Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Jak to się robi w Niemczech: Kłamstwo w polityce (3)

Miałem nadzieję, że nie będzie następnego wpisu z cyklu o kłamstwie w polityce, ale oczywiście nadzieja matką głupich. Heskie CDU to niestety super-chrześcijanie i hiper-demokraci.

Niedawno gruchnęła wieść, że Roland Koch dostał pracę. Byłoby wszystko OK, niech sobie pracuje, ale problem w tym co to za praca. Otóż ma on zostać przewodniczącym zarządu koncernu budowlanego Bilfinger Berger z Mannheimu.

To może najpierw o firmie. Koncern Bilfinger Berger powstał w roku 1975 jako połączenie trzech firm z tradycjami sięgającymi XIX wieku. Koncern realizuje wiele projektów, nie tylko w kraju. Jest spółką notowaną na giełdzie i drugim co do wielkości koncernem budowlanym w Niemczech. Jak na razie nic nadzwyczajnego, jedziemy dalej. Ostatnimi czasy koncern zrobił parę bardzo nieładnych akcji. Na przykład budując odcinek metra w Kolonii narozrabiali strasznie. Kilka zabytkowych budynków się cokolwiek uszkodziło, a jeden (archiwum miejskie) nawet zawalił grzebiąc pod sobą  dwie osoby i mnóstwo cennych, historycznych dokumentów. Przyczyną było nieprawidłowe prowadzenie prac, fałszowanie protokołów kontrolnych i kradzieże elementów zbrojenia.

Zniszczony budynek archiwum miejskiego w Kolonii

Zniszczony budynek archiwum miejskiego w Kolonii Źródło: Wikipedia Autor: Frank Domahs

Podobne nieprawidłowości wykryto na budowie trasy ICE Norymberga-Monachium i na budowie metra w Düsseldorfie. Na innych budowach też się źle dzieje.

No dobrze, ale ktoś może powiedzieć: To chyba OK, że chcą nająć mocnego człowieka, żeby zrobił u nich porządek.

Gdyby tak było, byłoby pewnie naprawdę OK. Ale sposób załatwienia tej sprawy budzi spore wątpliwości. Po pierwsze: Pan Koch zrezygnował z polityki niespodziewanie, przed końcem kadencji, prawie że rzucił robotę, rozwiązał umowę i sobie poszedł. Wtedy twierdził, że po prostu ma dosyć i sobie odpocznie, ale dziś się okazuje że jakieś rozmowy prowadził, pilnując tylko żeby nie można mu było zarzucić że coś podpisał, albo podejmował wiążące ustalenia.

I teraz najważniejsze: Koncern Bilfinger Berger dostał nieco wcześniej zlecenie na budowę nowego pasa na lotnisku we Frankfurcie. Za 80 milionów. W porównaniu z całością inwestycji to może i niedużo, ale 80 baniek piechotą nie chodzi. A kto o tym zleceniu decydował? Fraport i land Hessen. Czyli w zasadzie pan Koch. A o tym, co się przy tym projekcie działo i dzieje już pisałem. W tym samym cyklu. I chyba zbyt dobrze pana Kocha oceniłem pisząc, że nie ma w tym wszystkim własnego interesu.

I to jeszcze nie koniec cyklu. Kolejne afery heskiej CDU w drodze. Następna notka z tego cyklu też, niech tylko sytuacja się jeszcze trochę wyklaruje.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

3 komentarze

Na wystawie widziane: DAF 66 a sprawa Volvo

Dyskusja pod poprzednią notką przyspieszyła napisanie przeze mnie tej notki. Już od dawna miałem ją w planie, ale brakowało mi paru zdjęć. A ja, jak mam nadzieję można to zauważyć, staram się robić notki z własnych zdjęć. Bo co to za sztuka wkleić parę fotografii z sieci?

