnej notce. Będzie smutno.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Skomentuj