Gdzieś między Polską a Niemcami, a szczególnie w NRD

Krzyżacy w lesie miejskim!

Spacerując po lesie miejskim możemy natknąć się na interesujące kamienie, z całą pewnością nie pochodzenia naturalnego.

Po jednej stronie każdego z tych kamieni znajduje się tarcza z krzyżem - łatwa do zidentyfikowania jako godło zakonu krzyżackiego.

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

 Z drugiej strony litera F, jednak w lustrzanym odbiciu (na zdjęciu trochę słabo widać).

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

Kamien graniczny między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt

Takich kamieni jest w lesie miejskim około pięćdziesięciu. Mają one już dobrze ponad 500 lat, a ich historia jest następująca:

W roku 1221 cesarz Fryderyk II podarował część dzisiejszego lasu miejskiego i odpowiednie prawa do polowania i wypasu Zakonowi Krzyżackiemu (ciekawe że wtedy świnie wypasano w lesie - jadły żołędzie i orzeszki bukowe). W roku 1372 miasto Frankfurt kupiło za 8.800 guldenów las od cesarza Karola IV i chciało odzyskać również części zajętą przez Zakon. Spór miasta z Zakonem toczył się przez ponad 100 lat i został zakończony w roku 1484 kompromisem. W jego wyniku miasto dostało las za jednorazową opłatę, a Zakon zatrzymał prawo do wypasania zwierząt na terenie wyznaczonym tymi właśnie kamieniami.

Przypuszcza się, że kamieniarz wykonujący kamienie graniczne nie umiał czytać i niewłaściwie przyłożył szablon, stąd odwrócenie frankfurckiego F.

Na zdjęciu: Plan lasu miejskiego, granica terenu zakonnego zaznaczona czerwonymi punktami (na standardowym LCD trochę słabo widać, na wyświetlaczu mojego VAIO kolory są znacznie lepsze).

Mapa z naniesioną granicą między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt (Schäfersteinpfad)

Mapa z naniesioną granicą między terytorium Zakonu Krzyżackiego a miasta Frankfurt (Schäfersteinpfad)

Jak z tej historii widać zakon krzyżacki nigdzie nie był łatwym partnerem do negocjacji, zwłaszcza gdy chodziło o teren.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Na ulicy widziane: BMW E24

Musiałem poprawić notkę, bo z dyskusji wynikło że źle rozpoznałem model. A ostatnio zauważyłem, że właściciel zamontował znaczki modelu i dostał rejestrację na samochód historyczny. Pewnie akurat 30 lat pojazdowi stuknęło.

Chodzi jednak nie o BMW E23, tylko E24. Był to pierwszy model linii określanej jako "szóstka" ("6er"). W tym okresie konstrukcje firmy BMW miały charakterystyczne pochylone atrapy, od których samochody te były potocznie zwane "rekinami".

BMW E24 (630 CS) 1975-1979

BMW E24 (630 CS) 1975-1979

Trudno było ustalić jaki to konkretnie silnik ma ten samochód, bo brakowało znaczków z tyłu.

BMW E24 (630 CS) 1975-1979

BMW E24 (630 CS) 1975-1979

Ale już się pojawiły.

BMW E24 (630 CS) 1975-1979

BMW E24 (630 CS) 1975-1979

Dwadzieścia kilka lat to dla samochodu głupi wiek. Właścicielowi mówią jeszcze "ale ty starym samochodem jeździsz" zamiast "ale masz fajny zabytkowy samochód". No ale każda rzecz zanim stanie się zabytkiem najpierw jest przestarzała. Ale w końcu samochód będzie jednak historyczny.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

5 komentarzy

Kinder-Uni 2010

O Kinder-Uni już pisałem:

Kinder-Uni 2008
Kinder-Uni 2009

W tym roku ta impreza też się odbyła, w tym samym miejscu i na tych samych zasadach co w poprzednim. Nie będę się więc powtarzał tylko od razu napiszę o tym, co było na wykładach. Byłem na czterech z nich, a moje dziecko na wszystkich pięciu