Brakuje mi zdjęć  Volvo serii 300. Sam miałem kiedyś Volvo 360, świetny wóz był, ale nie zrobiłem mu żadnego zdjęcia. A ostatnio przeczytałem, że mało który z tych samochodów dociąga do wieku 20 lat (bo słabo zabezpieczone antykorozyjnie były, nie to co prawdziwe Volvo, moje doświadczenie to potwierdza), więc trudno mi będzie spotkać takiego na ulicy czy wystawie. Więc muszę się pogodzić z linkowaniem zdjęć z sieci.

Holenderska firma DAF nie za długo zajmowała się samochodami osobowymi - pierwszy wypuściła w roku 1958, w 1973 część od osobówek została przejęta przez Volvo w 1/3, a w 1975 w 3/4. Ale w tym czasie DAF zrobił kilka ciekawych rzeczy.

Przekładnia o zmiennym przełożeniu

Przekładnia o zmiennym przełożeniu Źródło: Wikipedia

Pierwszą z nich była automatyczna, bezstopniowa skrzynia biegów. Sama koncepcja nie była nowa - przekładnie o zmiennym przełożeniu z użyciem pasów i stożkowych kół rysował już Leonardo da Vinci, patent na taką przekładnię uzyskali w roku 1886 Daimler i Benz. Hub van Doorne, współzałożyciel DAF-a nie wymyślił więc takiej przekładni, wymyślił za to sposób automatycznego nią sterowania, a całość nazwał Variomatic. Były w tym sterowaniu dwa układy: jeden odśrodkowy a drugi podciśnieniowy. Kombinacja prędkości obrotowej i podciśnienia w kolektorze ssącym wystarczała do w pełni automatycznego sterowania przekładnią. Taka skrzynia biegów oczywiście nie dawała możliwości odwrócenia kierunku obrotów - do tego służyła specjalna przekładnia. Efektem ubocznym takiego układu było to, że samochód z taką przekładnią mógł jechać do tyłu z taką samą prędkością jak do przodu. W Holandii urządzano wyścigi samochodowe w jeździe do tyłu, DAF-y startowały w osobnej kategorii, bo żaden inny samochód nie był stanie się z nimi w tej konkurencji mierzyć. Po przejęciu DAF-a przez Volvo patent na Variomatic został przeniesiony do firmy VDT (Van Doorne Transmissie), przejętej później przez Boscha jako Bosch Transmission Technology. I to właśnie Bosch pracuje nadal nad takimi przekładniami i dostarcza je różnym producentom samochodów. (Grafika: Wikipedia, autor: Büdeler Naumann)

Drugim pomysłem Huba van Doorne było umieszczenie skrzyni biegów nie tuż przy silniku, tylko z tyłu, przy tylnym moście (Transaxle). Dawało to o wiele równomierniejszy rozkład masy między oś przednią a tylną niż przy klasycznej konstrukcji. DAF nie był tu co prawda pierwszy, ale jako jedyny stosował ten układ we wszystkich swoich konstrukcjach, nawet w małych, popularnych samochodach.

Następnym pomysłem było zastosowanie zawieszenia tylnego w układzie De Diona. W skrócie: dobre, ale drogie. Inni producenci również stosowali ten układ, ale raczej w większych samochodach wyższej klasy.

A teraz zdjęcia: DAF 66:

DAF 66 Limousine, 1972-1975

DAF 66 Limousine, 1972-1975

 

DAF 66 Limousine, 1972-1975

DAF 66 Limousine, 1972-1975

 Samochód ten był ostatnią konstrukcją pod produkowaną pod marką DAF, a po przejęciu przez Volvo również jako Volvo 66. Ale w momencie przejęcia DAF miał opracowaną jeszcze jedną konstrukcję - DAF 77. Volvo wypuściło ją jako Volvo 340 (zwane też 343 i 345 w zależności od ilości drzwi). Samochody te miały silniki 1.4l od Renault, układ transaxle, skrzynie biegów Variomatic albo ręczne. W drzwiach bocznych były zainstalowane stalowe rury (które stały się standardem w samochodach dopiero znacznie później).

Volvo 343 DL

Volvo 343 DL Źródło: Wikipedia Autor: M.Fonteyn

Później opracowano też lepszą wersję zwaną 360. Miała ona niewysilony silnik 1954 cm3 (też od Renault) i znacznie lepsze wyposażenie. Jeździłem takim przez kilka lat, był świetny. Źródła twierdzą, że na zakrętach dzięki skrzyni biegów z tyłu był znacznie lepszy od innych ówczesnych samochodów tej klasy, nawet od Mercedesa 190 i BMW serii 3.

Volvo 360

Volvo 360 Źródło: www.resimmotoru.com

Volvo 360 nie było oferowane z przekładnią Variomatic - gumowe pasy nie były w stanie przenosić takich mocy. Fotele w tym samochodzie były najwygodniejsze ze wszystkich samochodów, w jakich dotąd siedziałem. Szczególnie podobała mi się tablica przyrządów - oni rzeczywiście rozumieli co jest naprawdę potrzebne. Na tablicy były, jak zwykle, dwa duże wskaźniki tej samej wielkości - jeden to prędkościomierz, a drugi to zegar. Taki normalny, wskazówkowy. Do innych producentów jakoś to nie dociera, prawie wszyscy dają średnio istotny obrotomierz, a zegar jest tylko gdzieś po macoszemu malutki, albo i cyfrowy. Te wskaźniki były po prostu pięknie podświetlone od spodu, miło zielone cyfry białe kreski, czerwone wskazówki. Sama przyjemność patrzenia.

Zegary Volvo 360

Zegary Volvo 360 Źródło: www.volvo300mania.com

Volvo 340/360 było bardzo niezawodne, pamiętam że w statystykach ADAC wtedy, w samochodach 6-letnich (wtedy publikowali z podziałem na wiek i nawet dla dość starych) były na piątym miejscu. Silnik był nie do zdarcia ale niestety nadwozie rdzewiało. Poza tym tylko jedna rzecz była marnie zrobiona - dysze spryskiwacza były wyprowadzone przez otwory w masce i przestawiały się notorycznie tak same ze siebie.

Tylne koła miały ujemne pochylenia, samochód od tyłu wyglądał na nieco "rozkraczony", co dawało mu dobrą stabilność (podobny efekt dopiero później i o wiele drożej uzyskało Porsche w modelu 928 (oś Weissach)). Podobno świetnie nadawał się do ciągnięcia przyczepy. Niecodzienny wygląd powodował, że jak tylko pojechałem na przegląd to diagnosta nieproszony zaraz brał się do mierzenia geometrii, a dopiero potem ze zdumieniem odczytywał w swoich tabelach że wszystko jest OK.

Jeszcze jedna ciekawostka: Volvo 360 z silnikiem B19A miało gaźnik bardzo interesującej konstrukcji: był tam taki spory tłoczek zakończony długą, stożkową iglicą wchodzącą do dyszy paliwowej. Podciśnienie podnosiło ten tłoczek, powiększając jednocześnie szczelinę w dyszy przez którą dawkowane było paliwo. Gaźniki takie produkowała firma Zenith pod marką Stromberg, układ ten nazywa się "constant depression". Jak to dokładnie działa można przeczytać TUTAJ, od strony 21. Gaźniki takie były używane w samochodach wyższej klasy, na przykład Triumph Spitfire, Jaguar E-Type czy różne modele MG.

Volvo serii 300 produkowano bardzo długo, od 1976 do 1990 roku.