Kinder Uni 2010 - plakat

Kinder Uni 2010 - plakat

W poniedziałek pani profesor od nauk o Ziemi opowiadała o zużyciu wody. Dość ciekawie, ja też się czegoś dowiedziałem. Pani profesor zaprezentowała na modelu dobowe zużycie wodociągowej wody przez przeciętnego obywatela Niemiec (124 litry) i porównała tą wielkość ze zużyciem wody potrzebnej na wyprodukowanie żywności dla tego samego obywatela, również na dobę - 4 metry sześcienne. Teraz ta ciekawostka: Gdyby przejść na dietę wegetariańską byłyby to 3 metry sześcienne. Spodziewałem się, że ta różnica będzie większa. Na zdjęciu: z prawej 124 litry, z lewej 4 metry sześcienne.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Zużycie wody na wyprodukowanie żywności dla człowieka na dzień

We wtorek był wykład z archeologii na temat "Dlaczego w okolicy znajduje się tak wiele rzymskich monet?". Podobny był niezły, a ramach show po sali przechadzali się rzymscy legioniści. A sama odpowiedź jest oczywiście prosta - Frankfurt leży już po rzymskiej stronie Limesu. Limes jest jeszcze widoczny - jak będę w okolicy robię zdjęcia i notkę.

W środę był wykład z biochemii - na temat krzepnięcia krwi. Prowadzący go profesor poszedł trochę na łatwiznę i wykroił wykład dla dzieci z normalnego wykładu dla studentów, więc było trochę nudno i dla części dzieci za trudno. Na zdjęciu: Wąż pożyczony z zoo.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Wąż wypożyczony z zoo

W czwartek  profesor biologii miał wykład o produkcji biopaliw. Wykład był ciekawy, podobno oni tam wszczepili DNA bakterii do komórek drożdży uzyskując organizmy mogące przetwarzać odpady drzewne wprost na bioetanol. Nauczył też dzieci tak pożytecznej umiejętności jak destylacji spirytusu z wina (patrz zdjęcie).

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Destylacja alkoholu z wina

No i znowu najciekawszy wykład był w piątek i z biologii. Nie było żadnego show i tanich efektów, tylko profesor od biologii morza i badań głębinowych opowiadał i pokazywał zdjęcia, filmy i preparaty. Zakonserwowane w alkoholu ryby głębinowe można było dotknąć - normalnie zna się je tylko z rysunków albo zdjęć. Znowu się czegoś dowiedziałem - we wszystkich źródłach z jakimi się dotąd zetknąłem było napisane, że tych ryb głębinowych nie da się wyciągnąć na powierzchnię, bo je różnica ciśnień zabija. Profesor twierdził jednak, że one nie mają w sobie ani trochę gazów (pęcherza pławnego też nie), a zabija je szok termiczny. Można je wyciągnąć żywe, tylko trzeba ustabilizować temperaturę wody. ("Tylko", to się tak łatwo mówi).

Na zdjęciu: gąbki głębinowe.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Gąbki głębokowodne

Na zdjęciu: krab głębinowy

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Krab głębokowodny

Na zdjęciu: To jest taki anglerfish/Anglerfisch jak w każdym źródle o głębinach oceanu, tyle że jako preparat do pomacania.

Kinder Uni 2010

Kinder Uni 2010 - Anglerfisch

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Jak to się robi w Niemczech: Jeszcze o finansowaniu kościołów

W notkach o podatku kościelnym wspominałem już o tym, że państwo dokłada się do finansowania związków wyznaniowych. Na podstawie znanych mi informacji wydawało mi się, że to nie jest zbyt dużo. Jednak właśnie przeczytałem o tym artykuł (Euro 10/2010, Stephan Haberer i Hans-L. Merten "Das Kreuz mit dem Kapital") i muszę się tą nową wiedzą podzielić.

Najpierw uwaga: W dalszym ciągu notki będę pisał o "kościołach" - mowa będzie zbiorczo o kościele katolickim i ewangelickim. Nie będzie dużym błędem założenie, że podane sumy rozkładają się między oba te związki wyznaniowe z grubsza po połowie, a inne kościoły są na tyle nieznaczne, że można je w tych rozważaniach pominąć.