A teraz przejdźmy do tytułowego związku DAF-a z Volvo. Gdy spojrzeć na to Volvo 343 z wczesnych serii to widać w nim praktycznie wszystkie cechy które wiążemy z "prawdziwym" Volvem: Płaskie, kanciaste elementy, długa maska, prostokątna atrapa i reflektory... I przecież Volvo kojarzy nam się z raczej czymś takim (Volvo 244, po przejęciu DAF-a):

Volvo 244

Volvo 244

niż takim (Volvo P 1800, przed przejęciem DAF-a):

Volvo P1800

Volvo P1800

a nawet takim (Volvo 164, przez przejęciem DAF-a):

Volvo 164

Volvo 164

Czyli "prawdziwe" Volvo to DAF!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

14 komentarzy

Na wystawie widziane: Volvo PV444/PV544

Dziś specjalnie dla JankaR o Volvo PV444 i PV544.

Rzeczywiście jest to taka garbata Warszawa M-20, tylko bardziej. Jednak wątpię żeby konstruktorzy obu samochodów zrzynali od siebie wzajemnie - garbate samochody były obecne na rynku już od dłuższego czasu, przynajmniej od Tatry 77 (1934).

Volvo PV444 było pomyślane jako szwedzki "samochód ludowy". Pierwszy egzemplarz wyprodukowano w roku 1947, ale umowy na zakup tego samochodu ludzie podpisywali już od roku 1944. Prawie jak z KdF-Wagenem i książeczkami KdF. Nie udało mi się doguglać czy Volvo brało przedpłaty, ale nawet jeżeli tak to przewidywana w umowie cena okazała się zbyt niska. Volvo wzięło jednak tę różnicę na klatę i sprzedało samochody z dużą stratą. Klienci Volvo zyskali - natomiast VW zrobił klientów wpłacających na KdF-Wagena w bambuko.

Volvo PV444

Volvo PV444

Volvo PV444

Volvo PV444

Volvo PV444

Volvo PV444

W roku 1958 rozpoczęto produkcję unowocześnionej wersji PV444 - pod nazwą PV544. Od początku produkcji tego modelu montowano w nim trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, równolegle wprowadzone na wyposażenie modelu Amazon.

Volvo PV544

Volvo PV544

Volvo PV544

Volvo PV544

Volvo PV544

Volvo PV544

Tu jeszcze inny egzemplarz PV544.

Volvo PV544

Volvo PV544

Mi się nie podoba (Warszawa M-20 też nie), ale to kwestia gustu.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

11 komentarzy

Znowu paternoster

Trochę paternosterów we Frankfurcie jeszcze działa, nie tylko w I.G.-Farben-Haus.

Bayer-Haus Frankfurt

Bayer-Haus Frankfurt Źródło: Wikipedia Autor dontworry

Dziś o paternosterze w dawnym budynku firmy Bayer. Budynek ten jest znacznie nowszy niż Poelzig-Haus i pochodzi z roku 1952 (to ten, przed którym rosną dwa drzewa, zdjęcie z Wiki bo z dołu trudno zrobić jakieś porządne).

Od niedawna (2008) mieści się tam hotel, a w najwyższej, przeszklonej kondygnacji urządzono restaurację z pięknym widokiem na wieżowce centrum Frankfurtu i pobliski Taunus.

Na górę można się dostać współczesną windą (dla purystów: dźwigiem osobowym), albo paternosterem.

Paternoster w hotelu Fleming, Frankfurt

Paternoster w hotelu Fleming, Frankfurt

Widać różnicę technologiczną w porównaniu z paternosterami z lat 30-tych - ten porusza się wyraźnie ciszej a kabiny są wyłożone blachą nierdzewną.

60318 Frankfurt nad Menem, Niemcy

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Jak to się robi w Niemczech: Goło i niezbyt wesoło.

Dziś w notce będą występować nagość i obrzydliwość, stąd po raz pierwszy podział na wstęp i treść. Rzecz nie dla wrażliwych, wejście na własną odpowiedzialność. Czytaj dalej »
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

6 komentarzy

Śmieszne tylko po niemiecku – Bernd das Brot

Już od dawna zbierałem się do napisania notki o Walterze Moersie z jego "Kapitanem Niebieskim Misiem/Jagodą" (Käpt'n Blaubär) i innych reprezentantach humoru niemieckiego, a tu pewien czas temu częściowo ubiegł mnie MRW. W dodatku wymyślił najlepszy możliwy tytuł dla takiego cyklu, nie pozostaje mi nic innego jak ten tytuł bezwstydnie ukraść. Ale może na początek napiszę o czymś innym śmiesznym tylko po niemiecku - o Berndcie Chlebie (Bernd das Brot).

Berndt das Brot, Erfurt

Berndt das Brot, Erfurt

 Bernd Chleb to bochenek białego, foremkowego chleba z dłońmi i stopami wystającymi bezpośrednio korpusu. Bernd jest stale skwaszony, zgryźliwy, fatalistyczny i depresyjny, jego ulubionym zajęciem jest wpatrywanie się w południową ścianę swojego pokoju (co w jednym odcinku ma mu za złe ściana północna) i uczenie się na pamięć wzoru Raufasertapette (ma to polską nazwę?). W telewizji najbardziej lubi oglądać "Najnudniejsze odcinki kolejowe Niemiec" ("Best of Deutschlands langweiligste Bahnstrecken"), co jest nabijaniem się z kanału telewizyjnego kolei niemieckich "Bahn TV", pokazującego w nocy namiętnie program "Najciekawsze odcinki kolejowe". Program jest bardzo tani - kamera ustawiona w kabinie maszynisty pokazuje widok do przodu z jadącej lokomotywy. I tak godzinami. Naprawdę nie wiem, kto poza Berndem to ogląda. Natomiast ulubionym czasopismem Bernda jest pismo "Pustynia i Ty" ("Die Wüste und du") - tutaj nie łapię, z czego to polewka. Wszelkie problemy i niepowodzenia Bernd kwituje słowem "Mist", co dosłownie oznacza obornik (czyli gnój), ale po niemiecku jest łagodnym przekleństwem, odpowiadającym z grubsza naszemu "cholera".

Bernd das Brot jest między innymi bohaterem serialu, w którym jest właścicielem domu w kształcie chleba, który zamieszkuje wraz z hiperaktywną owcą Chili (Chili das Schaf) i szalonym wynalazcą krzakiem Briegelem (Briegel der Busch). Bernd nie zwraca się do nich po imieniu, tylko per Owco i Krzaku. Owca i krzak wciągają Bernda w różne przygody, których Bernd za wszelką cenę stara się unikać. I chyba słusznie, bo niemal zawsze kończą się one mandatem od policjanta Budimtschitscha (żeby tylko jednym), wręczanym właśnie Berndowi jako właścicielowi domu.

Bernd das Brot, owca Chili i krzak Briegel

Bernd das Brot, owca Chili i krzak Briegel Źródło: www.monstersandcritics.de

Bernd należy, według jego własnej wypowiedzi, do gatunku „Homo Brotus Depressivus“. Oficjalna wersja jest taka, że wymyślony został jako maskotka dla kampanii reklamowej sieci piekarni. Ponieważ kampania nie wyszła, musiał pójść pracować do kanału KI.KA i stąd jego depresja. Tak naprawdę Bernd został wymyślony przez Tommy Krappweisa, a postać jest wzorowana na jego przyjacielu Normanie Cösterze. Pierwowzorem owcy Chili był sam Krappweis, a krzaka Briegela dyrektor techniczny firmy produkującej program Michael Briegel.

Na zdjęciu Tommy Krappweis pokazuje podobieństwo między Normanem Cösterem a Berndem Brotem.

Skąd wziął się Bernd das Brot

Skąd wziął się Bernd das Brot Źródło: Wikipedia Autor: Richard Jebe

Serial jest bardzo odjechany, a przygody Bernda należą zazwyczaj do klasycznego repertuaru pulp-SF - podróże w czasie, zbuntowane roboty, cudowne gadżety, zmniejszanie i zwiększanie przedmiotów, przenoszenie się do filmu lub odwrotnie - pojawianie się filmowych potworów, wymiana osobowości itp. Wszystko to w domu i przydomowym ogródku. Innym źródłem humoru są konflikty z sąsiadami (moim ulubionym jest nowobogacki Antonio chwalący się nachalnie swoim majątkiem - przypomina mi nawet fizycznie jednego mojego znajomego) i miejscowym policjantem. Całość okraszona jest nieźle pojechanym dowcipem, dzieci to uwielbiają. Mi też się podoba, chociaż przyznam że po kilkunastu odcinkach trochę mi się przejadło.