Przejdźmy więc do kosztów ponoszonych przez państwo niemieckie:

Koszty duszpasterstwa wojskowego są łatwe do policzenia - jest to pojedyncza pozycja w budżecie państwa i wynosi 26,3 milionów euro. Zdecydowana większość tej sumy to koszty płac dla kapelanów. Opłacanie kapelanów nie jest w żaden sposób umocowane w przepisach. Czyli wszystko podobnie jak w Polsce.

Następna pozycja to religia w szkole. Tu jest trudniej. Co prawda łatwo jest wyliczyć koszty płac nauczycieli kościelnych (207 milionów) ale są jeszcze katecheci świeccy i inne koszty, Carsten Frerk w książce "Finanse i majątek kościołów w Niemczech" oszacował całkowite koszty państwa na naukę religii w szkole na 2,28 miliarda euro rocznie. I znowu to wszystko podobnie jak w Polsce.

Dalej mamy podatek kościelny. Zasady są co prawda ładne, ale w praktyce państwo też ma z tego powodu koszty. Mianowicie zapłacony podatek kościelny odlicza się od podstawy opodatkowania, w związku z tym wpływy państwa zmniejszają się o ponad 3 miliardy rocznie. Tego czynnika w Polsce nie ma.

Podobnie jest z darowiznami na kościoły - wpływy podatkowe państwa zmniejszają się z tego powodu o jakieś 600 milionów rocznie. Tu chyba znowu podobnie jak w Polsce.

Kościoły są zwolnione z różnych podatków - ta subwencja kosztuje podatnika jakieś 7 miliardów  rocznie. To znowu podobnie jak w Polsce.

Często podnoszony jest argument o działalności społecznej kościołów - o prowadzeniu przedszkoli, szkół, szpitali, domów starców... I ma to być dofinansowywane z budżetów diecezjalnych. Jednak prawda jest taka, że instytucje te działają na tych samych zasadach jak instytucje świeckie a dofinansowanie z ze środków kościelnych jest znikome. Za to bardzo duże wsparcie (nawet do 100%) pochodzi ze środków państwowych lub gminnych. Dokładnie tak jak i dla instytucji państwowych, ale nad kościelnymi państwo nie ma żadnej kontroli. Organizacje dobroczynne są tylko w bardzo niewielkim stopniu dofinansowywane z podatku kościelnego, a za to w sporym stopniu ze środków publicznych. Na przykład dla Misereor jest to 58% środków publicznych, a tylko 6% diecezjalnych. I to się jeszcze nazywa "Bischöfliches Hilfswerk" ("Biskupie dzieło pomocy")! 

Struktura przychodów Misereor

Struktura przychodów Misereor Źródło: Wikipedia Autor: Partikular

 Na diagramie: Struktura przychodów Misereor w roku 2007

Legenda:

  • Staatl. Steuermittel - środki państwowe finansowane z podatków
  • Spenden - darowizny
  • Kollekte - zbiórki organizowane przez kościół (np. taca)
  • Kirchliche Haushaltsmittel - środki własne kościoła (czyli z podatku kościelnego)
  • Zinsen - odsetki (czyli dochody kapitałowe)

 

 

I są jeszcze drobniejsze pozycje, na przykład dofinansowanie remontów zabytków kościelnych (22 miliony). A na sam Ökumenisches Kirchentag (jak się to po polsku nazywa? Taki duży zjazd kościelny) 2010 w Monachium państwo dołożyło 10 milionów. Znowu jak w Polsce.

 

A teraz radzę usiąść i mocno trzymać się poręczy fotela. Tego nie ma nawet w Polsce. Mnie też trzepnęło jak o tym przeczytałem. Najpierw trochę o historii, bo to ważne.

Istotną rolę w systemie finansowania kościołów w Niemczech odegrał Napoleon. Na mocy traktatu pokojowego z Lunéville odebrał on księstwom niemieckim tereny na lewo od Renu, zrzekając się jednocześnie roszczeń do terenów na prawo od rzeki. Wywłaszczeni książęta dostali jako odszkodowanie (zatwierdzone przez Reichsdeputationshauptschluss - ostatni znaczący akt prawny Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego) tereny odebrane kościołom leżące na prawo od Renu. Było to w roku 1803. Tak zakończył swoje istnienie system zwany Reichskirche (jest na to polskie określenie? I jeszcze uwaga dla nie czytających po niemiecku: Przełączenie się w Wikipedii z niemieckiego hasła Reichskirche na angielski nie daje informacji o które tu chodzi), czyli szczególna wzajemna zależność władzy świeckiej i kościelnej obowiązująca w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego. Ziemie odebrane kościołom stanowią aż 27% obecnej powierzchni Bundesrepubliki

Z tymi ziemiami kościelnymi było tak, że część księstw niemieckich należało do książąt będących jednocześnie biskupami. Takiego księcia-biskupa nazywano Fürstbischoff - chyba nie ma na to nawet polskiego słowa, bo w Polsce skala tego zjawiska była znikoma. Księstwa te uległy likwidacji i zostały włączone do księstw świeckich. W zamian za to książęta świeccy zobowiązali się "dbać o wyposażenie katedr i pensje dla wyższych duchownych".

I od tego czasu płaciło biskupom cesarstwo, płaciła republika weimarska, płacił Hitler i płaci Bundesrepublik. Już od ponad 200 lat.

I nie są to drobne. Tyle że nie ma na to jednej pozycji w statystyce. Struktura administracyjna Niemiec jest bardzo skomplikowana (to przez Amerykanów, specjalnie  tak zrobili, muszę napisać o tym notkę) i nie da się w prosty sposób uzyskać takich danych. Według szacunków są to około 442 miliony euro rocznie (na 67 biskupów katolickich + nie udało mi się ustalić ilu ewangelickich). Dla porównania 180 szefów koncernów notowanych w DAX wzięło w roku 2009 w sumie "tylko" 409 milionów.

I tak w sumie wychodzi około 20 miliardów rocznie na koszt podatników. A z podatku kościelnego kościoły mają tylko 10 miliardów.

Jak widać, z tym rozdziałem kościołów od państwa w Niemczech nie jest tak dobrze, jak to się na pierwszy rzut oka wydaje. Z kilku z tych pozycji zdawałem sobie sprawę, ale na przykład to o finansowaniu biskupów to dla mnie nowość. Ech...

 

Mam w planie jeszcze notkę o niemieckim konkordacie, ale okazało się że sprawa jest tak skomplikowana, że bez jakiegoś dobrego opracowania nie dam rady się przez nią przegryźć. Więc to trochę potrwa.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Jak to się robi w Niemczech?

17 komentarzy

Na ulicy widziane: Jaguar E-Type

Dziś znowu klimaty Bondowskie - piękny egzemplarz najbardziej klasycznego klasyka - Jaguar E-Type, model z silnikiem 12V o pojemności 5,3l. Silnik ten był stosowany również w późniejszych modelach, między innymi w Daimlerze Double Six (różniącym się tylko znaczkiem od Jaguara XJ serii III). Takiego Daimlera, oczywiście używanego, kupił sobie kiedyś jeden mój kolega z Berlina, raz ten samochód prowadziłem. Silnik był po prostu niesamowity, dwanaście cylindrów pracuje praktycznie niesłyszalnie, przy jeździe 60 km/h nie słychać go w ogóle, słychać tylko szum opon. Niestety te samochody nadają się tylko do szybkiej jazdy, przy powolnej, a zwłaszcza przy podjeżdżaniu w kolejce do granicy się przegrzewają.

Jaguar E-Type Series 3 (1971–1974)

Jaguar E-Type Series 3 (1971–1974)

Dokładnie ten wariant podoba mi się najbardziej - coupe bez zderzaków, z aerodynamicznymi osłonami reflektorów i dużym wlotem powietrza. Zderzaki tylko psują linię. Ale podobno znacznie wyższe ceny osiągają roadstery pierwszej serii - nawet ponad 100.000 euro.