Ale czymś, co naprawę warto zobaczyć jest to, co leci na KI.KA w nocy, po zakończeniu regularnego programu, od 21:00. Program ten jest puszczany w pętli aż do szóstej rano. Jest tego kilka różnych wersji, w każdej z nich Bernd jest uwięziony w świecie telewizji - casting shows, nocnych quizów czy teleshopów. Te cykle są wyraźne adresowane do widzów dorosłych, bo skąd na przykład dzieci miałyby znać lecący głęboko w nocy quiz, w którym pani w stroju kąpielowym zachęca do dzwonienia i odgadnięcia trywialnego słowa. Bernd próbuje się wszelkimi metodami uwolnić, ale przestrzeń programu jest zapętlona - wychodząc w lewo wraca z prawej, skacząc w dół spada z góry itd. Odmowa współpracy przy casting show skutkuje pojawieniem się tostera - i już Chleb robi co mu każą. W teleshopie Bernd próbuje uciec dając się zapakować do przesyłki zamiast sprzedanej lalki, ale po chwili wraca do studia jako reklamacja. I tak dalej i tak dalej, jest w tym mnóstwo smaczków i można z radością oglądać kilka obiegów pętli pod rząd. Tym, których namówiłem na przełączenie się na KI.KA w nocy radzę dokładnie przyglądać się wszystkim napisom pojawiającym się na ekranie - jest tam masa naprawdę dobrych dowcipów.

Programy z Berndem otrzymały nagrody:

  • Złotego wróbla (Goldener Spatz) w kategorii rozrywka (jest to nagroda przyznawana przez jury złożone z dzieci).
  • Adolf-Grimme-Preis - jest to prestiżowa nagroda za twórczość telewizyjną. W uzasadnieniu było o reprezentowaniu "prawa do złego humoru" i "przeciwstawianiu się terrorowi dobrego humoru, zawartemu w programach telewizyjnych". Nagrodę odebrał Tommy Krappweis, bo Bernd nie był nią zainteresowany.

Bernd nagrał też kilka piosenek, jedna z nich dotarła do 41 miejsca niemieckiej listy przebojów singlowych i utrzymywała się na liście przez 18 tygodni.

Więcej o Berndzie TUTAJ.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Śmieszne tylko po niemiecku

Komentarze: (1)

Żegnaj NRD Extra: Go, Trabi, go!

Zdjęcia zrobione w centrum handlowym "Loop5" w Weiterstadt.

Trabant Dragster

Trabant Dragster


Trabant Dragster

Trabant Dragster


Trabant Dragster

Trabant Dragster

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:DeDeeRowo

6 komentarzy

Na wystawie widziane: Tatra 603-2

Tydzień temu na Zeilu była kolejna wystawa starych samochodów zwana Oldtimer City i był tam też mój ulubiony stary samochód - Tatra 603. No może nie całkiem w mojej ulubionej wersji 603-1 (z trzema reflektorami z przodu), było to 603-2, ale za to rewelacyjnie odrestaurowane. Sama przyjemność oglądania, docenili ją również jurorzy przyznając pierwszą nagrodę.

Tatra 603-2

Tatra 603-2

Tatra 603 była praktycznie jedynym produkowanym seryjnie samochodem luksusowym w bloku wschodnim, nie będącym kopią konstrukcji zachodniej - jak Czajki. Tatra od zawsze produkowała samochody o bardzo futurystycznym designie, przedwojenne Tatry występowały bez charakteryzacji w ówczesnych filmach S-F. Ta wielka, dzielona tylna szyba, piękne!