Jaguar E-Type Series 3 (1971–1974)

Jaguar E-Type Series 3 (1971–1974)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Skomentuj

Na ulicy widziane: Volvo Amazon P120

Dziś jeden z klasycznych samochodów, jednak nie tak egzotyczny jak Alfa Romeo Montreal. Jest to Volvo w Szwecji zwane Amazon, poza Szwecją ze względu zastrzeżenie znaku towarowego przez inną firmę zwane serią P120/P130. Na zdjęciach dwudrzwiowa limuzyna, czyli P130.

Volvo P130 (Amazon), egzemplarz z lat 1964-1966

Volvo P130 (Amazon), egzemplarz z lat 1964-1966

Był to pierwszy samochód w którym seryjnie montowano trzypunktowe pasy bezpieczeństwa i który zapewnił firmie Volvo renomę producenta samochodów bezpiecznych i trwałych.

Volvo P130 (Amazon), egzemplarz z lat 1964-1966

Volvo P130 (Amazon), egzemplarz z lat 1964-1966

Przy okazji: proszę przyjrzeć się tablicy rejestracyjnej. Litera H na końcu oznacza samochód historyczny w wieku minimum 30 lat, w stanie oryginalnym (bez późniejszych przeróbek) i dobrym stanie technicznym. Taka rejestracja daje spore zniżki na podatku drogowym i ubezpieczeniu, samochody z taką rejestracją nie muszą mieć też Umweltplakette.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

6 komentarzy

Niebo nad Frankfurtem 2

Pewien czas temu pisałem o niebie nad Frankfurtem. Dla porównania normalny stan nieba w tej okolicy:

Niebo nad Frankfurtem

Niebo nad Frankfurtem

Co pewien czas jacyś ekoterroryści robią akcję pokazując dokładnie takie obrazki na bilbordach (nawet zazwyczaj z dokładnie takim tytułem jak u mnie), a ja zupełnie nie rozumiem czego oni chcą. Krzyżujące się smugi kondensacyjne na różnych wysokościach podświetlone od dołu wschodzącym lub zachodzącym słońcem to naprawdę coś pięknego.

Niebo nad Frankfurtem

Niebo nad Frankfurtem


Niebo nad Frankfurtem

Niebo nad Frankfurtem

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Skomentuj

Na ulicy widziane: Alfa Romeo Montreal

Zapowiedziałem notkę o Krzyżakach w lesie miejskim, czeka notka o KinderUni 2010 (było w zeszłym tygodniu) ale ponieważ chwilowo jestem w niedoczasie to na razie tylko coś szybkiego o samochodach.

Dziś spotkałem na ulicy taki oto ciekawy samochód (zdjęcia niestety mocno średnie, nie dało się dobrze podejść):

Alfa Romeo Montreal (1970-1977)

Alfa Romeo Montreal (1970-1977)

Jest to Alfa Romeo Montreal. Konstrukcja pokazana jako concept car na Expo 1967 w Montrealu (stąd nazwa). Ponieważ klienci byli bardzo chętni, uruchomiono produkcję seryjną tego modelu. Produkowano go od 1970 do 1977, ale nie sprzedało się dużo bo w międzyczasie zrobił się kryzys paliwowy i zainteresowanie samochodami palącymi 14 l/100 bardzo spadło. W sumie wyprodukowano ich mniej niż 4000 sztuk.

Alfa Romeo Montreal (1970-1977)

Alfa Romeo Montreal (1970-1977)

Te wloty powietrza z boku pochodzą z concept cara z silnikiem centralnym, w serii silnik był z przodu więc te otwory to tylko ozdoby. Z przodu widać oryginalne zasłonki na reflektory, podobno po włączeniu świateł zasłonka ta zsuwa się jakoś w dół, ale nie znalazłem żadnego zdjęcia jak to dokładnie działa.

Podobno przetrwało tego modelu sporo bo, w odróżnieniu od innych produktów firmy Alfa Romeo, ten miał bardzo porządne zabezpieczenie antykorozyjne nadwozia.

A w ogóle to najciekawsze w tym samochodzie jest to, że był to concept car który wszedł do produkcji. Potem coś takiego się już chyba nie zdarzyło, nawet gdy zainteresowanie klientów było ogromne. Jako przykład podam tu Mercedesa C111 (1970), na którego klienci stali w kolejce żeby robić przedpłaty, i który był masowo produkowany w połowie świata jako zabawka dla dzieci, ale nigdy nie wszedł do produkcji seryjnej. (Zdjęcie z Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie)

Mercedes C111-II (1970)

Mercedes C111-II (1970)

A dziś concept cary to zazwyczaj nawet nie są jeżdżące, a co dopiero mówić o produkcji.

Renault Zoé Z.E. Concept na IAA 2009

Renault Zoé Z.E. Concept na IAA 2009

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , , , , , ,

Kategorie:Na ulicy widziane

Skomentuj

Krzyżacy we Frankfurcie!

Jedna z istniejących do dziś placówek zakonu znajduje się we Frankfurcie, tuż nad Menem.

Tędy do Krzyżaków we Frankfurcie

Tędy do Krzyżaków we Frankfurcie

Oprócz kościoła i klasztoru mieści się tam muzeum ikon oraz prowadzone przez zakon przedszkole. Nie jest ono niczym nietypowym - bardzo wiele przedszkoli w Niemczech prowadzonych jest przez kościoły zarówno katolickie jak i ewangelickie. Ciekawostką jest, że dyrektorką tego przedszkola jest polska siostra zakonna należąca do zakonu krzyżackiego.

Budynki Zakonu Krzyżackiego we Frankfurcie

Budynki Zakonu Krzyżackiego we Frankfurcie

Teren ten został własnością zakonu już w 1221 roku. Potem było różnie - raz im odbierano, innym razem oddawano. Ostatnia zmiana stosunków własnościowych zaszła w 1958 - zakon odkupił teren wraz z ruinami zabudowań - budynki zakonne zostały zniszczone w czasie wojny i odbudowane ze środków zakonnych w latach 60-tych. Nie udało mi się znaleźć żadnego zdjęcia przedstawiającego stan po bombardowaniu, nie wiem więc ile jest nowe.

Muzeum Ikon w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

Muzeum Ikon w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

 

Kościół w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

Kościół w klasztorze krzyżackim we Frankfurcie

 Członkowie zakonu pojawiają się na uroczystościach religijnych w strojach organizacyjnych.

Zakonnik krzyżacki na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Zakonnik krzyżacki na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Polak w takiej sytuacji sięga po komórkę żeby zadzwonić po Jagiełłę (abonent poza zasięgiem niestety).

Zakonnicy krzyżaccy na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Zakonnicy krzyżaccy na uroczystościach Bożego Ciała we Frankfurcie

Frankfurt Sachsenhausen, Niemcy

W następnym odcinku: Krzyżacy w lesie miejskim.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

Komentarze: (1)

Krzyżacy!

Wszyscy w Polsce wiedzą, kto to byli Krzyżacy. Konrad Mazowiecki, Malbork, Grunwald, Hołd Pruski. I? I to w zasadzie wszystko. Owszem, co bardziej oczytani wiedzą o Państwie Zakonnym więcej, niektórzy orientują się, we wcześniejszej historii Zakonu. Ale mało kto wie, co się działo z zakonem po sekularyzacji w 1525. No może zna słynne (w Polsce) zdjęcie Konrada Adenauera w stroju organizacyjnym.

Adenauer w płaszczu krzyżackim

Adenauer w płaszczu krzyżackim Źródło: www.deutsche-und-polen.de

Źródłem nieporozumień jest już samo, zwyczajowo przyjęte polskie określenie Krzyżacy. Nie ma ono żadnego, bezpośredniego odpowiednika niemieckiego, tytuł książki i filmu Krzyżacy jest tłumaczony na niemiecki jako Kreuzritter, co oznacza krzyżowców - czyli generalnie rycerzy wyprawiających się na wyprawy krzyżowe, inaczej krucjaty. A to jednak niezupełnie to samo.