Tatra 603-2

Tatra 603-2

Linia Tatry 603 po bliższym przyjrzeniu się zdradza bliskie pokrewieństwo ze Škodami 1000MB i 100. Niestety w tłoku na wystawie nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia z boku. Tatrę 603 produkowano od 1956 do 1975 roku, praktycznie tak samo jak drugi mój ulubiony stary samochód - Citroena DS.

Tatra 603-2

Tatra 603-2

Czesi mieli duże emo na silnik z tyłu, a Tatra 603 miała się czym pochwalić - chłodzone powietrzem V8. Podobno miłośnicy klasycznego Porsche uwielbiają dźwięk jego wentylatora chłodzącego silnik, Tatra ma takich wentylatorów więcej i odpowiednio lepszy dźwięk.

Tatra 603-2

Tatra 603-2

Wyposażenie Tatry było luksusowe, samochód ten był praktycznie nie do kupienia przez osobę prywatną, jeździli nim tylko dygnitarze.

Tatra 603-2

Tatra 603-2

Jeszcze ciekawostka - dobrze dostępne bezpieczniki koło siedzenia kierowcy.

Tatra 603-2

Tatra 603-2

Wiem skąd się wzięło moje zamiłowanie do Tatry 603 - to psychika zryta w wieku dziecinnym zabawką, o taką (pozdrawiam autora strony http://www.antykwaryczne.pl, a stronę bardzo polecam):

Zdalnie (przewodowo) sterowana Tatra 603-1, NRD

Zdalnie (przewodowo) sterowana Tatra 603-1, NRD Źródło: www.antykwaryczne.p

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

4 komentarze

Żegnaj NRD Update: Pigułki antykoncepcyjne Ovosiston

NRD-owski przemysł farmaceutyczny bardzo szybko wyprodukował pigułki antykoncepcyjne - było to w roku 1965, zaledwie cztery lata po dopuszczeniu pierwszego takiego specyfiku na rynek europejski (Anovlar, Schering AG,  RFN 1961). Skład NRD-owskiego leku był jednak zbliżony do pierwszej w ogóle pigułki antykoncepcyjnej - amerykańskiego Enovidu (1957). Preparat NRD-owski miał jednak już znacznie obniżoną dawkę hormonów.

Tabletki antykoncepcyjne Ovosiston, NRD

Tabletki antykoncepcyjne Ovosiston, NRD

NRD-owskie tabletki opracował Karl-Heinz Mehlan, a wyprodukował kombinat VEB Jenapharm, dziś część koncernu Bayer Schering Pharma AG. Jenapharm nadal produkuje tabletki antykoncepcyjne i ma prawie 1/3 rynku tych specyfików w Niemczech.

Tabletki antykoncepcyjne Ovosiston, NRD

Tabletki antykoncepcyjne Ovosiston, NRD

Środek Jenapharmu nazywał się Ovosiston był od samego początku bezpłatny, zapisywany bez problemu i stosowany powszechnie. W NRD od 1972 roku dopuszczalna też była aborcja (w pierwszych trzech miesiącach ciąży).

Różnice w podejściu do antykoncepcji między wschodem a zachodem były widoczne już w używanym słownictwie. W RFN pigułka nazywana była "Antibabypille" (pigułka antydziecięca), a w NRD "Wunschbabypille" (trudniej zgrabnie przetłumaczyć, może pigułka na chciane dzieci).

Ovosiston był produkowany bardzo długo, zdaje się że wycofano go z obrotu dopiero w roku 2003.

Zdjęcie wkleiłem do notki o obyczajowości NRD.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: ,

Kategorie:DeDeeRowo

Skomentuj

Żegnaj NRD Extra: Trabant 601

Jakoś tak się złożyło, że jak dotąd nie było notki o sztandarowym produkcie kojarzonym z NRD - Trabancie 601. Niniejszym nadrabiam zaległości.