Decyzja Wielkiego Mistrza zakonu Albrechta I. von Brandenburg-Ansbach z 1525 co prawda praktyczne zlikwidowała zakon, poddała państwo zakonne królowi polskiemu i zmieniła obowiązujące w nim wyznanie na luteranizm, ale oczywiście nie cały zakon zgodził się na te zmiany. Działalność zakonu została przeniesiona na posiadane przez zakon rozproszone ziemie głównie na terenie dzisiejszych Niemiec, a nową stolicą został Mergentheim (dziś: Bad Mergentheim). Tam też mieści się duże muzeum historii zakonu. Po 1809 główna siedziba została przeniesiona do Wiednia, gdzie (z przerwą po drodze) znajduje się do dziś.

Zamek krzyżacki Mergentheim

Zamek krzyżacki Mergentheim

 

Zamek krzyżacki Mergentheim

Zamek krzyżacki Mergentheim

Interesujące jest zapoznanie się z historią zakonu opowiedzianą z punktu widzenia jego dzisiejszych członków. W Polsce Krzyżacy widziani są przez pryzmat lektur i filmów, w których grali oni role bad guyów. Ale to oczywiście tylko jedna strona medalu. Oprowadzająca po muzeum siostra zakonna podkreślała szczególnie nowoczesną infrastrukturę stworzoną i wybudowaną przez Zakon na terenie Prus Wschodnich. Krzyżacy wykorzystywali doświadczenia zebrane podczas wypraw krzyżowych i budowali masowo zamki według najnowocześniejszych wtedy rozwiązań technicznych.

Model zamku krzyżackiego w muzeum w Bad Mergentheim

Model zamku krzyżackiego w muzeum w Bad Mergentheim

Do najbardziej znanych należy wyniesienie toalety poza obręb murów - doświadczenia z kampanii w Palestynie pokazywały że skażenie wody i wybuch zarazy wśród obrońców był bardzo częstą przyczyną upadku twierdz. Ale chodziło nie tylko o budowle - dobrze i nowocześnie zorganizowana były na przykład administracja i poczta.

Witraż na zamku krzyżackim Mergentheim

Witraż na zamku krzyżackim Mergentheim

Założenia statutowe zakonu również były chwalebne - chodziło przede wszystkim o prowadzenie szpitali. Ale właściwym sensem istnienia zakonu było danie zajęcia drugim i następnym synom szlachciców, tym którzy nie mogli liczyć na odziedziczenia majątku po ojcu. Zlecenie od Konrada Mazowieckiego spadło zakonowi jak z nieba, bo wyprawy krzyżowe się akurat skończyły.

Płaszcz krzyżacki w muzeum zakonu w Bad Mergentheim

Płaszcz krzyżacki w muzeum zakonu w Bad Mergentheim

Siostra oprowadzająca po muzeum w Bad Mergentheim opowiadała również o mniej chwalebnych kartach historii tej organizacji, strony internetowe Deutschorden prześlizgują się po tych tematach bardzo powierzchownie.

Płaszcz krzyżacki w muzeum zakonu w Bad Mergentheim

Płaszcz krzyżacki w muzeum zakonu w Bad Mergentheim

Zakon mimo problemów natury finansowej istnieje do dziś i liczy około 1000 członków - 100 księży, 200 sióstr zakonnych i 700  Familiaren (zakonników świeckich). Wielki Mistrz rezyduje w Wiedniu i, jak donosi moja kuzynka która była kiedyś na obiedzie z udziałem tegoż Wielkiego Mistrza, nie jest wcale wielki - jej, niezbyt wysokiej dziewczynie sięga do ramienia.

Burgstrasse
97980 Bad Mergentheim, Niemcy

W następnym odcinku: Krzyżacy we Frankfurcie.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dotyczy: , ,

Kategorie:Ciekawostki

5 komentarzy