Znaczek VEB Sachsenring Automobilwerke Zwickau

Znaczek VEB Sachsenring Automobilwerke Zwickau

Samochód ten w momencie swojej premiery (1964) był nawet nowoczesny, zarówno technicznie, jak i stylistycznie. Dopiero z biegiem czasu zestarzał się i zdezaktualizował katastrofalnie. Według pierwotnego planu ten model miał być produkowany tylko do roku 1967, a potem zastąpiony nowszym. Nic z tego nie wyszło, a wszystkie następne próby zrobienia czegoś nowszego były torpedowane przez decydentów. Decyzja o zaprzestaniu dalszego rozwoju tej konstrukcji była czysto polityczna, w innych krajach bloku produkcję samochodów wspierano. O ile dobrze pamiętam tylko na Węgrzech i w Bułgarii nie produkowano samochodów osobowych i samochody żadnego innego kraju nie zatrzymały się technicznie na poziomie wczesnych lat sześćdziesiątych. Decyzja ta była umotywowana koniecznością oszczędzania zasobów czyli, mówiąc wprost, biedą.

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Konstruktorzy NRD-owscy mimo wszystko próbowali coś robić, na przykład opracowali wersję z półautomatycznym sprzęgłem, zwaną Hycomat (1965) przewidzianą dla inwalidów. Wersję tę mogli kupować tylko ludzie z legitymacją inwalidzką, część tych samochodów trafiała również do Polski. (Może by tak notkę o drugim NRD-owskim pojeździe dla inwalidów - Duo? Tyle że nie mam własnych zdjęć. EDIT: Notka już jest!) Były też obiecujące próby z silnikiem Diesla, ale i tak skończyło się na niczym. I tak samo jak w innych krajach bloku "rozwój" polegał głównie na upraszczaniu, potanianiu i zmianach na gorsze.

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Trabant produkowany był w wersjach nadwoziowych: 2-drzwiowa limuzyna i 3-drzwiowe kombi, oraz od 1967 w wersji Kübel (otwarta "terenówka" z płóciennym dachem) przeznaczonej dla wojska i leśników. Później, od 1978 roku, Kübel był dostępny również dla cywili, pod nazwą Tramp, ale nigdy nie widziałem żeby ktoś prywatnie miał coś takiego. Ale to nic dziwnego - Trampów wyprodukowano w sumie poniżej tysiąca sztuk i większość poszła na eksport, bodajże do Grecji.

Na zdjęciu widać spartańskie wyposażenie kabiny kierowcy, a to i tak wersja S (Sonderwunsch), a te kolorowe przyciski chyba nie należały do wyposażenia fabrycznego (mogę się mylić, nie śledziłem tego co montowano w późnych seriach). Była też wersja de Luxe, różniła się od S chromowanymi zderzakami i dachem w innym kolorze. Prawdziwy luksus, co nie?

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Pierwszą naprawdę istotną próbą poprawienia tej konstrukcji było dopiero zastosowanie silnika od VW Polo, ale o tym może w osobnej notce.

Zaraz po obaleniu muru jedna firma z Zachodu opracowała katalizator do Trabanta, licząc na wielką kasę. Pokazywali to w telewizji - Trabant po paru minutach od odpalenia przestawał wyrzucać chmury niebieskiego dymu o nieprzyjemnym zapachu. Nie muszę chyba pisać, że był to zupełnie poroniony biznesplan, bo nikt nie chciał już inwestować w swojego Trabanta.

Tutaj widoczna jest bardzo charakterystyczna dźwignia zmiany biegów, zwana klamką.

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

Trabant 601 Limousine Sonderwunsch

 Trabanta miał jeden z moich wujków, pamiętam że kiedyś gdy podczas wyjazdu nad morze wyciągnął nim 95 km/h, to opowiadałem o tym sensacyjnym osiągnięciu innym dzieciom w przedszkolu. Takie to były czasy i samochody.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:DeDeeRowo, Na ulicy widziane

14 komentarzy